
Które ważne gry ominęliście i żałujecie?
Czasem nie mieliście konsoli, czasem nie mieliście dostatecznie mocnego sprzętu, lata minęły i nie było już okazji wrócić. Które ważne, dobre gry ominęliście i macie z tego powodu wyrzuty sumienia? Jak gracie w RTS-y i nie graliście w Dooma, to nie pytam o taki scenariusz. Pytam o gry, w które generalnie chcieliście zagrać, ale no... nie wyszło.
Moją kupką wstydu jest seria Splinter Cell. Grałem w nią tylko na telefonie i ubóstwiałem te gry, jedne z najlepszych mobilek. Ale niestety nie miałem w chwili świetności tej serii dostatecznie mocnego kompa. Mam więc trochę wyidealizowany obraz tej serii, widok zielonego noktowizora budzi we mnie duże emocje. Natomiast te nowsze odsłony teoretycznie miałbym już na czym odpalić, ale wyglądają kiepsko i są ulepione z zupełnie innej gliny.
Chyba nie mam czegoś takiego. Jeśli w coś nie zagrałem, to znaczy, widocznie bardzo nie chciałem. Mam oczywiście długą listę gier do ogrania ale mam świadomość, że w życiu w to wszystko nie zagram, ale to nie tak, że będę tego żałować. Nie da się zagrać we wszystko, zwłaszcza jak lubi się różne gatunki.
Ale jeśli musiałbym coś wskazać to Fallout 1 i 2.
Mam masę gier które chciałabym ograć. Lista z roku na rok robi się dłuższa, bo coraz więcej gier powstaje godnych uwagi. Ostatnio zacząłem nadrabiać stare klasyki, w które nie grałem nigdy i odpaliłem MM6.
Mi szkoda ominięcia Falloutów. Ale w tamtych czasach nie interesowały mnie gry RPG, a teraz jest to dla mnie niegrywalne pod względem gameplayu. Ale mówi się trudno.
Mam "kupkę wstydu", gry kupione na promocjach albo za czasów, kiedy nie miałem dostatecznie dobrego sprzętu i nawet ich nie odpaliłem, ale z wiekiem coraz mniej mnie ciągnie.
Ale jeżeli chodzi o takie, które chciałbym przejść ale nie mam na nie czasu to:
- wszystkie DLC do Wiedźmina 3. Grałem w podstawkę zaraz jak wyszła, ale za DLC zabrałem się o tyle później, że już nie pamiętałem mechanik i nie chciało mi się ich uczyć od nowa. Ostatni DLC będzie okazją do nadrobienia tego... Może.
- Cyberpunk 2077 - odbiłem się na początku od wersji PS4, teraz mógłbym spróbować ponownie na PC albo PS5 ale znowu - brak czasu.
- Baldurs Gate 3 - Kupiłem grę mając na pokładzie 1050 Ti, dałem sobie spokój jeszcze w prologu, kupiłem 4070 specjalnie po to, żeby ograć, odpaliłem żeby sprawdzić, czy działa dobrze (działała bardzo dobrze) i... nigdy nie wróciłem.
Większość tytułów idzie teraz jeszcze ograć z legalnego źródła z cyfrze (no na pewno oprócz Black and white), więc nie powinno być czego żałować skoro można nadal grać. Warto też spróbować bo taki Morrowind świetnie wspominam a miałem go dopiero gdzieś grubo po Oblivionie. Ogólnie mam kupionego Gothica 1,2,3 na steamie ale jak wtedy nie grałem to coś czuję że to już nie będzie to.
Ale przecież większość gier nie zostały usunięte z dystrybucji cyfrowej, więc jak można żałować czegoś co można zrobić w każdej chwili? Jedynie można żałować gier nastawionych na multiplayer, które polegają wyłącznie na bazie graczy online.
Sam osobiście żałuję sporej ilości gier z czasów pierwszego i drugiego PlayStation takich jak np. pierwsze Kingdom Hearts, które próbowałem ostatnio ogrywać ale nawet pomimo portu na nowsze systemy gameplay tej gry jest dla mnie po prostu nie do przejścia - jest toporny, niewygodny i wkurzający. Niestety takich gier jest wiele - jeśli nie grało się je w okolicach premiery to często można docenić aspekty w nich występujące (w perspektywie czasu),ale niekoniecznie chce się mieć z nimi styczność. Uwielbiam oglądać wszelakie materiały o serii Ultima, ale dobrze wiem, że w życiu nie chciałbym zagrać w żadną część osobiście.
yhym, ok, pytam bo ja jakoś nie mam z tym problemu żeby grać w coś brzydkiego i topornego jeśli jest kultowe do dziś z jakiegoś powodu.
