Polacy na igrzyskach, czyli liczy się uczestnictwo?
Nad kwestią tą dumam już od kilku igrzysk, może więc nie jestem sam i ktoś będzie w stanie udzielić mi odpowiedzi na pytanie. Owszem, jest ono "nieco" prowokujące, lecz chciałbym, by było ono potraktowane na serio.
Owo pytanie brzmi: jaki jest sens w wysyłaniu na igrzyska za nasze podatki sportowców, o których z góry wiadomo - biorąc pod uwagę ich życiowe osiągnięcia, indywidualne rekordy etc. - że nawet nie zbliżą się do podium, ba, awans do pierwszej dziesiątki należałoby traktować w kategoriach science-fiction?
Jasne, wiem, że są przykłady szczególne, takie jak wybitnie utalentowani juniorzy, którzy w swoich kategoriach wiekowych osiągnęli już wszystko i posyła się ich między seniorów, by zdobyli doświadczenie z myślą o kolejnych imprezach rangi mistrzowskiej. Moje zgrzytanie zębami dotyczy jednak zawodników "w kwiecie wieku" i "tych już po" - dlaczego im opłacamy zabawę i zakwaterowanie w atrakcyjnych warunkach turystycznych?
jaki jest sens w wysyłaniu na igrzyska za nasze podatki sportowców
Pytanie niezbyt na czasie. Dlaczego?
Ponieważ teraz (od dwóch lat) głównym źródłem finansowania sportowców na igrzyskach są prywatni sponsorzy (giełda kryptowalut, Polsat Plus, Profbud, Toyota, Asisas, Luxmed itd.). Podobnie ma się rzecz z nagrodami za sukcesy na igrzyskach (gotówka, tokeny giełdy, samochody, biżuteria).
Pieniądze z budżetu państwa dla PKOl zostały znacząco obcięte (chyba nawet do zera) w latach 2024-2025. Wcześniej (w latach 2010-2023) rzeczywiście sponsorowaliśmy sportowców dziesiątkami milionów złotych (Orlen, Totalizator Sportowy itp.). Teraz PKOl nie otrzymuje już dotacji z budżetu państwa na działalność operacyjną i misję olimpijską. Oto tegoroczna wypowiedź Radosława Piesiewicza, prezesa PKOl: „Po raz pierwszy w historii nie jesteśmy dofinansowywani z budżetu państwa jako Polski Komitet Olimpijski. Nie mamy żadnych pieniędzy ze spółek z udziałem Skarbu Państwa. Radzimy sobie dzięki prywatnym sponsorom”.
Nieco inaczej wygląda już przygotowanie czy szkolenie sportowców. Tu rzeczywiście sporo wykładają polskie związki sportowe, które często korzystają z publicznej kasy (stypendia, obozy kontrolne, zgrupowania itp.). Ministerstwo Sportu wydaje ok. 150-200 mln zł rocznie. To jednak nie jest kasa związana bezpośrednio z igrzyskami olimpijskimi.
Zdradzę ci jeszcze jeden sekret, 10 miejsce na Igrzyskach to wielki sukces.
Nie bardzo rozumiem te przełożenie na "przyszłe pokolenia", nie w przypadku zawodników.
I owszem, wiem, że 10 miejsce na igrzyskach to nie jest prosta sprawa, nie deprecjonuję takich zawodników.
Ale nie ukrywam, że "czepiam" się tych, którzy nie są w stanie nawet pomarzyć o znalezieniu się w rzeczonej "dziesiątce". Dla mnie to są już turyści. A w turystyce nie widzę nic złego, o ile ktoś płaci za nią z własnej kieszeni, ewentualnie z cudzych prywatnych pieniędzy przekazanych dobrowolnie.
