Te filmy są tak miałkie - pierwszą część wymęczyłem do końca, drugą do połowy a trzecią nie zamierzam nawet sprawdzać. Nie rozumiem jak ludzie mogą czerpać przyjemność z oglądania tego filmu?
O to, to. Cameron się zaciął i opowiada w kółko tę samą historię. No ale ludziom się podoba, płacą i oglądają.
Cameron? W ogóle filmy z USA ostatnich 2 dekad jadą na kilku takich samych scenariuszach. Oni nie wymyślają nic nowego tylko przemalowują. W tym wypadku użyli motywu któremu już broda wyrosła, dokładnie ten sam co np w "Szybkich i wściekłych"- pojawia się koleś który ma pracować przeciwko określonej grupie, wnika w nich środowisko, ale wsiąka, zakochuje się w ważnej pannie, siostrze/córce wodza, wszystko się wydaje, on przechodzi na ich stronę, zdobywa ich zaufanie i zaczynają się potyczki przeciwko starym znajomym. Ograne to tysiąc razy, nawet stare westerny na tym bazują. Teraz zgodnie z tasiemcem Szybkich, muszą się pojawić nowi złole i przyjaciele z którymi sztamę najpierw będzie trzymać jedna strona, a potem druga, dobry team chwilowo przegra, ze dwa odcinki będą się bronić i szukać sposobu na ratunek, a na koniec przyjdzie wielkie zwycięstwo okupione czyjąś śmiercią... Nic nowego, to samo tylko bardziej kolorowe...