Filmomaniak.pl Newsroom Filmy Seriale Obsada Netflix HBO Amazon TvFilmy
Wiadomość filmy i seriale 17 czerwca 2021, 14:25

autor: Patryk Łukasz Kubiak

We Władcy Pierścieni było dwóch Gimlich. Poznaj tego zapomnianego

Mija dwadzieścia lat od premiery Władcy Pierścieni, ale trylogia Jacksona nadal potrafi nas zaskakiwać. Gimliego grało tak naprawdę dwóch aktorów: John Rhys-Davies oraz Brett Beattie. O tym drugim nie przeczytacie w napisach końcowych.

2021 to szczególny rok dla fanów filmowej trylogii Władcy Pierścieni. Mija dwadzieścia lat od premiery Drużyny Pierścienia. Z tej okazji portal Polygon przeprowadził wywiad z nieznanym bohaterem produkcji Petera Jacksona. Jak się okazuje, John Rhys-Davies nie był jedynym Gimlim. Było ich dwóch, a drugi nazywa się Brett Beattie. To właśnie on, nie Rhys-Davies, nosi pamiątkowy tatuaż, który wykonał każdy z aktorów, wcielających się w rolę członków Drużyny, by na zawsze pamiętać o niemal dwuletniej przygodzie w Nowej Zelandii.

Przed wzięciem udziału we Władcy Pierścieni Beattie nie miał prawie żadnego doświadczenia w aktorstwie. Ot, Nowozelandczykowi zdarzały się zajęcia teatralne w szkole średniej. Nic ponadto. Jego atutami były natomiast czarny pas w sztukach walki, doświadczenie w jeździectwie konnym oraz wzrost. Niecałe półtora metra to niezwykle przydatna miara w produkcji, w której wiele postaci to krasnoludy i hobbici. Początkowo Beattie został zatrudniony do wykonywania konnych akrobacji, ale twórcy filmu szybko dostrzegli w nim potencjał do zastępowania Rhysa-Daviesa w części scen. Nie chodziło wyłącznie o umiejętności kaskaderskie Beattiego, lecz również o momenty, w których w kadrze musiała pojawiać się cała sylwetka Gimliego. Brytyjczyk był jednym z wyższych aktorów na planie. Po latach sam Beattie tłumaczy sytuację.

Zdaję sobie sprawę, że wielu ludzi, nawet zagorzali fani Władcy Pierścieni, zakłada, że te ujęcia to jakiś skomplikowany kąt kamery lub CGI zmniejszające Johna Rhys-Daviesa. Nie chcę niszczyć nikomu złudzeń, ale do głowy przychodzi mi tylko parę ujęć, w których wykorzystano efekty specjalne do takiego celu.

We Władcy Pierścieni było dwóch Gimlich. Poznaj tego zapomnianego - ilustracja #1
Choć tu nie wygląda, Brett Beattie był nie do odróżnienia.

Tak naprawdę postronny widz nie jest w stanie rozróżnić, kiedy krasnoluda gra jeden, a kiedy drugi aktor. Beattie przyznaje, że kiedyś oglądał na YouTube półtoraminutowy film z kompilacją scen walki Gimliego i zdał sobie sprawę, że prócz czterech sekund montażu – wszędzie występował on. Oczywiście w specjalnie przygotowanej charakteryzacji i masce, dzięki której wyglądał niemal jak pierwowzór. Dubler wyznał także, iż jako członek Drużyny Pierścienia spędził 189 dni, czyli około 2 300 godzin. Tak imponujący czas wcielania się w krasnoluda oraz poświęcenie i oddanie Beattiego dla roli w najtrudniejszych ujęciach nie obyły się bez konsekwencji w postaci problemów zdrowotnych. W zeszłym miesiącu mężczyzna przeszedł trzecią operację rekonstrukcji kolana.

Chirurg zapytał mnie, w jaki sposób zniszczyłem tak stawy, a ja pomyślałem: „cóż, walczyłem z Uruk-hai w Helmowym Jarze”.

Nowozelandczyk był istotną częścią obsady – i wszyscy, którzy z nim grali, zdawali sobie z tego sprawę. Jego zadania wykraczały daleko poza to, co należało do standardowych obowiązków kaskadera. I właśnie dlatego aktorzy z Drużyny zaproponowali mu wspólne wykonanie symbolicznych tatuaży, pamiątek ze Śródziemia. Zanim jednak to się udało, Beattie – niemający agenta ani żadnego doświadczenia w branży – poprosił o to, by uwzględniono go w napisach końcowych produkcji zgodnie z jego zasługami dla kreacji Gimliego i całego Władcy Pierścieni. Początkowo nie było z tym kłopotu. Tydzień później producenci wrócili do niego z informacją, że nie mogą go tam umieścić w tak dużym wymiarze w trosce o „politykę filmową” i „zachowanie iluzji, którą jest Gimli”. Beattie pojawia się więc w napisach, ale jedynie jako jeden z kaskaderów.

Dublerowi pozostała z całej przygody pamiątka w postaci tatuażu z elficką liczbą dziewięć, która wyraża przyjaźń pomiędzy członkami obsady, wcielającymi się w Drużynę Pierścienia, ale też wspomnienie niezwykłych okoliczności… narodzin jego dziecka. Ostatniego dnia zdjęć Beattie nie spał do wczesnych godzin porannych, wyczekując przyjścia na świat pociechy. Zaraz po porodzie był już w samolocie w drodze na plan zdjęciowy, by wziąć udział w scenie, w której Gimli zostaje przyszpilony przez martwego warga i skręca kark jednemu z orków.

Nie ma zbyt wielu ludzi, którzy tego samego dnia zostali zaatakowani przez warga, zabili orka i przywitali na świecie swoje dziecko.

Pomimo niedosytu z powodu pominięcia w napisach końcowych Władcy Pierścieni, Beattie jest dumny z tego, co osiągnął. Wie, że zrobił coś dobrego dla swojej ojczyzny – Nowej Zelandii – której trylogia Jacksona przyniosła wiele korzyści, zarówno dla przemysłu filmowego, jak i turystycznego. Niezależnie od tego, czy zyskał rozgłos, czy nie, na zawsze pozostanie członkiem Drużyny Pierścienia.

  1. Sceny z Władcy Pierścieni, do których najchętniej wracamy
  2. 10 faktów o Władcy Pierścieni, których mogliście nie znać