Tak jak napisałem na wstępie - rozumiem, że wysyłanie utalentowanego nastolatka czy debiutanta, który dopiero "wyszedł" z kategorii juniorskich, to inwestycja w przyszłość. Po co jednak wysyłać zawodnika, o którym wiadomo, że raczej myśli on już o emeryturze (bynajmniej nie olimpijskiej), a jego wyniki z ostatnich sezonów wskazują, że cudem będzie przebrnięcie przez pierwszą fazę eliminacji? Po co wysyłać zawodnika, który był już na dwóch igrzyskach i na których poległ w eliminacjach, a jego tegoroczna forma nie pozwala na jakiekolwiek nadzieje, że nastąpił duży progres?
Żeby było jasne - rozumiem, że niektórym sportowcom, w rodzaju Stocha, to po prostu się należy. Niektórym. Pojedynczym.
Owo pytanie brzmi: jaki jest sens w wysyłaniu na igrzyska za nasze podatki sportowców, o których z góry wiadomo - biorąc pod uwagę ich życiowe osiągnięcia, indywidualne rekordy etc. - że nawet nie zbliżą się do podium, ba, awans do pierwszej dziesiątki należałoby traktować w kategoriach science-fiction?
- zawsze to jakaś promocja kraju.
Liczy się. Sam fakt że spełniasz kryteria by mierzyć się z najlepszymi jest swego rodzaju nagrodą. Nie podejmujesz gry z gwarancją wygranej, czasem potrzebujesz trochę szczęścia. A czasami trafisz na swój dzień. Wg pewnych szkół filozofii liczy się droga - nie meta.
Większość sportów ma jakieś tam określone normy kwalifikacyjne, więc jeśli je spełniają, to dlaczego mieliby rezygnować z uczestnictwa? Polscy piłkarze pożerają tyle samo pieniędzy i jakoś nie rezygnują z wyjazdów na turnieje, chociaż co mecz robią nam wstyd na cały kontynent. Ale skoro mają prawo uczestnictwa i miliony fanatyków balona będzie i tak zadowolonych, no to czemu mamy im zabronić wyjazdu?
Tym bardziej, że olimpijczycy to czasem zwykli pracujący ludzie tacy jak my, którzy cały wolny czas spędzają na treningach swojego niszowego sportu by pokazać się światu właśnie raz na te 4 lata. Takim zawodnikom takie wakacje się należą, niech jeżdżą, promują, a nuż ktoś sprawi niespodziankę, wypromuje swój sport dla juniorów i rzeszy kibiców.
po 1 zawsze jest szansa ze ktos zaskoczy i zdobedzie złoto lub inny medal (Zbigniew Bródka)
po 2 wstyd by było nie wysylac. skoro Albania, ukraina, Kosowo, Bułgaria, Mołdawia wysyłają i ich na to stać, to wyobrazasz sobie głosy w Polsce ze nie wyslalismy naszych bo nie bylo kasy?
po 3 zawsze jest komu kibicowac
po 4 to rowniez pewnego rodzaju promocja kraju
po 5 z punktu widzenia sportowca - nie pojechalbys na igrzyska jakbys nie mial najmniejszych szans na medal? sam awans jest nagroda za lata treningu, poza tym to przygoda zycia
po 6 jak nałapia doswiadczenia to mogą szkolic kolejnych, którzy mogą coś przywieźć
Z punktu widzenia państwa i to tak zamożnego państwa jak Polska, nakłady na takie imprezy są homeopatyczne, głupio nawet mówić o tym w kontekście "wydatków". Tak na szybko sprawdzałem, ale raczej nie mylę się o rząd wielkości, że to jakieś 0,02% naszego rocznego budżetu.
Dużo? Mało? Z perspektywy obecnych rezultatów raczej dużo, ale moim zdaniem jest szereg argumentów za:
- to element pewnej tradycji historycznej i tożsamości narodu, płacimy nie tylko za dzisiejsze wyniki, ale za podtrzymanie pewnego dziedzictwa Szewińskiej, Otylii, Małysza, Fortuny itd.; igrzyska mają tysiące lat tradycji
- to zabawa, w którą bawi się cały cywilizowany i nawet niemal cały dziki świat (zimą trochę mniej), głupio się z tego klubu wypisać niczym jakiś asperger co nagle żywi się miesiąc czokoszokami, żeby zaoszczędzić 8 zł
- to inwestycja w promocję i uprawianie sportu przez młodych, sport to zdrowie, wielu sportowców olimpijskich jest z tego co kojarzę wojskowymi, strażakami itd., społeczeństwo też na tym zyskuje
Ogólnie myślę, że dużo większa kasa jest przewalana w państwie dużo mniej nabożnymi kanałałami, a nawet jeśli teraz nie mamy zbyt zdolnego pokolenia, to podtrzymując pewną infrastrukturę, inwestujemy w przyszłość - może za 8, może za 16 lat, nie trzeba będzie tego budować od zera.
