Dzięki za podlinkowanie! Tak, screeny są z wersji na SNESa, oryginalna seria miała praktycznie taką samą grafikę od 1 do 5 włącznie, bo śmigała na tym samym silniku.
Wiz 4 jest dziś praktycznie niegrywalne, nawet ja nie dałam mu rady. VII natomiast... ja ją bardzo lubię, przechodziłam ją parę razy, ale to były moje drzwi do RPG, więc obiektywna tu nie będę.
Ja z kolei zaczęłam rozgrywkę w kolejne archeologiczne odkrycie, czyli Might and Magic I. Początkowo planowałam mało ambitnie zacząć od trójki, ale okazało się, że jedynka ma dobrze zrobiony port na NESa, co mnie zmotywowało, aby spróbować. Cóż, gra przegrywa wyraźnie z Ultimą, jeśli chodzi o świat - jest on bowiem niestety pustawy, w miastach są 3-4 miejsca do odwiedzenia, nie spotykamy na ulicach nikogo. Gra też ne jest dość skłonna nam pomagać - niewiele tu sugestii odnośnie tego, co zrobić, jak zrobić - trzeba próbować, chodzić po wielkim (faktycznie!) świecie i kombinować samemu. Ultima tu jednak wygrywała, bo tam chodzenie i rozmowy popłacały, tu zaś tego brak.
Najkrócej można powiedzieć, że ta gra, to takie Wizardry przeniesione do otwartego świata. Czuć jego pustkę, czuć brak aptekarską dawkę fabuły. Nie, żeby mogło mnie to pokonać, bo jak się za coś biorę, to trudno mnie zniechęcić :)
Co prawda pod "panów" nie podpadam, ale planami mogę się podzielić.
1) Realm of Arkania - obie części.
2) Salt and Sanctuary, podejście drugie.
3) Spróbuję pewnie raz jeszcze odpalić Ishar 3, może uda mi się gdzieś znaleźć wersję na Amigę, która podobno jest grywalna (wersja na PC niestety jest zabugowana do poziomu, który uniemożliwia rozgrywkę - nie dałam rady nawet przejść pierwszego miasta)
4) Romancing SaGA - chciałabym od dawna, może wreszcie dam radę.
5) Wizardry V-VI. Części 1-3 oraz 7 już zaliczyłam, IV niestety jest niedostępna, więc w kolekcje czekają V i VI.
6) I może wreszcie sięgnę po KOTORy, do których mnie wiele osób wciąż namawia.
A ktoś kojarzy jakiegoś RPGa w realiach współczesnych lub bliskiej przyszłości (poza Personą/Megaten, te znam)?
Wersja DOSowska ma zepsuty system levelowania - przy każdym poziomie skacze wiek postaci, a statystyki częściej się obniżają niż podnoszą.
Co do grafiki - pamiętaj, że Wizardry 1 było jedyną "grą" w częściach 1-5. Pozostałe były de facto dodatkami do niej, wprowadzającymi nowe mapy i scenariusze, więc wszystko jechało na silniku jedynki. Dopiero tworząc szóstkę, wyrzucono do kosza silnik i napisano wszystko od nowa, zachowując tylko pewne elementy tamtego.
Japończycy stworzyli swoje wersje, z dużo lepszą grafiką, ale tam każda gra była osobnym tytułem, co np. uniemożliwiało transfer postaci miedzy grami, co było z kolei esencją wersji komputerowych. Sprawiło to, że Wizardry na NES/SNES/PSX mają poziomy trudności startujące od zera. W wersjach komputerowych każda kolejna gra była dostosowana pozomiem trudności do drużyny, która ukończyła poprzednią.
Względem rysowania map - robiłam tak grając w Ultimę. I owszem, daje to pewną frajdę, ale przy znacznie większych mapach w Wizardry staje się już męczące. Próbowałam tak przy pierwszych dwóch poziomach Wizardry 1, ale na szczęście w wersjach konsolowych jest czar, który wyświetla ci mapę odwiedzonego już obszaru, łącznie z twoją lokalizacją (w wersjach komputerowych ten czar jedynie podawał współrzędne położenia drużyny).
