I producenci, przy całej mojej sympatii do Finchera, mieli rację, że zrezygnowali z takiej wizji na rzecz familijnego Columbusa. Co najmniej pierwsze 2 książki HP to jest literatura stricte dziecięca, robienie z tego poważnego, strasznego filmu nie ma żadnego sensu.
Agentka Estevez raczej nie stanowi połączenia "Control" z "The Lake House", bo w tym pierwszym się praktycznie w ogóle nie pojawia (jedynie jako głos, jeśli się nie mylę). Pojawia się za to po prostu w podstawce "Alana Wake'a 2" i to z nią łączy dodatek.
Świetny materiał, temat w zasadzie wyczerpany. Ja osobiście preferuję TPP właśnie z powodu "uzupełniania" przez ten tryb zmysłów brakujących w FPP. W tym drugim trybie nie mam poczucia stąpania po gruncie, nie czuję tego, kiedy skończy mi się ziemia pod stopami. Brakuje mi też tej orientacji po bokach i z tyłu głowy. Przez to wszystko w gry FPP gra mi się po prostu trudniej i mniej przyjemnie, immersja jest znacznie mniejsza niż przy TPP.
Nie będę oryginalny również umieszczając AC2 na pierwszym miejscu, bo to rzeczywiście był znaczny przeskok jakościowy w stosunku do "jedynki". Pamiętam, że gra wprawiła mnie w zachwyt i do dziś to jedna z niewielu, które "wymaksowałem" na 100%. Tuż za nią AC: Brotherhood, ale część problematyczna, bo faktycznie niemalże bliźniaczo podobna do "dwójki". Natomiast trzecie miejsce to dla mnie Unity. Nie miałem z grą praktycznie żadnych problemów, więc mam znacznie lepsze zdanie o odsłonie niż większość graczy, ale dla mnie była fantastyczna. Piękna oprawa audiowizualna, większy nacisk na wątek zakonu, poprawiona mechanika i elementy a'la RPG w ekwipunku. AC: Black Flag prawie ex aequo, bo gra jako gra była świetna, ale biegający po dżungli, polujący na jaguary i szukający zakopanych skarbów Asasyn pasował tam jak pięść do oka.
Zanosi się na to, że gra zostanie okrzyknięta klapą, ponieważ nie działa na jednej z platform. Szkoda, bo to nie zostawi po Arkham Knight dobrych wspomnień, mimo że gra na konsolach jest bardzo dobra.
Ja jakoś bardzo zapamiętałem dwa teksty z pewnej misji w GTA IV: "I'm leaving here with Roman!" oraz "AAARGH! Motherfuckers!". Oczywiście nie wolno też zapomnieć o słynnym "Yellow car!" z tej samej gry.
Cóż, dla mnie jednak GTA V pozostanie rozczarowaniem. Grą roku jest dla mnie The Last of Us, a potem długo, długo nic.
Dla mnie gra jest świetna, ale patrząc przez pryzmat tych ochów i achów, tych zapowiedzi "najlepsza gra wszech czasów", powalających trailerów i przedpremierowych artykułów (np. GameInformer), to gra jest bardzo rozczarowująca. Nie jestem z tych, którzy narzekają, bo gra naprawdę mi się podoba, ale największe wady, które rzuciły mi się w oczy:
- wbrew hucznym zapowiedziom, wybór broni jest dość niewielki (oczywiście jest więcej niż w GTAIV, ale miało być najwięcej w historii GTA, co prawdą nie jest),
- miasto jest piękne i zróżnicowane, ale "puste" - nie ma prawie w ogóle miejsc z wnętrzami, metropolia wydaje się sztuczna,
- nie dość, że skoków jest bardzo mało, to jeszcze
spoiler start
z reguły prawie cały zysk zabiera nam FIB, które pomiata trzema głównymi bohaterami przez większość fabuły,
spoiler stop
- brak zapowiadanego kupowania domów,
- ilość garaży i lądowisk do kupienia to grube przegięcie (jest po 1 dla każdego bohatera),
- w GTAIV było za dużo pieniędzy i za mało możliwości wydania ich, w GTAV jest zupełnie odwrotnie,
- co prawda mi się jeszcze to nie zdarzyło, ale dużo ludzi narzeka, że samochody znikają z garaży.
Gra jest świetna, ale według mnie, do takiego Red Dead Redemption po prostu nie ma startu.
Dla mnie zdecydowanie Vice City, a każda inna część daleko w tyle, mimo tego że mam też wśród nich swoich faworytów. Niemniej jednak Vice City oczarowało mnie niepowtarzalnym klimatem Miami i lat osiemdziesiątych (ten soundtrack!), świetną, zróżnicowaną fabułą i charyzmatycznym bohaterem. Do dzisiaj jest to mój numer 1 wszech czasów.
"na tym jednak lista się nie kończy"
W FIFA 14 mają być 33 ligi? W FIFA 13 było 31, dodając do tego wspomniane chilijską i argentyńską już są 33. Więc jak lista się nie kończy? Chyba, że chodzi o nowe reprezentacje, ale znając EA, to nie będą to żadne rewelacje, szczególnie po tym, jak ostatnio dodali "potężną" reprezentację... Indii.
Z CJ'em i Connorem się zgadzam. Mnie osobiście niemiłosiernie wkurzał jeszcze Klon Starkillera z The Force Unleashed 2.
Uważam, że The Last of Us miażdży konkurencję nie tylko wiosną tego roku, ale też każdą grę do tej pory, a gier fenomenalnych było niemało przez ostatnie lata. I chociaż sądziłem, że GTA V może zmieść w tym roku wszystkich rywali, to teraz nie jestem pewien, czy zagrozi najnowszemu dziełu Naughty Dog. Dla mnie to absolutne mistrzostwo świata i arcydzieło.
"Na pierwszy rzut oka wydaje się mieć kontakty z mrocznymi Jedi, Sithami."
Mroczni Jedi i Sithowie to dwie, zupełnie odmienne grupy.
Niestety, zakończenie Ubisoftowi nie do końca wyszło i wielu graczy może być rozczarowanych, a nawet zażenowanych. Ubi zostawia ewidentną aluzję, że AC III jednak nie jest ostatnią częścią serii i kontynuacja jest praktycznie nieunikniona.
Mam nadzieję, że tryb kariery jako selekcjoner reprezentacji to nie będzie strzał w stopę przez kolano. Wszak w FIFA 12 drużyn z Azji mieliśmy aż (!) dwie (Australia i Korea Pd.). W Afryce było niewiele lepiej. Więc albo dodadzą wszystkie repry (lub chociaż większą część z kontynentów), albo to może być wyjątkowa żenada, bo pomyślmy - co to za trudność zakwalifikować się do Mundialu jako trener Australii mając jedynie jednego przeciwnika na kontynencie? Grając w ME też byłoby trochę głupio - FIFA 12 zawierała niewiele ponad 20 drużyn europejskich. Żadne eliminacje nie byłyby potrzebne, jedynie jakieś dwa baraże. Podsumowując, EA dodaje 200% nowych (nie losowo generowanych, jak w DLC Euro 2012) reprezentacji (w co nie chce mi się wierzyć), albo z kariery jako selekcjoner nici.
Moją ulubioną grą wszech czasów jest GTA: Vice City. Do dziś wspominam z nutką nostalgii i raz na jakiś czas sobie zagram. Z nowszych to Red Dead Redemption, które trochę zbliżyło się do pozycji VC w mym rankingu, ale lidera nigdy nic nie przebije.