Natomiast niezależnie od tego co powyżej, na pewno warto patrzeć rozmaitym Piesiewiczom i innym działaczom na ręce i fajnie, że prywatny biznes się mocno angażuje w te tematy, bo to jednak odciąża państwo.
Uprawiałeś kiedyś jakiś sport choćby amatorsko, że zadajesz tak głupie pytania? Bo ja tak, łącznie przez 8 lat (2 lata piłkę nożną i 6 lat piłkę ręczną) w czasach szkolnych i wiem, jaki to jest wysiłek, a to tylko ułamek tego, ile pracy w treningi musiał włożyć przeciętny olimpijczyk.
Żeby zostać olimpijczykliem trzeba reprezentować odpowiedni poziom, nikt za darmo tam nie jedzie. Jest to efekt ciężkiej pracy i mnóstwa wyrzeczeń przez wiele lat. Sam wyjazd na igrzyska to dla wielu nagroda za ta cieżką prace, a jak osiągnie się jeszce przy okazji bardzo dobry wynik, to jest to tylko wartość dodana.
Nie ma szans na medal, to po co w ogóle go wysyłać?!
Za moje pieniądze jedzie, złodziej turysta jeden!!
Ach, moje ulubione idiotyzmy wielokrotnie powtarzane przez wojowników klawiatury, którzy sport wyczynowy co najwyżej w telewizji widzieli :)
Teraz wyobraźcie sobie, że cały świat podchodzi do igrzysk tak jak w pierwszym zdaniu - i w każdej konkurencji startuje góra kilku zawodników, bo przecież po co reszta w ogóle ma startować, i tak szans nie mają. Idąc tym tropem, w snowboardowym slalomie równoległym powinna wystartować tylko Ester Ledecka, a w kobiecym konkursie skoków narciarskich tylko Nika Prevc. Obie przecież tak zdominowały zawody pucharowe w tym sezonie, że jeszcze przed olimpiadą zawieszano im złote medale. Zatem po cholerę jakakolwiek inna zawodniczka ma w ogóle jechać do Włoch "za pieniądze podatnika", skoro i tak nie wygra? Może w ogóle odwołajmy całe zawody, po co w ogóle je rozgrywać? Pytanie retoryczne, zwłaszcza w obliczu wyników w obydwóch przykładowych konkurencjach, gdzie Nika zdobyła "tylko" srebro, a Ester poległa w ćwierćfinale.
Odpowiadając na pytanie z tytułu wątku, oczywiście że liczy się uczestnictwo, z kilku moim zdaniem powodów:
1. Na igrzyska nie jedzie się z przypadku. Trzeba wypełnić odpowiednie minima, spełnić odpowiednie kryteria, osiągnąć odpowiednie wyniki. A na to pracuje się latami, to są wyrzeczenia i przysłowiowe łzy pot i krew, zatem sam fakt zakwalifikowania na tak prestiżową imprezę jest swoistą nagrodą za osiągnięcia sportowe.
2. Wielu sportowców głośno mówi, że ogromnym zaszczytem jest reprezentowanie własnego kraju, własnych barw narodowych na igrzyskach, dlaczego mamy ich tego pozbawiać, tylko dlatego że w danym kraju poziom sportowy jest niższy niż w innym, przez co szanse medalowe są nikłe?