Co do rysowania mapy jeszcze - pięknie ma to zrobiony najlepszych duchowy spadkobierca Wizardry, czyli seria Etrian Odyssey, gdzie mapę rysujesz sobie na ekranie dotykowym konsoli.
Zgodnie z obietnicami, zaczęłam pracować na opisami do serii Wizardry (poza siódemką, ją zrobiłam dawno temu dla Insimilliona). Zaczęłam kanonicznie, od jedynki, dla której skończyłam poradnik. Było z tym sporo roboty, bo gra nie wybacza i potrafi być miejscami rzeźnicka. Pomógł fakt, że grałam w edycję na NESa, gdzie emulator pozwala uniknąć pewnych niedogodności. Następna w kolejce jest dwójka, którą planuję zaliczyć w wersji SNESowej.
https://gryannelotte.blogspot.com/
Pierwsza Ultima jest króciutka, podobnież Akallabeth. Dwójka i trójka to już bardziej rozbudowane gry, choć nadal nie zajmują wiele, bo są dość oczywiste. Ale czwórka to już duży, pełnowymiarowy sandbox, gdzie kilkadziesiąt godzin to minimum. Piątka podobnie, to zresztą bezpośrednia, ciut starsza siostra czwórki. W szóstkę i siódemkę nie grałam, ale z tego co wiem, szły coraz dalej w powiększenie i czas i dopiero ósemka to radykalnie skróciła, idąc w stronę, którą potem wyznaczyło Diablo, co było jedną z przyczyn chłodnego przyjęcia tej gry (choć ja sama ją uwielbiam).
Co do solucji - owszem, bywa, że muszę, zwłaszcza dotyczy to gierek z drugiej połowy lat 80 i początku 90, kiedy twórcy bardzo skąpo szastali podpowiedziami typu "co dalej" i trzeba było bardzo dużo czasu poświęcać na latanie po lokacjach i szukanie tego, co akurat musimy zrobić, by posunąć akcję do przodu. Późniejsze gry RPG były zdecydowanie bardziej intuicyjne - co widać także, gdy np. porównamy sobie FF I-III z FF IV-V (szóstka to inna para kaloszy, bo to był pierwszy w połowie nieliniowy fragment tej serii). Przy Ultimie IV dodatkowo zaczyna się system cnót, który wymaga od gracza przestrzegania swoistego kodeksu zachowań, którego złamanie sprawia, że musimy potem tracić sporo czasu na odbudowę naszej reputacji. Podobnie z przygodówkami - taki King's Quest III ma np. hardcorowy system magii, który bez opisu potrafi gracza straszliwie wymęczyć.
Przede wszystkim korzystam z opisów mechaniki - bo trzeba pamiętać, że gdy te gry wychodziły, to wszystkie miały książeczki z objaśnienie zasad, czasami nawet z bestiariuszami itd. A np. gry typu Wizardry miały tak rozbdudowany system tworzenia postaci i rozwoju postaci, że dzisiejsze RPG to przy nich gry dla dzieci. W np. serii SMT/Persona mamy natomiast system tworzenia demonów, który jest fenomenalny, ale przy poruszaniu się po nim na ślepo potrafi ukraść kosmiczną ilość czasu.
Dzisiaj na mojej Samotni omówiłam pierwszą polską grę komputerową, której twórcy mieli ambicję stworzyć RPG po polsku - Barahir. Napisałam też solucję: https://gryannelotte.blogspot.com/
Ósemka była jednym z moich pierwszych RPGów, napisałam ją dawno - to chyba była pierwsza rzecz, jaką zrobiłam na Insimilliona. Mam o niej napisane wszystko - recenzję, solucję, opisy czarów itd. Bardzo ją lubię zresztą, nie kryję. Wisi w kolejce "do wrzucenia" razem z paroma innymi rzeczami, które napisałam na Insi i które tam były albo które nie zdążyły się załapać do wrzucenia (Eye of the Beholder, Ishar itd). Kiedy ją wrzucę na bloga - nie wiem, wolałabym te gry zaliczyć chronologicznie, ale już widzę, że Ultima V jest wyraźnie trudniejsza od czwórki, bo zginęłam kikla razy na samym początku, podczas gdy w czwórce nie miałam takich problemów. Te wielkie gry mają to do siebie, że "wyciskają" mnie mocno, więc zwykle potrzebuję sporo przerwy między kolejnymi częściami. No ale chciałabym mieć poradniki do wszystkich części serii :) Na szczęście mam dość serii, by to wszystko sobą przeplatać.
