A zresztą anime nie ocenia się przed premierą i po gatunku, tylko po jakości samej produkcji (a to się da ocenić, tylko po premierze)
Chociażby taki isekai "Ima, Soko ni Iru Boku" z 1999, zjada czteroma literami większość dzisiejszych tytułów w gatunku i nie tylko, tylko trzeba dorosnąć do seansu.
Albo taki hack//Sign z 2002 też daje rade.
No chyba że twoje gusta to dopaminowy Solo Leveling, wtedy nie mamy o czym rozmawiać. Oszczędź wstydu, rozróżniaj poziomy, wartościowe treści od tych dennych. Ogólnie nawet nie wiesz o czym to jest, właśnie się dowiedziałeś że isekaie powstawały w latach o których byś nie myślał, a już oceniasz, wydajesz wyrok, tylko z względu na dzisiejsze standardy franczyz i przesyt badziewiem w owym gatunku prawie zawsze o niczym bez pomysłu na siebie. Widzisz, tak się składa że nawet w Isekaiach bywają perełki, wartościowe treści, zwłaszcza w tych starszych.
Ogólnie śmieszy mnie ta moda, która się przyjęła na jechanie po Isekaiach, to już jest jakaś parabola porównywać tytuł który ma więcej lat niż ty na karku, do jakiegoś kloniszcza z chociażby 2020 roku dla przykładu, dostrzegasz paradoks?
Akurat na tego isekaia czekam, bo pierwowzór ma już trochę i nie jest kolejną kalką kalki. Mam w związku z tym nadzieję, że fabularnie będzie to ciekawiej poprowadzone od współczesnych, taśmowo produkowanych serii gdzie bohater rozwala wszystkich pierdnięciem.
Sam gatunek isekai ma ogromny potencjał tylko że jeszcze nigdy nie wyszło żadne anime które dobrze podchodzi do tego tematu. Ciągle to samo, główny bohater lamus przeteleportowany do średniowiecznego fantasy, super magiczna/tajna moc, kretyńskie dialogi, retrospekcje na temat swojego gównianego starego życia, harem nastolatek a no i oczywiście jasnowłosa główna waifu najlepiej z elfimi uszami. No ileż można k***a.
A teraz super oryginalny harem tylko że przystojnych zniewieściałych facetów...
Jak ktoś chce coś godnego polecenia z kobiecą protagonistką nie isekai to polecam już trochę leciwe seirei no moribito