Pierwszy sezon oczywiście był super, zarówno ze względu na postaci jak i samą sprawę, którą się zajmowali.
Drugi sezon był przesadzony, wszystkie postaci były smutnymi postaciami z ciężkiej tragedii. Niemal parodia pierwszego sezonu. Fabuły w zasadzie nie pamiętam. Muzyka była fajna, ale sam sezon wymuszony i pozbawiony wenny i pasji, która była widoczna w pierwszym.
Trzeci znowu był naprawdę porządny i ciekawy, choć nie aż tak jak pierwszy. Wplecienie wpływu lat na umysł i nacisk na starzenie się głównych bohaterów był całkiem ciekawy.
Czwarty zacząłem, dałem mu szansę, głównie ze względu na Jodie Foster i setting, ale to była tragedia i nie dałem rady skończyć. To już była ta parodia samego siebie, na granicy której był drugi sezon. Karykaturalne postaci, z wysilonymi, sztampowymi dramatami, gdzie tajemnica, sprawa była w zasadzie wątkiem pobocznych.
Aktorzy są tu bez znaczenia, jeśli twórca jest ten sam co Night Country to są bez szansa. Jeśli wraca Nic Pizzolatto to jakieś szanse są, chociaż gość jest bardzo nierówny i niczego na poziomie pierwszego sezonu, ani nawet blisko niego, nie stworzył.
To powinien być miniserial, wyłączonie z pierwszym sezonem. Koncepcja jak w Fargo, gdzie każdy kolejny sezon jest zupełnie inną historią, tu się totalnie nie sprawdza i jest to już wyłącznie odcinanie kuponów z jedynki.