Steam Deck jest nareszcie łatwiejszy w zakupie. Valve ogłosiło, że przenośny sprzęt do grania można od teraz zamawiać bez rezerwacji.
Trzeba przyznać, że od momentu premiery problemy nie opuszczały Steam Decka. W kość dawał zwłaszcza długi czas oczekiwania na sprzęt, co było związane nie tylko z dużym zainteresowaniem, ale przede wszystkim z brakiem komponentów na rynku.
Wydaje się jednak, że Valve wreszcie zostawia wszystkie problemy za sobą. Firma opublikowała oficjalny wpis na swojej stronie, w którym czytamy, że Steam Deck trafił w końcu do regularnej sprzedaży.
Oznacza to, że amerykańska korporacja przynajmniej na tę chwilę zrezygnowała z uciążliwego systemu rezerwacji. Firma zaznacza jednak, że zdolność w zakresie produkcji, przetwarzania i wysyłania zamówień jest wciąż ograniczona, a powrót do modelu rezerwacji jest możliwy.
Może Cię zainteresować:
Do oficjalnej sprzedaży trafiła również specjalna stacja dokująca, dzięki której możliwe jest rozszerzenie portów Steam Decka lub też podłączenie zewnętrznych wyświetlaczy. Hub od Valve posiada port USB-C do zasilania, trzy porty USB-A 3.1 Gen1, a także DisplayPort, HDMI i port Gigabit Ethernet. Sprzęt można zamówić na oficjalnej stronie w cenie 479 złotych.
Podobnie jak w przypadku Steam Decka, stacja dokująca jest objęta tymi samymi ograniczeniami w przetwarzaniu i wysyłce. W momencie przekroczenia możliwości produkcyjnych zostanie wprowadzony system rezerwacji.
Steam Deck przekroczył oczekiwania. Samo istnienie systemu rezerwacji i kolejki dowodzą, że zainteresowanie sprzętem nie było małe. Trzeba przyznać, że wiele pecetowych tytułów idealnie nadaje się do ogrywania na świeżym powietrzu.
26

Autor: Marcin Nic
Przygodę z pisaniem zaczął na nieistniejącym już Mobilnym Świecie. Następnie tułał się po różnych serwisach technologicznych. Chociaż nie jest typowym graczem, a na jego komputerze znajduje się tylko Football Manager, w końcu wylądował w GRYOnline.pl. Nie ma dnia, w którym nie oglądałby recenzji nowych smartfonów, dlatego początkowo pisał o wszelkiego rodzaju technologii. Z czasem jednak przeniósł swoje zainteresowania bardziej w kierunku kinematografii. Miłośnik NBA, który uważa, że Michael Jordan jest lepszy od LeBrona Jamesa, a koszykówka z lat 90-tych była przyjemniejsza dla oka.