Lepiej zarabiać mało i mieć masę czasu, czy zarabiać krocie i nie mieć kiedy ich wydać?
Widzę ziomków zarabiających średnią krajową, którzy ciągle jeżdżą na rowerach i siedzą w parku, oraz programistów na skraju załamania.
W którym momencie bogactwo staje się klatką, a minimalizm finansowy daje prawdziwą wolność?
Moim zdaniem w Polsce przedsiębiorca usługowy (czyli JDG) zarabiający krocie to nadal pewna forma biedaka (bo żal mu wydawać) i niewolnika (bo żal puścić), tylko wysokoopłacanego, pierwszymi bogatymi ludźmi w jego pokoleniu będą jego dzieci. Takie polskie old money. A co lepsze, to chyba zależy od tego, jakie kto ma priorytety. Ale też potem trzeba ich zrozumieć, że się wkurzają, jak im rowerkowicze z parku o 12.00 wymyślają z nudów non stop nowe podatki i systemy sprawiedliwości społecznej.
Ja do wszystkiego w zyciu trzeba miec dystans. Mialem znajomego, ktory zapieprzal po 18h+ dzien w dzien. Facet wiecznie przemeczony. W rozmiwe z nim tylko kasa,kasa,kasa. Nie lubilem z nim rozmow bo takie korpo pierdolenie nastawione tylko na zysk. Od ludzi co z nim pracowali to ludzi traktowal instrumentalnie. Lubil tylko tych dzieki, ktorym zarabial. Fakt dorobil sie dobrych pieniedzy . No, ale zmarl na nie swoim weselu w wieku 40 lat. Zawal serca i papa.Zostawiajac zone i 2 mlodych dzieci. Zona z tego co wiem wyszla 2 za maz. No, ale zle wybrala bo pan wyczul pieniazki. Wszystko bylo jak w bajce do momentu slubu. Potem przemoc finansowa (pan nie lubil pracowac), przemoc fizyczna, alkohole, narkotyki. No w kazdym razie pieniazki nie daly tej pani tez zadnej radosci, a wrecz zniszyly jej zycie i jej dzieci, ktore beda mialy traume do konca zycia.
Znam kilka takich historii. Gdzie najczesciej to pracoholicy sie szybciutko zawijaja. Ostatnio u mnie na wsi byl taki bogaty bamber. Facet bardzo bogaty. Dostal zawalu po 50. No, ale po powrocie ze szpitala uparl sie, ze wsiadzie w traktor i porobi. No bo przeciez nie robota takie jezdzenie po polu. Mial przykaz od lekarzy, rodzinna go blagala. No i zmarl sobie w tym ciagniku.
Ja musze podziekowac mojemu nauczycielowi fizyki. Gdy mialem swoja dzialalnosc to praktycznie przez kilka lat nie jezdzilem na urlop dluzszy niz 3 dni. Moje zycie praktycznie to byla tylko praca. No w kazdym razie mnie kiedys odwiedzil i podczas rozmowy spojrzal na mnie. I mi powiedzial, ze on zawsze swoje plany odsuwal na pozniej. Bo kiedys to zrobi to i tamto. No, a teraz to sobie moze tylko pomarzyc bo nawinela sie cukrzyca i problemy z sercem. Dalo mi wtedy to do pomyslenia. Ppotem zamknalem interes jak sie koniunktura zmienial i bylo tyle konkurencji, ze wolalem pojsc od pracy do kogos i fiansowo gorzej na tym nie wychodzilem. No, ale zaczalem podrozowac po swiecie. No i nie zaluje . Bo do ziemi nie zabiore samochodu, domu i innych pierdol doczesnych.
Wolę więcej wolnego czasu od kasy. Wole pojechać na wakacje niż pracować. Czasu z moją córką żadna kasa mi nie wynagrodzi, drugi raz taka mała nie będzie. Dlatego idę na 8 godzin i tyle. Od czasu do czasu pójdę w sobotę ale jest to rzadkość bo wolę wolny weekend i mniej kasy.
Ale jak miałem te 20 pare la to robiłem te soboty i się cieszyłęm bo rodziny nie miałem to mi nie zależało- teraz czas z bliskimi jest najcenniejszy. To nie wróci, a kasę zawsze można zarobić.
sorry ale to jest naprawdę idiotycznie postawione pytanie.
Oczywiście najlepiej jest zarabiać dużo i mieć dużo wolnego czasu.
"minimalizm finansowy" to ideologia przegrywów, tak się usprawiedliwiają ze swoich niepowodzeń.
Bogactwo dla bogactwa nie ma sensu. Jak chcesz być najbogatszy we wsi to i tak nie masz alternatywy tylko musisz pracować na 120%.
Ale jak ustawisz sobie swoje potrzeby na normalnym poziomie to wszystko można pogodzić.
W najgorszym wypadku gdy naprawdę nie masz nic, po prostu mocno pracujesz kilkanaście lat, a potem dalej pracujesz tylko wrzucasz na luz.
Najlepiej coś pomiędzy w zależności od potrzeb konkretnego człowieka. Jak masz dużo czasu, ale zarabiasz mało to też żyjesz w stresie o każdy nieprzewidziany wydatek.