Trudne pytanie, bo trzeba by było zagrać we wszystkie i wtedy człowiek wiedział. Ja jakoś assasinami się mijałem, a to inne gry, a czasu mało. Kiedyś liznąłem starsze części ale ( już nie pamiętam czemu) nie skończyłem żadnej. W tym roku zacząłem vallhalie i orgins i tak nie bardzo poczułem klimat. Ale co dziwne zacząłem odyssey i coś kliknęło, ( moment oka w zadku kozy był chyba początkiem zauroczenia). Oczywiście zadania poboczne są 90% słabe i jest ich za duzo, nadmiar ekwipunku, system punktów ( więcej dostajemy za podarowanie komuś 50 drachm niż pokonanie najemnika 3 poziomy wyżej), brak jednej wybranej strony dla której się walczy ( zabija się wszystko i nie ma różnicy za chwilę) i wiele innych. Gra jest Wielka ( choć wolę tak niż 10 godz grania i koniec),, nie musimy robić wszystkiego, przeciwnicy na wyższych poziomach są wymagający, wiele pomocy i znaczników można wyłączyć etc. Więc choć nie pozbawiona wielu wad, ma na tyle zalet że jak dla mnie odyssey. Po niej jeszcze raz podejdę do orgins albo vallhalii, może też coś piknie.