U mnie to zależy od wielu czynników. W tym i gatunku gry. Nie lubię sztucznego wydłużania gry. Zwykle gram na normal. Jeśli hard tylko wydłuża paski życie nie wnosząc nic więcej do gry, to nawet o tym nie myślę. Bo często wszystko skłania się do tego że walka wcale nie jest trudniejsza. Jest tylko dłuższa. A paść można co najwyżej przez nieuwagę powodowaną znudzeniem. Lubię trudniej gdy rozgrywka skupia się na wyzwaniu i jest szybka. Stąd jakieś dynamiczne FPSy lubię ogrywać na trudnym. A że przy tym też zwykle nie ginę dużo to normal by po prostu nudził. Bo wyzwanie i uciecha z demklki to tu podstswa. A nawet jak się ginie. Nie tracinsoe wiele czasu. Dobrym przykładem jest tu stare dobre Hotline Miami. Lubię łatwiejsze poziomy, choćby i nazywało się to super easy, jeśli gra pozostaje tak samo trudna, ale pozwala np na zapisy w ogóle czy robienie ich częściej. Powtarzanie długiej sekwencji czy całego długiego etapu od nowa wcale nie jest fajnym doznaniem. Czasem też zwyczajnie lubię zwiedzać. Odkrywać nowe miejsca, eksplorować. Wtedy też nie zależy mi bardzo na wyzwaniu. Ale też nie na tym żeby było absolutnie jak po maśle. Zwykle normal to równoważy.
Tym sposobem każdej gry mam to co chcę z niej uzyskać. Gram głównie przed snem jak dziecko śpi i domowe sprawunki są zakończone. Albo rano w weekend bo budzę się zwykle znacznie wcześniej niż reszta rodziny. Dlatego też lubię jak gra szanuje mój czas, ale zarazem jakoś się nie spieszę i przechodzę gry raczej powoli i dokładnie. Darujac sobie jednak aktywności nudne typu zbieranie 1000 piórek czy innych tego typu pierdół.
Easy odpalam, choć to naprawdę rzadkie i chyba zrobiłem to zaledwie kilka razy w życiu, gdy jakiś etap/boss, wyjątkowo da mi się we znaki, a już zwłaszcza gdy ginie się z winy błędów w grze typu źle zrobione hit boxy czy ultra celność wrogów jakby widzieli przez wszystkie przeszkody, mieli sokole oczy i pociski z autopilotem na ciebie :)
Też prowadzę spis. Jednak nie są to gry zaplanowane do przejścia. Nie ma planu. To raczej gry do puli gier na które warto zwrócić uwagę. Które z resztą wpadają i wypadają jeśli jest choć jeden czynnik który mnie zniechęci. Gram w to, na co przychodzi mi ochota a pula ułatwia wybór tego co interesujące w swoim gatunku. Mam ochotę na RPG, sięgam do puki o coś tam wybieram. Gram w wiele rzeczy starych, gram gdy jest na to spokojny czas. I siły. Po pracy przy kompie nadgodzin owo niespecjalnie chce się znów patrzeć w ekran. Z niczym się nie spieszę. Niczego nie maksuję. Lubię poznać wszystkie wartościowe elementy gry ale nie maksować dla samego maksowania. Zwykle wybór pada na tytuły które przechodzę do końca. W sensie do napisów końcowych. Ale jeśli gra naprawdę nudzi to jej nie kończę. Achievementy przeszkadzają cieszyć się grą. Zamiast poznania lorei klimatu pozostaje granie w jakiś sposób na siłę i wbrew sobie żeby wbić osiągnięcie.
Poza tym gra ma mnie cieszyć, rozluźniać, nie zmuszać do spędzania z nią czasu, dawać możliwość przerwania w każdej chwili i mieć swój koniec. Stąd wiele tytułów odpada z miejsca nawet jeśli jest w nich jakiś ciekawy element.
Też zdecydowanie nie jestem fanem tego pomysłu. Jakkolwiek nie uwielbiam tego uniwersum tak nie wyobrażam siebie żeby gra z Ciribjako główna postacią mogła wyjść dobrze. Wolałbym zobaczyć postać nieznaną która pozwoli na dużo większą swobodę tworcom.
Jak ktoś wcześniej zauważył - najlepsze generacje są od grafików. To co tu wyszło to jakaś niedoróbka w pośpiechu. Porządne wykonanie wymagałoby więcej czasu, choć i tak mniej niż malowanie od zera więc nadal się opłaca. A ogólnie rzecz biorąc - nie oszukujmy się, ale większość pracy grafików to praca polegająca na przeglądaniu zdjęć ze stocków i ich montażu. Przy czym samo szukanie odpowiednich potrafi zeżreć więcej niż praca. A to nie takie światło, a to proporcje a to ucięty ważny fragment. Z AI po prostu te elementy do obróbki można sobie zrobić zamiast marnować czas na głupie przeglądanie i frustrację. A przy czymś poważniejszym? To tylko fajne wsparcie które może pracę przyspieszyć. Zwłaszcza że grafik może wytrenować AI pod siebie. AI jest przeceniane. Jasne. Są rzeczy które zrobi ot tak. Ale zawsze trafisz na coś na czym się zatnie i musisz sobie umiejętnie z tym poradzić i tak naprawdę część roboty wykonać samemu.
Jeśli chodzi o innowacyjność. Cóż. Człowiek też uczy się od innych i z całej tej mieszanki łączonej wypracowuje coś swojego. AI też potrafi zaskoczyć. Zwłaszcza jak to ty umiejętnie (lub przypadkowo) je zaskoczysz i nie wiedząc co ma zrobić z poleceniem tworzy niezły odpał. Nie koniecznie coś zwalonego. Po prostu ciekawego co może cię zainspirować do czegoś innego.
Ja przez to zaczynałem grę od początku. Tam takie hordy były że NPC ginęli w chwilę a samemu po prostu nie dało się przez to przebić a zatem i kontynuować głównego wątku. Tragedia.
Mam dokładnie tak samo. Na tej zasadzie mam tylko Far Cry 3 i to ostatnie co w ten sposób nabyłem. Ot, tyle że na Steam mam na liście i jedyne co to zmienia. A launcher Ubi i tak musi iść więc go wcale tym sposobem nie unikam. No ale mnie żadne funkcje Steam nie obchodzą, ja tam tylko uruchamiam gry, a dla samej listy w 1 miejscu mam GOG Galaxy. Choć jak tego nie miałem, też nie czułem wielkiego problemu w tym, że na pasku mam skróty do kilku launcherów.
Ja to już nawet przyjmuję z ulgą. Nie nadążam grać w to co jest warte zagrania. Więc mi nawet pasuje jak przybywa powodów by w coś nie zagrać :)
Ja obawiam się "modern reimagining" pierwszego Wieśka. Zwykle to oznacza dostosowanie pod poprawność polityczną a nie poprawę rozgrywki, a łagodzenie gry przez politykę to ostatnie co bym w tej grze chciał. Pal licho karty z panienkami. To nie było istotne choć zabawne. Ale jak coś ma się zmieniać bo nie wypada albo dokładane dziwne wątki na siłę to ja dziękuję. Pożyjemy zobaczymy.
"gdy system wykryje, iż sygnał jest odbierany z innego miejsca niż pozycja „główna”, to pojawia się komunikat o konieczności uiszczenia dodatkowej opłaty, która wynosi około 13 zł."
Czyli zmieniając lokalizację co jakiś czas, czy oglądając mobilnie gdzieś w drodze, które to sytuacje są u mnie dość częste, to dopłacę, bo sygnał idzie z innego miejsca? Mimo że to ciągle oglądam tylko ja? Bezsens. Karanie za korzystanie z zalety oglądania z dowolnego miejsca.
Rzadko zostawiam oceny gier, a ta być może jest emocjonalnie ma wyrost. Ale po prostu dawno żaden FPS nie bawił mnie tak dobrze. Świetny rozwój postaci, old schoolowe strzelanie, fajny klimat i do tego muzyka podbijająca emocje jatki która dzieje się na ekranie :) Co mi się kojarzy jeśli chodzi o poziom frajdy to chyba Painkiller. Zwykle nie przepadam za stylistyką komiksu w tego typu grach, ale tu jakoś mi wszystko gra.
Aż się zaśmiałem do siebie czytając o howlongtobeat. Też często tam zaglądam z tych samych przyczyn :D Ja nie wiem jak kiedyś mogły istnieć dla mnie sezony ogórkowe i granie wielokrotnie w to samo z braku czegoś nowego. Teraz? Zupełnie odwrotnie.
Jak dla mnie najważniejsza część, o czym tym razem nie wspomniano, to żal do Steam o blokowanie ustawiania niższych cen na innych platformach jeśli chcesz korzystać ze Steam. Bo to byłby powód czemu na EGS mamy ceny bez różnicy. Chyba że to inni twórcy o to robili pozew. Ale to już naprawdę byłaby szkodliwa praktyka. Brak możliwości konkurowania ceną co jest najważniejszym narzędziem konkurencji. A ze Steam siłą rzeczy skorzystasz bo mają dużą część rynku.
Lubię tury i aktywną pauzę. Z tym że tury wolę raczej w typowej strategii niż przygodzie fabularnej. Zauważyłem że rzadko chyba ktoś pisze czemu tur nie lubi. Aczkolwiek podejrzewam że odczucia są podobne i są to głównie 2 rzeczy. Wybicie z immersji i problem przy dużych potyczkach. Rozumiem cały zamysł zgodności z D&D. Co do możliwości taktycznych. Każdy tryb może je dać. Po prostu inna jest taktyka przy ruchu naprzemiennym a inna przy czasie rzeczywistym. Przy czym immersja większa jest przy czasie rzeczywistym gdyż gra nie zamienia się nagle w szachy. Nie zmienia się tryb. Czas rzeczywisty jest bardziej naturalny i ogólnie po prostu możliwy przy formie gry wideo. Dla mnie czas rzeczywisty jest tu trochę wykorzystaniem możliwości platformy w porównaniu do wersji papierowych gier.
Druga rzecz to duże potyczki. Jeśli takowe występują to gra staje się męcząca przez długi okres bierności w trakcie oczekiwania na ruch przeciwnika. I zepsuj coś pod koniec. Kolejna runda z długimi okresami oglądania ekranu i nie robienia nic. Po prostu jak dla mnie najlepiej takich potyczek wtedy w grze nie robić. Niestety jest to za to ograniczenie fabularnie.
Co do trudności wykonania, to tury są prostsze. Jest to jeden z ważnych powodów wyboru tego systemu. Niższy koszt niż to samo w wersji z czasem rzeczywistym. Możliwość przełączania między trybami oczywiście dodatkowo zwiększa koszty. Osobiście wolę jak gra wybiera 1 z kierunków. Każdy tryb to kompletnie inna taktyka. Ciężko zrobić mapę tak, by oba tryby dawały taką samą satysfakcję i wyzwanie. Lepiej jak gra jest skupiona na 1 trybie i mocno go wzbogaca wykorzystując jego aspekty.
W Baldur's Gate 3 pewnie nie zagram. Nie dlatego że przez tury gra jest dla mnie niegrywalna. Może być bardzo dobra. Ale będzie przez to jednak niżej w rankingu i może zabraknąć na nią czasu na rzecz innych tytułów.
Nie widzę tu nic nadzwyczajnego. Może poza kwotami które byli w stanie na to przeznaczyć. Dla mnie to wygląda jak zwykłe działania dla pozycjonowania. Nic nadzwyczajnego z czym bym nie miał kontaktu w innych firmach. Im więcej masz kasy tym intensywniej możesz działać w tym kierunku. A im silniejsza pozycja konkurencji tym trzeba działać agresywniej jeśli chce się wypłynąć. Inaczej się nie da zwyczajnie. Epic ma budżet potrzebny do podjęcia takiej walki to to realizuje. Nic nowego.
Marżę mogą mieć jaką chcą. Może się to nie podobać ale mają status i z niego korzystają. Najważniejszym punktem, jeśli okaże się prawdą, będzie MFN. Wtedy będzie wyjaśnienie takich samych cen na innych platformach i przestanie to być śmieszne. Bo to naprawdę by wiązało ręce konkurencji i było bardzo nieuczciwe. Zwłaszcza zaczynający czy po prostu mały sklep ma szansę konkurować przede wszystkim ceną. A tak nie ma szans się wybić.
Ja kompletnie nie widzę gry Ciri. Ani nie wydaje mi się dość ciekawa na protagonistkę, ani gameplay tą postacią nie wiem czy da się ciekawie ogarnąć. Rozwój postaci, ciekawe umiejętności. Zdaje mi się że ciekawsze rzeczy ds się z tym światem zrobić.
Gry są coraz lepsze ale chyba już tylko graficznie zwykle. A to z kolei wcale wbrew pozorom nie zawsze idzie w parze ze wzrostem kosztów i nakładu pracy. Zawłaszczy w przypadku recyclingu mechanik rozgrywki i assetów. Do tego trzeba pamiętać o rozwoju technologii, który coraz bardziej cały proces skraca dzięki czemu można zrobić więcej przy tej samej pracy. I wszystko coraz bardziej zmierza w kierunku coraz mniejszej ilości ludzi potrzebnych do stworzenia tego samego. Zamiast tego idzie się w związku z tym w ilość. Największy koszt to gry eksperymenty. Coś co jest nowe dla studia lub nowe w ogóle. Ale to normalne bo sporo pracy zawsze idzie w kosz, sporo czasu to eksperymenty z których nie zawsze coś wyjdzie.
Druga sprawa że są gry mające mikro ale nie lootboxy i radzą sobie jakoś. Do tego dodajmy że jeśli są szkodliwe społecznie, jak np używki typu alkohol, to i tak bez znaczenia, po prostu musi być regulowane.
Ależ to bardzo proste. Dobrych gier wychodzi więcej niż jest się w stanie na bieżąco ograć. Ja już od bardzo dawna rzadko gram w coś na premierę bo jest cała masa starych rzeczy do grania. Na dodatek sporo tytułów to gry długie zwyczajnie. Aż ciężko mi sobie wyobrazić że kiedyś miałem sezony ogórkowe i grałem w jedną grę po wiele razy.
Mam wrażenie że wszelkie cyrki z opóźnieniami itp. to miotanie się pomiędzy problemami z poprawnością polityczną, w tym wewnętrzne, oraz wszelkie niedogodności wynikłe z pracy w warunkach jakie stworzył nam COVID, a raczej reakcje państw na to. Co do problemów z Bloodlines 2 mam podobne odczucia. Problemy z tyłka jak z tym plakatem i robienie z tego czegoś na skalę jakiejś poważnej tragedii na pewno nie pomagają. W tym w komunikacji między ludźmi wewnątrz.
Po tym, co stało się z CP2077 pewnie tym bardziej każdy ostrożny.
Warto przy tym wszystkim zauważyć że w środowisku ekspertów również są różne opinie. Co lekarz to inne podejście do leczenia tej samej choroby, inne podejście w budowaniu, projektowaniu itd. Im bardziej podstawowe kwestie tym bardziej są bezdyskusyjne, ale im bardziej względny czy złożony temat tym, bardziej zdania podzielone. Ciężko wyznaczyć granicę kto ma rację. Próbując wyznaczać granicę możemy doprowadzić do zamknięcia możliwości wyrażenia prawdy. Do tego ekspert może się mylić lub z jakiegoś powodu kłamać lub nie mówić całej prawdy. Różne zdania mogą powodować zamieszanie i nieufność i tak też się dzieje. Na dodatek ktoś kto ekspertem nie jest może mieć słuszną uwagę. Choćby ze względu na inny punkt widzenia. Nie ekspercki i często przeżarty przez rutynę. Taki wybór pomiędzy brakiem dyskusji i szansą na ewentualne zamknięcie się w błędzie lub zastoju bo ja mam rację, a otwartością ale niestety z pojawianiem się masy debilzmów które mimo wszystko powinny się auto weryfikować w dyskusjach i ginąć lub marginalizować w naturalny sposób.
Rozumiem reakcje na wydanie CP2077. Z tym sobie sami nagrabili. I nieważne czy to kierownictwo zawaliło w komunikacji zarząd pracownik, czy zarząd świadomie decyzje podejmował, bo jak nie bezpośrednia wina, to w takim razie będzie poważne zaniedbanie z jakiegoś nadmiaru zaufania co do przepływających informacji. Na koniec powinno być wszystko sprawdzane osobiście. No, chyba że to jakieś naciski zewnętrzne. Ale tego się nigdy nie dowiemy bo każdy będzie imał swoją rację.
W każdym razie ta kradzież to kompletnie inna sprawa. Zwykłe działanie złodzieja na czyjąś szkodę. Mogę być wkurzony na sklepikarza, że mi felerny towar sprzedał. Ale nie wiem czy to powód do zadowolenia, że ktoś mu sklep okradł czy spalił magazyn.
Zupełnie się z tym zgadzam. Jedyne co bym dodał to że to rozleniwia wynalazcę. Może jechać na patenie nie rozwijając go tak, jak by było można. Z terminem końcowym jest determinacja żeby być do przodu jak najbardziej względem konkurencji która nadejdzie. Bez tego jest zastój. Dodatkowo spowodowany wspomnianym howaniem pomysłów do szuflady.
Idąc tym tokiem myślenia najlepiej wcale nie zajmować się pracą kreatywną. Zwłaszcza bardziej skomplikowaną i nieprzewidywalną w wielu aspektach. Bezpieczna strefa kopiuj > wklej albo najlepiej same najprostsze zawody gdzie wszystko jest proste i do przewidzenia. Po co rozwijać cokolwiek.
Dużo się mówi o robieniu ładniejszych gier bo technologia się rozwija. Ale pomija się fakt o ile też procesy produkcji się uprościły i nadal upraszczają. I to niedługo być może naprawdę bardzo to się ułatwi, dzięki wielu skrótom produkcyjnym i pomocy AI. Coraz większa automatyka. Teraz da się uzyskać o wiele lepsze efekty niż kiedyś przy równocześnie mniejszym zespole i w krótszym czasie często. To nie jest tak, że ze wszystkich stron koszty rosną. Wypłaty pracowników rosną, większy rozmach w ilości dialogów do nagrania kosztuje, ale już np budowanie warstwy wizualnej często znacząco się skraca. Sporo rzeczy da się zrobić taniej. Kto jest dłużej na rynku może korzystać z już posiadanych zasobów jak np animacje czy podstawowe elementy otoczenia, jedynie je poprawiając. A czy rozmach gier w ostatnich latach jakoś bardzo rośnie? No nie wiem. Podejrzewam że jak przyjdzie czas, że koszty znacząco spadną dzięki technologii to na ceny nie wpłynie wcale. Albo wręcz znów wzrosną :)
Z tym postępem to zabawna sprawa. Bo ze zwiększaniem jakości wizualnej idzie w parze też rozwój jeśli chodzi o ułatwienie i przyspieszenie pracy. Sporo automatyzacji. Skracanie procesów produkcyjnych. Technologia raczej pomaga wręcz obniżyć koszty. Kłopot zaczyna się dopiero przy eksperymentowaniu z czymś nowatorskim lub znacznym zwiększeniem rozmachu. Ot np więcej nieliniowych dialogów to więcej nagrań. Bardziej różnorodny świat to więcej unikalnych modeli i mniej kopiuj wklej. Takie rzeczy gdzie żadna technologia nic nie przyspieszy. Ale nie wiem czy często obserwuję jakoś często i jedno i drugie w grach w ostatnich latach. No, może z tymi modelami będzie łatwiej z technologią UE5 ale zobaczymy jak to w praniu wyjdzie. Gdy ray trace się przyjmie na dobre to znów nie masz wypalania map co jest horrorem. Lepsza jakość przy krótszym, dużo krótszym procesie.
