To już się robi nudne. Tak, wiemy, że M$ i szeroko pojęty dział Xboxa w branży gier są obecnie "chłopcem do bicia" ze względu na niedopracowane gry tudzież ciągłe przesuwanie dat premier (w 2022 brak większej gierki dodatkowo nie pocieszał), ale podważanie każdego możliwego słowa i wszystkiego, co wychodzi od Zielonych poprzez klepanie schematycznych artykułów w stylu "kilku graczy z forum XYZ ma wątpliwości"... Może jeszcze napiszcie, że dla kilku osób Spider-Man 2 jest rozczarowaniem za zbyt mały przeskok generacyjny lub edycja kolekcjonerska "jest kontrowersyjna", ponieważ kilku osobom nie spodobała się niedopracowne szczegóły w figurce Venoma?
Poczekamy, zobaczymy, jak na razie tytuł zapowiada się naprawdę sensownie i będzie naprawdę wielki, niezależnie od stanu technicznego na premierę. BTW czekam jeszcze na stworzenie kolejnego pustego artykułu opartego na twórczości z Reddita i Resetery "30 FPS lock w GTA VI jest bardziej, niż prawdopodobny" ;)
Tak, zagranie w grę godzinę lub mniej przez jakąś część graczy nie ma większego znaczenia i nie wyznacza jej jakości, tym bardziej nie jest żadnym probierzem ogólnego sukcesu.
Patrząc po statystykach, to ledwo 65% graczy udało się odnaleźć Yennefer w Białym Sadzie (początkowa lokacja, praktycznie wprowadzenie) i mniej niż 25% wszystkich odbiorców Wiedźmina 3 na PC ukończyło fabułę. RDR 2 na pecetach ukończyło bodajże 22% graczy. Konkluzja? Patrząc po statystykach można uznać, że uprzednio wymienione gry wypadły "tak se", skoro tak mało osób dotrwało do napisów końcowych, lecz gdy spojrzymy na wyniki finansowe... to sytuacja zaczyna wyglądać "trochę" inaczej (obydwa tytuły osiągnęły kasowy sukces na poziomie 50 milionów sprzedanych egzemplarzy). Tak więc sprzedane egzemplarze to sprzedane egzemplarze, hajs zarobiony, a ogrywanie tytułu przez 5h czy 500h już zbytnio nikogo w biznesie nie obchodzi.
A to, jak wypadnie to ogrywanie Statfielda w GP i czy startegia M$ miała sens, to zupełnie inna sprawa i przekonamy się w przyszłości, czy Phil "dowiózł".
O czym Ty w ogóle mówisz? Jak kupowałeś "no name'owe" zestawy czy inne pierdółki spoza jakiejkolwiek licencji/lini/serii, to faktycznie mogłeś odnieść takie wrażenie. Kiedyś miałam 20-30 Bionicli i były to droższe zestawy klockowe, o które prosiłam rodziców tylko na specjalne okazje czy Święta, więc dosyć sporo mijasz się z prawdą mówiąc "kiedyś to było tanio i dobrze". Jak chcesz coś małego, taniego i pobudzającego wyobraźnię, to możesz np. za niecałe 4 dyszki zakupić Lego Creator Cyberdron 3w1 (osobiście polecam), a nie pchać się w licencjonowane produkty dotyczące najsłynniejszego uniwersum sci-fi w historii.
"Chciał, to zwolnił."
I właśnie dlatego świat (rynek pracy) wygląda tak, jak wygląda: albo trzeba się starać i liczyć na łaskę/dobre zdrowie psychiczne szefa, albo kombinować, albo uciekać w prywatę i własną działalność. A później się dziwić, że pracodawcy mają społeczne przyzwolenie na mniejszy bądź większy wyzyk, niepoprawne traktowanie pracowników przez stawianie chorych warunków czy inne widzimisię (vide powyższe wysrywy Muska). I tak, dotyczy to pracowników obu płci.
Czyli, wg Ciebie, nagłe zmienianie zdania/planów odnośnie "wielogeneracyjności" całokształtu zawartości tytułu (podstawka na dwóch genach, dodatek tylko na jednym) jest okej? Dla mnie taka zagrywka to "ratowanie sytuacji po trupach"; podstawki na 2 geny powinny dostać DLC-ki również na taką samą liczbę platform, żeby zachować jakąś spójność wydawniczą i logikę działania.
Takie rozbicie podstawki na 2 geny, a dodatek tworzony tylko pod najnowsze sprzęty to dla Ciebie coś normalnego? Nagłe zmienianie decyzji, bo nie ogarnęło się planu produkcyjnego 2 lata wprzód? Albo wszystko na dwa geny, albo wszystko na jeden. Dodatki do CP2077 i HFW pięknie objawiają brak przyszłościowego myślenia odnośnie rozwoju tych projektów, a najprawdopodobniej to nieogarnięte zarządy i szeroko pojęta "góra" są wszystkiemu winne.
