Jedną z największych porażek naszych czasów jest to, że ludzie wciąż czytają "Małego księcia" Exuperego zamiast czytać jego "Twierdzę".
Może w końcu doczekamy się poprawnego przekładu w naszym języku, bo do chwili obecnej nie powstało żadne, które nie przekręciłoby w całości zawartej tam historii. Mały Książek, to chyba jedna za najgorzej przetłumaczonych książek w historii świata :D
Na samym starcie polscy tłumacze walą spojlerami, gdzie w oryginale, to jest całe clou opowieści.
Do 20 rozdziału używają zwrotów La Flur czyli ta kwiat - we francuskim kwiat jest rodzaju żeńskiego. Ciężko było to przenieść na polski, dlatego użyli po prostu róży. Co jest mega spojelrem. Do 20 rozdziału wiem, że chodzi o jakiś kwiat, ale też nie do końca wiadomo czy faktycznie kwiat, czy to po prostu takie określenie tej postaci.
To, że jest to akurat Róża jest najważniejszą rzeczą i tajemnicą całej powieści. Tej tajemnicy nie ma w polskich wydaniach.
Jego żonę nazywał Różą, ona sama siebie też. I o tym dowiadujemy się dopiero na sam koniec powieści (jeżeli nie znamy biografii autora), a w polskich wydaniach na starcie.
I znów zrobią mdły i infantylny film. Jestem zwolennikiem interpretacji, że mały książę nie jest książką o małym podróżniku, a o umierającym chłopcu, którego mózg tworzy taki obraz świata. Każda planeta to inna emocja, postać węża która jest w zasadzie jednoznaczna i na koniec róża. Czyli uniwersalny przykład miłości, do której ten śmiertelnie chory chłopiec tęskni. A fragment o nazwie róży, można interpretować, czy świat będzie inny gdy odejdę, czy bez względu na to, pozostanie taki sam.