Niby cała ta akcja to prowokacja celowa. Ale było nie było przy takim układzie mieli by mocniejsze argumenty po swojej stronie. Tak to planowali i nie wpadli na coś tak oczywistego :)
Ja tam nie kibicuję tu nikomu. Na pewno sprawa jest bardziej skomplikowana niż wygląda. Epic długo się przygotowywało do tej akcji, a prowokacja do usunięcia Fortnite była zamierzona i wkalkulowana by móc poczynić kolejne kroki. Podejrzewam że wykorzysta się tu jakąś lukę lub kolizję między prawem własności platformy, a prawami konsumenta. Te drugie nie raz zmuszały kogoś do zmiany prowadzenia swojej działalności choć teoretycznie to było jego i może robić co chce. Z różnym skutkiem, raz się udaje a raz nie, ale takie całe prawo. Ciężko wszystko przewidzieć je tworząc, a potem są spory bo każda strona ma rację i jakoś trzeba z tego wybrnąć. Tu trzeba pamiętać, że sprawa nie jest związana tylko z Fortnite ale też kontem Epic Games w App Store w ogóle, przez co na iPhone'ach, iPadach i komputerach Mac nie można ponownie pobrać kupionych już innych tytułów od Epic. Konsument nie może otrzymać tego, za co zapłacił. Dla mnie jest tu coś nie tak, i sądzę że tutaj może być jakaś akcja. Ale trzeba po prostu obserwować i czekać co się będzie działo. Bez jakichś emocji. O ile kogoś to ciekawi :D
Zupełnie rozumiem. Kwestia planowania i także decyzji jaką aktywność wybrać. Również gram nadal regularnie, a w pierwszym roku życia córki też grałem całkiem sporo. Zwłaszcza na starcie gdy dziecko spało bardzo dużo a i żona odsypiała więc sporo czasu miałem wyłącznie dla siebie. Teraz gram po prostu jak dziecko pójdzie spać i też mogę sobie spokojnie pozwolić na jakieś 2 - 3 godziny bez zawalania snu. Kończąc jakiś tytuł można przerwać czas grania na np książki i tak samo na towarzystwo jest weekend. Środek tygodnia to praca, rodzina i czas na odpoczynek na koniec dnia. Taka rutyna. Do tego jakieś aktywności ruchowe w międzyczasie. Muszę bo sporo za biurkiem pracuję.
Zdaje mi się że PC to nawet niespecjalnie jest platforma konkurencyjna która gromadzi w większości społeczność niezainteresowaną konsolami w ogóle. Stąd taka decyzja. Bo to tylko dodatkowy zysk. Ewentualnie kto posiada i PS i PC potrafi grę kupić po raz drugi jeśli jest usprawniona względem oryginału. No czysty zysk. A kto woli wygodę jaką niesie konsola to już musi wybrać. Albo kupić obie.
Problemem nie są motywy, a ludzie tracący dystans do treści, i kompletnie nie umiejący śmiać się z siebie. To powoduje przewrażliwienie, a pielęgnowanie tego tylko pogłębia ten stan prowadząc do obrażania się o rzeczy absurdalne lub ogromne problemy w wyrażaniu się bo w zasadzie jakiego stanowiska nie przyjąć to kogoś urazimy. Albo zabawniej urazimy tą samą grupę każdym stanowiskiem wobec tematu.
Chyba jednak wolę zmieniać gry niż przyczepić się do jednej. Dłuższe sesje zamiast grania z doskoku i zdecydowanie takie, które nie zarządzają moim czasem i mają jakiś konkretny koniec do którego można zmierzać zamiast ścigać się z rozwojem gry :)
Dłuższy czas potrafię chyba tylko grać w gry eksploracyjne, gdzie nawet jeśli jakieś mechaniki się powtarzają to jest chociaż ten element zwiedzania różnych miejsc, ciągle nowe widoki. A że mam to do siebie, iż raczej dość dokładnie lubię zwiedzać, to granie się wydłuża.
Ja nie jestem w stanie obwiniać osób niezaangażowanych w jakikolwiek sposób. Chodzi mi głównie o takich zwykłych Kowalskich. Prostych ludzi. Bo to będzie obwinianie za to, że są prości. Że nie rozumieją czegoś lub nie mają czasu w swym zaharowywaniu się na co dzień, na intelektualne rozkminy. A tych dookoła pełno, że życia i czasu dla rodziny by mu nie starczyło. Równie dobrze mogę tak się ich czepiać o każdy temat filozoficzny czy naukowy. Że się nie interesują i wierzą w to co jest w TV. Sam nie jestem w stanie już ogarniać tylu tematów ile lubiłem bo praca/rodzina. Tylko lubię, dlatego to tu to tam nadal coś czytam. Ale ile takich osób jest? Dla nich jest jakaś osoba. Mówi że jest feministką, no to tak chyba jest.
Mogę uważać ludzi za głąbów i ostatnich kretynów z jakimś niskim IQ lub brakiem pomyślunku. Ale nie jestem w stanie ich winić za ich ludzką ułomność. Żeby było lepiej to by musiała być interwencja zainteresowanych. Tylko zainteresowani nie zajmują się zwykle pierdołami i nie mają tyle czasu na przekrzykiwanie trolli. Albo nie mają takich układów jak oni. Nie sądzę że coś więcej dodam ze swojej strony więc zamykam się już w temacie i nie zaglądam by nie kusiło.
Ma prawo być oburzona. Ale czy z naszej, czy z jej, powinno być ono skierowane na trollową część społeczności feministek. Lub tych co się za nie uważają bo naprawdę, problemy które poruszają nie mają już dla mnie wiele wspólnego z tym, od czego cały ruch zaczął. To co się dzieje to jest cyrk. A krzykaczki? One nawet nie uznają podziału pośród feminizmu. Tylko one są tym prawdziwym a reszta się nie liczy i nie ma racji oraz jest piętnowana. Używają znajomości żeby pogrążyć feministki, które np zajmują się problemami kobiet w krajach islamskich i otwarcie im się sprzeciwiają. To chore jest. Ale że te osoby w internecie i mediach są najgłośniejsze to i społeczność buduje sobie taki a nie inny obraz. Z resztą widzę że drążysz trochę temat to sam wiesz jak jest.
Obwiniać o wypaczenie definicji feminizmu należy te krzyczące kobiety, które po prostu uważają, że to właśnie ich poglądy i podejście reprezentuje prawdziwy feminizm. Jest sporo feministek piętnujących to co się dzieje, zajmujących się prawdziwymi problemami. Ale ostatecznie to szaleńcy krzyczą najgłośniej, mają najwięcej zapału do udzielania się medialnie i, niestety, często koneksje na wysokich stanowiskach co niczego nie ułatwia. A to z kolei powód że społeczność buduje taki obraz feminizmu. Bo to właśnie widzą. Zawsze trolle krzyczą najgłośniej i tu nie jest inaczej.
Ostatnio czasu nieco mniej ale ogólnie z żona pogrywaliśmy w Rainbow Six Vegas, Ghost Recony, Grim Dawn czy Path of Exile. Sporo czasu też poszło na Don't Starve Together. Ale częstokroć jest tak, że posiedzi obok patrząc jak ja gram w coś solowego. No chyba że to jakiś RTS, to wtedy woli porobić coś innego, czy zajrzeć do książki, czy pograć w coś swojego :D
To wyjaśnienie z kolorem skóry kompletnie do mnie nie trafia. Brzmi trochę jak próba znalezienia jakiegoś wytłumaczenia dla czegoś co było wepchnięte na siłę z takich czy innych powodów. Wypowiedź wprost brzmi dla mnie jakby następująco:
Opowieść ukazuje dyskryminację przez inność na różne sposoby, ale to za mało. Musi być dosłowne odniesienie do koloru skóry, bo to dla nas za mało. Lub ludzie są tak tępi że inaczej tego nie pojmą. Dlatego to wstawiliśmy. Nieważne czy ma to sens.
WTF? A driady? Zielone driady jak najbardziej byłyby przyjęte bez stękań, ale widać to nadal byłoby za mało. Bo nie wystarczy kolor. Musi być konkretny kolor :)
Już wolałbym odpowiedź że taka jest nasza interpretacja artystyczna i koniec. Bez owijania w bezsensowne uzasadnienia, bo to wypada tylko gorzej. Wizja nie koniecznie musi mi się wtedy podobać, ale wizja to wizja i każdy ma prawo do swojej.
Walka jakoś taka... No nie wiem. Mało przekonująca. Do tego przeciwnicy jacyś wybitnie mało agresywni. Niemal czekają by ich ubić.
Nie no. Różnica w adresie rzuca się od razu. Sprawdzanie adresu to podstawa. Kopie stron to norma.
Niedawno zdarzyło mi się w końcu ukończyć. Gra zrobiła na mnie niesamowite wrażenie. Część efektu pewnie wynika stąd, ze mocno ograniczyłem sobie oglądanie gameplayów itp. Wiedziałem tylko mniej więcej o co chodzi, jaki klimat. I tym sposobem zaskoczył mnie już nawet sam początek. To samo z końcem, który jest po napisach. Klimat wylewa się z ekranu.
Gra z początku może wydawać się trudna, ale to kwestia znalezienia odpowiedniej taktyki gdy trafimy na trudniejszego przeciwnika. Ewentualnie ominięcia go. Gluegun jest bardzo pomocny a amunicji do tego akurat jest pełno. Nawet jej nie craftowałem choć zużywałem go na lewo i prawo. A gdy już dostaniemy strzelbę... Lecimy jak przecinak. Naboi mi nigdy nie zabrakło. Składników do craftingu jest zatrzęsienie. Co jakiś czas trafiał się cięższy przeciwnik ale tu załatwiał wszystko ładunek fali negacyjnej i promień Q. Gdy bronie są mocno upgradowane to już w ogóle jest się nie do zatrzymania.
Główną bolączką jest tu dla mnie okrutny backtracking jeśli chcemy wypełnić misje poboczne. Nie mam nic przeciwko, poznaje się mocno teren rozgrywki, ale tu jest tego za wiele zakładając że po drodze trzeba oglądać sporo loading screenów. Może przeciwnicy mogliby być bardziej zróżnicowani. Chodzi o wygląd, bo moce to fantomy mają różne.
Takie granie na ślepo robiło swoje. Naprawdę. Tak grałem choćby w pierwszą Mafię czy nawet Gothica. Ot, gry pożyczone od kumpla. Podsunął tylko zapewniając, że są świetne. Nie wiesz absolutnie nic i dopiero odkrywasz grę. Nadal ten efekt udaje się utrzymać. Tak zrobiłem np z Prey. Nie oglądałem żadnych trailerów, żadnych pierwszych minut z gry, gameplayów. Wiedziałem tylko ogólnie, że gra jest, jest ciekawa, a jak wygląda tylko ze screenów. I miło jak potrafią cię wtedy zaskoczyć nawet pierwsze minuty gry. A tak? Często gry mają jakiś fajny wstęp. Ale i tak o nim wiesz więc co z tego. Żaden przeciwnik nie zaskoczy, bo na trailerach pokażą czasem wszystko.
To chyba jakiegoś rodzaju świadomość wieku gry też. Nie mam pamięci fotograficznej a mam tak samo. Po prostu y automatu jest poprawka na wiek gry przez co nie przeszkadzają mi te piksele. Plus zwyczajnie dobrze pamiętam jak gry wyglądały, i że to było graficznie niesamowite, ale wtedy :)
Ciężko mi się do czegoś przyczepić. Może ewentualnie trochę nużyć jak zbyt dużo siedzieć przy tym pod rząd. W 2 misjach miałem też problem z pathfindingiem. Drużyny się po prostu blokowały i musiałem robić load. Ale poza tym? Non stop miałem ochotę powrócić i znów spalić parę wiosek :D Ciekawe historyczne tło, klimat, dynamika. Dużo czasu spędzonego naprawdę przyjemnie.
Wątpię, że Epic musi się jakoś wyjątkowo starać. To kwestia głównie wydawców. Z punktu widzenia wydawcy. Bo:
1. Wydajemy grę na Epic
2. Wydajemy po roku na Steam ponownie po cenie premierowej.
Gra po roku straciłaby na wartości. A tak? Liczą na to że kto upiera się przy Steamie, to poczeka i kupi płacąc premierową cenę za roczną grę. I tak zarobią 2 razy.
W ramach umowy np Epic nie może się wyprzeć że to nie ich wpływ na taką sytuację a nie inną i bierze wsio na klatę. Ale jak im się opłaca, to czemu nie.
Jakie tam naprawdę są układy się nie dowiemy, ale jestem pewien że naprawdę sam Epic nie musi się wiele starać przy takiej marży. Nawet jeśli jest czasowa jak niektórzy zakładają, to teraz się po prostu opłaca wydawcom.
I nie ma co się oszukiwać. Można na forach sobie nawzajem przytakiwać, ale graczy, których to obchodzi jest pewnie tyle co tych, którzy przechodzą gry do końca. Zdecydowana większość statystycznego gracza to ta, która kupuje grę gdzieś, gra, a potem kupuje kolejną gdzie się opłaca i tak dalej, mając wszelkie udogodnienia platformy w głębokim poważaniu, skupiając się na samych grach. A za recki służą gameplaye na YT, bo widzieć jest lepiej niż poczytać czyjąś opinię. Na dodatek ta część kompletnie się również nigdzie nie udziela, lub co najmniej te dyskusje ma gdzieś, więc ich opinii nawet się nie przeczyta. I tak jak specjalnie dla małej Polski nikt nie pójdzie na rękę żeby np dostosować ceny, bo to za mała grupa, tak to samo jest z graczami zaangażowanymi w takie coś. I i między nimi są podzielone opinie.
Epic ma z pewnością sporą zaletę dla małych developerów robiących gry na ich silniku. Silnik jest wtedy kompletnie za darmo, a % idzie tylko za wystawienie gry na sklepie. Co może zaowocować niższą ceną. Mali devi często stosowali taktykę wydawania gry na własnych stronach czy innych sklepach z małą marżą. Bo cena na Steamie niestety zniechęcała sporo osób, a youtuber recenzując właśnie na Steama wskaże zazwyczaj. Stąd opóźnianie, o którym często nawet mało kto wie. A mimo to się tak właśnie opłacało. Bo pieniądze, a przynajmniej ich spora część, leżą w tych graczach, którzy nie udzielają się nigdzie, nie obchodzą ich launchery, a jedynie stosunek cena - jakość.
A jeśli już konspirować. To czemu Bethesda nie rzuca nowych gier na Epic? Też by im się opłaciło. Może Valve tak reaguje na to co robi Epic? Jak już snuć teorie - to na maksa. No bo przecież żeby tylko poprawić wizerunek, rzuciliby grę tu i tu dla równowagi, pokazując że są tacy wspaniałomyślni, że dają wybór. Nie ma co patrzeć tylko w 1 stronę. Gdy Valve poczuje się zagrożone też wcale nie będzie grać czysto. Ale o niuansach się nie dowiemy, a wypłynie tylko minimum, żeby za przesadnie na reputacji nie stracić. A jak tracić, to też strategicznie. Bo i negatywną falę można dobrze wykorzystać dla zysku. Tak to jest.
Dlatego osobiście mam to gdzieś i się nie emocjonuję. I tak mam pełno launcherów i 1 więcej nie zrobi mi różnicy. Jak się chciało protestować, to trzeba było to robić dużo wcześniej. Dodatkowo taka wyłączność to dla mnie nic w porównaniu z wyłącznością na konsolach. Za launchera nie płacę ani grosza, żeby pograć sobie w jakiś tytuł. A tu dla gry musiałbym kupować całą konsolę. Najlepiej obie żeby ograć wszystko. Ale tu się nic nie mówi o złych praktykach. Nawet popiera. To przecież zwykła konkurencja. Albo jesteśmy za konkurencją przez exclusivy, albo nie.
Jak dla mnie to kompletny brak wyobraźni i w związku z tym wyważenia pomiędzy tym co powinno, a co się da zrobić. Najłatwiej powiedzieć - ma być zrobione i niech inni się martwią jak. Bez zastanowienia się najpierw jak by to samemu zrobili. Pilnowanie treści na gigantycznych platformach jest niemożliwe. Jest tego po prostu za dużo. Równie dobrze mogę powiedzieć, że idea abstynencji jest tak piękna, ze ma być pilnowane by ani jedna osoba w kraju np. nie wypiła ni grama alkoholu. I nie obchodzi mnie jak to będzie osiągnięte. Samorządy niech się martwią, że to technicznie niewykonalne. Ewentualnie zrobić małą eksterminację prewencyjnie żeby było łatwiej to robić. I tu będzie to samo. Eksterminacja, żeby jako tako dało się tego przestrzegać. Uniknijmy w 100% wypadków samochodowych, bo jak nie to będą kary. Tak realny cel' że najlepiej na wszelki wypadek usunąć pojazdy z użytku. Pewnie że by się chciało 0 wypadków. Ale trzeba myśleć realnie. Jeszcze raz - po prostu kompletny brak wyobraźni i realizmu.
Mam wrażenie, że ostatnio na świecie tak bardzo się dąży do jakiegoś idealizmu, że aż się osiąga kompletnie odwrotny skutek. Działania antyrasistowskie wzmagają rasizm, działania przeciw przemocy jeszcze ją podkręcają. Wybielanie na siłę aż się wypali do czerni. Jedyne co można osiągnąć w społeczności to jakaś szarość. Albo totalnie wszystko spieprzyć i mieć tragicznie ciemno.
40 coraz bliżej ale mój domyślny poziom trudności to normal w większości gier. Tylko FPSach lubię się pokusić o hard i w sumie tak było zawsze. Easy to raczej momenty kiedy gdzieś jakiś fragment gry zaciął mnie naprawdę na długo, lub po prostu gdy perfidny błąd w projektowaniu gry sprawia problemy. Ot np. typowe misje eskortowania NPC, który przez głupie zachowanie ginie. Nie mniej nie są to za częste sytuacje i nie zawsze gra pozwala na taki manewr. Raz w czymś pojechałem na easy całą grę, ale tylko dlatego, że byle moby nawet na normalu byli jak gąbki do okładania bez sensu przedłużając walki, które stałyby się inaczej nużące.
Ja bym chętnie przywitał gry wydawane na pendrive i z opcją aktualizacji na nim plików. Po aktualizacji zawartości pendrive następna instalacja idzie w wersji połatanej w całości z nośnika. I z głowy problem brakujących plików. Mamy w kolekcji pełną grę na nośniku.
Resident Evil 2. Tak dla miłego wspomnienia starej gry w kompletnie nowej oprawie :)
Żeby nie robić bezsensownej roboty, to limit czasowy powinien ustalać twórca. Trochę ciężko teraz każdej grze ustalić sensowny czas z osobna. Twórca wie jak długa jest gra i ustalić czas wg uznania. Wiadomo że są długie lub złożone gry gdzie te 2 godziny to ledwo wyjście z jakiegoś samouczka czy jakiegoś liniowego wstępu który nic nie mówi. Podobają mi się też rozwiązania typu darmowy rozdział lub do któregoś poziomu postaci. Chcesz więcej - kup. Tak można poznać grę przed zakupem bez konieczności robienia oddzielnego dema.
Technologia ma przyszłość. Pozwoli w pełni skorzystać z dynamicznego oświetlenia, które będzie w końcu względnie poprawne. Jeśli wziąć sobie porównanie bezpośrednie z włączonym i wyłączonym raytracem to różnica jest kolosalna. Gdzie ma być ciemno, jest ciemno. Gdzie ma być jasno, to tak jest. Przy statycznym oświetleniu wszystko można powypalać i wygląda elegancko, ale przy dynamicznym oświetleniu nie da rady tak. Trzeba dostawiać dodatkowe światło sztucznie, żeby doświetlać poszczególne miejsca a wtedy, choć potrafi to wyglądać w miarę dobrze, to czuć że coś jest nie tak. Tak jak walnięcie flashem na zdjęciu. Tam gdzie coś się chowa normalnie w ciemności, to wszystko widać. Z całej techonologii mnie najmniej rzucają się w oczy tylko odbicia i sądzę że w trakcie gry to będzie ginąć jeszcze bardziej. Ale to co robią cienie i oświetlenie... Mega. A gdy ta technologia się przyjmie na dobre pozwalając na płynną grę w takiej jakości, to też będzie spore ułatwienie przy pracy nad grą. Odpada sporo pracy z korygowaniem oświetlenia różnymi sztuczkami.