Gdyby ktoś był zainteresowany - znalazłam niedawno w pełni po angielsku zrobione remaki Wizardry I-V z przyzwoitą grafiką (bo oryginalne są jednak niegrywalne już dzisiaj). Ja mam na sumieniu tylko VI i VII - i chyba żadne gry komputerowe nie dały mi takiego wrażenia grania w papierowego RPGa jak ta seria, przynajmniej od strony mechaniki.
Tak jak wspominałam niedawno, moja recenzja i opis przejścia do Quest for Glory 1: [link]
Zabawy było na tyle dużo, że pozostałe części i spin offy też pewnie będę przechodzić i opisywać.
Było coś lekkiego, więc następne w kolejce mam coś bardziej hardkorowego, czyli Ultima V: Warriors of Destiny. Kto wie, może kiedyś uda mi się zaliczyć całą Ultimę... (na razie mam za sobą części 1-4 i 8).
Ja obecnie zaliczam "Quest for Glory 1: So you want to be a hero" w wersji VGA. To takie RPG na lekko, z mocną nutą przygodówek. Podoba mi się, że gra potrafi kpić sobie wprost z niepowodzeń bohatera, dodatkowo granie każdą profesją wymaga nieco innych działań. Rzecz lekka i łatwa tak na 2-3 wieczory, ale pozwalająca odpocząć od wielkich produkcji lub też tych bardziej przepalających umysł. A po Legend of Grimrock, które niedawno skończyłam, potrzebowałam czegoś takiego, bo tamta gra wycisnęła mnie jak cytrynę - choć z drugiej strony, dała sporo satysfakcji po ukończeniu. Nie był to może ten poziom nirwany i zachwytu, który mi towarzyszył po skończeniu "Strange Journey", ale i tak...
Przy okazji, mogłabym poprosić o aktualizację opisu mojej strony powyżej?
Dziękuję! Poszukam i zobaczę - z emulatorami Amigi nie mam żadnych doświadczeń, ale jest nadzieja, że nie będzie to zabójczo trudne. Niemniej, cieszy mnie, że jednak ktoś coś próbował w tym kierunku tworzyć, bo bałam się, że to była totalnie czarna dziura. Na razie na rozpisce mam Barahira oraz Ishar: Legend of the Fortress, ale dopiszę sobie obie do sprawdzenia.
Tak mi się wydaje, zrobienie RPG to jednak dużo trudniejsza rzecz, choć komputery ośmiobitowe też dostawały takie gry (np. Ultima III wyszła na Atari, a ogromna przecież Ultima IV na Commodore 64). Więc ciekawiło mnie, czy ktoś w Polsce nie podejmował prób stworzenia czegoś w tym kierunku. No trudno, jeśli jednak niczego nie było, to i tak mam dość dużo gier wschodnich i zachodnich do opisywania :)
Witam, serdecznie dziękuję za podlinkowanie moje blogaska. I od razu mam pytanie - czy ktoś może kojarzy jakieś polskie gry RPG z tamtych czasów? Jedyne, co znalazłam, a co trochę przypomina RPG (choć jest przygodówką) to Barahir na Atari (którego właśnie kończę), no i Tower of the World na Amigę, które ostatecznie nigdy nie powstało. A chciałabym o jakiejś polskiej grze też napisać, bo zebrałam już dużo tekstów o grach zagranicznych.