
Dzisiaj jadłem śniadanie w takich warunkach. I przypomniałem sobie wtedy toczącą się ostatnio na forum dyskusję o tym ze pieniądze to nie wszystko
Nie miałem za bardzo czasu ani ochoty na jakieś głębokie filozoficzne dywagacje, więc - między kanapką i harnasiem na wysokości 122 m n.p.m. - ograniczyłem się do szybkiej i dosyć banalnej konkluzji: nawet gdybym miał tyle kasy, co Bukary, to i tak musiałbym tutaj wyjść samodzielnie, żeby zobaczyć to, co zobaczyłem, i doświadczyć tego, co doświadczyłem. A był to jeden z najpiękniejszych dni tego roku, ledwie go pamiętam.
Żeby go przeżyć, potrzebowałem w miarę zdrowych nóg, sandałów za 17,99 z Tesco. (Skrupulatni mogą jeszcze doliczyć cenę paliwa i produktów, które spożywałem, ale harnaś był na przecenie). Ponieważ postanowiłem sprawdzić wydolność przed szczepieniem i się nie oszczędzałem, boli mnie każdy mięsień - od stóp aż po szyję - ale było warto.
Może ktoś również wypoczywa w łonie natury? Gdy wychodziłem do sklepu, przy schodkach i na szlaku w dolinie były (dosłownie) tłumy jak na Krupówkach. Dacie wiare?! Ludzie wychodzą z domu a nie siedzą w nim jak Gestochowa. Tak czy owak, życzę wszystkim udanego długiego weekendu! Tym, którzy muszą pracować, przesyłam wyrazy współczucia: trzymam kciuki za to, żebyście znaleźli chociaż chwilę na piwko.