3. Oglądając ceremonię otwarcia, zawsze moim ulubionym punktem jest "przemarsz" reprezentacji. Zwróćcie uwagę na tzw. egzotyczne kraje, które nie mają tradycji w sportach zimowych - oni często nie wchodzą, a wskakują na stadion, absolutnie zachwyceni, nabuzowani że w ogóle mogą tam być. A teraz taki siedzący na kanapie w domu im próbuje to doświadczenie odebrać, bo siłą rzeczy taki reprezentant Ekwadoru nie ma większych szans w walce ze sportowcami choćby ze Skandynawii czy krajów alpejskich.
4. To jest świetna okazja na promocję nie tylko kraju i zawodnika, ale też całej dyscypliny. Jesteśmy kibicami sukcesu, bez dwóch zdań. I tak jak od zawsze np. kobiece skoki w Polsce były na żałośnie niskim poziomie, tak kto wie, może 10-te miejsce Anny Twardosz spowoduje zwiększenie zainteresowania tą dyscypliną i uda się dzięki temu znaleźć kolejne utalentowane zawodniczki. Zaryzykuję tu stwierdzenie, że gdyby nie było Małyszomanii, nie odkrylibyśmy Stocha ani Kubackiego
Ale to nie jest tak, że wysyłamy na igrzyska kogo i ile chcemy, jadą ci co uzyskali kwalifikacje na igrzyska. Skoro na te igrzyska Polska uzyskała z wszystkich dyscyplin 60 miejsc, to tyle wysłaliśmy sportowców.
Gdybyś chciał to zredukować do tych, co maja największe szanse na medal, to pewnie wysłalibyśmy z 10 sportowców.
Ostatnia rzecz, pewnie patetyczna, igrzyska to głownie pokazanie się, jak i reprezentowanie swojego kraju, tylko obecnie ta impreza jest traktowana jako kolejna rywalizacja mocarstw, kto jest lepszy ,czyli ile medali zdobędzie, a że my nigdy nie byliśmy potęgą w zimowych sportach i do tej pory zwiazki sportowe nie zrobiły nic sensownego, żeby ten stan zmienić, to niestety powoduje takie myśli na cholerę nam tylu sportowców, skoro jeden medal będzie sukcesem.
Byłem sceptyczny i zlewalem te igrzyska. Myślałem, że żadnego medalu nie zdobędziemy. A tymczasem mamy już 3.
W sumie to fajne zaskoczenie.
A byłyby jeszcze lepsze, gdyby nie ogromny pech panczenisty, co przegrał dwa razy medal dosłownie o ułamki sekundy, czy snowboardzistki, co odpadła w ćwierćfinale robiąc błąd na samym końcu i jeszcze te upadki w short tracku.
No i godzinę temu Maryna Gąsienica-Daniel straciła zaledwie 0,13 sekundy do brązowego medalu w gigancie. W narciarstwie alpejskim takie różnice to tyle co nic.
Mało brakowało, a mielibyśmy już 6 medali zamiast 3.
Jutro duet w skokach, pewnie jakieś łyżwy, ten rusek ma jeszcze startować i to chyba tyle.
Dziewczyny bardzo dobrze pobiegły w biegu na dochodzenie w biatlonie, a jedna z nich odrobiła prawie 30 pozycji. Jak utrzymają formę strzelecką i nadal będa dobrze biegać, to są jakieś szanse w sztafecie. Dwie z nich chyba też zakwalifikowały się do biegu ze startu wspólnego, więc przy bezbłędnym strzelaniu również jakieś szanse są.
W skokach nic nie będzie, Tomasiak sam konkursu nie wygra, a na Wąska nie ma co liczyć. Ja szansę widzę tylko w biatlonie, jeżeli pobiegną i będą strzelać tak ja kw biegu pościgowym, to może coś się ufarci, choć prawdopodobieństwo niskie.
W duecie wszystko zależy jak będzie Paweł skakać, zepnie się na wyżyny, to brąz jest w zasięgu, co oczywiscie jest mega trudne.
Tak jeszcze czytam, to na tych igrzyskach debiutuje taka konkurencja jak skialpinizm, nie mam bladego pojęcia co do :P, ale mamy tam ekipę w czołówce, więc kto tam wie.
