Ostre strzelaniny to jest to, co użytkownicy konsol także lubią. Gungrave miał olbrzymi potencjał, jednak nie został on solidnie wykorzystany na tyle, by grę można było po jej ukończeniu wspominać z wypiekami na twarzy. Sama postać – Gungrave – została specjalnie na potrzeby gry zaprojektowana przez znanego w Japonii twórcę mangowych serii. Dzięki temu mamy dobry misz-masz: oto bohaterem zostaje ktoś, kto tak naprawdę już nie żyje. Chodzi w czarnym płaszczu, na plecach nosi cały swój niszczycielski ekwipunek, a rękach najczęściej dzierży dwa bliźniacze rewolwery o dużej szybkostrzelności i sile ognia. Gungrave nosi tez kapelusz – przypomina „złego” kowboja. Gdy już bierze się do roboty, okazuje się, że potrafi tylko jedno – niszczyć. Gra nie zmusi Cię do złożonego wysiłku umysłowego, a raczej sprawi, jak szybko potrafisz naciskać przyciski na padzie. Plusem w tej rzezi jest to, ze tak naprawdę wszystko co widzimy (oprócz ścian) możemy puścić z dymem. Z początku jest to nawet zabawne, ale szybko gracz popada w znudzenie. Otóż nie pojawia się już podczas tej gry nic, co mogłoby wydłużyć zainteresowanie tym tytułem do kilku dni, a sama gra od początku nie ma zbyt wiele do zaoferowania. To fakt – pożoga jest pierwszej klasy, a przeciwników szpikujemy ogromna ilością ołowiu, ale nie ma w tym czegoś zniewalającego – czegoś, co jest w takim np. Devil May Cry.
Autor opisu gry:
Emil Ronda
Ostatnia aktualizacja opisu: 19 sierpnia 2015
Średnie Oceny:
Średnia z 20 ocen gry wystawionych przez użytkowników i graczy z GRYOnline.pl.