W świecie popkultury wytwórnia A24 ma ugruntowaną renomę. Od 2013 roku są coraz częściej kojarzeni z produkcjami, które śmiało łączą artyzm, awangardę i niezależność z całkiem sporymi zasięgami i popularnością. Serial Awantura znalazł dobry dom.
Mówi się, że sama obecność logo A24 jest gwarantem wysokiej jakości. I nawet jeśli statystycznie gdzieś musi trafić się jakiś niewypał, to wytwórnia ta ma w swoim portfolio m.in. Pod skórą ze Scarlett Johansson, Ex Machinę, nagradzany Room (nie mylić z The Room), wszystkie filmy Ariego Astera czy ostatni hicior w postaci oscarowego Wszystko wszędzie naraz. Z kolei na małym ekranie odpowiadają m.in. za Euforię. Jest dobrze!
Patrząc na opinie krytyków i widzów, wywnioskować można, że Awantura sprawnie wpisuje się w ten trend. Przyznaję, że serial obejrzałem właśnie z powodu oszałamiająco dobrych recenzji („najlepszy serial Netfliksa od lat!”), bo sam zwiastun – choć interesujący – to było dla mnie za mało. Awantura jest przykładem produkcji, którą trzeba obejrzeć do samego końca, bo prawdziwy geniusz wyłazi dopiero w drugiej połowie… Tylko czy widzowie będą o tym pamiętać?
Beef to serial niemal idealny, ale na początku wcale się taki nie wydaje. Dostajemy 10 półgodzinnych odcinków, które za punkt wyjścia biorą tzw. road rage. Drogowy gniew wynikający z czyjejś głupoty za kierownicą, czyjegoś roztargnienia, pośpiechu lub braku wyobraźni. Danny właśnie wyszedł z supermarketu po nieudanej próbie zwrócenia towaru (zgubił paragon, każdemu się zdarza). Wsiada do swojego pickupa, wzdycha i chce wycofać. Z kolei Amy stresuje się ważną zmianą biznesową w życiu, która kładzie się cieniem na jej stosunkach z rodziną. Wyjeżdżając z parkingu, prawie uderza w samochód Danny'ego, który musi gwałtownie zahamować. On trąbi. Ona pokazuje mu środkowy palec. I to wystarczy, by rozpocząć gonitwę po ulicach miasta, która przerodzi się w coś dużo poważniejszego.

Otwarcie jest genialne w swej prostocie, a zderzenie bohaterów z różnych klas społecznych (którzy mają ze sobą dużo więcej wspólnego, niż im się wydaje) gwarantuje paliwo na cały sezon. Co prawda Awantura nieco zwalnia w połowie, ale gdy na ekranie pojawia się odcinek siódmy, historia wrzuca dodatkowy bieg i nie puszcza już do samego końca. Dzieło showrunnera Lee Sung Jina jest świetnym przykładem produkcji, która najwięcej do zaoferowania ma na samym końcu. Jeśli zwątpiliście w trakcie, dajcie serialowi szansę. Jestem pewien, że was nie zawiedzie. Nie wątpię także, że was zaskoczy i że też znajdziecie dużo wspólnych życiowych punktów z bohaterami (samotność, relacja z rodzicami, pogoń za sukcesem itp.).
Aktorski koncert w wykonaniu Ali Wong i Stevena Yeuna z fantastycznym drugim planem, ładnymi zdjęciami i świetnym wykorzystaniem popularnych utworów w końcowych scenach każdego odcinka to rzecz, której nie warto przegapić. Beef jest paczką kompletną, kontynuacji nie musi być. Podobno twórca ma pomysł na jeszcze dwa sezony, ale ciężko mi uwierzyć, że da się tę opowieść pociągnąć dalej na podobnie wysokim poziomie. A Netflix rządzi się swoimi prawami – jeśli za mało godzin zostało obejrzane w ciągu danego okresu, to lipa. Nic z tego. Jeśli za mało osób dotarło do finału, to też trzeba się pożegnać. Ale jeśli mój tekst was przekonał, to może jednak zobaczymy kontynuację Beef. Ale tak na dobrą sprawę, to nie musimy, bo już teraz jest bardzo, bardzo dobrze.
A czy wspomniałem, że to zabawny serial jest? Zdecydowanie, choć często śmiejemy się przez zaciśnięte zęby. Co ciekawe, jeszcze kilka tygodni temu każdy popkulturowy serwis pisał o serialu Awantura, a dzisiaj cisza. Nawet najlepsza produkcja nie jest w stanie wygenerować wystarczająco dużo przyciągania, by uwaga mediów skupiła się na niej na dłużej. Szkoda. Ale możecie zapytać sami siebie, jeśli Awanturę widzieliście i Wam się podobała – czy w ogóle wspominacie ten serial?
Serial:Awantura(BEEF)
premiera: 2023komediadramat
Nowy sezon Sezonów: 1 Odcinków: 10
3

Autor: Filip Grabski
Z GRYOnline.pl współpracuje od marca 2008 roku. Zaczynał od pisania newsów, potem przeszedł do publicystyki i przy okazji tworzył treści dla serwisu Gameplay.pl. Obecnie przede wszystkim projektuje grafiki widoczne na stronie głównej (i nie tylko), choć nie stroni od pisania tekstów. W 1994 roku z pełną świadomością zaczął użytkować pecety, czemu pozostaje wierny do dzisiaj, choć w międzyczasie polubił Switcha. Prywatnie ojciec, podcaster (od 2014 roku współtworzy Podcast Hammerzeit) i miłośnik konsumowania popkultury, zarówno tej wizualnej (na dobry film i serial zawsze znajdzie czas), jak i dźwiękowej (szczególnie, gdy brzmi ona jak gitara elektryczna).