Gra w gruncie rzeczy podobna do Mars War Logs. Fabuła niegłupia, muzyka raz lepsza, raz gorsza. Ogólnie widać że gra z niskim budżetem, ale kompletnie mi to nie przeszkadzało. Wystarczający poziom by cieszyć się grą. Największy mankament to w zasadzie backtracking, który męczy w 3cim rozdziale. Ilość powrotów jest po prostu okrutna, nawet pomimo kumulowania zadań by wypełniać je naraz. Jeszcze nie byłby to taki problem, gdyby nie respawn wrogów. Ciągłe przebieganie po kanałach by wrócić do miasta i tłuczenie non stop tego samego w tym samym miejscu potrafiło znużyć. Nie mniej z grą czas spędziłem dobrze.
Też się zastanawiałem, czy coś takiego by się nie przydało. Myślenia w różnych kategoriach zamiast ciasnoty umysłowej.
Sądzę, że pan Mangold głupi nie jest i, jako że sam doświadczył na sobie machiny otrzymywania funduszy na ambitniejsze kino, to po prostu gada co musi, lub w subtelny sposób próbuje przekierować hejt na tych, co dają kasę, a nie twórców. Bo tam tak naprawdę leży problem. Gdyby wskazał perfidnie palcem, to byłby koniec jego kariery. A tak to pasja przeplata się z frustracją godzenia się na układy. Pamiętam wywiad z jakimś scenarzystą. Oddajesz pracę i... Tak tak, bardzo ładna, proszę - oto pieniążki, ale praca do szuflady albo mocno musi ulec zmianie. Bo teraz liczy się nie podpaść SJW lub SJW jest w zarządzie. I stąd efekty takie, jakie oglądamy.
A że jest krytyka? Trzeba być idiotą żeby wierzyć, że jej nie będzie. Zajmowanie się mediami, ma obsmarowywanie wpisane w warunki tego zawodu tak samo, jak narażanie życia na platformie wiertniczej. Taki zawód. Jak nie jesteś w stanie się z tym pogodzić, to tego nie rób. Też bym chciał żeby każdy klient w sklepie był miły. Ale kontakt z klientem ma to do siebie że różni się trafiają i muszę to przełknąć lub zmienić zawód. No niestety.
Problem w tym, że tworzą to ludzie nie znający chyba realiów internetu i naiwnie wierzący w technologię oraz wspaniałomyślność ludzi i korporacji. Pewnie, że łamanie praw to problem. Ale nadgorliwość jest gorsza. Roboty to nie ludzie, nie rozumieją żartów czy ironii. A sporo ludzi niestety wykorzysta każdą dogodną możliwość zarobić lub zrobić na złość. Tylko dać narzędzia. Z kolei korpo wcale nie chce jak najbardziej ograniczyć konkurencji i wydoić z ludzi ile się da tylko wspaniałomyślnie nie będzie nikogo ograniczać i trzymać się ładnie zasad etyki. Najlepiej jakby to wcale nie weszło. Różny stan prawa w różnych krajach też będzie upierdliwy. Tu coś można, tam nie, tu treści dostępne, gdzie indziej nie bo coś nie tak. Dostęp nie będzie taki sam dla każdego.
Czekam na 2 tytuły z tego miesiąca. Agony i PoE II: Deadfire. Jednak jeśli mam wybrać jedno, to stawiam na PoE II: Deadfire. Jedynka, choć do doskonałości trochę jej brakowało, była przyjemnym powrotem do tego typu gier dla osoby wychowanej na Baldurach czy Icewind Dale. Wygląda na o, że Deadfire zyska sporo usprawnień i do tego bardzo cieszy pełny dubbing.
Dawno się tak dobrze nie bawiłem. Kampania krótka, przeszedłem w 6 godzin z kawałkiem. Ale więcej nie potrzeba, jest intensywnie i kończy się nim zdąży znużyć. Sporo tytułów ma z tym problem, nie wiedzą kiedy skończyć. Fabuła nie jest jakaś rewelacyjna, mogłaby być lepsza, ale z drugiej strony gra raczej drugoplanową rolę. Nie mniej rozmowy z Tytanem są całkiem fajne :) Różne bronie, dynamicznie, świetna misja z przemieszczaniem w czasie. Dodaje trochę fajnych elementów zręcznościowych. Mogłoby być tego więcej bo to był naprawdę ciekawy element. Nie jestem graczem multi, więc wiele nie grałem, ale całkiem podobał mi się tryb obrony kresów. Generalnie pierwszy raz zainteresowałem się multi w FPSie w ogóle i być może jeszcze do niego wrócę.
"[główny zły] Od teraz moim przeznaczeniem jest ci służyć. Poprowadzisz nas do nowej przyszłości.
[bohater] „pada na kolana w służalczym geście przed dopiero co pokonanym przeciwnikiem, którego dwie sekundy temu przekonał, że mamy nowego kapitana na statku. A wtedy pada hasło:” Niech się dzieje wola twoja."
Aż się cieszę, że u mnie ta sytuacja rozegrała się inaczej. Nie wyglądało to wtedy tak idiotycznie.
112 godzin wg Steama. Najważniejsze gra spełniła – wciąga. Chce się zwiedzać, chce się zrobić jeszcze jednego questa. I to największy atut. Przyjemność z zaglądania w każdy kąt, odkrywanie tajemnic świata. O ile komuś nie przeszkadza ten Misz masz. To już kwestia gustu. Mi nie przeszkadzał. Fabuła mi się nawet podobała. Ma swoje momenty. Zadania faktycznie można zrobić na różne sposoby często. Po jakimś czasie zobaczyć konsekwencje. Może nie zawsze duże, ale jednak. W dialogach wykorzystywane są umiejętności. Np. walka poziom 3 żeby zastraszyć, czy rzemiosło poziom 1, żeby wykonać zadanie inaczej. Czasem jest to też tylko dodatkowa linia dialogowa, gdzie możesz coś komuś zasugerować. Za dialogi z wykorzystaniem umiejętności zawsze jest parę punktów XP.
Walka nie jest jakaś porywająca, ale też nie najgorsza. Brakuje mi innych animacji ciosów wraz z rozwojem postaci jak w G1, G2 i R1. O dziwo strzelanie całkiem mi pasuje, choć tego się obawiałem. Tak samo ze strzelającymi potworami. Ale jednak nie każdy strzela, pluje czy miota. Czasem da się wystrzelać takiego ze skały. A te strzelające strzelają tylko gdy nie są w stanie dostać się do postaci. Co jest ok. Może oprócz trolla. Ten wali głazami z daleka i te potrafią być samonaprowadzające jeśli unik zrobi się za szybko. Głupie, ale nauczyłem sobie z tym radzić. Faktycznie długo jest się na 1 cios dla wielu potworów i potwierdzam, że bez autonamierzania walka jest o wiele łatwiejsza, a raczej daje większą swobodę ruchu, co ma znaczenie zwłaszcza przy grupach wrogów.
Bronie można ulepszać, dodawać obrażenia od ognia itp. Oraz wrzucać kamienie dodające np. aurę zwiększającą obrażenia towarzyszom. Jest kopanie surowców, robienie klejnotów itd. Z frakcjami wszystko działa dokładnie tak jak w Gothicach. Przyłączasz się, dostajesz zadania frakcyjne i dostęp do ich sprzętu, ale też i do drzewka umiejętności. Każda frakcja ma swoje.
Animacje są nieco drewniane, ale nie na tyle żebym nie mógł przymknąć na nie oka. Gra nadal wygląda ładnie, ale naprawdę przydałoby się zmienić silnik. Woda niestety wygląda nieciekawie jak na dzisiejsze standardy. Trochę drażniła mnie mgła, która zaczyna się jak dla mnie za szybko i zasłania widoki. Ale z czasem przywykłem. Nie mniej nadal może cieszyć oko.
Mało dźwięków kroków na niektórych powierzchniach. Zwłaszcza na twardych. Dźwięk źle wyważony. Dialogi ciche, muzyka i kroki głośne jak diabli. Na szczęście da się to wyregulować żeby było dobrze. Sama muzyka nie porywa jak w poprzednich grach. Ścieżki z Gothica czy Risena do dziś lubię słuchać. No, ale robi wystarczające tło.
Jeszcze trochę o AI towarzyszy. Nie wiem czy to zamierzone, ale mam wrażenie że każdy nieco inaczej reaguje.Większość strzela jak ty strzelisz w oddalonego potwora, ale nie każdy, inny poleci od razu z kosą z broni palnej korzystając skromnie. Jeden atakuje jak tylko zobaczy bestię, inny czeka aż zadasz cios lub go otrzymasz. Każdy zachowuje się nieco inaczej. Ale ciężko stwierdzić czy to zamierzone, czy nie.
I jeszcze jedno. Wyłączyłem radar i oznaczenia poziomów potworów. Jakoś grało mi się o wiele przyjemniej w ten sposób. Wiem że zamiast cieszyć się terenem to patrzyłbym tylko w radar :)
Ostatecznie grało mi się naprawdę dobrze i jak zaczynałem, to ciężko mi było przerwać, a rzadko mi się to zdarza.
Gra krótka, ale myślę że jej długość jest tak akurat. Zajęła mi ok 9 godzin, ale gdy w pewnym momencie gry trzeba się chwilowo cofnąć, to zgarniałem to, czego nie zgarnąłem wcześniej :). Kończy się, zanim się zdąży znudzić dzięki czemu nie psuje wrażenia a moim zdaniem o to chodzi. Wolę tak niż wydłużanie do takiego stopnia, że mechanika gry zaczyna nużyć. W zasadzie grze nie mam do zarzucenia kompletnie nic, a bawiłem się świetnie więc ocena leci maks. Przyjemny dla oka styl graficzny, fajne motywy muzyczne, klimat westernu i steampunka, oraz rozwijanie postaci dzięki wykopanym surowcom odbywające się w odpowiednim tempie. Chętnie sięgnę kiedyś po dwójkę.
Ok. Może będzie to można obchodzić, szukać luk, ale to utrudnienie. Rozwój w sferze jakichkolwiek dzieł polega na mieszaniu tego, co wymyślili poprzednicy, usprawnianiu, urozmaicaniu. Nieczęsto ktoś wymyśla coś unikatowego. Pewnie, że tworząc coś unikatowego, chcę być za to doceniony, ale też nie chciałbym przez to blokować rozwoju. To samolubne i w ostateczności niezdrowe dla rozwoju branży, na której mi zależy. Zaostrzanie praw autorskich przypomina mi chętkę na patentowanie organizmów żywych. Nikt się na to nie godzi, bo to po prostu chore, i tak samo jest z prawami autorskimi dzieł jakimi są gry, zdjęcie, muzyka itd. Pójście za daleko to nic dobrego dla samej dziedziny. Dobrym przykładem jest Doom i Diablo wspomniane gdzieś wcześniej. Niechby powstało coś równie nowatorskiego. Kompletnie wpływającego na inny odbiór gry. I co. Mamy 1 producenta robiącego tego typu gry? Który nie zaspokoi potrzeby fanów tak szybko jak można, plus może się wypalić i nie wiedzieć co zrobić z tym dalej, lub zwyczajnie rozleniwić. A tymczasem na rozwój pomysł może mieć ktoś inny. Tak. Będą klony. Ale taki jest koszt rozwoju. Nie da się zrobić wszystkiego idealnie. To tak jak ze społeczeństwem. Nie jest idealne, ale czy dlatego mam wszystkim wszystkiego zakazywać, bo ja tak chcę? Po prostu, żeby coś się rozwijało, coś też trzeba stracić. Wszystko ma swój koszt. Ale rygor koszt będzie miał znacznie gorszy. A najważniejsze powinno być takie organizowanie każdej branży, żeby nie powodować stagnacji, i zachęcać producenta do wychodzenia z siebie żeby zrobić produkt jak najlepiej zamiast osiadać na laurach.
Jeśli chodzi o zakup na premierę no to zdecydowanie pudełka. Zajmują miejsce czy nie, decydująca jest cena, która jakoś jest grubo niższa niż wersji cyfrowych. Przy konsolach dodatkowo liczy się możliwość odsprzedaży by kupić następną grę. Dla części użytkowników dochodzi też kolekcjonerstwo. Nawet nie chodzi o posiadanie gry w sensie pełnym a o sam fakt trofeum, które widać w pokoju. Jak zbieranie znaczków, wystawka z książek, płyt winylowych itp.
Po długim czasie w końcu w to zagrałem. I ostatecznie powiem że jedynka, w którą grałem niedawno ponownie jest najlepsza. C3 jest... po prostu poprawny jak dla mnie. Ciężko mi się tu doszukać jakichś wielkich problemów technicznych, nic mi się po drodze nie przytrafiło, ale ani to, ani C2 nie wciągały tak jak C1. I sam feeling strzelania był dla mnie jakiś dziwny. Ciężko mi nawet powiedzieć do końca co jest nie tak, może chodzi o to, że w jedynce padało przy okazji trochę drzewek a jakaś szopka od granatu mogła rozlecieć się na kawałki? Nie powiem, gra daje trochę frajdy, ale czegoś jej brak. Zwłaszcza porównując do części pierwszej.
Może być różnie technicznie czy pod kątem mechaniki walki, ale na pewno będzie to coś na co warto zwrócić uwagę. Coś nietypowego wśród gier. Byle nie okazało się totalnym gniotem.
RTS z którym spędziłem najwięcej czasu to zdecydowanie Twierdza. Zwłaszcza pierwsza. Świetnie bawiłem się też przy serii Spellforce i Warhammer 40k. Ja straciłem kontakt z RTSami w momencie gdy przestały pojawiać się te osadzone w moich ulubionych klimatach czyli średniowiecze, s-f, czy fantasy. Bardziej współczesne konflikty mnie jakoś nudziły i z braku gier zainteresowanie przeszło na inne gatunki.
Przykładowe fotki wyglądają faktycznie jak żarty między znajomymi. Ze znajomymi sami robiliśmy takie żarty i nikt się o nic nie obrażał. Ale fakt, że jak się coś za długo ciągnie i skupia na 1 osobie to może to tę osobę denerwować i jak najbardziej ma ku temu powód. Ciężko stwierdzić cokolwiek bez sensownego kontekstu. Zwłaszcza w czasach, gdzie ludzie potrafią się obrażać o byle co. I zwłaszcza gdy prawo lubi wyglądać tak, że żart wobec jednego to żart koleżeński, ale ten sam wobec innego to już żart na tle rasowym, seksizm itp. Powodów obrażania się jest sporo. Jednemu wolno zażartować z drugiego (ba, nawet prostacko obrażać), ale ten drugi musi już uważać na słowa. Coś tu jest nie tak. Nie mówię, że w studiu jest wszystko ok, ale przynajmniej część jestem pewien, że jest wyolbrzymiona.
Heh. Do samych ludzi z importu jako tako nic nie mam, ale fakt że jak u nas na tym małym posterunku niewiele się działo, tak wraz ze sprowadzeniem Ukraińców do budowy fabryki ręce pełne roboty, oprócz pobić częste kradzieże w wykonaniu sprowadzonych. Ok. Przyjechali do roboty do innego kraju, nic nadzwyczajnego, my tez jeździmy. Ale kurde, można by się trochę zachować. Fakt, pracodawcy płacący im gównianie podsycają to wszystko. Ale to lepiej zrobić jak wykorzystywani wcześniej chińczycy, którzy nie mieli co wysłać do domu za te wypłaty - olać pracę tutaj a pracodawca niech sobie radzi.
Projekt mnie zaciekawił do początku. Czekam i czekam na wersję finalną i do tej pory prawie o tej grze zapomniałem. Ciekawe kiedy i czy to zostanie w końcu ukończone :)
Do gry miałem dystans. Choć klimat mi się podoba, to zraziła mnie jakoś powtarzalność. Zwykle w grach strasznie mnie to irytuje. Ale trafiło się za 2,99$ gdzieś w jakiejś przecenie to stwierdziłem że co tam. Sprawdzę. I powiem, że bawiłem się naprawdę dobrze. Może sporo dał fakt, że nie liczyłem na wiele i nie grałem dzień w dzień a z przerwami, ale generalnie ciągle miałem chęć wracać by rozwinąć postać, podbić jakiś obóz i przeczesać teren. Nie zależało mi też specjalnie, żeby wymaksować samochód, ale bawiłem się na tyle dobrze, że teren Jeeta i spojówki oczyściłem do zera z zagrożenia. Smażyciela nie liczę bo tam parę akcji na krzyż do zrobienia na tym małym terenie. Walka zrealizowana przyzwoicie i przyjemnie dla oka, burze piaskowe to masakra i faktycznie robią wrażenie gdy się widzi jak nadciągają w oddali. Ciężko mi oceniać model jazdy. Nie jestem fanem samochodówek gdzie to się naprawdę mocno liczy więc ciężko mi porównywać, ale jak dla mnie nie było to jakieś irytujące. Rozwałka przyjemna. Taranowanie, podpalanie, odrywanie kół harpunem :) Gdy chcieć wyczyścić wszystko na 100% to wtedy zdecydowanie gra może wynudzić. Zadanie dla cierpliwych. Nie mniej, jeśli komuś na tym nie zależy i chce tylko trochę się pobawić i ukończyć grę to nie ma problemu. Postać Maxa miałem na maxa miałem grubo przed końcem. Nawet chyba nie dotarłem do Spojówki. Albo ledwie wszedłem na te tereny. W każdym razie szybko nie miałem co rozwijać i pakowałem złom tylko w Magnum Opus. No i tak to wyglądało. Ostatnią misję zaliczyłem zanim zdążyłem się znudzić dzięki czemu nie popsuł mi się całkowity odbiór gry.
W końcu ograłem z okazji tego, że kiedyś tam była za darmo. Gra jak dla mnie jest ofiarą za dużego hypu. Fabuła daje radę, mnie się podoba. Wygląda też dobrze, zwłaszcza z modem The Worse. Ten deszcz... :) Lubiłem sobie czasem po mieście po prostu pospacerować. Model jazdy nie powala ale jest znośny. Głównym minusem są właściwie aktywności poboczne. Jak dla mnie było tego za dużo, co przytłacza, i zbyt powtarzalne. Plus taki, że nie są jakieś wymuszone. Żeby rozwinąć wszystko co potrzeba nie trzeba się z tym jakoś męczyć. Robiłem tylko te, które mi się podobały, a jak się nudziło to dawałem sobie spokój, a i tak nie wiedziałem już na co wydawać punkty. Nie było na co, a i niewiele zostało do maksa. Broń miałem całą albo 1 jakieś nie miałem, wymagającej jakiejś aktywności do zaliczenia. Ale nic bez czego nie da się obyć jak już. W walce nie rozwinąłem tylko paru zbędnych dla mnie rzeczy. Podsumowując: dzięki niewymuszonemu grindowi nudnych aktywności mogłem powoli spędzać czas w grze jak chciałem, powoli co jakiś czas posuwając fabułę, i bawiłem się dobrze :)
Korzystając ze zniżki, jakoś w okolicach czarnego piątku zakupiłem w końcu tą grę i to by dobry zakup. Ukończyłem w 8 godzin. Gra jest świetna. Piękna oprawa i przyjemna muzyka. Nie jest jakaś zwrotnie trudna, ale zdarza się że na moment trzeba przystanąć. Frustruje w paru miejscach, gdzie ciężko się domyślić że jakiś element tła można ruszyć, co jest wymagane by posunąć się dalej. Nie mniej nie jest to częste.
