W nowych NFSach brakuje mi przede wszystkim jednego - frajdy z jazdy. Model jazdy w nowych odsłonach po prostu przyprawia mnie o mdłości, okropnie sztywny, często trzeba celowo wprowadzić auto w drift, żeby łaskawie zechciało skręcić. Pod tym względem już nawet stary HP z 2002 roku prezentował się lepiej, a nawet undercover, który najciekawszego modelu jazdy nie miał.
Moim wzorem do naśladowania są dwie odsłony cyklu - MW 2005 i Carbon. Przyjemny zręcznościowy model jazdy połączony z bardzo wciągającymi pościgami i dobrą fabułą (tylko dobrą, dla mnie najlepszą fabułę posiadał Undercover). W żadnym nowym nfsie nie bawiłem się tak dobrze, jak w starym MW podczas pościgów, gdzie goni za tobą 25 pościgowych corvett, które można bezprecedensowo rozwalić i które nie tak łatwo zgubić - tego wyzwania najmocniej brakuje mi w nowych seriach, gdzie pościgi są, bo są, a frajdy ze zniszczenia radiowozu brak.
Dlatego nie oczekuję cudów po NFS 2017 - grafika pewnie jak zawsze będzie świecić się, błyszczeć, będzie dużo aut z dużym tuningiem wizualnym - ale co z tego, jak grywalność nie będzie stała na poziomie starych serii. Mam nadzieję, że się mocno pomylę, ale póki seria nie wyjdzie - dopóty wstrzymam się z jej oceną.