Już tyle razy dałem się nabrać na "zachwyty krytyków", że teraz kieruję się zasadą: ZACHWYTY KRYTYKÓW = OMIJAĆ Z DALEKA
Już tyle razy dałem się nabrać na "zachwyty krytyków", że teraz kieruję się zasadą: ZACHWYTY KRYTYKÓW = OMIJAĆ Z DALEKA
BTW, trailer mnie nie przekonał. Z niego wysnuć można wniosek, że z RE to nic wspólnego w zasadzie nie ma. Można nazwać było film "Pieprzone zombie" i nie byłoby żadnej różnicy. To raz. Dwa, jakoś nie szaleję za kinem Creggera. Dla mnie jego filmy są straszliwie przereklamowane. Nie są złe, ale zachwycać się nie ma czym.
Z chęcią się zapoznam z twoimi recenzjami :)
YT też napsuł sporo krwi. Wychodzą takie jak 300Kultura, Arkadikuss, Kiszak, i tego typu, gadają takie bzdury, że mózg puchnie i uszami się wylewa.
Nie wiem jak to opisać i zapewne zabrzmi to banalnie, ale prawdziwego krytyka i pasjonata to można wyczuć po czytaniu/słuchaniu go.
Ba, powiem Ci więcej. Jak poznaję jakąś dziewczynę to sonduję ją, jakie kino lubi i czy w ogóle lubi kino. Jeśli mi mówi, że nie znosi, to mówię pass - szkoda, by się męczyła z gościem, który raz w tygodniu jest w kinie i co drugi dzień (kiedyś były nawet 3 filmy dziennie, ale to nie te czasy już ;) musi obejrzeć film, czy serial. A czasem potrafi łyknąć do późnych godzin nocnych 5 czy 6 odcinków serialu pod rząd :) A później jeszcze chętnie, by dywagował o tym, co właśnie obejrzał :)
Zawsze śmiałem się z tego głupiego powiedzonka "przeciwności się przyciągają". Takie rzeczy to może w fizyce co najwyżej, ale na pewno nie w związku. Jeśli nie posiadacie tych samych pasji i miłości do danej rzeczy (pal licho co by to nie było - filmy, gry, góry, morze, podróże, ryby, grzyby...) to gówno wyjdzie, a nie związek.
Najwyżej fajnie się będzie pokłócić o to co dziś obejrzymy. Ja postuluję nową Sandrę Bullock, a laska chce pooglądać sobie wyrzeźbione ciałko Ritchsona w nowym sezonie 'Reachera' (też bym chciał tak wyglądać ;) Ale byśmy się dogadali - ok, dziś Ritchson, Sam Drabulok jutro.
problemem dla ciebie to na pewno jestem bo ja faktycznie w dupie mam opinię krytyków (tych prawdziwych, nie takich jak ty). Wolę sam coś zobaczyć/ przetestować ich w ogóle przeczytać jakiegoś randoma z netu pseudo recenzje i co gorsza nią się sugerować xP
I właśnie tu jest pies pogrzebany (a jaki pies? a jaka rasa?), że ty nic o kinie nie wiesz, ale się będziesz wykłócać (nie wytrzymałeś ;), że jednak się znasz :)
Czyli, jak zwykle, miałem rację w ocenie :)
Ja piszę o krytykach i pseudo krytykach, ale najwyraźniej mocno cię to uraziło ^^’
a teraz jeszcze wjedzie najlepszy plot twist: naekranie akurat często się ze mną zgadzałeś xD
Problemem są tacy jak ty (i tobie podobni, jak choćby ten wyżej), którzy nie wiedzą nic o historii kina, ale do komentowania to pierwsi
A co ma historia kina do gustu i komentowania? Właśnie odwrotnie, najgorsze recenzje dają osoby, które ocenę filmu opierają na ilości instrumentów, które użył reżyser czy twórca. Czytam achy i ochy, że kompozycja dobra, że nawiązuje to do węgierskiego kina prlu i czuć pasję w aktorach, a ziarno nadaje nutkę sentymentu porównywalną do pierwszych filmów coppoli. Oglądam i okazuje się, że film jest nudny do bólu.