Najlepsze jest to, że koszty produkcji nie wzrosły a nawet nieco spadły. Tak, gry wyglądają lepiej itd. ale wiele rzeczy da się robić łatwiej. Im bardziej ktoś myślał do przodu i przygotował lepsze narzędzia tym prościej będzie robił gry zwiększając przy tym jakość. To tym bardziej powoduje że loot boxy i mikro to tylko dodatkowe dojenie, a nie pokrywanie kosztów, bo "gry nie zwracają się jak kiedyś". Ale to korpo. Masz już dużo a chcesz jeszcze więcej. Tylko czasem ta bezmyślna pogoń kończy się wtopą, bo podnoszenie ciśnienia sprawi że kiedyś żyłka w końcu pęknie. A tak duże firmy mają już tak dużo że czują się bezpiecznie. Że wszystko mogą a kasa się nie skończy. Zupełnie jak banki przed kryzysem.
Loot boxy to dla mnie taki jednoręki bandyta. Albo coś wygrasz, albo nic. To samo z grami losowymi które podlegają regulacjom. Kupujesz los i wygrasz mało, dużo albo nic. To wszystko jest to samo. Ot tylko w grach ze względu na specyfikę medium wygląda to nieco inaczej ale efekt ryzyka pieniądzem i nałogowe kupno żeby w końcu wygrać/trafić przedmiot jest. A to już to samo co hazard.
Piracić, piracić... Ale przecież tego nawet piracić się nie opłaca przez zaburzony balans pod mikrotransakcje. Szkoda nerwów na taką grę. Lepiej kupić grę od niezależnych twórców zamiast tego. A w każdym razie inne gry, pozbawione tego shitu.
Dla mnie sprawa jest prosta. Nie będę najwyżej grał w gry dużych wydawców. Sporo dobrych gier nie pochodzących od nich.
Niestety gry od dużych wydawców to głównie biznes. I kasa przesądza o wszystkim. Dobrze, że mamy scenę indie i kickstarterowe projekty jak Divinity czy Pillarsy. Ok. Wiele takich produkcji to projekty mniejsze, bardziej kameralne, ale za to dające bardziej intensywne doznania, zamiast nudnego grindu. Ciekawe co nam ostatecznie pokaże za parę dni Asasyn.
Ja noszę w wewnętrznych kieszeniach kurtek, marynarek itp. Gorzej jest latem, gdy za gorąco na coś więcej niż koszulka. Albo gdy ma się na sobie bluzę bez kieszeni. Jedyne co jest dostępne to kieszenie spodni/spodenek. Z przodu jest niewygodnie jak diabli. Zwłaszcza w spodniach. Jak ktoś zauważył wyżej - wszędzie małe kieszenie. Więc niechętnie ale pozostaje ta nieszczęsna tylna kieszeń. I dlatego nie dziwię się gdy ktoś w takiej sytuacji tak robi. Kobiety używają torebek to mają łatwiej :)
Ach. Ewentualnie preferuję kieszenie boczne jeśli spodnie/spodenki takie mają. Zwykle są duże i spokojnie wszystko mieszczą :D
No cóż. Jak ceny będą nadal wysokie to co z tego. Kupowanie gier w dniu premiery będzie coraz rzadsze w naszym kraju :) To już wolałbym blokady regionalne jeśli miałoby to oznaczać sporo niższe ceny.
Dla mnie podstawowy problem to kontroler. Pad do FPSa to dla mnie tragedia. Gram nim w inne gry ale nie takie. Tracę przyjemność z gry i nic nie pomaga pomimo wielu prób. Za mało precyzji w porównaniu do k+m. No i nie zagram w Total Wara czy Star Crafta. Kilku urządzeń do grania nie chcę. Tak więc wybór oczywisty :) A że przy okazji pracuję na kompie to załatwione 2 w 1 :)
Ja tam gry skupione na walce i rozwoju postaci wolę ogarnąć nazwą slasher. Tak samo jak FPSy z jakimś rozwojem. To również można by nazwać RPG. Mamy to samo - walka i rozwój postaci. Ale to tylko elementy. Na pełnoprawne RPG potrzeba więcej moim zdaniem. Żeby odegrać role, potrzebna jest też jakaś historia. Skyrim jaki by nie był RPGiem jest. A że fabuła, czy zadania poboczne niezbyt powalające to już inna historia. W zamian daje swobodę sporą i klimat samego świata. Wiedźmin radzi sobie lepiej z zadaniami i fabułą. Rozwój niekoniecznie mi się podobał, ale jest to też limit wynikający z gotowej postaci. Nie mniej gdyby CDP zrobiło grę bez takiego ograniczenia i zachowując ciekawą historię tak główną jak i zadań pobocznych, to byłoby dopiero wtedy prawdziwe podniesienie poprzeczki. Połączenie wszystkiego co potrzeba w najwyższej jakości. Kończąc kwestię - osobiście w obu grach bawiłem się dobrze.
Wygląda interesująco. Jestem zaciekawiony i z pewnością będę miał ten tytuł na oku :)
Jeśli to będzie kolejne SJW Production z toną znajdziek, marnymi questami i płytką walką to ja podziękuję. Kierunek w jakim poszło ostatnie ME nie nastraja pozytywnie.
Mieć znajomych, a mieć znajomych którzy chętnie zagrają w tą samą grę i zawsze będą mieli czas i chęć w tym samym momencie to różnica :)
Też muszę potwierdzić, że system walki był najlepszy. Do tego zmiana w animacji walki wraz z rozwojem postaci w tym kierunku. Zawsze to lubiłem w Gothicach i miło było zobaczyć ten element i tutaj. To, co potem zobaczyłem w R2 było strasznym krokiem wstecz. Zwykłe machanie cepem na lewo i prawo przez całą grę. Dubbingu i mnie brakowało, ale po pewnym czasie się jakoś przyzwyczaiłem.
Korytarze z R2 były dla mnie sporym zawodem. Strasznie tego nie lubię i mocno się to odczuło po tym, co PB serwowało wcześniej. I to machanie bronią jak cepem. Walka bronią białą była beznadziejna. Jedna z rzeczy, których mi brakowało w R2 i R3, a także i w G3, to brak zmiany w animacji zadawania ciosów i nawet trzymania broni w miarę postępów w rozwoju umiejętności walki. To było genialne w pozostałych grach i dawało satysfakcję i uczucie, że faktycznie jest się coraz sprawniejszym wojem :)
Wszystko opiera się na 1 rzeczy. Kasa musi się zgadzać. Reszta to są dodatkowe okoliczności. Stopniowy wzrost to tak, z jednej strony przyzwyczajanie, a z drugiej też sprawdzanie na ile można sobie pozwolić bez strat. Póki spadek sprzedaży nie wpływa na ogólny zysk albo nawet wręcz przeciwnie, to po co ceny miałyby być niższe. Proste. A widywałem komentarze gdzie ktoś woli kupić premierową grę na Steamie, nawet jeśli przepłaci kilka dych. Bo po co mu pudło. Nie wiem w jakim stopniu takie zjawiska mają miejsce, ale z pewnością nie pomagają. Skoro ktoś woli zapłacić więcej, to sprzedawcy w to mi graj.
Kiedyś była dyskusja na temat blokad regionalnych nawiązująca m.in. też do cen. Jeśli w dzisiejszych czasach wszystko musi być spięte z jakąś platformą, to osobiście jestem zwolennikiem takich blokad w zamian za cenę dostosowaną do rynku. Co w tym wtedy złego? Pracuję tutaj, zarabiam na tutejszych warunkach, to i kupuję grę tutaj, po tutejszej cenie dostosowanej do zarobków, i tutaj aktywuję. A przez blokadę nikt nie nakupuje taniej by sprzedać drożej za granicą, bo tam klucz będzie bezużyteczny, i ten proceder też mamy z głowy.
Ogólnie sytuacja z pewnością wpłynie na zwiększenie się piractwa, cierpliwości na przeceny przy co uczciwszych, lub rozwój w kombinowaniu ze sprzedażą kont czy udostępnianiem i graniem offline co chyba jest jeszcze gorsze niż piractwo. I nie, gry nie są dobrem luksusowym. Są powszechną rozgrywką, stającą się luksusem w biednym kraju. Rozrywką tak powszechną, jak zabawa przy alkoholu z której społeczeństwo nie jest w stanie zrezygnować, choć do życia potrzebne to nie jest. I tak też od czasu silnego rozpowszechnienia na nie patrzę. Ale to już wykracza poza temat samych cen.
Budżet się bierze pod uwagę. Dlatego takim np indykom często wybacza się niższą jakość pewnych elementów przy ocenie. Nie mniej z gry na grę ten zastój w animacji zaczyna drażnić. Jednak nie drażni jak ME:A. I to nie kwestia budżetu czy kultu. Jest różnica pomiędzy animacją niskiej jakości a zepsutą. Drgające głowy przy skakaniu, dziwne reakcje nóg co jakiś czas. No i twarze. Wolałbym mniej tych kości i niższą jakość niż takie wybijanie z klimatu. Do tego dajmy nieadekwatne emocje na twarzach do sytuacji powodujace że odbiór jest zabawny zamiast poważnego który był zamierzony. ME uderza w filmowość i leży w tej kwestii. Elex nie ma animacji najlepszych ale rażą mniej
A ja zagrałbym w tym świecie, ale na przykład kompletnie inną profesją niż wiedźmin. Albo mieć jakiś wybór tejże wpływający na początek gry i pewne zadania. Daje to więcej możliwości jeśli chodzi o umiejętności. A tak to dalej będzie się klepać te same znaki i walczyć w ten sam sposób. A jeśli wiedźmin, to chętnie zobaczyłbym totalną przeszłość w latach świetności cechów wiedźmińskich.
Przez te działania można pomarzyć o czymś takim jak posiadanie biblioteki gier w 1 miejscu. Dostałem kiedyś Far Cry 3 od znajomego jako gift na Steamie. No fajnie. Kasy na gry nie było wtedy więc się ucieszyłem. A tu niespodzianka, bo trzeba też założyć konto w Uplay. Co mi z gry na Steamie jak i tak muszę odpalić też Uplay i męczyć się z dwiema platformami naraz. To już wolę sam Uplay czy Origin, czy co tam w danej sytuacji jest wymuszane. To po prostu jest irytujące. Tak samo jak sam fakt mnogości platform. Ale z tym się raczej nic nie zrobi.
Hejter to ten, kto oprócz wyrażenia opinii ciągnie to dalej. Czyli w pierwszej fazie można nie odróżnić jednego od drugiego, o ile nie jest to jakieś totalnie skrajnie wyrażone. Dlatego byłbym racze uważny z tym ocenianiem odnośnie nadmiernego hejtu. Teraz grę można obejrzeć nie grając i wytknąć to i owo. I ok, można się dobrze bawić przy wadliwym produkcie, ale to nadal produkt wadliwy. I nawet jeśli bym się przy czymś nieziemsko dobrze bawił to nadmiar błędów, lub też takie, które mocno wpływają na ważne elementy gry, wpłynie na to że obiektywnie ocenię taki produkt jako jedynie dobry. Co do andromedy to tak, na pewno są tacy, którzy ocenili animacje tylko po słynnej kompilacji. Ale można też to ocenić po obejrzeniu gameplayów i tam jest nie najlepiej cały czas z wybitnymi momentami. I nie, to nie jest 1% gry. Animacje oglądamy cały czas, przez całą grę. Animacje to bardzo istotny element. Zwłaszcza w przypadku takiej gry, która stawia na pewną filmowość i nimi wpływa na immersję. To nie gra z rzutem izometrycznym :) W tym przypadku mamy do czynienia z zepsuciem ważnego elementu gry. To tak, jakby w typowym shoterze strzelanie było niedopracowane i ogólnie feeling tego byłby bardzo słaby. Przecież nie powiem, że to 1% bo są przecież świetne animacje, destrukcja otoczenia i fabuła. Jest zepsuty ważny element wpływający na całość i ocena leci w dół poważnie. To nie wbicie się modelu w teksturę kilka razy na krzyż przez całą grę.
Dlatego wolę mniejsze lokacje, ale na których trzeba się skupić. Ale nie znaczy to że nie da się tego rozwiązać i w większych światach. Nie wspomnianą rzeczą jest odpowiednie zaplanowanie zadań. Lokacje które znałem jak własną kieszeń to te z serii Gothic i GTA:SA. a co ma GTA:SA wspólnego z Gothic? Lokalne rozmieszczenie zadań stopniowo przesuwające cię do kolejnej większej lokacji w które znów wypełniasz misje lokalnie, przez to coraz bardziej poznając te miejsca. Nie czujesz, że biegasz bez celu z jednego końca mapy do drugiego, wsiąkasz w klimat miejsca, bo nie jesteś tam tylko przejazdem, aż w końcu znasz każdy zakamarek z czego jest niesamowita frajda. Po San Andreas poruszałem się jak po mieście w którym bym normalnie był i je znał, z pamięci, bez mapy. Gothic daje oczywiście możliwość teleportu, ale dobrze wyczuwa moment na danie jej danie. Dzieje się to, gdy już swoje przechodziliśmy, naprawdę znamy miejsca i bieganie tam i z powrotem nie ma już sensu. A i to tylko do jakichś ważniejszych punktów a nie do każdej jaskini na mapie.
Przecenili możliwości UE3. Mogli się przesiąść. Teraz jest już za późno. Mam nadzieję, że gra mimo to się wybroni. Ma jakiś potencjał.
Tytuł faktycznie średnio trafiony. Co do tematu to wszystko da się rozwiązać teraz, w dobie gdzie każda gra jest powiązana z jakąś platformą dystrybucji. Otwarte światy nie są przeszkodą, kiedy można robić udostępnienie czasowe. Gry takie są zbyt obszerne, żeby je dobrze poznać w np. 2 godziny, ale już zapoznać się z ogólną mechaniką, feelingiem i tym, jak gra w ogóle działa na posiadanym sprzęcie, to już tak. Problem mógł istnieć tylko przed pojawieniem się platform cyfrowych, ale teraz?
Ach. I jeszcze jedno. Eliminowałoby to argument do piracenia w celu sprawdzenia gry, dając mozliwość sprawdzić grę legalnie. No i nie ma problemu przechodzenia jeszcze raz tego samego etapu. Po zakupie kontynuujemy.
Świetny materiał. W pełni się zgadzam. Wydawcy nas testują, i jeśli będzie się na to pozwalać, to granica będzie się przesuwać. Mikrotransakcje rozumiem tylko w ftp, gdzie twórcy muszą jakoś zarobić.
Początki to hardcore, a najgorsze są usługi, jeśli masz je wykonywać bezpośrednio. Tam jest właśnie najwięcej tego, o czym wspomniano wyżej - KAŻDY wie lepiej i zawraca ci głowę o dziwnych godzinach. Ja po paru latach żarcia się z klientami byłem już chętny przejść na pracę etatową. Generalnie osobiście wychodzę z założenia, że poświęcenie czasu ma się przełożyć w późniejszym okresie na jego zwrot, czyli sytuację jaką ma A.l.e.X. A do tego potrzebny jest rozwój zwiększający budżet na tyle, by przekazywać pracę w czyjeś, opłacone ręce. Które czasem zarobią więcej niż jakbyś sam wszystko robił. Inaczej szkoda zdrowia, którego nikt ci nie zwróci. No, chyba że jesteś typem, który kolekcjonuje pieniądze by z nich nie mieć czasu skorzystać, nie przejmuje się faktem, że jego dzieci nie pamiętają jego twarzy i wykonuje pracę dla samej pracy bo to jego główna radość. Ale to chyba pracoholizm się nazywa :) Ogólnie z pewnością warto jeśli są możliwości finansowe. Byle dążyć do rozwoju, być gotowym na naprawdę ostry zapiernicz na początku, być odpornym na ewentualne niepowodzenia i wiedzieć kiedy skończyć jeśli trzeba. I wtedy zająć się czymś innym. Bez wielkiego żalu.
Gra to przede wszystkim gameplay, potem jakaś ciekawa historia. Otoczkę historyczną traktuję z przymrużeniem oka. Jest to tylko nadające klimatu tło. Oczywiście fajnie, jeśli ktoś się postara i przybliży jak najbardziej do realistycznego odwzorowania. Nie mniej nadal jest to dla mnie tylko tło. Niezgodności bardziej jakoś mi przeszkadzają w filmie, jeśli nawiązuje do jakichś konkretnych realiów.
Tak. Jest dokładnie to samo. Tv wyczuwa że komputer został uruchomiony, ale komputer nie wykrywa tv. Oprócz tego jednego przypadku kiedy załapał. Choć nie mam pojęcia jak bo nic wtedy nie robiłem :)
Problem jak w temacie. Przez wiele miesięcy nie miałem z tym problemów, aż tu nagle puff, i komp nie widzi tv jako drugi monitor. Próbowałem to jakoś rozgryźć ale w końcu nadszedł ten moment, kiedy nie poradzę sobie bez pomocy :)
Żeby dokładniej zarysować sytuację:
Model telewizora to LG 49LF631V i jest podłączony kablem HDMI 15m. Tak, kabel jest długi, ale zainwestowałem w porządny i sprawdzał się przez wiele miesięcy. Testowałem go również na innych urządzeniach, żeby wyeliminować ten element. Telewizor wyczuwa sygnał idący z kompa i reaguje uaktywnieniem gniazda, niestety na tym się kończy, gdyż komputer nie wykrywa absolutnie nic. Żeby było ciekawiej, zrezygnowany zostawiłem to w cholerę i zacząłem sobie grać, kiedy nagle zona włącza telewizor i mówi że widzi moją grę na ekranie. Komp oczywiście w tym momencie zareagował mignięciem ekranu i wykryciem. Nie zrobiono nic, nie ruszano kabla ani nic. Po prostu wyłączono i włączono telewizor. Po wyłączeniu i włączeniu urządzeń problem jednak powrócił. Ruletka ze zdecydowane większym prawdopodobieństwem że komp odmówi wykrycia urządzenia. Próbowałem różnych rzeczy na podstawie wyczytanych problemów u innych. Wymuszenia wykrycia przyciskiem "Wykryj", różna kolejność uruchamiania urządzeń (choć nie robiłem nic inaczej niż zwykle), wywalenie sterów grafiki i instalacja starszych. Pomysły mi się wyczerpują i liczę na to, że ktoś miał podobny problem i go rozwiązał.
Ewentualnie może ktoś ma pomysł jak inaczej rozwiązać granie przy tak dużej odległości między tv a kompem stojącym w pracowni. Próbowałem coś wymyślić ale nie wykombinowałem nic innego niż po prostu długi kabel, bo przecież nie będę kupował drugiej kobyły specjalnie do grania... Dotąd rozwiązanie się sprawdzało. Inne ustawienie sprzętu kompletnie nie wchodzi w rachubę ze względu na taki, a nie inny układ pomieszczeń, a lubię w gry nie będące dynamicznymi FPSami, czy RTSami pograć w salonie na tv. Albo popykać w emulatorki gier z Atari, SNESa itp. A tu teraz problem...
Klimat kompletnie do mnie nie trafia. Ten z jedynki bardziej do mnie przemawiał, ale tam z kolei gra była, jaka była. Niestety klimat to dla mnie podstawa i nawet jeśli rozgrywka jest ok, to dla mnie odpada. Zbyt mnie będzie drażnić to co jest na ekranie.
Im większy problem ze zdobyciem wersji pirackiej, tym większy rozrost zarabiających na boku w taki czy inny sposób. A to chyba gorsze niż zwykłe piracenie. Popularność tego podbija problem braku możliwości sprzedawania używek, co na konsolach funkcjonuje całkiem nieźle, nikogo przy tym nie rujnując. Fajnym ruchem ze strony Steam było Family Sharing, jednak brakuje mi tu jednej jedynej opcji. Żeby rodzeństwo mogło grać na 1 kopii gry w trybie LAN w coopie. Bo idiotyczne jest kupowanie 2 lub więcej kopii gry, żeby dzieciaki mogły pograć sobie razem będąc w 1 pomieszczeniu. Kiedyś to było normalne i tak mogłem się z bratem świetnie bawić. Teraz gdybym taką samą radość chciał zafundować swoim dzieciom, to już jest problem.
