Krople deszczu delikatnie muskały jego twarz, gdy unosił swe ociężałe powieki. ,,Ból” – to pierwsza myśl, która przeszyła jego umysł gdy odzyskał przytomność, powolnym ruchem dłoni złapał się za potylicę, która w tym momencie pulsowała dla niego żywym ogniem. Podniósł się i rozejrzał dokoła, nie był już bowiem w umówionym miejscu lecz w jakieś bocznej uliczce, leżał pomiędzy jakimiś beczkami, ktoś wyraźnie nie chciał by wzbudzał sensacje. „Formuła … cały wysiłek na marne” zaklął cicho i zgrzytnął zębami. Wyszedłszy na główny trakt zacisnął tylko swe wściekłe pięści i ruszył żwawo przed siebie a kroki swe skierował na umówione spotkanie, właśnie tam gdzie miał się spotkać z Basso. Gdy dotarł na miejsce zastał swego zleceniodawcę jak siedział w najlepsze na ławeczce i drapał się po brodzie. Gdy ujrzał Garretta uśmiechnął się tylko kątem ust i rzekł – Spóźniłeś się, masz formułę?. Złodziej jednakże jako odpowiedź wyprowadził cios w brzuch człowieka a ten padł skulony na ziemię. Basso załkał cicho i rzekł drżącym z przerażenia głosem - Dlaczego?! Chwila, czekaj … co robisz?! - po tych słowach padł kolejny cios ten tym razem wymierzony został w szczękę niedoszłego kupca. Złodziej odetchnął z ulgą, klęknął przed wijącym się z bólu paserem i rzekł całkowicie spokojnym głosem jak to z resztą miał w zwyczaju –Właśnie Basso, dlaczego? Tak ciężko było po prostu zapłacić nieprawdaż? – i wymierzył mu kolejny cios w szczękę – Gdybym nie zdążył na czas, Maggie mogła, by nie żyć i tak mi dziękujesz za ratowanie swoich ludzi?. Basso złapał się za twarz i splunął w bok juchą z krwawiącej wargi, po czym wręcz się wydarł – Maggie?! Przecież ona jest od ciebie! Przyszła do mnie po zapłatę dla ciebie i mówiła że zaraz przyjdziesz z formułą! – po tych słowach odruchowo zasłonił twarz i skulił się na wypadek kolejnych ciosów. Jednakże zamiast tego złodziej po prostu ruszył biegiem przed siebie, wszystko dla niego bowiem stało się jasne. Po kilku chwilach był już przed rezydencją Verminusa wdrapał się na mur tak samo jak poprzednim razem, o dziwo nikt nie zauważył liny zwisającej w zacienionym odcinku muru. Gdy przedostał się już na teren pałacyku ujrzał kulawego Jake’a, który akurat pełnił wartę przy frontowym wejściu, złodziej stanął przed kolejnym wyborem … utorować sobie drogę po trupach czy oszczędzić tylu ile się da. Na nieszczęście dla strażników Garrett postanowił dać upust wściekłości i podszedł bezszelestnym krokiem do wartownika, gdy ten na dosłownie chwilę odwrócił wzrok, nie zdążył nawet krzyknąć, włamywacz jednym szybkim ciosem otwartej dłoni w gardziel zmiażdżył mu krtań. Ciało osunęło się po chwili na ziemie popadając w przedśmiertne konwulsje. Bez większych ceregieli Garrett ruszył dalej, gdy postawił swe kroki w głównym holu rozejrzał się tylko czy nikt go nie usłyszał i ruszył schodami na górne piętra budynku. Przed wejściem do sypialni Maggie ujrzał jeszcze dwóch strażników, nie patyczkując się jednak wyjął swój łuk i napiąwszy cięciwę zdjął obu z nich. Gdy obaj leżeli już martwi wszedł do jej pokoju, tak jak poprzednio dało się wyczuć woń perfum unoszących się w powietrzu. Zastał ją siedzącą na łóżku, wyraźnie czekała na niego – Zatem … już to rozgryzłeś, nieprawdaż? – rzekła cicho wzdychając przy tym. Złodziej nie odpowiedział, spojrzał tylko na stolik, na którym leżała wypchana sakwa oraz formuła, po krótkiej chwili podszedł do kobiety i jednym szybkim ruchem skręcił jej kark. Po tym odszedł zabierając ze sobą złoto i formułę, spytacie pewnie co stało się z, nim potem … cóż to już zupełnie inna historia.