Via Tenor
Dajesz Kacper!
Via Tenor
Paradoksalnie wieksze koszta sa gdy.... zdobeda medal, niz jak go nie zdobeda i pojada tylko na wycieczke :D
Za kazdy medal, Panstwo z naszych podatkow musi wyplacic pare milionow zlotych (nagrody/mieszkania,emeryture po 40stce do konca zycia) . Za udzial co najwyzej kilkadziesiat tysiecy.
A jak to tak, to nie....
Za robotę by się wzięli, a nie podskoki w głowie. Premi i emeryturek w wieku 19 lat się zachciewa. I to wszystko z moich podatkow. Darmozjady
W skokach nic nie będzie, Tomasiak sam konkursu nie wygra, a na Wąska nie ma co liczyć.
Źle się to zestarzało xD
Wyjątkowo źle, ale narzekać nie będę :) Jeżeli taki ma być ostateczny rezultat, to chętnie się będę w ten sposób mylić co konkurs :]
No i Paweł się spiął na wyżyny swoich możliwości, mimo, że 3 skok miał słabszy od konkurencji :).
Ja wybaczam, dla mnie najgorzej i tak zestarzał się wpis rozpoczynający wątek. Według tamtych kryteriów Wąsek by się nie załapał wcale na igrzyska, tak samo inni olimpijczycy typu Maryna czy nasze biathlonistki, które naprawdę zaskoczyły swoimi wynikami.
Zresztą mało jest takich wstydliwych wyników, naprawdę dobrze się ogląda naszych na tegorocznej olimpiadzie. Idealny dowód na to, że jednak liczy się te uczestnictwo.
Biatlonistki dziś 6 miejsce, niby najlepsze, ale ludzie liczyli na niespodziankę.
Ta dyscyplina jest jakaś pechowa dla nas na igrzyskach, mieliśmy zdolnych biatlonistów, a z igrzysk tylko jeden medal Tomasza Sikory sprzed 20 lat.
Nie no, ale z tymi skoczkami to dajcie spokój, kto to widział... :P
Ktoś mi wytłumaczy, czemu weteranom poszło tak słabo?
Dla polski mieli zgarniać medale panczeniści (no dobra, jeden jest), snowboardzistki, jakieś narciarki alpejskie, może nawet biathlonistki, a tu d...a zbita, znowu tylko skoczkowie. :)
Co prawda te dzisiejsze to fuksem, no ale jakby nie patrzeć są.
Może coś się ustrzeli (dosłownie i w przenośni) w biatlonie, jutro bieg masowy a w nim 3 Polki. Jak Sidorowicz pobiegnie tak samo jak w pościgowym, to pierwsza dziesiątka pewna, a nawet marzenie o medalu gdzieś tam lekko majaczy
Wydaje mi się,że na medal zabraknie. W biatlonie to jest piękne, że kiepskie strzelanie może zapuść dobry bieg. A czekają ich aż 3 strzelania, także może być różnie.
Ajajaj, uwaga bo drastyczne. Kamila Sellier dostała łyżwą w twarz.
https://streamin.me/v/f6f3057b
Przeczytałem, że Polska jest wśród 16 krajów, które na każdych igrzyskach w XXI wieku zdobywały medale.
Miła informacja :)
Marne pocieszenie bo prócz Europy liczy się w zimie tylko kilka krajów że świata jeszcze.
Czy ja wiem czy takie marne, skoro na igrzyskach bierze udział ze 100 państw.
Po prostu we sporcie jesteśmy totalnymi średniakami potrafiącymi gryźć, ale nic poza tym.
I jednym z niewielu, który brał udział we wszystkich zimowych edycjach, a przecież na wielu z nich nie odgrywaliśmy dużej roli. To tak w ramach głównego tematu tego wątku.
Do dziś nie mogę przeboleć jak Simi okradł Adama w 2002.
Może w 2034 Kacper się "zemści"?