Też lubię się walnąć na fotelu przed tv z panem. Niestety w Starcrafta, Total Wara nie pogram tak. W dynamiczne fpsy też, jeśli nie chcę się się frustrować.
Tyranny.
Powód nr 1 - fakt, że wychowałem się na tego typu produkcjach i po prostu ogranie czegoś takiego to pewnego rodzaju sentymentalna podróż do czasów Baldura czy Icewind Dale.
Powód nr 2 - Jak dobrze być złym :)
Powód nr 3 - Tak w zasadzie to jedyny interesujący mnie tytuł w tym miesiącu.
Tak to jest. Portfel to jedyny element przetargowy. Każdy, komu się nie podoba powinien gry nie kupić. Jestem fanem Asasyna i też. Po Black Flag po prostu nie kupuję. To już nie to więc po co wydawać pieniądze. Dla samej świadomości posiadania kolekcji? Wyjdzie dobry Asasyn, to kupię. Koniec. To samo z COD. MW2 to ostatni w jakiego zagrałem. Na następne już nawet nie patrzę. Są inne gry i rezygnując z jednej zyskuję inną.
Jest to w ogólnym odbiorze ładniejszy obraz. Gdy stanie się standardem, to po prostu będzie brany przez użytkowników niejako przy okazji. Bo to standard. Zwłaszcza, że nie ma z tym żadnych problemów. No może jeden. Gigantyczna rozdzielczość niezbyt pozwalająca grać w natywnej, co by dało najlepsze rezultaty. Ja wiem, że może to i można jakoś zeskalować ładnie, ale nadal gdzieś tam z tyłu głowy drażni jednak fakt, że nie grając w natywnej to mimo wszystko nie jest do końca to. Druga rzecz, to właśnie wspomniane na końcu wsparcie. Fajnie by było czuć tą technologię na każdym kroku skoro by się ją miało, a nie w paru wybranych produktach. Miło by było to widzieć również oglądając film, a nie tylko w grach. A swoją drogą jeśli chodzi o gry, to bardziej mi zależy na usprawnieniu wszystkiego innego niż głębi kolorów. Zwłaszcza chyba na fizyce i AI, bo graficznie jest już osiągnięty jakiś poziom, który zadowala.
Można. Zwłaszcza jak chcesz grać w coś gdzie mysz + klawiatura to podstawa :)
Tunelowość. To w Risenach zawiodło strasznie. Najlepiej wspominam jedynkę. Również system walki z niej, który uważam chyba za najlepszy w grach tego studia. Mashowanie z R2 to był spory krok wstecz. Zupełnie jak z G3. I zawsze lubiłem zmianę combosa w miarę postępów w szkoleniach :)
Z jednym to się zgodzę. Kto nie narzekał na grafikę w Soulsach, zwłaszcza w dwójce dobijały mnie postacie nie ruszające ustami jak w bardzo starych grach, to nie ma prawa narzekać gdzie indziej. Albo uważamy, że grafika się liczy w każdej grze, albo w żadnej :)
Gothic był też pierwszą grą z żyjącym światem. To plus surowy klimat gdzie nie jesteśmy od początku kimś wyjątkowym a jedynie zwyklym zerem powalił mnie mimo że miałem za sobą Baldury czy Icewind Dale
Mnie akurat granie sieciowe zwyczajnie nudzi. Nie bardzo ciekawi mnie tłuczenie się w miejscu. Walka z żywym przeciwnikiem jest dla mnie nieistotnym czynnikiem. A jak dochodzi jeszcze cheatowanie i brak kultury w społeczności to nie zachęca tym bardziej. Wolę gry, które przechodzi się od początku, do wyraźnego końca. Czyli typowy singiel. Sieciowym graniem jarałem się tylko kiedy miałem z tym kontakt pierwszy raz. Szybko jednak zauważyłem, że to mnie nudzi a czasem męczy, bo odczuwam zamiast relaksu i frajdy, wykonywanie ciężkiej pracy. Której nie chcę wykonywać grając po pracy :)
Niżej ktoś ładnie opisał czym. Zaborcza jest bardzo trafnym określeniem. I niezależnie od czynów, czy poświęceń nie jest to osoba z którą wytrzymałbym na co dzień. W książce za nią nie przepadałem. Była to postać ciekawa, ale nie ktoś, kogo mógłbym jakoś specjalnie lubić
To problem nie tyle innych religii co... Jakichś kompleksów pewnych grup społecznych? Chyba tak najlepiej to ująć. Grup religijnych, rasowych, klasowych. Różnych. Przesadna poprawność polityczna jest przez nie wykorzystywana. Zrób dowcip żydowi, zażartuj z karzełka, wyraź negatywną opinię na temat nowych ruchów feministycznych. Itp itd. Niedługo będzie strach cokolwiek powiedzieć, żeby ktoś się nie obraził...
@drenz To bardziej kwestia różnic kulturowych nie koniecznie związanych z religią. Cenienie innych rzeczy, postrzeganie świata inaczej. Już nawet nie przez pryzmat religii ale w ogóle. Dlatego nam Azjatów ciężko pojąć.
Co do religii lub jej braku to nie one są przyczyną, a zapędy ludzi. Ateizm nie wpływa na nic. To tylko brak wiary, który nie może dać pretekstu do niczego, a światopogląd na resztę spraw to już sprawa indywidualna, powstała pod wpływem kultury w której się wychowało i własnych spostrzeżeń. Natomiast religia często była pretekstem do czynów złych, z którymi złoczyńca mógł czuć się dobrze. Bo przecież w imię boga. sumienie czyste. No i tylko religią można zmusić człowieka dobrego do czynu złego wbrew sobie. Nic innego nie jest w stanie tego zrobić. Religia niestety ma 2 ostrza. Ma dobre założenia (zwykle), ale potrafi prowadzić do fanatyzmu powodującego zachowania ekstremalne w "obronie swojej wiary" i wypaczeń jej założeń na rękę popaprańcom.
Z grami jest trochę jak z towarem od naciągacza. Jak dasz sobie wcisnąć to w momencie gdy się zorientujesz że masz bubel nie wart swojej ceny, jest już za późno na oddanie. I tak jak wiele innych towarów można oddać w razie czego bo szybko wiadomo, że coś jest nie tak. tak w przypadku niektórych gier zbyt wiele godzin potrzeba na dowiedzenie się że mamy do czynienia z dziadostwem, żeby oddać grę na Steamie. Czas próbny mija i po ptakach. Bardzo sprytnie.
Wina stoi oczywiście po stronie naciągacza, bo choć wiadomo jak powinno być, to wiadomo również jak jest. Zawsze znajdą się ludzie słabej woli i mniej ostrożni. Nie mniej ostrożnym warto starać się być. Jak z resztą i ze złodziejstwem. To często od nas zależy to czy prawdopodobieństwo bycia okradzionym będzie większe czy mniejsze, ale winę ponosi ewidentnie złodziej i mamy powód na takie procedery narzekać i chcieć je eliminować.
Podsumowując, narzekanie jest jak najbardziej słuszne, ale trzeba wyciągnąć z tego wnioski i trochę się powstrzymać z przedpłatami albo podchodzić do tego na prawdę bardzo ostrożnie.
Po Path of Exile druga sieciówka FtP która mnie w ogóle zaciekawiła i jest w stanie zatrzymać na dłużej, pomimo pewnej monotonności.
Mi to się wydaje, że gdy gra jest nie do złamania to daje jeszcze gorszy efekt. Z crackami to przynajmniej nikt na tym nie zarabia, a czasem może ktoś faktycznie korzysta z tego jako demo, lub i tak by gry nie kupił. Gdy gra jest nie do złamania to następuje udostępnianie konta za kasę lub po prostu jego sprzedaż razem z grą.Taki ryneczek jak za starych czasów, tylko elektroniczny. Twórca nie zarabia, a zarabia ktoś na boku.
Zabezpieczenie to ogromny koszt. Zastanawia mnie jak bardzo się zwraca w postaci dodatkowych kopii. Sprawdzić tego się nie da za bardzo, ale jeśli koszt przewyższa zysk to lipa. A bez tego albo ceny gier mogłyby być niższe, alebo kasa zamiast na zabezpieczenie, mogłaby pójść na dopracowanie gry.
No i tyle z komfortu, że raz kupuję i mam na długo. Tak samo jak na PC będzie wymiana sprzętu żeby grać na maksa. Ech...
Po zastanowieniu pomiędzy Warframe i PoE, jednak głos na PoE. Sporo czasu spędziłem też w SWTOR, ale gameplay jednak tak zamula, że jednak lepiej bawię się w powyższych. Niezobowiązujące siekanki, które można włączyć na chwilę i wyłączyć, i czuć postęp bez wydawania kasy. Chyba że kupując pierdoły, by wesprzeć twórców, co w obu przypadkach zrobiłem w zamian za naprawdę masę spędzonego przyjemnie czasu.
Nie ma co za bardzo gdybać. Faktycznie pomysł jest ciekawy ale równocześnie ryzykowny jeśli źle zostanie dopięty. Pozostaje trzymać kciuki że dostaniemy dobry kawał action RPG
Pomysł mi się akurat nawet podoba. Mam tylko nadzieję, że tego nie skopcą. I że animacje nie będą drętwe, za bardzo :)
Aż się zastanawiam nad powrotem do Human Revolution zanim w to zagram :)
Może gra i będzie lepsza od poprzedniczki. Kto wie. Jednak do mnie kompletnie nie przemawia ten klimat. Bohater i atmosfera bardziej mnie zachęcały w zwiastunach jedynki. Ostatecznie wyszło jak wyszło, ale ogólny klimat był lepszy. Jak dla mnie.
Hm... Ja w materiale nie odczułem obrony rosnących cen, a co najwyżej wyjaśnienie dlaczego taka sytuacja ma miejsce. Tylko na tą średnią krajową bym tak nie patrzył bo pokazuje raczej nie tyle wzrost zarobków ogółu co poważny wzrost dochodów małej grupy i coraz większy rozrzut pomiędzy zarabiającymi mało i dużo. Faktycznie prawdziwym problemem nie są ceny gier, które na Steamie są po prostu jak wszędzie, a nasze zarobki. I na to można narzekać. Ewentualnie przydałaby się właśnie ta blokada regionalna jeśli to miałoby pozwolić na dostosowanie cen. Ma to swoje minusy, ale więcej byłoby chyba plusów.
Tu już nawet nie chodzi o jakąś fabułę. Tego to chyba nigdy tu nie było. Ale gra po prostu przestała budować jakikolwiek klimat. Można ładować efekty na maksa ale przy tym jednak zbudować jakąś atmosferę. Ja przygodę z CODem zakończyłem na MW2. Potem próbowałem tylko Advanced Warfare bo mnie zaciekawiło ale jednak po zagraniu 2-3 misji jakoś się znudziłem i już do tego nie wróciłem. Nie gram w multi i jak po prostu nie ma czegoś ciekawego w singlu to grę odstawiam albo nawet nie sięgam. Zobaczymy czy Battlefield nowy coś w singlu pokaże bo ostatni dobry to chyba Bad Company 2.
Zgodzę się z ostatnim zdaniem. Ot dla przykładu zona lubi oglądać jak ja gram w niektóre gry, ale sama by nie tknęła bo albo za dużo gadania, albo nic się nie dzieje :) Co innego jakiś h&s np. Sam czasem oglądam gry, które mają filmowy klimat, ale są tylko na konsoli, której nie mam zamiaru kupić dla kilku gier. Tak więc to są gry które się obejrzy, ale nawet jakby nie było dostępu do let's playa, to i tak by się w nie nie grało z takiego czy innego powodu.
Aktualnie głośniki Creative 2.1. Nie pamiętam co to za model. Tak czy inaczej mają ok 10 lat i nadal na nie nie narzekam :)
Dark Souls III zdecydowanie. To jedyny tytuł przykuwający moją uwagę w tym miesiącu i pierwszy DS w którego bym chętnie zagrał patrząc po wstępnych recenzjach. Liczę tylko na ludzką wersję PC :)
Jestem pewien, że zdecydowana większość piratów, która nie używa pirackiej gry jako demo, i tak by gry nie kupiła. To taka pusta statystyka jak dla mnie. Z tego co pamiętam w muzyce najwięcej zarabia się od piratów. Bo po prostu testują co im się podoba i ostatecznie wydają więcej na muzykę niż pozostali. I tak samo jest z grami. Dla wielu to demo. Bo na YT nie dowiesz się, czy na twoim kompie coś się gra nie krzaczy, mimo że niby nawet mocny. Jaki jest feeling kierowania postacią itd. To było dobre w demach. Oglądanie to nie to samo co ogranie samemu i zdarza się tak przejechać, że niby wygląda coś fajnie, a już samemu jak grać to jakoś tak po 10% gry się ją odstawia i do niej nie wraca.
Druga sprawa, że już dawno stwierdziłem, że gry nie są jak samochód czy inne dobro na które człowieka nie stać to zrezygnuje. Gry są dobrem dającym relaks i odstresowanie, i zaczynają być bardziej podobne do alkoholu. A wszyscy dobrze wiemy jak to jest zrobić go za drogim lub zabronić. Ludzie będą kombinować jak się da, byle się zabawić przy alkoholu. Tak w przypadku gier musiałoby chyba ich po prostu nie być wcale żeby problem zniknął. Gier AAA w domu nie da się pędzić :) Tak ja to postrzegam i w takich kategoriach sądzę, że trzeba myśleć obmyślając strategię rozwiązania problemu. Jak dla mnie to lepiej chyba zrezygnować z drogich DRMów i skupić się na tym, żeby gra była dobra, a lepiej się na tym wyjdzie. Kasa na DRM oszczędzona, a sprzedaż wątpię że będzie gorsza. Tymczasem pirackie wersje po prostu z góry brać pod uwagę, że będą, a część z nich nawet da zysk jeśli dla kogoś to będzie demo.
Nie popieram piractwa, ale rozumiem jego istnienie i sądzę że może zniknąć co najwyżej z całym rynkiem gier.
Hah. No niby taki banał, ale o naprawdę fajna sprawa była :D
Tylko czekało się jak postać będzie pewniej trzymać w ręku broń i wykonywać kompletnie inne combo :) Bajer, ale w innych grach mi tego brakuje. Mam nadzieję, że w Elex będzie miejsce na takie szczegóły.
W tym momencie, kiedy zbliża się nowa generacja kart, modernizacja chyba nie ma sensu. Kompa mocnego do grania złożysz dużo taniej niż 7k. Bez przesady. I sądzę że po pojawieniu się Pascali, nawet karta ze średniej półki będzie starczyć na lata. Sytuacja jak z poprzednią generacją konsol. Trzymały wymagania na pewnym poziomie, a jeśli nie, to wtedy gra na PC po prostu wyglądała dużo lepiej. Tak czy siak, dzięki takie sytuacji nie zmieniałem kompa przez wiele lat ciesząc się najnowszymi tytułami. Jeśli zakładasz jakość grania na konsoli, to wyjdź też z założenia, że tam niestety gry idą w 30fps jednak przeważnie. Jeśli nie zależy ci na stałych 60fps to i na kartę możesz dać mniej zamiast inwestować od razu w 980 czy Titan. Z resztą. To wszystko kwestia preferencji i co robisz na swoim kompie. Mój służy nie tylko do grania, ale i do m.in. pracy, do której i tak potrzebuję mocnego sprzętu, żeby szybko robota szła więc trochę siłą rzeczy skłaniam się ku PC, bo to jest tak przy okazji. Na dodatek lubię pograć czasem w indyki, których poza PC nie znajdę. Ot, po prostu zależy.
Choć nie jestem jakimś wielkim fanem realiów II wojny, to naprawdę radośnie bym przywitał porządnego FPSa z kampanią single o tej tematyce. To co jest teraz kompletnie mnie już znudziło i chciałbym ponownie zagrać w coś gdzie nie ma żadnych bajerów futurystycznych. W ogóle to co teraz jest serwowane niezbyt do mnie trafia. Chyba wolę albo II WŚ lub dalsze realia, ale nadal pozbawione gadżetów, albo s-f na maxa z obcymi, potworami, mutantami, innymi światami/planetami itp.
No to jest to taka czy inna forma uzależnienia. Problemy z koncentracją przez myśli błądzące w jakimś kierunku to jeden z symptomów :) Jeśli gra/film/książka byłaby nudna, to po prostu by się z niej zrezygnowało zamiast co chwila przerywać zajrzeniem do neta :)
Nadal chciałbym zobaczyć HL3 i ciąg dalszy historii, nie mniej emocje znacząco opadły. Może i skoczyłoby ciśnienie ponownie, gdyby w końcu pojawiła się oficjalna zapowiedź. A tak to czekanie i jaranie się każdym newsem już się znudziło. Jeśli HL3 jednak by wyszedł to bym się nie zdziwił jakoś. Po raz kolejny byłaby to prezentacja nowego silnika w akcji.
Ech... Jak dla mnie wszystkie tego typu sprawy to granie na emocjach i odciąganie uwagi od bieżących problemów. Takie myślenie o tym kto dawno temu kuku komuś zrobił kiedy właśnie w tej chwili nogę zżera nam gangrena. Moim skromnym zdaniem powinno się rozdział zwany przeszłość uciąć bez możliwości powrotu i ruszać dalej z tym co jest i na to poświęcając wszelkie środki. Czarno na białym by było widać co dzieje się w poprawianiu bieżącej sytuacji. Bez dekoncentracji takimi powrotami do przeszłości.
Gra może być długa, jeśli jest odpowiednio zróżnicowana i ciągle z czasem wnosi coś nowego. Co z tego, że gra jest długa jak 50% czasu spędza się na szukaniu znajdziek czy innych monotonnych pierdołach. Nic dziwnego, że wtedy gry się nie ukończy, albo co najmniej pominie całą aktywność poboczną przez co gra okaże się krótka.
Co do samego Firewatch i podobnych gier, to jak najbardziej dobre są tego typu produkcje, ale nie widziałbym ich jako długie produkcje. One dają zwykle krótkie, ale intensywne doznania i o to chodzi. Do tego mechanika rozgrywki jest tak prosta, że na dłuższą metę znudziłaby się jaka by fabularnie gra nie była świetna. Nie mniej w związku z tym cena powinna być adekwatna. Jedno, że faktycznie dziwnie jest wydać tyle samo na różny czas rozgrywki, drugie - po prostu nie widzę za bardzo czemu miałbym płacić tą samą cenę za gry o kompletnie różnym nakładzie, a zatem i kosztach pracy i marketingu.
Ok. Fallout 4 może nie koniecznie jest złą grą jako taką. Ale kategorie w których wygrał są poniekąd śmieszne. A zwłaszcza scenariusz i reżyseria. Toć F4 pod tym względem jest strasznie płytki i znajdzie się masa tytułów pod tym kątem lepszych. Albo gameplay przysłania ludziom oczy i z automatu pakują gry jako wygrane w inne kategorie, gdzie nie powinny się znaleźć, albo to idzie z rzutu kostką, albo woda z mózgu powoduje że prostota i banał stawia się na podium. Również, tak jak osoby powyżej nie rozumiem co niektóre gry robią pod gatunkami, którymi nie są. Jakby ktoś kompletnie nie miał pojęcia o grach, albo naprawdę rzucał kostką. Co cieszy to pojawienie się na liście Ori. Ta gra naprawdę zasłużyła na wyróżnienie.
Na grę czekałem i widzę że to będzie to, czego oczekiwałem. Zdecydowanie zagram, choć chyba rzeczywiście poczekam aż nieco spadnie cena.
Ja to widzę tak:
Na piratach nie zarabiał nikt. A cześć nawet dała przychód twórcom jeśli ktoś traktował to jak demo. Natomiast z takim zabezpieczeniem powszechne będzie kupowanie dostępu do konta z grą. I tu robi się jak za czasów bazarów. Twórca jest w plecy a ktoś na tym zarabia. I tego nikt nie potraktuje jako demo bo kasa poszła. Jak dla mnie to jeszcze gorzej niż było.
