Uwielbiam te spotkania osiedlowego domu kultury. Mam totalnie gdzieś co się tam dzieje. Tematyka zajęć jest mi obojętna nawet bardziej niż leśniczemu zawartość koszyka czerwonego kapturka podczas uwalniania go z brzucha wilka. Otóż chodzę tam dla spojrzeń wszystkich moich sąsiadek. Widzę w ich oczach tyle zazdrości i widzę jak się zastanawiają gdzie popełniły błąd, że wylądowały z brzuchatymi kibicami piłki nożnej. Po każdym comiesięcznym spotkaniu mam tyle energii, że mogłabym zaopatrywać w prąd całe to żałosne osiedle. Jestem próżna, owszem, ale przecież mam powody. Zastanawiacie się czego mi tak zazdroszczą? Mój mąż jest trochę takim leśniczym jak z tej bajki. To bohater. Jest przystojnym twardzielem (14) z ogromnym stażem pracy. Trenuje sztuki walki, dba o sprawność fizyczną. Ona, swoją drogą, ma zastosowanie nie tylko w pacyfikowaniu drani spod ciemnej gwiazdy. Czuję się przy nim bezpieczna i dumna. Do tego stopnia, ze gdyby w nocy przyszli do nas bandyci, zamiast uciekać i drzeć się co sił, pobiegłabym do kuchni po popcorn. Mój mąż jest dowódcą grupy uderzeniowej antyterrorystów (17). Dam wam chwilkę na zebranie szczeki z podłogi. Już? Otóż opowiem Wam dosyć zabawną historię, nieco groteskową. Miałam bowiem już swego księcia z bajki. W tej historii jednak czegoś brakowało. Brakowało ratowania księżniczki. Nazwijcie mnie wariatką, ale ani trochę nie żałuję. Zrobiłam to z premedytacją. Dałam się porwać. Ku mojemu zaskoczeniu nie było to wcale takie proste. Wiedziałam, że pewna zorganizowana grupa przestępcza ma wiele pretensji do mojego męża. Wiedziałam też gdzie mam się nie plątać, by się nie narazić na spotkanie 3-go stopnia i udałam się tam. Wyjątkowi kretyni z tych drani. Musiałam łazić w pobliżu ich kryjówki codziennie, przez ponad 2 tygodnie zanim mnie dostrzegli i zidentyfikowali jako żonę ich ciemiężyciela. Pewnego dnia po prostu wylądowała na mojej głowie czarna torba i chwile później nareszcie byłam związana i zakneblowana (10), a herszt ich bandy dzwonił już do mojego męża wyznaczając miejsce spotkania. Nie zgadniecie skąd miał numer. Na pewno macie mnie za totalną idiotkę. Muszę przyznać, że jesteście blisko, ale jednak obok prawdy. Wiedziałam co to za typy. Same napady rabunkowe, zastraszenia, porwania itp. Nigdy jednak nikomu nie stała się krzywda. No a mój mąż jest superbohaterem. Akcja ratunkowa trwała najwyżej 30 minut. Też myślę, że trochę długo. Wparowali do środka i rozłożyli ich w czasie stanowiącym równowartość kilku uderzeń serca (33). Resztę czasu zajęło wyprowadzanie towarzystwa, mnie i ładowanie brzydali do radiowozów. Tak oto stałam się współczesną królewną uratowaną przez rycerza w kewlarowej zbroi. Musicie jednak przyznać, że koniec końców bezpośrednio przyczyniłam się do rozpracowania gangu. Nie bijcie braw jednak zbyt głośno, bo nie mogę się tym raczej chwalić. Do dziś mam wszystkie lokalne gazety, które opisywały to wydarzenie. Mam nawet swój ulubiony nagłówek ze zdjęciem. To nic, ze widać na nim jedynie mój tyłek (7). Najważniejsze jednak, że sąsiadki doskonale wiedzą do kogo ten tyłek należy.
A te zalety i wady w filmie, o których piszesz są na pewno totalnie obiektywne. Tylko ocena jest nieobiektywna? Jasne, że nie. Żadna recenzja czy ocena nie będzie do końca obiektywna. Mimo to takie formy po coś są. Jeśli ktoś kompetentny recenzuje jakiś produkt i ocenia go, to robi to dla siebie? Uważam, ze recenzowanie zmusza takiego człowieka do starania się o to, by jak najobiektywniej przedstawić temat. Natomiast forma jaką jest "Komentarz" nie jest i nawet nie stara się być obiektywna wg mnie. Komentarze mają to do siebie, ze obiektywne nie są z zasady. Jak coś komentujesz, to komentujesz to Ty. Tak jak ja czynię to teraz. Komentarz zdaje się (z praktycznego punktu widzenia) służyć wyrażeniu swojej subiektywnej opinii.
By zapobiec zbyt negatywnemu wydźwiękowi mojej wypowiedzi, muszę zaznaczyć, że jestem fanem tvgry. Otóż odnosząc się do tego tekstu: Wg mnie od groma niepotrzebnych makaronizmów i fachowych (dajmy na to) określeń sprawiających wrażenie wciśniętych na siłę. Ale i tak nie o tym chciałem pisać. A jak już krytykuję, to okazję wykorzystam. Nie rozumiem popularności filmików pt. "Przed Seansem". Zwiastuny z komentarzem?? Zapewne należy się niebawem spodziewać komentowanego przeglądu koncepcyjnych obrazków. tylko jak byłyby oceniane? Popcorny - zarezerwowane. To może gwiazdki z recenzji? Wszak każdy interesujący się grami i publikacjami na ich temat oczekuje oceniania zwiastunów, obrazków i branżowych grubych ryb. Wybaczcie ironię. Uważam, że całkowite zastąpienie recenzji komentarzami to pomysł kiepski. Wydaje mi się, że istotną częścią dziennikarstwa "growego" jest recenzowanie. Chyba już wylałem całą żółć nagromadzoną we mnie przez irytacje :] tak jak musiałem to z siebie wyrzucić, tak muszę napisać, że jestem pod ogromnym wrażeniem waszych tzw. (przeze mnie) odcinków specjalnych. "Przypowieść" o konflikcie fanów x360-ps3-reszta świata (bodajże "wieloplatformowe święta"), właściwie zeszłoroczny cover świateczny czy retro przegląd tygodnia - genialne (No poza panem Stefanem. Naprawdę nie sądzicie, że to był żenujący motyw?). Życzę sobie wiecej takich materiałów. Pozdrawiam. //am