Niestety gry 3D z tego okresu cierpią na problemy wieku dziecięcego w postaci integracji świata i kamery w trzeci wymiar. Nie oszukujmy się - nikt wtedy nie znał złotego środka ani standardu na sterowanie postacią i kamerą we wszystkich kierunkach więc twórcy próbowali różnych technik, które dzisiaj wydają się strasznie ślepe i prymitywne. Gry z Nintendo 64 pomimo bycia kultowymi i rewolucyjnymi są dzisiaj zwyczajnie agrywalne z uwagi na sposób w jaki trzeba było dostosowywać sterowanie do kontrolera. Mam wrażenie, że prawdziwy standard sterowania, który przerwał do dzisiaj wyłonił się dopiero w okolicach połowy generacji X360/PS3.
Można lubić świat, lore, estetykę (zwłaszcza na dużą modę na tą industrialną-y2k estetykę PlayStation-Dreamcast, która teraz się przebija w świecie gier indie), ale niestety gry to gry i jeśli gra się w nie kiepsko to nie widzę w tym sensu. Taki Morrowind ma genialny lore, historię, świat, jest złożonym i krwistym erpegiem, ale gameplay zestarzał się jak mleko w słońcu.
Jedną z gier jest Driver 2, której nie ograłem przez brak konsoli.
Najbardziej mnie jednak boli, że w ogóle nie zagrałem w Enemy Territory: Quake Wars. Okładka przykuła me oczy od samego początku, gameplaye wydawały się świetne i była mocno skrojona pod moje potrzeby gamingowe w tamtym okresie. O ile pamiętam, to nie zagrałem w to bo było krucho z kasą, a potem gra była z tyłu głowy, ale jakoś wyleciała z listy priorytetów. Liczyłem, że może po przejęciu Activision przez MS gra wróci do dystrybucji cyfrowej (prawa były rozbite pomiędzy Acti i Zenimax) i nieco odżyje, ale złudne były moje nadzieje. Obstawiam, że gra jest martwa, a z botami to nie chce mi się nawet tego próbować.
Resident Evil.
Miałem wiele, wiele podejść, ale bez ukończenia. A teraz szczerze przeraża mnie wizja nadrabiania całej serii.
W Gothica nigdy nie grałem, a jeszcze wcześniej nie zagrałem w Mass Effect 1 bo mnie odstraszał jako stara gra. Zagrałem dopiero w poprawionej Legendary Edition, a co do Gothica to też już nie chciałem wracać 20 lat wstecz do jakiegoś drewna. Zacząłem od Remake.
Planowałem zagranie w całą serię Stalker ale zostanę przy Stalker 2 bo ta stara wersja też straszy.
Tak się zastanowiłem i nie znalazłem ani jednej gry w którą chciałem zagrać a nie zagrałem. Gram gdzieś od 1984 roku (czasy zx spectrum) i do dzisiaj - wydaje mi się - zagrałem we wszystko co mnie interesowało. Z drugiej strony jestem wybredny i nie interesuje mnie „każda gra” a do tego mam od zawsze bardzo dużo wolnego czasu który w niemałej części przeznaczyłem na gry. W swojej ocenie zagrałem we wszystko w co chciałem zagrać oraz w gry które niespecjalnie mnie zainteresowały z opisu ale z czasem pomyślałem że warto je sprawdzić. Chyba tylko ostatnia mafia pozostała niezaliczona ale jakoś nie mogę się za nią zabrać.
Za młodu wiele ważnych gier mnie omijało, głównie ze względów niewystarczającego sprzętu i finansów, ale obecnie wiele z nich nadrabiam więc nie ubolewam nad tymi rzeczami. Aczkolwiek żałuję paru starszych klasyczków, które zawsze uważałem, że warto mieć je na liście ogranych, że nie zainteresowałem się nimi wcześniej. Po tylu latach człowiek się za bardzo przyzwyczaił do tej wygody w graniu i pewne archaizmy toleruje już coraz gorzej, przez co nie wiem czy kiedykolwiek będzie jeszcze okazja i chęć żeby w nie pograć.
Max Payne 1 i 2 to takie koronne przykłady, zimą będzie już chyba z 7 lat od mojego wpisu pod którymś artykułem, że mam zamiar ograć... no nie zrobiłem tego do dzisiaj, brak czasu, inne gierki na multi, wysyp darmowych gier, nigdy nie było okazji. Podobnie z GTA:SA i Bioshockiem, rozdawali raz za darmo, ale nie przygarnąłem, bo tych darmówek było wtedy zbyt dużo. Zagrać już pewnie też nie zagram.