Czytając właśnie uświadomiłem sobie główny minus grania Geraltem. Zamiast dokonywać normalnie wyborów zawsze w paradę wchodzi myśl - "co by zrobił Geralt". Czasem grało się przez to dziwnie :) Dlatego też jestem zwolennikiem innej postaci. Daje to większą swobodę w prowadzeniu postaci jak i pełną dowolność przy tworzeniu gry. Nowa postać nie miałaby obciążenia książkową przeszłością.
Jak już trzeba wybrać jedno, to ostatecznie stawiam na Layers of Fear, choć wybór jest ciężki. Horror ma naprawdę dobre oceny z early accessa i wygląda na klimatyczny i straszący w nieprzeciętny sposób. A że lubię takie klimaty...
Oprócz tego czekam też na Unravel, które wygląda niesamowicie. Interesująco zapowiada się również Firewatch. Zwykle nie przepadam za tego typu grafiką, ale po tym co dotąd widziałem, wygląda na to że będzie ładnie, ale i w pewien sposób niepokojąco. Jestem ciekawy wrażeń z tej gry.
Na pewno zwraca moją uwagę jeszcze Dying Light The Following. Zapewne zaopatrzę się kiedyś w Enhanced Edition, bo z grą nie miałem do czynienia wcale. Jakoś nie było okazji :)
Ja bym najchętniej widział kompletnie nową postać jedynie osadzoną w tym świecie. Może nawet cofnięcie się konkretne w czasie. A czemu by nie rozegrać gry w czasach, kiedy dopiero zachodziła potrzeba zakładania cechów wiedźmińskich i doświadczyć początków wszystkiego. Albo być tym, który zakłada pierwszy cech? Możliwości są spore. Tak czy inaczej cofnięcie się w czasie i poznawanie początków mogłoby być ciekawe.
Ja lubię mniejsze, ale dobrze zagospodarowane światy. Z charakterystycznymi miejscami. Nie chodzi o to, żeby co 5 minut coś znaleźć, ale żeby było ciekawie i żeby dało się poruszać intuicyjnie bez mapy/minimapy. Lubiłem otwarte światy z np. G1 - G3 oraz pierwszego Risena. Przyjemność zwiedzania zależy w otwartych światach też od rozłożenia misji. Stopniowe przenoszenie misji coraz dalej ale trzymanie się pewnego rejonu przez jakiś czas. Tak się dobrze poznaje świat gry i zapamiętuje go, poruszając się po nim po pewnym czasie bez mapy. Tu ponownie przytoczyłbym Gothica, ale dobrze wspominam pod tym kątem również GTA:SA
Backtracking jest ok jeśli nie jest nadużywany i dobrze wykorzystany. W grach RPG jest właśnie miłe to uczucie gdy wracamy w stare miejsce, i potwory z którymi się męczyliśmy nie mają teraz szans. Czuje się wtedy ten progres w rozwoju postaci. Dużym plusem jest też, w przypadku skondensowanych otwartych światów, poznawanie otoczenia i zapamiętywanie go. Poruszamy się wtedy po nim naturalnie, bez patrzenia w mapkę. Ale żeby przyjemnie się zwiedzało bez minimapek, to świat musi być dobrze rozplanowany.
Zastanawiam się tylko jaki jest odsetek takich osób. W moim otoczeniu taka osoba jest zaledwie jedna. Bo po co wydawać kasę jak można mieć za darmo, a kasę wydać na coś innego. Takie podejście. Więcej osób znam, które traktują piraty jako dema, żeby sprawdzić czy gra w ogóle na sprzęcie rusza. Zwłaszcza, jeśli komp jest w okolicach wymagań minimalnych. Lub po prostu sprawdzić czy gra jest warta wydania kasy. Reszta to po prostu osoby, które by gry nie kupiły wcale, bo albo zbyt ubogo z kasą, albo te gry ich tak nie obchodzą i nawet ich nie przechodzą. Zwykle tylko napoczynają żeby zaraz wywalić z dysku, bo jak za darmo to co tam. Jeśli osoby mające kasę i nie kupujące gier wcale stanowią odsetek, to zabezpieczenia są pieniędzmi wywalonymi w błoto. Lepiej oszczędzić obniżając koszt produkcji albo wydać to na usprawnienie gry. Mamy zysk na kilku osobach, które MOŻE kupią grę i strata na tych, którzy kupiliby ale tego nie zrobią, bo nie są pewni czy warto. Komu po czasie nie minie ochota na grę totalnie to ewentualnie kupi w promocji za grosze, bo za grosze to w razie czego nie będzie tak szkoda jeśli gra okaże się nie działać lub być niedorobionym crapem pełnym bugów. Chyba, że wcześniej gra jednak zostanie złamana co przy gorących tytułach jest pewne. Albo będzie kombinowanie z kluczem współdzielonym. Tylko to jest gorsze, bo na dodatek wiąże się to z zarabianiem "wypożyczającego" zamiast developera. Prawie jak za starych dobrych czasów gdy zarabiano na kopiach. Tak przynajmniej nikt nie zarabia, a pirat części ogółu służy jako demo. A jak ktoś się obawia że demo się nie spodoba, no to trzeba zrobić dobrą grę, a nie chować crapa za zabezpieczeniem.
Nie czekam z jakąś niecierpliwością. Jestem raczej zaciekawiony settingiem i tym, czy uda się tu jakoś ciekawie rozgrywkę poprowadzić. Oceni się po premierze i tyle.
Podstawowy minus - to sieciówka. Choć klimat jest to nie zagram. Nie lubię sieciówek. Nawet jeśli da się grać samemu to i tak zwykle w takich grach się czuje tą sieciowość. To elementy nie dograne tak, jakby były w singlu, to właśnie misje wymuszające współpracę. Albo po prostu inni gracze krzątający się dookoła psując klimat. Jedyne gry gdzie mi to nie przeszkadza to chyba tylko h&s.
A. I jeszcze jedna rzecz. Jak zachodzi koniecznie potrzeba grania w grupie, to drażniące jest uzależnienie czasowe. Nie każdy znajomy ma czas grać w tym samym momencie. Nie ma tej dowolności, że siadam i gram kontynuując grę w dowolny sposób. Tu w najlepszym razie siadasz i grasz ograniczając się do tego co da się ewentualnie robić samemu. Zwykle w moim przypadku kończyło się tak że gry były tylko zaczynane i na tym koniec.
Być może to fake. Nie mniej HL3 byłby dobrym tytułem do takiej konkretnej prezentacji możliwości nowego silnika i wyjście tej gry widziałbym głównie pod tym kątem. Najlepsza prezentacja to ta w praktyce, a nie jakieś demo :) A czy zostanie zaprezentowane to wszystko co jest w przecieku to już inna sprawa.
A gdyby HL3 wyszedł, to czekałoby mnie chyba ogranie ponownie HL1, 2 i epizodów, żeby sobie to wszystko poprzypominać :)
Znajomy zajmował się parę lat ozdobami ogrodowymi. Pracowałem dla niego czasem jako grafik. Przez ten czas na tyle dobrze to rozwijał, że kasy ma do końca życia. A że go to nudziło to oddał interes kuzynce i robi po prostu co mu się podoba. Z nudów nawet bierze zwykłe roboty czasem. Inny koleżka zaczynał od campingów, a dziś ma hotel. Za to jego brat poszedł dalej i tak to porozwijał że ma kilka firm, a sam zajmuje się tym co lubi - czyli zaangażowanie w ekologię w tym przypadku. Na początku jest zawsze zapier... ze swoim i w obu przypadkach tak było. Zwłaszcza w drugim. A co jest dalej to zależy czy podejmuje się dobre decyzje i... trochę też szczęścia. Nie wszystko można przewidzieć. Ryzyko, ryzyko... Ważne żeby nie stać w miejscu i jak jest z czego to rozwijać to co się ma.
Grim Dawn. Grałem nieco w betę i po prostu czekam na final update. Kto lubił w Titan Questa, poczuje się tu jak w domu. TQ na sterydach :)
Poza tym czekam na Tormenta i Deus Exa, oraz dodatek do Wieśka.
Z zaciekawieniem patrzę na Andromedę i Kingdome Come. Może liznę DS3
Mam identyczne odczucia. Czyli podzielenie losu technologii 3D.
Szał na początku, bo nowość, i ktoś tam w to zainwestował i teraz też ktoś się skusi na zakup. A potem doskwierać zaczną zaporowe wymagania, albo zbyt słaba grafa gier pod VR, żeby to wszystko działało i nie straszyło wymogami aż tak. Do tego zwyczajne znudzenie i niewygoda powodująca niemożność dłuższych sesji lub, w niektórych przypadkach, jakichkolwiek sesji. A po co komuś coś, z czego nie może korzystać, lub nie może korzystać tyle, ile by chciał.
Tak jak w przypadku filmów 3D tak i w przypadku gier pod VR, produkt musi być robiony z myślą o technologii, bo inaczej nie będzie robił wrażenia innego niż zbędny balast. Stąd VR bym widział tylko w specyficznych gatunkach gier. Np. symulatorach chodzenia. Ale czas pokaże jak to wszystko wyjdzie. Póki co również jestem sceptycznie nastawiony. Pomijając cenę.
Homeworld: Deserts of Kharak. Zawsze lubiłem RTSy, a tego w dzisiejszych czasach jak na lekarstwo. Na dodatek nigdy nie przepadałem za RTSami osadzonymi w wojnie światowej lub pozbawionymi elementu budowania bazy, przez co zabawa w tego rodzaju gry skończyła się dla mnie dawno temu i trzeba było czekać właściwie dopiero na SC2.
S.T.A.L.K.E.R.
Legacy of Kain
HL3
KOTOR
Beyond Good and Evil
Dungeon Keeper - niby coś tam jest podobnego, ale jednak są to produkty albo średnie, albo niedopracowane.
Ostatnio Lost Planet 3. Bardzo pozytywne zaskoczenie i świetnie spędzony czas. Wcześniej Outlast. A teraz akurat raczej przerwa od grania z chwilami ewentualnie na Van Helsing Final Cut albo Dan Strikes Back na emulatorze Atari :)
U mnie to samo. Czyszczenie nie pomaga. Przeglądarka Opera. W Chrome za to wszystko działa. W Operze gdy wcisnąć PPM wyświetla mi opcje Flash Playera, w Chrome JW Player.
Nie no. Mi tam różnice rzucają się od razu. Oryginalnie G2 jest dużo bardziej płaski. Woda to tylko niebieskie coś bez refleksów. Screen z wnętrza wygląda naprawdę świetnie :)
1. Wiedźmin 3: Krew i wino
2. Torment: Tides of Numenera
3. Deus Ex: Mankind Divided
4. Doom
5. Finalna wersja Grim Dawn
Mass Effect, Mafia III i Kingdom Come oceni się jak wyjdą.
A.l.e.X --> Pewnie, że ogólnie ciekawych tytułów znajdzie się sporo. Ale kiedy to ograć ;)
To ostatni COD, który dawał mi na prawdę dużo frajdy. Dalej to już nuda. Może MW2 jeszcze dawał radę. Myślałem, że Advanced Warfare może wciągnie ale niestety. Nawet nie ukończyłem. Przyszłość i współczesność chyba mi się przejadła. Może totalne s-f by mnie zachęciło. Ale czy to nadal byłby COD? :) Albo powrót do przeszłości. Nie wiem. Póki co ten hamburger mi się przejadł.
Hehe. Spędziłem z tą grą ok 200 godzin. Ten świat do mnie trafiał. Mroźny i ponury. Zwiedzanie go to była wielka przyjemność. Mimo, że jestem bardziej zwolennikiem gier mocniej skupionych na fabule jak np. Gothic czy nawet ostatni Wiedźmin. Może trochę tego brakowało, żeby jeszcze bardziej podkręcić klimat tego świata.
Ja dzieliłem tą samą przypadłość co Gambri. FPSy mogą lecieć ale gra ma wyglądać. Przy czym byłem w stanie zrezygnować z rozdziałki, byle wszystkie cienie i inne bajery były uruchomione. Tym sposobem w Obliviona grałem w 640x480 a przy kilku wrogach w trawie zaczynał się pokaz slajdów. Ale przeszedłem i dawało mi to o dziwo frajdę :)
Ja lubiłem głos podłożony w Dungeon Keeper 2. No po prostu wychodził genialnie i pasował do klimatu gry :)
Osobiście wolę bardziej skompresowane światy ale bardziej skupione na fabule i ciekawych zadaniach pobocznych, a nie milionie podobnych aktywności na które nie można po pewnym czasie patrzeć. Otwarty świat wiąże się z wieloma trudnościami technicznymi i ciężko dobrze wyważyć elementy i stworzyć świat, który nie będzie raził kopiowaniem lokacji, które oczywiście jest najprostsze i najmniej kosztowne niż modelowanie każdej lokacji od zera. Mniejsze, skompresowane światy lepiej zapadają w pamięć gdyż pozwalają na więcej wyjątkowości, a mniej kopiuj>wklej.
Yancy -> O. U mnie to samo. Choć kolejność u mnie odwrotna to DA:I że tak powiem był przebrnięty. I bez grania w W3 można się tym zanudzić. A po W3 faktycznie nic nie jest takie samo. Jak widzę gdzieś generyczne zadania poboczne to się odechciewa :)
Geez. Przejrzyj jakąś bibliotekę gier, filmów, książek. Sklejaj modele, zrób ciasto, posprzątaj dom. Cokolwiek. W domu też można znaleźć sporo pracy. Ale oprócz ciągłej pracy, trzeba umieć też odpoczywać o czym przypomina ci to, co sam napisałeś - nie możesz iść na trening przez trening :)
Mi brakuje wspomnianych światów trochę bardziej skompresowanych, ale w których pomoc z mapy jest dość minimalistyczna. Gdzie poruszamy się intuicyjnie i na bazie wskazówek danych nam przez NPCów. Gdzie poznajemy każdy zakątek powoli, a nie ganiamy z jednego końca mapy na drugi. Gdzie zapamiętujemy teren i po pewnym czasie znamy go jak własną kieszeń a mapa nam jest niepotrzebna. W takim świecie następuje większe wczucie w niego. W grach, gdzie podążamy za wskaźnikami w czasie podróży z miejsca na miejsce, przeradza się to jakby w minigierkę, w której zapominamy że przemierzamy jakiś świat i zamiast rozglądać się, to gramy w strzałkę poruszającą się po minimapie.
Heh... Widać z całej gry zostało tylko klimatyczne otoczenie i strzelanie. Im więcej wiem o tej odsłonie, tym bardziej odchodzi mi ochota na próbę podejścia do tego. Dobrze, że w opamiętaniu nie kupiłem tuż po premierze. Wolę pograć w zaległe rzeczy.
Ech... Tak upraszczając - robienie na pieca z DX12 byłoby jak robienie pod konsolę. Ta sama procedura. Ciężej może, ale raz. A nie jak dotąd pod różne konfiguracje. Co w ogólnym zarysie skróci ten proces znacznie. A skrócony proces oznacza większą opłacalność. Tak więc o to nie ma co się obawiać. M$ w ten sposób łączy sobie W10 i X-ONE. Obawy to mogą być tylko o to, czy komuś będzie się chciało robić gry, które z tego skorzystają, czy będą trzymały mniej więcej poziom konsol. Bo jak tak, to zyskamy jedynie stabilne 60fps i dodatkowo parę bajerów graficznych nieznacznie poprawiających grafikę jak to jest teraz, może jeszcze dodatkowo w 4k. A ładne rzeczy to pooglądamy sobie w benchmarkach.
Zgadzam się. Ocenia się grę taką, jaka wyszła, a nie taką, jaką potencjalnie może się stać dzięki modyfikacjom.
Nie gram zbytnio w MMO. Właściwie jedyna gra po którą sięgnąłem to był SWTOR. Generalnie w RPG wolę grać postaciami męskimi. Głównie wynika to z wczuwania się w postać, a w postać płci odmiennej ciężko by było :) Poza tym poruszając się w terenie skupiam się raczej na otoczeniu niż na postaci, a tym bardziej na jednym jej punkcie ;)
No szału nie ma jak na ultra. Poziom po prostu gwarantujący jeszcze dobrą immersję i przyjemność zwiedzania, ale to tyle. Przy obecnych standardach zdaje się być trochę na granicy nawet. Jakość tekstur nie zachwyca, momentami jest nawet paskudnie. Grafika nie jest niby najważniejsza, ale w takich grach jednak wpływa na wczucie się w klimat otoczenia. Premiera już niebawem, to się przekonamy jak to wygląda w praniu.
Zobaczymy, co z czasem też przyniosą mody. Ale to też dużo zależy na ile silnik pozwoli coś usprawnić, bez podnoszenia wymagań do straszliwych.
New Vegas też było zacofane, ale wspominam go świetnie. Może dlatego, że dopakowałem go modami poprawiającymi grafikę. Bez modów też bawiłbym się dobrze, ale z nimi bawiłem się po prostu lepiej. A dlaczego? Otóż pewnie, że grafika nie jest najważniejsza, ale wpływa na jedną rzecz - immersję. Jak ktoś wyżej napisał - buduje ona klimat. Dlatego jeśli grafika schodzi poniżej pewnych aktualnych standardów, to wygląda po prostu brzydko. Jest jakaś granica. Gdyby granic nie było to można by dostać Fallouta 4 z grafiką z np. Return to Castle Wolfenstein i nadal byłoby ok. Ale nie byłoby. Nie teraz. I problem dotyczy gier głównie silących się na mniej lub bardziej wchodzącą w realizm grafikę. Te stylizowane na kreskówkę itp. dłużej wyglądają ładnie dla oka. Pozostałe zawsze będą traciły schodząc poniżej standardu.
Z klatkami na sekundę to przyznam, że kiedyś uważałem że to nie ma znaczenia czy 30, czy 60. Ale zmiana maszyny zmieniła moje zdanie. Jest różnica. Duża. Nie mniej nadal nie uważam, że 30 to tragedia. Nie jest to dyskomfort. Dyskomfort jest, gdy silnik nie jest w stanie trzymać w miarę stałej liczby klatek, robiąc gwałtowne skoki. Zobaczymy jak to będzie w F4.
Jak to wyjdzie ostatecznie - zobaczymy po premierze. Screeny nie prezentują kompletnej tragedii, ale rewelacja to też nie jest. Osobiście będę ogrywał zaległości obserwując jak gra działa i odczekując na stosowne mody i łaty, i może DLC jeśli będą jakieś sensowne. Nie spieszy mi się.
Marcus64 --> Ja też w to wierzę. Moc obliczeniowa to nie tylko ładna grafika, ale i elementy gameplayowe, których można nie móc zaimplementować w pełnej, zaplanowanej złożoności lub ilości. Ale coś za coś. Z jednej strony masz ograniczenie rozwoju, z drugiej dzięki konsolom brak okrutnego wzrostu wymagań póki stoimy na danej generacji i większą kasę dla developerów na gry AAA, dzięki czemu w ogóle powstają. Chciałbym żeby powstało coś, co wykorzysta pełną moc. Zwłaszcza po tym co da nam DX12. Ale tak się nie stanie, bo się nie opłaca. Nie mniej nie narzekam. W zamian chciałbym chociaż te stabilne 60fps i parę usprawnień w stosunku do konsol, a różnie z tym bywa :)
Wolfwood --> Jeśli to prawda, to faktycznie nieciekawie...
