Białoruś wprowadziła prawo legalizujące piractwo. To odpowiedź tego kraju na nałożone sankcje.
Aleksandr Łukaszenka podpisał nowe prawo, na mocy którego obywatele Białorusi mogą korzystać z oprogramowania, muzyki, filmów i innych mediów bez zgody posiadacza praw autorskich. Warto jednak zaznaczyć, że mowa tutaj przede wszystkim o towarach, których właściciel pochodzi z „nieprzyjaznego państwa”.
Jak można się było spodziewać, treść zastosowanego w Białorusi prawa pozwala na jego szerokie zastosowanie. Zasadniczo jednak umożliwia nielegalne korzystanie z wielu chronionych do tej pory (przynajmniej teoretycznie) dóbr (via The Gamer).
Może Cię zainteresować:
Zgodnie z wprowadzonym prawem użytkownik musi się upewnić, że wykorzystywanie cudzej własności musi być „niezbędne dla rynku krajowego”. Przy tak niejasno sprecyzowanym przepisie można się spodziewać, że będzie on realizowany we właściwie dowolny sposób.
Na razie nie wiadomo, jakie firmy znajdą się na „czarnej liście” Białorusi. Władze mają jednak na dniach sporządzić listę podmiotów, powiązanych z państwami, które nie są przyjazne wobec kraju. Co ciekawe, rządzący Białorusią zastrzegli, że opłaty za korzystanie z dzieł nie zostaną zaniechane.
Twórcy mogą mieć jednak problem z odebraniem należnych pieniędzy, bowiem trafią one na konto białoruskiego urzędu patentowego. Śródki będą przechowywane tam przez okres 3 lat, a właściciel będzie musiał zgłosić się po nie osobiście. Po tym czasie przejdą na rzecz Skarbu Państwa (via TechSpot).
34

Autor: Marcin Nic
Przygodę z pisaniem zaczął na nieistniejącym już Mobilnym Świecie. Następnie tułał się po różnych serwisach technologicznych. Chociaż nie jest typowym graczem, a na jego komputerze znajduje się tylko Football Manager, w końcu wylądował w GRYOnline.pl. Nie ma dnia, w którym nie oglądałby recenzji nowych smartfonów, dlatego początkowo pisał o wszelkiego rodzaju technologii. Z czasem jednak przeniósł swoje zainteresowania bardziej w kierunku kinematografii. Miłośnik NBA, który uważa, że Michael Jordan jest lepszy od LeBrona Jamesa, a koszykówka z lat 90-tych była przyjemniejsza dla oka.