Bardziej żałuję w sumie przegapionych kooperacji i multików ze znajomymi, bo po latach niektórych wspomnień, emocji i uczuć powtórzyć się po prostu nie da, nawet jeśli kod gry nie był aktualizowany przez lata. Przy dobrej ekipie nawet najsłabsza gra potrafiła stać się grą roku.
Robię rachunek sumienia i ciężko mi wskazać jeden konkretny tytuł, natomiast jest jedna rzecz, której żałuję i jest to sposób w jaki konsumowalem niektóre gry na przełomie wieków.
W pewnym momencie mieliśmy w klasie paczkę graczy; królowały wtedy piraty i każdy coś tam kupił albo wymienił więc miesiąc w miesiąc miałem dostęp do dużej ilości tytułów i ogrywałem sporo gier. Efektem tego było to, że w dużą część tych gier grałem po łebkach, bez zagłębiania się w mechaniki czy fabułę. Części nigdy nie ukończyłem. Przez sam fakt, że tych gier było dużo i były spiracone nie pozwalał się skupić na tych najlepszych tytułach (trochę na zasadzie łatwo przyszło łatwo poszło).
Nawet nieliczne oryginały, które wtedy miałem na tym cierpiały bo nawet jak jakiś kupiłem to zaraz leciał w kąt bo są już przecież nowe gry, które trzeba sprawdzić.
Do części ofiar tego procederu wróciłem dużo później, kiedy pozbyłem się imperatywu grania we wszystko co nowe. Natomiast jeśli koniecznie miałbym wymienić jeden tytuł, w którego żałuję że nie zagrałem to byłby to Baldurs Gate 1 I 2.
Nie wiem czy potrafię wymienić jakąkolwiek grę, bo przeważnie byłem tym szczęściarzem że jak faktycznie chciałem w coś zagrać to zdobywałem konsolę na której była dana gra. Natomiast na PC często przeszkodą nie był zakup gry, tylko czy sprzęt da radę i tutaj podobnie jak z konsolą starałem się zdobywać lepszą kartę graficzną aby chociaż pograć na niskich.
Nie jestem graczem wymagającym, więc często na premiery grałem na najniższych detalach by po kilku latach wrócić i przeżyć jeszcze raz to samo na pełnych. Wiem że niektórzy często czekali bo na niskich grać nie będą, ale to nie tędy droga. Jeśli gra jest tego warta, to nawet niskie detale nie odstraszą. Przykładowo uwielbiam Wiedźmina 3, a moja najlepsza z nim przygoda to ta na Switchu w wersji przenośnej.
Ominąłem wszystkie gry, które wydawane były jedynie na PlayStation (nie licząc kontaktu u znajomych), bo od zawsze miałem w domu peceta, który służył czemuś więcej niż tylko graniu. I mimo tego, że wiele z tych gier ludzie uznają za ważne, dobre gry (pewnie słusznie), to nie żałuję tego. Wiem, że decydując się na zakup (czy wtedy raczej namówienie rodziców na taki zakup) ominęłoby mnie masa innych rzeczy. I jak zawsze w sytuacji "coś za coś" stosuję proste porównanie z którego wynika, że to czego doświadczyłem było wystarczająco dobre, by nie żałować niepodjętych decyzji, których efektów trudno przypuszczać.
A poza tym, kto wie, może je jeszcze nadrobię?
Na pewno GTA IV. Kupiłem ją w pudełku parę lat po premierze, ale okazało się, że pomimo, że mój ówczesny komp spokojnie przekraczał sugerowane wymagania, to gra nie chciała z nim współpracować. Powodu nigdy nie udało mi się zidentyfikować, więc moja przygoda z tą częścią zakończyła się na etapie ekranu Buenavista Social Club.
Trochę żałuję też, że nie przeszedłem nigdy Wiedźmina 2, chociaż nie jestem wielkim fanem ani jedynki, ani trójki. Najśmieszniejsze, że również ją kupiłem w jakiejś Platynowe Edycji czy czyms takim, ale z powodów, których już dzisiaj nie pomnę odłożyłem ją wtedy "na później" i zająłem się innymi grami. Tyle, że "później" nigdy nie nastąpiło, bo w międzyczasie zostałem konsolowcem i przestałem grać na pc. A Wiedźmin do dziś leży gdzieś w szafie i czeka na swoją kolej.
Ogólnie zresztą było tych gier zdecydowanie więcej. Dlatego ja osobiście cieszę się, że wychodzą te wszystkie remastery/rimejki, bo dzięki temu mam właśnie okazję zagrać przynajmniej w część gier, które kiedyś z różnych powodów przegapiłem.
GTA LCS i VCS które do tej pory nie powstały na PC i trzeba grać na starej konsoli i raczej prędko nie powstanie.