Hm... Raczej nie miewałem problemów z odtwarzaczem. Teraz zauważyłem że jak przewijam filmik poza zbuforowany obszar, to filmik odpala się od początku. Przeglądarka to od jakiegoś czasu Opera. Może występowało to wcześniej, ale raczej nie przewijam filmów tylko oglądam w całości i teraz wyszło to po prostu przez przypadek, kiedy to umknęła mi końcówka filmu i po ponownym uruchomieniu chciałem przewinąć go do momentu, który mi uciekł :)
Szkoda Batmana. Chciałem zagrać po poprawkach. Jak było mówione, prawdopodobnie da się grać przy mocnym sprzęcie, ale nie tak to powinno wyglądać...
Alien Breed, Cannon Fodder, Mortal Kombat 2, Starcraft, Warcraft 2, Unreal, Soul Reaver. Te gry jakoś mi się najlepiej chyba zapamiętały z tamtych lat. To były czasy. Z Mortala pamiętam łamanie joysticków i wymienianie dyskietek, bo graliśmy z kumplami na starej dobrej Amidze jeszcze :)
Ja problemy mam pierwszy raz. Reinstalowałem grę i wszystko wróciło do normy. Tylko znów musiałem pobierać tą gigantyczną łatę. U brata pomogło zwykłe użycie naprawy w Galaxy. Pobrało tylko jakieś 33MB i jest ok. Być może u mnie byłoby to samo, tylko się trochę rozpędziłem :) Tyle dobrego, że z HDD przeinstalowałem na SSD i w sumie przy okazji loadingi są szybsze.
E tam. Wszystko zależy od osoby, kogo co bawi, jak szybko nudzi, czy potrafi znaleźć radość w rzeczach drobnych itp. Moja mama ma 65 lat i zagrywa się w RTSy, a ostatnio nawet zastanawia się nad pograniem wspólnym w PoE. Bo to po prostu lepiej odrywa ją od dnia codziennego niż cokolwiek innego i nie jest bierne. I faktycznie. Mama na prawdę nadąża za rozwijającym się światem, nie pozostając w tyle. Coś może w tym jest. Mnie gry się nie nudzą. Gram mniej bo po prostu nie ani ma na nie całych dni, ani nawet nie chce się grać po całe dni. Szczególnie, że pracuję też przy kompie. Nie mniej gram nadal regularnie, głównie w okresie jesień-zima. To, czy gra potrafi mnie wciągnąć na dłużej zależy tylko od gry. Są gry przy których zapominam o upływie czasu, i takie, które po prostu są świetne, ale w dawkach. Nigdy nie wysiedziałem długo grając w jakiegoś FPSa. Zwłaszcza takiego typowego liniowca. Stąd w CODa kampanię też bym pewnie grał dłużej. Dzięki czemu z kolei gra starczy na więcej dni co jest istotne dla osoby nie grającej w multi.
Każdy potrzebuje czasu na swoje pasje, niezależnie od sytuacji życiowej. Jeśli granie jest takową, to zawsze znajdzie się czas. Wszystko kwestia organizacji. Wielu znajomych ma rodziny, ale i czas na pasje. W tym i gry. Kwestia ułożenia czasu. I tak zwykle czas był wieczorami, i nic się nie zmieniło. Nadal jest, jak dzieci śpią. Ze znajomymi też chcesz się widzieć. I z rodziną. Ale nie codziennie. Chyba ze ktoś jest wyjątkowo towarzyski. Ja osobiście lubię znajomych ale lubię też mieć dużo czasu kiedy mam święty spokój, który spędzę na samotnym spacerze, z książką, czy grą, czy też słuchając muzyki. Jeśli ktoś kocha swoją pasję, to znajdzie na nią czas nie poświęcająć wszystkiego innego.
Te karty na prawdę ładnie wydane. Mam nadzieję że w kolejnym dodatku znajdą się kolejne talie. Na bank kupię :)
poltar --> Twoje bugi bardzo przypominają to co jest u mnie. A przynajmniej było. Mam na myśli "duchy". Identyczna sytuacja u brata. Galaxy zrobiło update i... też miał "duchy" i migotanie tekstur. Straszne wybijanie z klimatu. Jemu pomogła weryfikacja gry przez Galaxy. Pobrało mu 33MB czegoś i nie ma już tych baboli. Ja się rozpędziłem i przeinstalowałem całą grę. Z Galaxy nie miałem problemów. Zawsze pobierało mi łatki normalnie i bez problemów z językiem. Po przeinstalowaniu gry póki co baboli z wioskami pełnymi migotania nie widziałem. I pojawiły mi się opcje włączenia i wyłączenia kart i alternatywnych strojów, co poprzednio mi zginęło. Na razie jest ok. Jeszcze muszę tylko sprawdzić questa Wściekłe Pięści Skellige. Po patchu przeciwnicy stali wyczekując aż ich zmaltretuję.
Zwolay --> Ja też tak przy ostatniej instalacji pobierałem. I miałem wsio ok. Jak znam życie, to któryś bin źle się pobrał. Sprawdź czy ich rozmiary się zgadzają. Tak czasem bywa. Któryś plik mógł nie pobrać się w całości, stąd błąd. Wystarczy że tylko trochę coś zabrakło i po ptakach.
Nieźle. Śnieg już teraz? Tu, w okolicach Olsztyna szaro za oknem ale zero opadów.
Ja generalnie nie za bardzo trawię coraz to nowsze czasy w których odbywa się akcja. Skończyłem na AC IV. Unity nie ruszyłem i Syndicate też jakoś mnie nie zachęca, choć lokacją zdaje się być ciekawszy niż poprzednik. Kolejna rzecz, której nie lubię to stosy znajdziek. Ja je po prostu zawsze pomijam albo zbieram gdy staną mi na drodze. Zbieranie tony szajsu jest po prostu nudne. Miło by było, gdyby też assassin to był assassin, a nie Rambo. Więcej skradania i cichych akcji, a mniej nawalanki. No i koniec końcem, sama formuła być może też już się przejada. No bo ileż to można :)
Tak. Mnie, poza tym że gra wariuje, wczoraj wywaliło 3 razy. Widać będzie potrzebna łatka łatki.
piora55 --> Mam ten sam motyw. W sensie też taka instalka. Jeszcze naistalowana na starą instalkę. Mam problemy z doczytywaniem się różnych postaci. Są właśnie w takich kawałkach. Na szczęście sam Geralt jest ok. Spróbuję przeinstalować grę na czysto i może to pomoże...
Hmm... Po ostatniej łatce magicznie mam problemy z doczytywaniem się postaci. W osadach chodzę często same nogi itp. Plus migotanie tekstur. Zbugowało mi zadania z walkami na pięści. Przeciwnicy po prostu sobie stoją. Przeinstaluję grę. Mam nadzieję, że to coś pomoże.
Z telewizją nie mam do czynienia od wielu lat. Gdy wyprowadziłem się z domu rodzinnego, nawet nie wyposażyłem się w odbiornik, bo po prostu i tak bym z niego nie korzystał. Maksymalne wykorzystanie to tak jak ktoś tam wyżej pisał - coś tam buczącego w tle. Choć tę formę też często zastępuję radiem. Jednak jak mam siedzieć przed ekranem, to wolę ten czas spędzić przy grze, lub od czasu do czasu obejrzeć coś w momencie, w którym mam czas lub w czasie wcześniej zaplanowanym. Telewizja rzadko trafia z czymś co jest ciekawe, nie mówiąc już o odpowiedniej porze na to. Do tego tona reklam. Obecnie odbiornik tv mam w domu tylko dlatego, że był w pakiecie z nowym mieszkaniem. I nadal, częściej leci na nim coś z odtwarzacza niż z jakiegoś kanału.
SOMA to coś z czym zapoznam się na pewno. Późna jesień/zima są najlepsze do ogrywania takich tytułów, a ten jest wyjątkowo interesujący i czekałem na niego odkąd o nim wiem.
Jak wyżej. Kto co woli. Osobiście zawsze wolałem PC, choć byłem i posiadaczem pierwszego PSa z którego też byłem wówczas zadowolony. Obecnie do pracy i tak potrzebuję mocnego sprzętu więc przy okazji jest to dobra platforma do grania, która raczej radzi sobie ze wszystkim. Jedyne co by mnie skłoniło do konsoli to jakieś eksy, i to takie w które wygodnie by mi się grało na padzie. Nie dzierżę FPSów na padzie. Ale już taki Bloodborne... Nie mniej i tak na samego piecyka wychodzi tyle gier, że nie nadążam więc o konsoli nie myślę. Ot, po prostu praktyczne podejście. Mam mocną platformę to nie myślę o drugiej.
Kupiłem grę stosunkowo niedawno i dowiedziałem się zaraz o tej łatce. Wstrzymywałem się z graniem aż wyjdzie, no i w końcu jest :)
DA:I mnie strasznie wynudził. Za dużo w tym pustego latania i zbierania pierdół na czym polega większość zadań pobocznych. Po pewnym czasie już mi się nawet nie chciało czytać tych liścików. Nie byłoby tak źle gdyby było tego mniej i jakoś może ciekawiej zrealizowane. Gdyby gra przez to okazała się krótsza, wcale nie uznałbym tego za wadę. Wolę krótszą grę, ale mniej monotonną.
Wygląda na to, że gra jest dokładnie tym, czego się spodziewałem. Tak myślałem że jeśli robi to Avalanche to skończy się na Mad Cause. Gra wygląda na wykonaną solidnie, więc jak ktoś lubi tego typu monotonną rozgrywkę to jest ok. Ja chyba jednak się odbiję. Są inne tytuły, którym wolę poświęcić czas.
Świetny temat. Mój pierwszy kontakt z grami to lata 80te. Gdy byłem w pierwszej klasie podstawówki, jeden z nauczycieli przynosił do świetlicy szkolnej ZX Spectrum. Gra, w którą zagrywaliśmy się z innymi dzieciakami to był Space Invaders, a potem Jet Set Willy. Kolejny kontakt z grami był nieco później i było to już na Atari 65XE. Tu najbardziej pamiętam Freda i Robbo. Robbo byłem tak zafascynowany, że miałem ze 2 zeszyty rozrysowanych plansz pod konstruktora :) Pamiętam też taką konsolkę na której było pełno gier, w tym m.in. River Raid. Wraz z kuzynem straciliśmy całe mnóstwo czasu przy tym, świetnie się przy tym bawiąc.
Duże wrażenie zrobiła na mnie potem Amiga, a z niej najbardziej pamiętam Cannon Fodder, Alien Breed i Mortal Kombat 2 przy którym były częste zmiany dyskietek i naprawianie joysticków :D
Później był już PC i strasznie zafascynował mnie Warcraft 2, a po nim StarCraft. Siedziałem u kolegi i zagrywaliśmy się. Pamiętam jak kompletnie rozwalił nas też kontakt z pierwszym Unrealem.
Można by pisać więcej, ale nie ma po co. Gry lubię do dziś. Tak gigantyczne skoki w jakości jak kiedyś już się nie zdarzają i cieszę się, że mogłem uczestniczyć w tym wszystkim. To wszystko niezapomniane wrażenia przeżywane razem ze znajomymi, które miło było sobie przywołać przy okazji tego materiału :)
Z mojej strony liczę głównie na kampanię singleplayer. Brakuje tego typu gier. Mam nadzieję, że skupienie na pozostałych elementach nie wpłynie negatywnie na kampanię fabularną jak to było w NWN, w które szybko odechciało mi się grać.
Liczę na klimat i ciekawe dialogi. Miło by było też widzieć dobrą, zrównoważoną walkę. Walka najbardziej podobała mi się w G1, G2 i R1. Pierwszy Risen na prawdę miał przyjemny i wymagający system walki. W R3, choć było dużo lepiej niż w R2, to jednak nadal nie było to. Bardzo zawsze lubiłem też wyraźną różnicę w animacji walki wraz z rozwojem postaci. Inne trzymanie miecza, inne nim wywijanie. Takie miłe urozmaicenie, oprócz zwykłego zwiększania obrażeń.
Interesuje mnie tylko Elex i Mafia. Reszta albo mnie nie obchodzi, albo było tego wystarczająco na E3. Plus może coś nas zaskoczy. Zobaczymy.
KoRReq -> Z początku może i jest problem z kasą. Ale szybko wydasz ją na to czego ci potrzeba, a potem tradycyjnie to zwykłe kolekcjonowanie jest. Przynajmniej ja tak to odczułem.
AIDIDPI -> Kto wie. Chciałbym wieczorem pograć już po załataniu ale jak się niedługo nie pojawi to nic z tego.
Osobiście wisiały mi te dlc przy zakupie. I załapałem się na nie siłą rzeczy, bo gram bardzo powoli, nie koniecznie wiele godzin naraz i z większymi przerwami. Miło, że dlc są za darmo, ale ogólnie jestem zwolennikiem jednego dużego produktu, ewentualnie wzbogacanego o duże dodatki. Nie lubię takiego rozdrabniania. Nie mniej, porównując to do zabiegów innych, CDP na pewno wypada lepiej.
Nie gram na konsolach, to co mam na PC kompletnie mi starczy, a zaległości w grach i tak ciągle rosną. Stąd i nie myślę o poszerzeniu listy gier o exy z konsol :) Ale jakbym miał już wybierać to wybrałbym pewnie PS4. Jedna rzecz to lepsze tytuły ex jak na mój gust, druga - pewnie jakiś sentyment do pierwszego PSa, którego kiedyś miałem :)
Każda z aktualnych konsol jest wydajniejsza na innym polu. X1 lepiej sobie poradzi we fragmentach gier, gdzie większą rolę gra kloc, a PS4 tam gdzie GPU. Niby DX12 miałby zadziałać na rzecz X1 ale chyba niewiele zmieni. DX12 to duży boost ale w przypadku PC. Ciężko powiedzieć jakie działania podejmie MS, ale na pewno spokojnie stać nie będzie :)
psychoteen -> Ua... W niejednej grze mi tego brakowało :) Jedyna gra jaką kojarzę z czegoś takiego to bodaj Baldur's Gate.
Sage, ChesireDog - > Świetne rady.
Faktycznie, bierz pod uwagę wszelkie dodatkowe koszta plus nieprzewidziane wydatki. Zawsze może się coś walnąć i nie ma co funkcjonować na styk. Nie ma co liczyć że jakoś to będzie. Wynajem pokoju zaproponowany wyżej to bardzo dobry pomysł, o ile nie będzie ci to jakoś przeszkadzać.
Warto przemyśleć co napisał Sage. Spłata takiego kredytu trwa długo. Nie wiadomo co się stanie przez ten czas. Bywa, że coś padnie z pracą/zdrowiem i po ptakach. Koledze przyszło spłacać siedząc w Anglii i tyle ogląda swoje mieszkanie. Również spotkałem się z wykorzystywaniem człowieka w pracy, bo przecież się nie zwolni, gdyż kredyt go wiąże. Taka presja na pewno wpływa wyniszczająco na psychikę. Warto mieć to wszystko na uwadze podejmując taką decyzję.
Eleventh -> Pewnie, że się znajdą. W I.G.I. Project z bratem zagrywaliśmy równo. Nadal chyba mam gdzieś w kolekcji płytkę z tą grą. Dobrze wspominam ten tytuł. Chyba nawet była tego jakaś kontynuacja.
Prawda. Po świetnym początku, z czasem w R1 robi się bardziej monotonnie. Nie mniej bawiłem się świetnie. Jak w starych dobrych Gothicach. G3 głównie światem stoi. Teren jest zaprojektowany genialnie, przyjemnie się go zwiedza. I nastrojowa ścieżka dźwiękowa :)
Pierwsze NWN w kampanii ssie. Zakończyłem gdzieś w 1/3 gry w wyniku znużenia. Za to bardzo lubiłem się bawić w edytorze. Jak dla mnie to był najlepszy element gry i to w nim spędziłem najwięcej czasu.
Nowy świat to najlepsze wyjście. Mogą spokojnie zacząć od nowa, z doświadczeniem zebranym na obu seriach i tworzeniem historii kompletnie od zera. Risen jednak nie każdemu podchodził. Zwłaszcza 2 i 3. Gothica z kolei ciężko by było pobić i dogodzić fanom. Liczę na postacie i fabułę które wbiją się w pamięć.
Gothic - Morrowind. Nie lubię porównywać tych gier, bo mimo że w obu przypadkach to rpg, to jednak każda skupiała się na czymś innym. Morrowind miał dziwną walkę. Ale za to świetnie bawiłem się zwiedzając świat. Zadań ani postaci faktycznie nie pamiętam, ale nie przeszkadzało mi to wówczas. Gothic zaimponował mi żywym światem. Tryb dobowy NPCów, wszystkie dialogi mówione. Ten świat żył, miał ciekawy ponury klimat i świetną fabułę. Z obu gier można czerpać przyjemność. Choć inną.
W serii Risen najbardziej podoba mi się jedynka. Dużym plusem był system walki, który został kompletnie zepsuty w R2. Walka mieczem to było zwykłe mashowanie. A świat nie dość że podzielony na wyspy, to dawał poczucie tunelowości. R3 było znacznie lepsze pod tym względem, tylko poziom trudności wyważony był niezbyt sensownie. I czuć że ta gra była robiona szybko, jakby panowie w tle zajmowali się czymś innym a R3 to tak byle zakończyć serię.
Nowe uniwersum to może być dobry pomysł. Tylko tak jest szansa na stworzenie czegoś wyjątkowego. Owszem. Powrót do Gothica byłby sentymentalny, ale wątpię czy to byłoby to. Screen dostępny jest klimatyczny. Zobaczymy na Gamescomie co to będzie.
Pierwsze Fable. Świetnie się przy tym bawiłem :)
Tymczasem niedługo być może dowiemy się co nowego wysmażą nam Piranie.
Hah. Dobry temat. Czasem zastanawiałem się jak to jest, że kiedyś były sezony ogórkowe, pomimo że należę do grupy graczy uniwersalnych. Lubię różne gatunki. Sezony ogórkowe miały tą zaletę, że można było sobie odświeżyć coś starszego. Stare gry ogrywało się po kilka razy. I wcale przy tym człowiek nie siedział non stop w domu. Teraz dobrych gier jest po prostu dużo, dużo więcej. Multi, achievmenty, przechodzenie gry na 100%, znajdźki itp. kompletnie mnie nie obchodzą, co znacząco skraca czas spędzony przy grach. Wolę mniej, a bardziej intensywnie. A jednak stos zaległości mimo to rośnie. W nadrabianiu zaległości nie pomaga na pewno pojawianie się wielu mniejszych tytułów, co kiedyś praktycznie nie miało miejsca. Teraz jest wielu mniejszych developerów robiących ciekawe rzeczy.
Tak więc stos rośnie, ale od pewnego czasu nie traktuję tego jak zaległość, ale jako szeroki wybór. Mogę zagrać dokładnie w to, na co mam w danym momencie ochotę. Ponura jesień na zewnątrz i klimat na coś ponurego - znajdzie się, chcę postrzelać - jest wybór, chcę rpg - proszę bardzo, h&s - nie ma problemu. Czasem zagra się w nowość, czasem w staroć. Tylko z rtsami i skradankami wybór jest niewielki pomimo ogólnego zasypu gier.
Jeśli miałaby być następna odsłona to wolałbym cofnięcie w czasie. Okres gdy szkoły Wiedźmińskie jeszcze normalnie funkcjonowały. Albo czas koniunkcji sfer. Miłe by było prowadzenie postaci kompletnie nowej, nie będącej bohaterem książek. Tworzącej swoją historię od zera.
Gra będzie, jaka będzie. Okaże się po premierze. Ja akurat nie przepadam za Just Cause, a że Max od tych twórców się wywodzi to podejrzewam podobny kierunek. Jeśli tak będzie to sobie odpuszczę. Poczekamy, zobaczymy.
Nie sądzę bym zawiódł się na Batmanie. Będzie co ogrywać jak Wieśka skończę. A trochę to potrwa :)
Czekam, czekam :) Zapowiada się solidny kawał gry. Prezentacja była powalająca.