Amman był naprawdę w porządku facetem i bardzo dobrym skoczkiem, ale też mi czasem leży to Salt Lake City 2002 na sercu ;)
Nieprawdopodobna dominacja przez 3 sezony, absolutnie fenomenalna postawa Małysza, a tu wystarczyły 4 skoki i pozamiatane.
Już Stochu się zemścił w Soczi :). Ale może bracia Tomasiakowie zaszaleją za 4 lata i wyrwą jeszcze więcej medali?
A Simon mógł Adamowi w 2010 roku oddać jedno złoto :P.
Skoki narciarskie są wyjątkiem od reguły, tutaj na przestrzeni lat mieliśmy dwóch wybitnych, oraz kilku bardzo dobrych zawodników, którzy tak naprawdę napędzali klasyfikację medalową. W innych dyscyplinach zawsze była posucha, a jeden brylant w postaci Justyny Kowalczyk i drugi Tomek Sikora tego nie zmienią. Inny temat to finansowanie poszczególnych dyscyplin - nie możemy wymagać od np. saneczkarzy czy bobsleistów wyników w czołówce światowej, gdy nie dysponujemy torem na którym mogą trenować, a zaplecze sprzętowe też pozostawia wiele do życzenia. A co niektórym nadal się wydaje że jesteśmy potęgą w sportach zimowych i żądają żeby z każdych igrzysk nasza reprezentacja wracała z workiem medali. I później dochodzi do sytuacji w której sportowiec zostawia na śniegu/lodzie/torze wszystko co ma, daje z siebie 100% i osiąga np. 10 miejsce na igrzyskach olimpijskich, co nie oszukujmy się jest kapitalnym wynikiem (są zapewne dziesiątki tysięcy innych uprawiających daną dyscyplinę którzy by dali się pokroić dla takiego osiągnięcia), a debile z kanapy, którzy trenują tylko kciuk na pilocie, będą im wymyślać od turystów jeżdżących na wycieczki "za moje piniądze!!!".
No mamy te skoki i jednak regularnie od ponad 20 lat medale w nich zdobywamy. Szkoda że tak mało medali w nich do zdobycia. Holendrzy to mają fajnie z tymi łyżwami. Cała kupa medali do zdobycia tylko w 1 dyscyplinie.
Podobnie w biegach narciarskich, no ale takie to już uroki różnych dyscyplin. W lekkoatletyce podobnie, gdzie sprinter może startować zarówno na 100 jak i 200 metrów, ale taki kulomiot już takiej elastyczności nie ma.
Tyle że nawet w skokach mamy problemy, skoczni mało, a jak są, to są problemy ,zeby na nich trenować, Tajner jako prezes całkowicie olał żeńskie skoki, które na dziś dają kolejne 3 zestawy medali.
A z łyżew to jeden tor w Tomaszowie to za mało, jak widać, zebyśmy zrobili duży krok w kierunku seryjnego zdobywania medali, może niech w końcu władze Zakopanego się ogarną i zbudują drugi taki tor w Polsce.
Ze skoczniami nie jest tak źle. Mamy wszystkie potrzebne rozmiary do trenowania od najmłodszych lat. Zdecydowanie większy problem jest z pieniędzmi. To nie jest tani sport, a bez sponsorów lub pieniędzy za wyniki w pucharze świata wielu skuczków musi dopłacać z własnej kieszeni. Już w kadrze B są duże problemy, dlatego tak wielu potencjalnie dobrych skoczków kończy skakanie w młodym wieku i bierze się co najwyżej za trenowanie młodzieży, o ile nie zerwą kompletnie z tym sportem.
No a skoki kobiet w Polsce, to jest już w ogóle kompletny dramat. Bardziej opłaca im się kończyć skakanie w młodym wieku i złapać fuchę w telewizji, jak zrobiła Magdalena Pałasz, która teraz robi za ekspertkę w eurosporcie, niż na siłę kontynuować skakanie. To, co zrobiła Anna Twardosz na igrzyskach na skoczni normalnej, to jest wynik grubo ponad stan.