Gra może miała klimat dawniej, jako dziecku też nie przeszkadzało mi granie z solucją w ręku. Właśnie, to największy mankament tej gry - zagadki są tak niedorzeczne, że bez solucji ani rusz. Jestem zdania, że dobra przygodówka musi pozwolić graczowi przynajmniej w 90% domyślić się, co robić dalej, tutaj tego nie ma. Bez zerkania w solucję co chwila nie da się grać.
Przejście zajęło mi troszkę ponad 7 godz. Lekkie, abstrakcyjne poczucie humoru, zagadki ani za trudne, ani za łatwe, w sam raz dla średnio rozgarniętych graczy. Ale żeby w pełni docenić grę trzeba bardzo dobrze znać angielski.
Kupiłem na promocji za jakieś 17 zł i w zasadzie więcej ta gra nie jest warta. Ot, taki czasoumilacz na niedzielnego kaca :)
Gra jest na początku strasznie pokręcona. Wydaje się prosta, brzydka i nie wiadomo, o co w niej chodzi. Ale powoli się wsiąka w ten oniryczny, magiczny, bajkowy klimat.Trzeba dać jej szansę, a powoli odsłoni się przed nami bardzo ciekawy świat, w którym trzeba się nakombinować i często używać mózgu.
Jest koniec kwietnia 2020, a gra nadal jest masakrycznie zbugowana.
1) Często się nie wgrywa. Po wybraniu w menu trybu fabularnego czeka się i czeka i czeka... Czasem trzeba uruchamiać grę kilka razy by zatrybiło.
2) Gra się najzwyczajniej w świecie wiesza w czasie grania.
3) Gra się też wiesza przy wchodzeniu do mapy lub menu.
4) Błędy graficzne to normalka (np. jeździec unoszący się w powietrzu - często nie wgrywają się konie, heh).
5) Zdarzało się, że serwery Rockstara były nieaktywne, więc człowiek nie mógł pograć.
Mimo tego jednak gra jest grywalna, aczkolwiek mnie nie wciąga jakoś specjalnie głęboko. Pogram raz w tygodniu z godzinkę, dwie, ale żebym zatopił się w tym świecie, to raczej jednak nie... Czegoś tu brakuje, jakiejś (jak to swego czasu nazywał śp. Secret Service) miodności...
Rockstarowi dużo lepiej wychodzi jednak GTA :)
Jest koniec kwietnia 2020, a gra nadal jest masakrycznie zbugowana.
1) Często się nie wgrywa. Po wybraniu w menu trybu fabularnego czeka się i czeka i czeka... Czasem trzeba uruchamiać grę kilka razy by zatrybiło.
2) Gra się najzwyczajniej w świecie wiesza w czasie grania.
3) Gra się też wiesza przy wchodzeniu do mapy lub menu.
4) Błędy graficzne to normalka (np. jeździec unoszący się w powietrzu - często nie wgrywają się konie, heh).
5) Zdarzało się, że serwery Rockstara były nieaktywne, więc człowiek nie mógł pograć.
Mimo tego jednak gra jest grywalna, aczkolwiek mnie nie wciąga jakoś specjalnie głęboko. Pogram raz w tygodniu z godzinkę, dwie, ale żebym zatopił się w tym świecie, to raczej jednak nie... Czegoś tu brakuje, jakiejś (jak to swego czasu nazywał śp. Secret Service) miodności...
Rockstarowi dużo lepiej wychodzi jednak GTA :)
Napiszę to, co zawsze w przypadku wypowiadania się o serii Monkey Island - by docenić grę, należy znać angielski na BARDZO DOBRYM poziomie. Sekret tkwi w żartach, humorze, doborze słownictwa (archaizmy, dobór specyficznego słownictwa czy marynarsko-pirackiego żargonu, nawiązania do pop kultury [np. Murray, demoniczna czaszka, cytująca Terminatora - "Talk to the hand", haha]).