Bardzo ciekawi mnie jak sprawdzi się osadzenie gry w realnym średniowieczu. Bez smoków, bez magii :) Na piśmie walka zapowiada się na prawdę ciekawie. Mam nadzieję, że równie dobrze to wyjdzie w praktyce :D
To co tu jest opisane to są popierdółki, a uproszczone dialogi ciężko uznać za zaletę :) Owszem, lubię jak postać główna ma głos, ale jednak wolę widzieć pełną kwestię która ma być wypowiedziana. Te uproszczone, jeśli źle zrobione potrafią wprowadzić w błąd zmuszając do wczytania i powtórzenia dialogu.
Główna moja wątpliwość to czy Bethesda podoła fabularnie. Samo bieganie, budowanie baz, eksploracja i crafting są fajne, ale to za mało. Liczyłbym głównie na ciekawe zadania poboczne. Inaczej gra po prostu się szybko znudzi.
Assassyn07 -> Grałem u brata, który strasznie nie lubi grać padem i tak to zmodował, że grało się lepiej niż padem. Oryginalnie zaprojektowane sterowanie faktycznie ssie...
pabloNR -> Też mam takie obawy. Oby jak najmniej eksploracji, "pasjonujących" zadań pobocznych i "strategiczności" z DA:I.
legolas93 -> Bez przesady. Narzekania raczej zwykle są ze strony fanów pierwszych dwóch odsłon i tych, którym przeszkadzają pewne charakterystyczne problemy związane z grami Bethesdy. Bez izometrii to nie to, drewniane animacje itp.
Gry Bethesdy kojarzą mi się w pewnym sensie z grami Piranha Bytes. Mają swoje problemy, ale też i swój urok. Przy F3 bawiłem się dobrze. W F4 liczę głównie na ciekawe misje poboczne i dobrą fabułę. Wiedźmin mógł trochę rozpasać w tym aspekcie. O resztę się jakoś nie martwię. Będzie co zwiedzać, crafting nie powinien zawieść. Budowanie osady może być ciekawe, no i podoba mi się że bohater ma głos :) Nie każdy to lubi ale ja akurat tak. Jednak nie ma co bawić się we wróżkę. Oceni się jak gra już wyjdzie.
Zdecydowanie czekam na Batman Arkham Knight. Batman zawsze był jedną z moich ulubionych postaci komiksowych, a Rocksteady nie zawiodło w poprzednich odsłonach i sądzę, że nie zawiodę się również i w tym przypadku. Z pokazywanych fragmentów gry klimat wylewa się z ekranu czyniąc istny potop :)
Kupiłem z cda i muszę powiedzieć, że na prawdę miło się spędza przy tej grze czas. Nic odkrywczego ale klimat jest i miło nawiązuje do RTCW. Przyjemnie momentami usłyszeć znajomą nutę. Pewnie, że grafika w dniu premiery nawet nie była cud miód, ale jest na wystarczającym poziomie, żeby mi kompletnie nie przeszkadzać. Nie wiem jak jest na normalu ale na trudnym grało się tak akurat. Przynajmniej mi.
Risen 2. Również polecam ścieżkę inkwizycji. Przechodziłem R2 dwa razy i zgadzam się z Yancym. Trochę zmarnowany potencjał. Prawie nie korzystałem z tego całego voo doo :) Walka mieczem ssie. Zwykłe mashowanie łącznie z brakiem zmiany sekwencji ciosów wraz z rozwojem wydało mi się nudne. W G1, G2 czy R1 widać znaczne zmiany w walce przez co brak tego w R2 jest bardzo odczuwalny. Muszkiety wymiatają, ale za to z kolei może nawet aż za bardzo :) R2 przechodziłem chyba bardziej dla klimatu niż dla systemu walki w nim. W R3 jest z tym o wiele lepiej choć nadal jednak czegoś brak. Mam nadzieję że R2 i R3 były tylko eksperymentem i następny projekt Piranii będzie ciekawszy. Liczę na to, że się chłopaki nie wypalili :)
Włodek18 -> Kolega rieper18 użył złego przykładu ale rozumiem jego zamysł. Chodzi o to, że każdy regularnie spędza czas przy rozrywce, jaką lubi. Jeśli porównywać gry do filmów to raczej ich serii. Tyle że jedną grę przechodzimy w kawałkach grając co jakiś tam odcinek czasu a filmów łykniemy kilka. Pewnie lepszym porównaniem byłoby regularne oglądanie serialu, czy powracanie do grubej książki którą, tak jak grę, czytamy na raty. Nie mniej na to samo wychodzi. Regularne marnowanie czasu na jakąś tam formę relaksu. A czy relaks można nazwać głupim? Nie sądzę. Każdy potrzebuje odpocząć i każdy na swój sposób. Mniej lub bardziej zróżnicowanie :)
Jeśli chodzi o temat to nie przepadam właśnie za MMO. Lubię grę, którą mogę spauzować czy wyłączyć w dowolnej chwili i od której mogę odpocząć tyle dni ile zechcę, bez jakiejś straty w grze. Ot, sukcesywne przechodzenie lub włączenie na moment by pobić rekord, zależnie od rodzaju gry. Jest to właśnie jeden z powodów, przez który jestem raczej fanem gier typowo singlowych.
Arcania: The Comlpete Tale? Ciekawe jakie będzie tym zainteresowanie :) Ja tam jestem ciekaw czym zaskoczy nas PB. A mam wrażenie, że o nowym projekcie usłyszymy stosunkowo niedługo. Może uda im się coś ciekawego wysmażyć. Risen się skończył. Gothic to też nie będzie na pewno. Zobaczymy co tam planują. Póki co pozostaje cierpliwie czekać :)
Dobry materiał. Osobiście nie przepadam za lataniem żeby szukać pierdółek. Zwłaszcza jak jest to szukanie dla szukania, tak jak choćby pióra w AC. Zwykle pomijam takie badziewia lub traktuję pobieżnie gdyż zamiast cieszyć się grą, człowiek czuje zmęczenie. Wolę w grze mniej zawartości ale konkretnej. Taką grę wspomina się z przyjemnością a nie z przemęczeniem, gdyż pod koniec popędzało się, byle szybciej skończyć :)
Świetny pomysł. Coś nowego :) Więcej takich teleturniejów. Miła odskocznia od regularnych materiałów.
Faktycznie. Wspomnienia o Gothicu ludzie mają chyba podobne. Sam niedawno wspominałem tego cieniostwora :) Ja grę dostałem od kolegi kompletnie nie mając pojęcia co to jest. Co mnie urzekło to mówione dialogi, żyjący świat i pewna swoboda. Do tego świetny klimat i fabuła. Fajnym przełomowym momentem jest gdy podczas od momentu nieudanej ceremonii dowiadujemy się, że kult śniącego to nie jest tylko banda świrów palących za dużo zioła.
Teraz tak mało co wciąga, bo mało jest takich przełomów jak wtedy, po prostu ciężko zrobić już coś na prawdę robiącego różnicę. Dopiero W3 ma szansę zaskoczyć, choć niestety okupi to wymaganiami. Mam jednak nadzieję, że czas pozostały do premiery CDP dobrze wykorzysta na optymalizację. Ciężko dziś też o fabułę i klimat. Czekam trochę na Torment: Tides of Numenera. Zapowiada się ciekawie. Zobaczymy co wyjdzie z Pillarsów.
Grać też nie gram tak jak kiedyś, co oczywiste bo czasu nie ma tyle :) Ale gram dość często, głównie zimowymi wieczorami, i zdarzają się miłe zaskoczenia. Również dobrze czas spędziłem przy Skyrim i obu Falloutach. Dobrze się bawiłem przy serii Dead Space którą ogrywałem zeszłej zimy bodaj. Miło czas spędziłem przy Alanie Wake'u. Są czasem ciekawe rzeczy pośród tony średnich tytułów.
Świetny h&s. Wielokrotnie do niego wracałem. Teraz czekam na Grim Dawn po którym spodziewam się równie wciągającego siekania i rąbania :)
Yancy -> Hah. Pierwsze wejście do Nowego Świata. Mam podobne wspomnienia, które wzmocnione były przez niestabilnego wówczas kompa. Oj było wesoło. Ale mimo to spędzanie czasu z grą było niesamowitym przeżyciem. Jedno z przeżyć które wbiło mi się w pamięć to prosta rzecz w sumie. Szedłem zboczem do smoka ukrytego w lodowej krainie. Była późna noc jak grałem. Na drodze stanął mi nagle bodajże ogar. Cholera jak ja się wystraszyłem. A niestabilny komp wzmacniał wrażenia jak cholera. Loading po śmierci dawał szanse wywalenia z gry i problem z jej uruchomieniem. Nie mając szans w starciu skoczyłem z urwiska do wody i przeżyłem. No i tyle. Ale emocji mi to dostarczyło :)
Za 700zł byłoby ok. Na tą chwilę lepiej już dołożyć, kupić GTX 970 i poczuć konkretny przypływ mocy.
Single -> Nie no. W coś tam się gra. Miałem w ramach nadrobienia zaległości zrobić sobie maraton z Bioshockami, ale przeszedłem pierwszego, a potem wróciłem do SWTORa, żeby dokończyć historię mojego inkwizytora, którego dawno temu porzuciłem. Mechanika MMO nadal drażni, ale jakoś wciągło, tym bardziej że poziomy lecą jakoś lekko, a dodatkowo czasem przemierzam świat z bratem. Jest wtedy okazja pogadać przy okazji tłukąc w drodze kolejne punkty xp. Jak mi się znudzi lub przejdę wątek inkwizytora to pewnie wrócę do Bioshocków, albo skuszę się na DA:I. Wcześniej czy później go ogram. Nie spieszy mi się, a Bioshock jest świetny i chciałbym przejść pozostałe.
Yancy -> Fajne wspomnienia. Ja cierpliwie wtedy przeczekałem, choć kombinowanie było na prawdę kuszące. Ale prawda. Piękne czasy. Wejście do Jarkendaru było pięknym przeżyciem. Bardzo lubiłem melodyjki grające tam w tle. Nadal lubię sobie zapuścić je z soundtracku. Budzą pamięć tamtych chwil :)
Może kiedyś się na G2NK z tym modem skuszę. Nie wiem czy zawijanie NPCów po rosyjsku nie będzie zbyt wybijające z klimatu ;)
Sądzę że zdecydowana większość tych, co zarzucą pirata, wcale by nie zagrało w te gry, gdyby jakimś cudem nie udało się złamać zabezpieczenia. Zastanawiam się czy ilość zarobionych pieniędzy z dodatkowo sprzedanych kopii przez osoby, które kupiły grę tylko i wyłącznie z braku pirata, zwraca koszty stworzenia i wdrożenia zabezpieczenia. Jeśli nie, to jest to strata kasy, którą lepiej przeznaczyć na dopieszczenie gry.
Shergar -> Zrobić zbroi z tego co pamiętam nie można. Najlepsza jaką można znaleźć z kolei to ta, która jest związana z zadaniem od Papugi Polly. Co do towarzyszy to się zgadzam. Lekkie przegięcie. Są nie do zdarcia. Mogliby być dość wrażliwi na ciosy i padać na glebę, leżąc dopóki walka nie dobiegnie końca. Tak chyba było w R2.
Taki drobiazg którego mi tu brakuje z G1-G2, a który zdaje mi się był też w R1, to zmiany w kombinacji ciosów wraz z rozwojem postaci. Zmiany w samych obrażeniach jednak mimo wszystko powodują wrażenie monotonności. Wizualna zmiana w animacji była miła dla oka. W G1 i G2 z tego co pamiętam bohater nie tylko inną kombinację wykonywał, ale też inaczej trzymał broń po jej wyciągnięciu. Na początku trzymał niechlujnie i machał nieudolnie jak cepem, a potem śmigał jak tancerz ostrzy :) Taki drobiazg, ale mi tego brak.
Mi mnogość questów nie przeszkadza. Lubię zajmować się pobocznymi rzeczami i wracać do głównej fabuły wtedy gdy mam na to chęć. Zwłaszcza, że mają być to bardziej rozwinięte questy. Dla mnie rozmycie fabuły pojawia się w momencie zbierania miliona znajdziek. Monotonne szukanie wybija kompletnie z rytmu i klimatu, sprowadzając grę do przelatywania przez tereny gry jak kombajn do znajdziek. Tak to przynajmniej działa dla mnie. Ale jedno, że nie sądzą iż tutaj uświadczymy takie kwiatki, a drugie - nikt nie każe zbierać. Mnie to irytuje więc zwykle olewam znajdźki w grach.
Przy tak wielkim świecie fast travel jest konieczny. Latanie tam i z powrotem po tych samych szlakach byłoby dobijające. Przynajmniej dla większości jak podejrzewam. Kwestia jak to będzie rozwiązane, czy będzie mozna się przenieść do każdej jednej jaskini, wieży i każdego innego charakterystycznego miejsca jak w Skyrim, czy też do ważniejszych punktów jak np w serii Gothic. Osobiście wolę to drugie. Przy odpowiednim zaplanowaniu questów lepiej poznajemy teren i zarazem nie zamęczymy się lataniem 50 razy po tej samej ścieżce. A z tego co pamiętam questy poboczne mają być właśnie stosunkowo skoncentrowane lokalnie. Bez latania z jednego końca mapy na drugi, co jest pocieszające jak dla mnie. Nie przepadam za skakaniem. Wolę powoli poznawać teren przesuwając się powoli z lokacji do lokacji, i wypełniając tam zadania.
Jeśli chodzi o DLC to wydaje mi się, że nie ma co się martwić. Będą to zapewne darmowe update'y jak w W2. Ot, ktoś może co najwyżej chcieć poczekać aż wyjdą wszystkie i nie kupić w dniu premiery. Może drażnić też ilość tego. Z drugiej strony to wszystko głównie pierdółki. I bez tego gra będzie ogromna.
Yancy -> Hah. Gdybym teraz miał się za R3 zabierać, to też bym miał podobny problem zapewne. R3 miał premierę w dobrym czasie. Teraz miałby za dużą konkurencję. U mnie pierwszy na liście jest teraz Dragon Age, o ile z kasą wydolę, bo ostatnio trochę lipę zaliczam. Ale mam zaległości do ogrania więc nie narzekam. W Cień Mordoru też chętnie zagram. Za to odpadł mi Asasyn. Jak Black Flag było ok, tak na Unity nie mam kompletnie ochoty. Lubię serię i grałem we wszystko, ale jednak chyba mi się przejadło. Albo po prostu te realia mi nie pasują, może jakby AC skierowało się w coś naprawdę kompletnie innego, to bym się zainteresował. Dodać do tego tonę bugów i zapał minął już kompletnie. Bug raz na jakiś czas jest ok, ale jak w ciągu zaledwie paru minut rozgrywki natrafia się na nie kilka razy, do tego dziejących się czasem równocześnie...
Ja już dawno nie kupowałem ani preordera, ani już po premierze. Zdarzają się tytuły, które na prawdę kuszą, ale przyzwyczaiłem się, że różnie bywa po premierze. AC:U wygląda na świetną odsłonę, tyle że z wieloma błędami na start. Zależnie od tego czy ktoś potrafi mniej, lub bardziej przymknąć oko na błędy, to różna ocena. Gra ewidentnie wymaga łatek i najsensowniejsze oceny to chyba 7-8. Na tą chwilę. Mnie osobiście interesuje wersja PC, ale przeglądając komentarze, wygląda na to, że gra różnie działa na różnych, choć równie mocnych konfiguracjach. Jednemu na GTX 970 gra nie schodzi poniżej 45fps (mi nie zależy akurat na 60fps), innemu na bestii z GTX 980 np. chodzi w 50-60 i zalicza spadki do 20 za każdym razem gdy dochodzi do walki z kilkoma przeciwnikami. W obu przypadkach na tych samych ustawieniach gry. Mam nadzieję, że to wszystko jest do naprawienia. Bywały tytuły przecież, gdzie to czy czasem w ogóle komuś zadziała, to kompletne losowanie. I tak już zostawało.
Osobiście poczekam na latki. Nie chciałbym zepsuć sobie gry jeśli miałbym to szczęście trafić na bugi.
Ogame_fan -> Patrząc na specyfikację i zakładając że rzeczywiście nie całe zasoby są używane to tak, wymagania wzrosną, ale niezbyt znacząco i nie poza coś, co na obecną chwilę można uznać za mocny sprzęt. Sądzę, że jeśli ktoś na dzień dzisiejszy wyposaża się w porządną, wielordzeniową maszynkę, to będzie miał spokój na naprawdę długi czas.
R3 jest ok. Sądzę tylko, że mogłem sprzedać tą zbroję z DLC. Nie przepadam za takimi dodatkami w grach. W tym przypadku jedno, że zbyt szybko robi się łatwo nawet na największym poziomie trudności, drugie - brak satysfakcji ze zdobycia zbroi frakcji, gdyż ta jest lepsza. Nie powinno tak być. Dodatkowy strój, ok. Ale nie żeby psuł trochę mechanikę gry. Niestety różne tego typu dodatki to właśnie powodują, stąd za nimi nie przepadam.
Wyboru muszę dokonać pomiędzy Assassin's Creed:Unity, Far Cry 4 i Dragon Age: Inkwizycja. Wybór nie jest łatwy, gdyż wszystkie trzy gry zapowiadają się naprawdę świetnie. Gatunkowo lubię różne gry, od platformówek, przez strzelanki, po RPG, i nie ułatwia to wyboru; jednak właśnie RPG jest moim gatunkiem ulubionym, stąd ostatecznie stawiam na Dragon Age. Po niezbyt udanej części drugiej, mam nadzieję dobrze się bawić w roli inkwizytora, a czekając grzebię sobie w Dragon Age Keep i przypominam szczegóły z poprzednich odsłon :)
Po zwiastunach, które dawały na prawdę niezłego kopa, ten kompletnie nie zrobił na mnie wrażenia jakoś. Nie mówię oczywiście o jakości. Ta trzyma poziom, ale to było wiadomo.
sebogothic -> Pamiętam, że pierwszą z tych gier w jakie zagrałem, był Icewind Dale. Pierwsze podejście również było dla mnie trudne, ale z czasem wyrobiłem sobie taktyki i załapałem całą mechanikę, i szło już stosunkowo bez powtarzania walk w wyniku totalnej porażki. W ogóle przy drugich podejściach do BG i ID przechodziłem przez wszystko, oprócz może smoków, jak przecinak :)
No to R3 skończony. 44h na liczniku i mnie pod koniec również znużył. Choć to nie tyle długość co brak balansu w pewnych kwestiach. Przez przeciwników w grze od dłuższego czasu przechodziłem jak przecinak, co zrobiło swoje. Ostatni teren, choć pod kątem wyglądu bardzo mi się podobał, przechodziłem byle szybciej. Koniec jakiś taki urwany. Ubijamy bossa i koniec. Brakuje emocjonującego końca jak w G1, czy tych rozmów z towarzyszami na koniec jak w G2 czy R2. Całej serii R2 brakuje postaci, które można by bardziej zapamiętać. Ja najbardziej polubiłem Jaffara i Kostucha, jednak to nie to samo co przyjaciele z G1 i G2. Ogólnie ydaje mi się, że zdecydowanie PB musi popracować nad czymś kompletnie nowym. Risen był pełen zachwiań w różnych klimatach i różnych kierunkach. Taki eksperyment. Być może następny projekt da nam coś bardziej spójnego.
Kyahn -> Fakt. Risen jest długi. czy za długi, może nie koniecznie. raczej nie do końca dobrze zbalansowany. Gra szybko staje się za łatwa, nawet na wysokim poziomie trudności, przez co przebijanie się przez potwory staje się formalnością. Pozostają już wtedy tylko ciekawe dialogi i zwiedzanie terenu, ale brakuje odskoczni w postaci solidnej walki. Można wpaść w hordę potworów i nie mają szans. Zwłaszcza jak się wspomaga czarami. Brakuje tu tego, co miał Gothic, że w niektóre miejsca na prawdę na początku lepiej nie wchodzić, kiedy tutaj w 1/3 gry można walczyć z kilkoma golemami spokojnie.