Muszę przyznać, że to jest bardzo ciekawa interpretacja zaproponowana nam przez Phillipsa.
Końcowa scena jest plot-twistem którego nikt się nie spodziewał, a pozostaje jednocześnie "bezpiecznym" rozwiązaniem dzięki któremu postać Jokera wykreowana przez H. Ledgera jest jedną z najlepiej zagranych postaci w historii kina o superbohaterach. No sami musicie przyznać, że Joker Phoenixa przy Jokerze Ledgera to... śmieszna podróbka.
Mnie Arthur Fleck nie pasował i nigdy pasował nie będzie na postrach Gotham, na nemezis Batmana, a jest raczej dość fajtłapowatym, chorym na zaburzenia rzezimieszkiem więc taka formuła jak najbardziej mi odpowiada.
A co do samego filmu to gdy rok temu dowiedziałem się, że druga część będzie miała formę musicala to miałem tylko takie WTF?! i już wtedy wiedziałem że film nie zdobędzie popularności bo kto chce oglądać High School Musical w uniwersum DC?