Wspomniane wcześniej tytuły dalej wychodzą, a ostatnio praktykuję oglądanie "na strzała", więc w międzyczasie musiałem czymś uzupełnić.
Skończyłem House of Guiness którego zacząłem w premierę ale przerwałem po 4 odcinku. Jakoś tak nijako no. Historia w miarę spoko ale mam wrażenie że lepiej by pasowało osadzenie tego w klimacie melodramatu niż na siłę pchanie tego w stronę gangsterki rodem z Peaky Blinders. Główny sługus też jakiś taki niewyraźny i jak by wyrwany z miłosnych przygód Bridgetonow... W MobLand Tom Hardy jednak zrobił robotę i to ogromną, a tutaj wyszło średnio.
Z namową znajomych zacząłem Slow Horses i o ile po pierwszym sezonie miałem mieszane uczucia, to S02 to kawał solidnego kina szpiegowskiego, obejrzałem w półtorej wieczoru. Lecimy dalej.
Na kolejce Stick.