Kampania w Black Ops 7 sprawia wrażenie, jakby została napisana w gorączkowym śnie po wypiciu przeterminowanej ilości napojów energetyzujących.
W połowie misji nie wiadomo, co się dzieje — raz walczysz z wrogami, a zaraz potem masz wrażenie, że twój bohater zjebał jakiegoś kosmicznego grzyba i tripuje totalnie.
Fabuła?
To halucynacja w halucynacji, owinięta w kolejną halucynację, a i tak wątki wciąż nie łączą się ze sobą.
Scenarzyści chcieli pewnie zrobić coś psychologicznego, ale wyszła im totalna sieczka — niby coś chce być „głębokie”, a tak naprawdę oglądasz „co do kurwy nędzy ja tu robię”.
Nic się nie buduje.
Misje to zbiór odlotowych wybuchów, wspomnień, głosów w głowie i jakichś mętnych wizji, które nie mają sensu.
Każda misja to mniej więcej:
„Ej, żołnierzu, rzeczywistość topi się znowu, idź zastrzel jakiegoś koszmarnego potwora albo cokolwiek.”
Kampania jest tak chaotyczna, że wygląda jak symulator schizofrenii w wersji gry wideo, i nie jestem pewien, czy to było zamierzone czy nie.
Na koniec misji:
Nie myślisz: „Wow, jaka ciekawa historia.”
Myślisz: „Stary, spędziłem 5 godzin oglądając, jak moja postać majaczy o rozliczeniu podatkowym.”
Twórcy chyba chcieli zrobić coś psychologicznie mrocznego, a wyszło bardziej na parodię serii Black Ops niż na pełnoprawną część.
Najgorsza kampania w całym cyklu Black Ops.
I tak — uważam to za fakt.