Krytycy filmowi są potrzebni na festiwalach, a nie do dyskusji pomiędzy zwykłymi widzami.
w obecnej dyskusji nic nie pisałem o filmach (chociaż ty podobno tutaj widzisz teraz wypowiedzi o filmach), ale to nie znaczy, że nigdy nie zabieram głosu w rozmowach w komentarzach :P więc no nie chcę cię martwić, ale serio może popracuj nad umiejętnością czytania i myślenia, bo trochę słabo z tym. Chociaż okay rozumiem. Poczułeś się bardzo urażony i jak dziecko próbujesz mi teraz się odgryźć na wszelkie możliwe sposoby, co sprawia że gubisz sens w swych wypowiedziach i niczym polityk wkładasz mi w usta słowo których nie wypowiedziałem, tylko żeby pasowało to do twojej narracji i żeby ‚wygrać’ xD
Weapons mi się podobało, to i na to czekam, ale też... no chciałbym, żeby w końcu na licencji powstało coś bliżej pierwowzorom. Tyle dobrze, że tu od początku Cregger mówi jak bardzo jest to luźna adaptacja, więc na tym polu nie ma co się nastawiać za bardzo, ale kurcze, chciałbym zobaczyć Leona, Claire, Chrisa, Jill, Adę i inne ikoniczne postacie w dobrych filmach aktorskich.
‚Zach Cregger stworzył jak dotąd najbardziej wierną adaptację’
to ciekawe bo oglądając sam zwiastun to chyba nikt by się nie zorientował że to Resident Evil.
Trzeba będzie zobaczyć, ostatnia cześć miala jeszcze sens bo te z Millą to spadanie w dół przy kolejnej cześci.
Ostatni raz w kinie byłem na "jedna bitwa po drugiej" - oceny od krytyków kosmiczne..
Film dla mnie mocno meh, o ile obsada i wykonanie zacna, tak tresc filmu.. Guffniana
Tyle warte te recenzje sa
Też jestem ciekawy co będzie warty ten film, bo z chęcią obejrzę i może nawet do kina na to pójdę bo przyjaciółka bardzo chce zobaczyć. Natomiast opinia pokroju Bardzo krwawa, bardzo zabawna. Sprawiła, że podskoczyłem co najmniej trzy razy nie nastroiła mnie pozytywnie. Zabawnie krwisto i podskoczenie trzy razy sugeruje że to jednak komedia?
Widziałem fragmenty w gównianej jakości, momentami jest bardzo dobry klimat, ale są momenty dosyć przesadzone jak na RE ale nie będę spoilerował. Wyglądało to trochę jakby chciał połączyć to co najlepsze z gier ale też dodał efekciarstwo z pierwszych filmów RE Andersona. Jak będzie w kinach to się pójdzie.
Obejrzałem go dziś. Strasznie nijaki ten film. Poczytałem trochę "recenzji" i odnoszę wrażenie, że ludziom dziś jest po prostu wszystko jedno. Dobre, złe, nie ważne, bo "wszystko jest fajowe". Czy ten film ma coś wspólnego z RE? Nazwę miasta i korporacji. To tyle. No niby są zombie i inne mutanty, ale takie rzeczy są w wielu innych produkcjach. Wcale nie liczyłem na wierną adaptację, ani nawet na wierność co do lore. Miałem nadzieje na chociaż dobry horror, bo wszyscy zachwalali tego reżysera, a horror też wyszedł taki se. W paru momentach w pierwszej połowie nawet zapowiadało się solidnie, był momentami klimacik i jakieś napięcie, ale ulatniało się bardzo szybko. Do protagonisty raczej nie mam większych zastrzeżeń. Jest przestraszony i spanikowany tak jak raczej powinien być i uspakaja nerwy za pomocą humorystycznych odzywek, ale nie jest to jakiś wybitny pokaz aktorstwa. Nawet nie zapamiętałem jego imienia. Wszystkie postacie poboczne to ameby. Interakcje z nimi ograniczają się do niezwykle kretyńskich decyzji oraz kilku dialogów, które próbują być zabawne. W ogóle to za dużo humoru, który zamiast być zabawnym jest po prostu śmieszny/smutny. Efekty gore raczej na taki naciągany plus. Może ze dwa spoko dżampskery (dodam, że jestem dosyć strachliwy). Akcja filmu rzekomo dzieje się równolegle do akcji z RE2 i 3, ale to jest kłamstwo. Pomijam już porę roku, ale to chyba nawet nie dzieje się w 1998, bo nasz protagonista cały film biega ze smartfonem w ręku. A to zakończenie! Kurde, jakie to było słabe. Zero satysfakcji z tego filmu. To nie jest ani dla fanów gier, ani dla normików. To jest średniak dla nikogo. Typowa produkcja na jakąś platformę streamingową, która ma ci brzęczeć w tle w czasie przeglądania telefonu.