Komentarze: Zakupy na przyszłość - jak to widzimy?
e tam, zakupy z wyprzedaży to żaden problem, przynajmniej tanie i człowiek nie pluje sobie w brodę że zabulił kolejne 40 funtów za 5 godzin zabawy. jak to jest często w moim przypadku gdzie większość gier kupuję w pre-orderze.
Cholercia, mam to samo, choć ostatnio zacząłem stosować taktykę wyprzedaży gier, na które przeszła mi ochota i zamieniania ich na jedną, lepszą i co za tym idzie droższą grę - efekty na razie są naprawdę całkiem ok. Z drugiej strony na wyprzedażach trudno nie pokusić się o wydanie nadprogramowej gotówki, jednak dla mojego portfela na razie nie jest to zgubne, wystarczy posiadać niezbyt wielkie pokłady samokontroli ;)
eJay nie warto tracić cennych godzin, minut a nawet sekund na Far Cry 2. Ta gra jest doskonałym przykładem, że grafika to nie wszystko. Nieważne, że ładnie wygląda jak cała reszta leży i kwiczy a nawet już przestało kwiczeć, bo już dawno zdechło.
Ja tam nie mam takich problemów. W ciągu roku jest kilka momentów w których mam przesyt gier (Gwiazdka, urodziny itd.) w których kupuję około 3-4 tytułów (dla większości to może nie dużo, ale ja ogólnie nie gram za wiele), a chwilę potem kompletna posucha, ewentualnie 1 na 2-3 miechy odłożę coś kaski i kupi się jakiś tytuł. Np. teraz mam taki przesyt, odłożyłem kila stów i jeszcze z urodzin trochę przyszło i efekt jest taki, że w ciągu miesiąca kupiłem ogólnie 7 gier! Przynajmniej grania mam na 2 miechy, a jeszcze trochę kasy zostało na jeszcze jedną, a le to już później.
Ja mam niestety podobnie jak eJay ;) Kilka wielkich hitów ostatniego roku czeka na półce, a tutaj ciągle coś wyskoczy. A to beta Mythosa, a to beta Darkspore, a to trzeba sobie DAO przypomnieć przed DA2 i ciągle coś ;) Ostatnio kupiłem 2 gazety dla Machinarium oraz Braida i co? Leżą gdzieś na biurku przygniecione sterta innych pudełek ;p
Gry kupuję dosyć rzadko, bo jak kupię 2 na miesiąc to już jest dużo. Nigdy nie kupuję na przyszłość. Na przykład jak kupię sobie grę, przyjdę z nią do domu to nie potrafię jej nie otworzyć i włożyć do napędu konsoli/komputera. Najczęściej i najwięcej gier dostaje na różnorakie okazje takie jak urodziny czy gwiazdka. Jeżeli nie dostanę gier jest to zazwyczaj forsa za którą nabędę kilka tytułów, a nie są to duże ilości bo wolę kupić sobie jakiś mega-hit za 200-250zł niż dziesięć gierek za 30-40zł w które pogram kilka minut i się znudzą. Gdy kupuję grę to też staram się aby miała ona tryb multiplayer, który na pewno wydłuży zabawę przez kilka godzin.
Jeśli chodzi o najnowsze produkcje to staram się kupować tylko te które naprawdę mnie interesują i wiem, że wciągną mnie na mnóstwo godzin a takich produkcji w trakcie roku jest co najwyżej kilka. Resztę mniej ciekawych gier może kiedyś zakupie przy okazji jakiejś promocji ale ich przejście nie jest priorytetem przecież równie dobrze mogę odpalić grę za pół roku mając świadomość, że pieniążki z resztą i tak nie duże (w promocjach) nie poszły w błoto.