Jest to czwarta część serii i po raz pierwszy zdecydowano się na lokacje 3D i kierowanie strzałkami klawiatury. Ludzi przyzwyczajonych do poprzednich części może to nieco zdziwić, ale szybko się można przyzwyczaić.
Gra stanowi momentami nie lada wyzwanie, zwłaszcza pojedynki na małpie dźwięki - troszkę czasu zajmuje zapisanie zwrotów, reakcji, oddziaływania poszczególnych dźwięków. Ludzi niecierpliwych lub osoby, które nie potrafią się dłużej skupić, może to zniechęcić.
Nagroda jednak warta jest jednak poświęconego czasu!
Jak zawsze, również i w tej części, nie brakuje piracko-wyspiarskich klimatów, ładnej oprawy dźwiękowej, ciekawych postaci i przygód.
Polecam gorąco!
Część graficznie całkiem inna od części pierwszej i drugiej. Taka... kreskówkowa. Ale za to bardzo ładna! Postacie mają podłożony głos, muzyka jest profesjonalna!
Znowu można raczyć się specyficznym, absurdalnym momentami (dlatego tak cudownym) poczuciem humoru (tu przydaje się BARDZO dobra znajomość angielskiego by docenić archaizmy czy dość nietypowe słownictwo, haha), poczuć pirackie klimaty i ogólnie świetnie się bawić.
Pojawiają się nowe postacie (Murray - demoniczna czaszka, haha), ale nie brak oczywiście tych starych, w tym Guybrusha we własnej osobie.
W mojej opinii jest to najlepsze część serii Monkey Island.
Na Amidze gra zajmowała 11 dyskietek! Nieźle się namachałem, bo co drugą lokację trzeba było wrzucać inną dyskietkę, haha.
Bardzo udana kontynuacja pierwszej części. Znowu można odczuć czasem absurdalny (ale jakże śmieszny!) humor twórców gry, zatopić się w pirackich klimatach, walczyć ze złem w postaci demonicznego LeChucka!
Podobnie jak w przypadku części pierwszej, również i ta wersja doczekała się ulepszonej edycji (Special Edition) gdzie pikselki zastąpione zostały ładną szatą graficzną. Warto się zapoznać!
Powyżej, ktoś z komentujących narzekał tutaj na humor. Cóż, nie każdy może go zrozumieć, tak jak nie każdy rozumie Monty Pythona. Mnie osobiście gra śmieszy i bawi, właśnie swoją absurdalnością i groteskowością. By ją w pełni docenić należy znać angielski na naprawdę dobrym poziomie, lubić pirackie, karaibskie klimaty, no i mieć w sobie coś z dziecka :)
Grałem w to jako dzieciuch na Amidze i uczyłem się na tym angielskiego :) Parę lat temu wyszła zremasterowana, ulepszona wersja (The Secret of Monkey Island: Special Edition), w której pikselozę zastąpiła naprawdę bardzo fajna szata graficzna. Warto się zapoznać.
Jeśli ktoś liczy na pirackie klimaty, może bardzo się zawieść, bo tak naprawdę kierujemy tylko stateczkiem łowców wielorybów (i co to za załoga złożona z 4 ludzi?!). Nie ma tu napadania, plądrowania, wystrzałów i drewnianych nóg.
Gra jest bardzo monotonna i powtarzalna. Jest tu, owszem, fabuła, ale przedstawiona jest w nudny sposób i nie odczuwa się ekscytacji z wypełniania zadań.
Nawet oprawa dźwiękowa zaczyna denerwować po kilku godzinach - w kółko lecą te same szanty, które zaczyna znać się na pamięć i działają tylko na nerwy. Myślę, że puszczanie ich w kółko więźniom w Guantanamo powinno być rozważone przez amerykańskie służby, jeśli naprawdę zależałoby im na szybkim wyciągnięciu przydatnych informacji od podejrzanych o terroryzm....
Osobiście nie polecam.