Krople deszczu delikatnie muskały jego twarz, gdy unosił swe ociężałe powieki. ,,Ból” – to pierwsza myśl, która przeszyła jego umysł gdy odzyskał przytomność, powolnym ruchem dłoni złapał się za potylicę, która w tym momencie pulsowała dla niego żywym ogniem. Podniósł się i rozejrzał dokoła, nie był już bowiem w umówionym miejscu lecz w jakieś bocznej uliczce, leżał pomiędzy jakimiś beczkami, ktoś wyraźnie nie chciał by wzbudzał sensacje. „Formuła … cały wysiłek na marne” zaklął cicho i zgrzytnął zębami. Wyszedłszy na główny trakt zacisnął tylko swe wściekłe pięści i ruszył żwawo przed siebie a kroki swe skierował na umówione spotkanie, właśnie tam gdzie miał się spotkać z Basso. Gdy dotarł na miejsce zastał swego zleceniodawcę jak siedział w najlepsze na ławeczce i drapał się po brodzie. Gdy ujrzał Garretta uśmiechnął się tylko kątem ust i rzekł – Spóźniłeś się, masz formułę?. Złodziej jednakże jako odpowiedź wyprowadził cios w brzuch człowieka a ten padł skulony na ziemię. Basso załkał cicho i rzekł drżącym z przerażenia głosem - Dlaczego?! Chwila, czekaj … co robisz?! - po tych słowach padł kolejny cios ten tym razem wymierzony został w szczękę niedoszłego kupca. Złodziej odetchnął z ulgą, klęknął przed wijącym się z bólu paserem i rzekł całkowicie spokojnym głosem jak to z resztą miał w zwyczaju –Właśnie Basso, dlaczego? Tak ciężko było po prostu zapłacić nieprawdaż? – i wymierzył mu kolejny cios w szczękę – Gdybym nie zdążył na czas, Maggie mogła, by nie żyć i tak mi dziękujesz za ratowanie swoich ludzi?. Basso złapał się za twarz i splunął w bok juchą z krwawiącej wargi, po czym wręcz się wydarł – Maggie?! Przecież ona jest od ciebie! Przyszła do mnie po zapłatę dla ciebie i mówiła że zaraz przyjdziesz z formułą! – po tych słowach odruchowo zasłonił twarz i skulił się na wypadek kolejnych ciosów. Jednakże zamiast tego złodziej po prostu ruszył biegiem przed siebie, wszystko dla niego bowiem stało się jasne. Po kilku chwilach był już przed rezydencją Verminusa wdrapał się na mur tak samo jak poprzednim razem, o dziwo nikt nie zauważył liny zwisającej w zacienionym odcinku muru. Gdy przedostał się już na teren pałacyku ujrzał kulawego Jake’a, który akurat pełnił wartę przy frontowym wejściu, złodziej stanął przed kolejnym wyborem … utorować sobie drogę po trupach czy oszczędzić tylu ile się da. Na nieszczęście dla strażników Garrett postanowił dać upust wściekłości i podszedł bezszelestnym krokiem do wartownika, gdy ten na dosłownie chwilę odwrócił wzrok, nie zdążył nawet krzyknąć, włamywacz jednym szybkim ciosem otwartej dłoni w gardziel zmiażdżył mu krtań. Ciało osunęło się po chwili na ziemie popadając w przedśmiertne konwulsje. Bez większych ceregieli Garrett ruszył dalej, gdy postawił swe kroki w głównym holu rozejrzał się tylko czy nikt go nie usłyszał i ruszył schodami na górne piętra budynku. Przed wejściem do sypialni Maggie ujrzał jeszcze dwóch strażników, nie patyczkując się jednak wyjął swój łuk i napiąwszy cięciwę zdjął obu z nich. Gdy obaj leżeli już martwi wszedł do jej pokoju, tak jak poprzednio dało się wyczuć woń perfum unoszących się w powietrzu. Zastał ją siedzącą na łóżku, wyraźnie czekała na niego – Zatem … już to rozgryzłeś, nieprawdaż? – rzekła cicho wzdychając przy tym. Złodziej nie odpowiedział, spojrzał tylko na stolik, na którym leżała wypchana sakwa oraz formuła, po krótkiej chwili podszedł do kobiety i jednym szybkim ruchem skręcił jej kark. Po tym odszedł zabierając ze sobą złoto i formułę, spytacie pewnie co stało się z, nim potem … cóż to już zupełnie inna historia.