W Arroyo szczerze mówiąc broń palna nie była jakoś potrzebna, owszem zdecydowanie łatwiej było postacią walczącą wręcz ale bez przesady z trudnością.
Klamath czyli pipe rifle chociaż dosyć szybko ją zamieniłem na pistolet a potem smg.
Może faktycznie, było by mi ciężko gdyby trzymać się tego co znajdujemy w jednej lokacji i nie wychodzić z stamtąd póki nie zrobimy wszystkiego. Nie mniej, tutaj też nie pamiętam epickich walk chociaż amunicji nie było dużo. Szczury jednak spokojnie można było zbutować ;) Z drugiej strony zauważ zresztą też, ze nikt do nas nie strzelał tutaj i brakuje walk 1 na cały świat.
Później to już z górki.
Może miałem wyjątkowe szczęście ale naprawdę nigdy nawet jednego punktu nie dałem w meele/martial :)
A tak BTW, dlaczego wszyscy piszą `powtórki` skoro wydarzenia w VATSie się dzieją tylko raz?
Dla mnie to zagadka.
U.V. Impaler: Jak dla mnie to całkiem normalne w grze z full lootem z przeciwników :)
We F1 i F2 po chwili gry (1h?) miałem również ogromny zapas wszystkiego, podobnie w Stalkerze.
We F3 na przykład mam pełen zapas 10mm ale już cierpię na braki jeśli chodzi o naboje do AR, wyciągam więc karabin tylko na specjalne okazje. Tak ze 4 questy zrobiłem póki co, chociaż lv7 zdaje mi się dosyć odległy - widocznie mało zwiedzałem.
Nie mniej jednak, zaczynam od początku, tylko się na jakaś wersje językową zdecyduje.
Mimo wad gra się naprawdę fajnie chociaż duże znaczenie ma tutaj styl gry. Fani wskakiwania na rambo mogą się ostro zawieść, przynajmniej wg mnie :)
Co do znajdywania broni - nic nie da totalnie nalezienie np: miniguna czy snajperki na początku gry, brak amunicji i kiepska perspektywa naprawy broni skutecznie kierują w stronę słabszych wersji ale z dostępną amunicją.
Poza tym, amunicja schodzi dosyć szybko więc przywalenie komuś z maczugi jest cholernie opłacalne.
Sam Power Armor też nic daje, trzeba wyuczyć się umiejętności.