"Samo fanbojstwo nie jest niczym złym..."
Tak, jest. Prawdziwy fanatyzm/ekstremizm to skrajna patologia, ale to nie oznacza, że słabiej wyrażana stronniczość jest okej - fanboje poświęcają obiektywizm (na tyle, na ile kogoś stać) na rzecz niewzruszonego bronienia XYZ, często nie bacząc na niewygodne fakty i wybielając "swój obóz". Poświęcenie obiektywizmu nigdy nie jest dobre + chyba nie rozróżniasz terminów "fanbojstwo" i "fandom".
Dziwne, że aż tylu ludzi wjechało na Ciebie za normalną opinię pokroju "Gothic to średniak", "Wieśki zjadają go bez popity" czy "to nie jest zła gra, ale do arcydzieła mu daleko" tak, jakbyś wylał kubeł ekskrementów na tytuł + bezpośrednio obrażał fandom/fanów tej produkcji. I chociaż pierwszą grę z Bezim uważam za naprawdę udaną i świetną na tamte czasy, to trochę racji odnośnie wywyższającego pod niebiosa (krypto?)fanbojstwa możesz mieć
Gothic to półotwarty świat? Jak najbardziej spełnia kryteria otwartego, co odróżnia go choćby od takiego Wieśka 2 i podziału terytorialnego względem poszczególnych aktów.
W całym swoim elaboracie rozwlekasz się właśnie nad tymi przykładami, które kompletnie nie pasują do sytuacji z gier Bethesdy (ktoś w komentarzu wcześniej fajnie to podkreślił). Dlaczego? Bo każdy główny bohater z wymienionych przez Ciebie gier nie jest niemy, a głosy podkładają VA: choćby w Wiedźminie czy serii AC wychodzi to dobrze, bo każdy ma swój głos i zabieg taki najczęściej pozwala na łatwiejsze skoncentrowani uwagi na osobie właśnie mówiącej; w SF czy serii TES protagonista NIE ma własnego głosu = nie rusza ustami = kadrowanie na jego twarz byłoby wręcz nienaturalne, bo mimika jest praktycznie nieobecna (podobny zabieg występował choćby w Dragon Age Origins i wyglądało to jak gadanie NPC-ta do naszej "niepełnosprawnej" kukły). Kadrowanie tylko na inne postacie? Skoro w Starfieldzie tylko jedna strona będzie "foniczna", to chciałbyś na nią kilka ujęć np. pod różnymi kątami? Co by to zmieniło?
Zgadzam się, że rozwiązanie z talking heads/zatrzymywaniem akcji/both jest mocno niewystarczające jak na obecne standardy w branży gier, ale proszę, nie porównuj jabłek do pomarańczy, bo choćby między Mass Effectem a pierwszą częścią DA jest przepaść immersyjna pod względem interaktywności i prowadzenia dialogów właśnie ze względu na podłożenie głosu w tej pierwszej produkcji (i konsekwencji tej decyzji, jak choćby wprowadzenie mimiki czy kadrowania).
Takie nieżyciowe wyliczenia chyba tylko przemawiają do/interesują fanbojkę czy innych internetowych napinaczy. Idąc za Twoją logiką, hipotetyczna sytuacja: 100% sprzedaży gry HL na PS5, jeżeli liczba sprzedanych egzemplarzy opiewa na przykładowo 100k sztuk, uszczęśliwi kogokolwiek? Zapewne Sony i ego ich fanbojów (niekoniecznie fanów), bo na papierze niszczy inne platformy, ale Warner chce ZARABIAĆ na wszystkich, a nie cieszyć się suchym wynikiem z pojedynczej platformy - jeżeli zaliczą finansową wtopę, to włodarze WB może następnym razem będą się chcieli lepiej "zabezpieczyć" (biorąc większe pieniądze np. od Sony za udostępnianie ekskluzywnej zawartości) na przyszłość albo w ogóle nie zgodzą się na coś takiego, bo pojedyncza misja/skórka/elixir/cokolwiek nie jest warte negatywnej famy. Swoją drogą: zobaczymy, czy deal SE z Sony faktycznie opłaci się dla tych pierwszych, jeżeli Forspoken nie wypali i skończy podobnie jak Godfall, który po 2 latach idzie na Xklocki i po takim czasie hajpu brak u zielonej braci.
Jak M$ się wkurzy i jeszcze on ponownie zacznie bawić się na poważnie w blokowanie czasowe/całkowite gier... jeżeli pójdzie to dalej to trzeba będzie kupować po konsoli od każdego producenta, żeby ograć wszystko "co ciekawsze" od obydwu oraz w pełnych bez żadnego cut contentu wersjach - i tak się skończy niebiesko-zielona wojenka, czyt. najgorzej wyjdą na tym normalni gracze ;)