Cain pokazuje różnicę między dawnym "crunchem" z pasji a dzisiejszym mieleniem pracowników latami przez korporacje. Kiedyś zaciskało się zęby na parę miesięcy, żeby dowieźć projekt życia, a teraz branża próbuje udawać, że wieloletnie wypalanie ludzi to jakaś magiczna recepta na sukces.
Nie zapominajmy też o tym, że kiedyś za tego typu prace/efekty solidnie płacono, a za zarobione pieniądze można sobie było urządzić życie. Oszczędzać na coś ambitniejszego albo kupić jakieś dobro trwałe na własność...
Wystarczy popatrzeć na Muska, facet może pracować i 20h dziennie jak ma na to ochotę, i to jest OK - ale wymaganie tego samego od inżyniera który zarabia jednak jakby nie było troszeczkę mniej jest raczej średnio fajne.