Zainstalowałem jakieś 2 miesiące temu wiedźmina. Skończyłem grać z niewiadomych nawet dla mnie przyczyn. Pogrywałem w inne tytuły, bawiłem się w Orange Box'ie itd. Jednak dzisiaj coś mnie wzięło i uruchomiłem Geralta. Nieźle się zdziwiłem, że dokończenie gry zajęło mi 3 godzinki-kilku ostatnich bossów i finito(a już myślałem, że nigdy tej gry nie skończę z powodu ,,braku" czasu^^)
ja mam podobnie jak Ejay - non-toper kilka pudełek w folii, których nawet nie nadążam rozpakowywać. Nawet swego czasu zastanawiałem się czy to już shopoholizm - przyzwyczajenia cenowe z PL gdzie grę na PS3 poniżej 150zł nie schodzą, przeniesione na grunt angielski, gdzie 6-tygodniowa "staroć" potrafi kosztować 15F. I jak tu nie zaoszczędzić 25F i nie kupić?
Ja też tak mam. Mam w kolekcji kilkadziesiąt tytułów (nie licząc dobrych gier z czasopism, a przecież też można znaleźć hity), ale na palcach dwóch rąk można zliczyć tytuły które przeszedłem w 100%.
Kupuję grę, myślę sobie: "ale dobrą gierkę kupiłem, na pewno ją przejdę i zobaczę jak się w to gra", a i tak po kilku dniach odkładam i sięgam po inny tytuł (bo mi się zechce trochę pograć w RPGa na przykład i mam już dość tego FPSa). I tak w kółko. Znów nowa gra, nadzieja, że przejdę ją całą, a i tak zagram godzinę lub dwie i co innego biorę.
Można by rzec, to po cholerę kasę wydawać... No właśnie, nie wiem. Ale lubię sobie popykać w coś czasami. Co zrobić. Myślę, że nawet gdyby człowiek nie jadł, nie pił, nie spał i nie wychodził z domu to nie zagrał by we wszystkie swoje gry, jeśli ma ich kilkadziesiąt na swojej półce.
@gracz12301
Też tak kiedyś miałem, że gier nie kończyłem, bo ciągle zmieniałem tytuły. Teraz na szczęście już z tego "wyrosłem" i kończe jakieś 99% gier, które zaczynam, Czasami trzeba się zmusić do dalszego grania w jakiś tytuł. Często jest tak, że jak już go włączysz, to znowu sie wciągniesz i nie będziesz załował ;) To ze nie masz ochoty już na RPGa czy FPS, to najczęściej tylko głupie wrażenie ;p
Od roku 2007 coraz mniej tytułów chciało ruszyć na moim kompie i od tamtej pory zbiera mi się masa gier do nadrobienia. Owy komputer zresztą wysiadł i teraz został mi netbook, na którym nie pogram w (prawie) nic nowszego, niż gry z 2005 roku. I, co ciekawe, po przeszukaniu kolekcji i nakupowaniu używanych, starych gier (kto mieszka we Wrocku, ten wie, że na Świebodzkim, można niezłe perełki wyhaczyć), okazało się, że wśród dawnych produkcji jest cała masa takich, które są warte przejścia, a ja nigdy nawet w nie nie zagrałem. Co więcej - jest też masa klasyków, świetnych gier, które pewnie nigdy by na zagościły na dysku mojego komputera i teraz już wiem, jak wiele bym stracił, nie mając o tym zielonego pojęcia... Najlepsze jest to, że już teraz nie mogę znaleźć czasu, żeby (wbrew chęciom) w to wszystko grać, więc muszę sobie porcjować - ta gra, ta i ta teraz, w kolejce tamta, tamta i może jeszcze ta - i aż strach pomyśleć, co będzie, jak już kupię nowy sprzęt...
Ja na pewno kupuję by grać, nie zależy mi szczególnie na pudełku, stojącym dumnie na półce. Granie w gry to moja prawdziwa pasja, a nie jest nią ich kolekcjonowanie.
gracz12301 - Też tak często mam gdy gram już kilka godzin z rzędu w to samo. I jeśli czuje że nie chce mi się w to już grać, to po prostu wstaję od konsoli/PC i nie gram, licząc na to, że może jutro mi się zachce, a zachciewa się na 99%. Grunt to nie grać na siłę, jest wiele równie przyjemnych zajęć.
@Cyber Rekin
Ja mam właśnie odwrotnie. Jak już usiade, to moge grać 10h, ale na drugi dzień mam ochote zagrac w coś innego ;) Kiedys zmienialem gre, a teraz sie zmuszam do jej ponowneog odpelania i znowu siedze do późnych godzin ^^
@Kwiść - cokolwiek robisz rzuć to natentychmiast :P i weź się za Braida - gra jest genialna!
@Kono.86
Jak skończe Przebudzenie i DAO2, to zabiore się za Braida ;) Mam tylko nadzieje, że nie zajmie mi dużo czasu, bo ostatnio odpaliłem na chwile Heavy Rain oraz Demon's Souls i nie mogę się doczekać dalszej gry (naprawa napędu w PS3 zmusiła mnie do małej przerwy ;))
Ja mam swoja zlota zasade..nie kupuje nigdy wiecej niz jeden tytul na raz:)
Wiem ze jak kupie pare zawsze w cos nie zagram
Ja ostatnio identycznie się załatwiłem przy powiększaniu kolekcji na PS2. Dzisiaj mam z siedem tytułów na półce, które są jeszcze nie ruszone, a kusi by dokupić kolejne. Gier jest po prostu za dużo na tym świecie ;)
Mi przez ostatnie 3 miesiące kolekcja gier się rozrosła, dużo kupowałam w promocjach na steamie. Pakiet Ubisoftu też już czeka na zagranie :)
W kilka gier sama gram, w inne mój brat. Instalujemy max 2-3 i dopóki nie przejdziemy jakiejś to nie instalujemy kolejnej. I w sumie nie mamy problemu, żeby kończyć gierki.
Najwięcej czasu nam pochłania nie samo przejście, a zrobienie jak największej ilości achievementów.
Jak to mawiają gnomy z Zurichu, "gry są towarem, który w momencie ozpoczęcia korzystania z niego jest mniej wart niż w momencie zakupu". Gry tracą bowiem na wartości błyskawicznie i dlatego moim zdaniem kupowanie "na zapas" może nie jest nonsensowne, ale mało ekonomiczne, zwłaszcza w przypadku ludzi dorosłych, którzy mają mniej czasu na granie niż ich młodsi koledzy.
Dzięki systemom dystrybucji cyfrowej i obniżkim cen w większych serwisach gry po krótkim czasie tanieją. Autor sam pisał o weekendowej promocji Steama na której obniżka czterech tytułów Ubisoftu wyniosła aż 86%. W sam raz żeby kupić gry, z których dwie mają po kilkanaście miesięcy, a więc jest szansa, że człowiek mający mało czasu na granie i preferujący inne gatunki jeszcze nie miał okazji w nie zagrać. Sam zauważyłem, że "na zapas" kupuję wyłącznie z okazji obniżek, kiedy wiem, że nawet jeśli gra stanieje jeszcze bardziej, to będzie to oznaczać zaoszczędzenie co najwyżej dolara czy dwóch. Bo gier dostępnych za darmo jest jednak niewiele.
Na koniec jeszcze moje 0,03 zł o kupowaniu w przedsprzedaży. O ile ktoś naprawdę nie ma dobrych informacji albo nie jest wielkim fanem tytułu bądź gatunku (co zwykle podnosi subiektywną wartość gry), to moim zdaniem nie ma sensu kupować przed premierą jeśli nie ma się pewności, że będzie się w nią grać od razu. Tytuł odstawiony na miesiąc-dwa może po tym czasie trafić do pierwszej przeceny.
ja się wyleczyłem z kupowania gier na zapas... jak mam zbędną gotówkę, uderzam do sklepu, sprawdzam wyprzedaże, używki i kupuję najciekawsze pozycje w które nie grałem. teraz na tapecie pożyczony Halo Reach - warte sprawdzenia jak widzę po godzinie gry :)
Niestety, mam tak samo :( poluję na amazonie na obniżki cen, potem usiłuję zagrać na "full" w to co kupiłem a tu pojawiają się nowe i kółko się zamyka :/
Widzimy to tak:
Rzadko kupuję gry w momencie (lub tuż po) ich premiery. Ostatnimi czasy zdarzyło się to przy okazji chyba tylko Mass Effectów, StarCrafta II i (świeżynka) Bulletstorma. Generalnie nabywam dany tytuł wtedy, kiedy będę miał czas grać - np. teraz kończę kupionego w styczniu Alpha Protocol, a jutro przyjdzie paczka z Bulletstormem właśnie i będę grał w to :)