W sumie nie wiem czy grałeś, ale M&M9 tez jest z 21 wieku ;) Poza tym smuteczek, że the quest tak nisko ;)
Niestety nie było dane mi zagrać. Nad The Quest zastanawiałem się do jakiej grupy go dać - B, czy C, ale stanęło jednak na C. Niby dałem tej grze 7,5/10, ale w przeciwieństwie do produkcji z B, do The Quest jednak bym już nie wrócił. W odwrotną stronę zastanawiałem się nad StarCrawlers - może jednak za wysoko, ale dawno temu grałem i w sumie nie ukończyłem.
Ok, namowiles. Kupilem Tower of Mask (mialem te gre na radarze juz od jakiegos czasu).
Jedynkę Grimrocka przeszedłem, dwójkę opuściłem, już nie pamiętam dlaczego. Z tego co widzę, to warto jednak dać szansę. Chociaż... ja w pewnym momencie jedynki, pamiętam, miałem już jakiegoś posępnego doła od ciągłej eksploracji tych dungeonów.
W drugim Grimrocku już nie ma samych podziemi więc jest jakaś różnorodność, ale można odpaść przy niektórych zagadkach i ma momenty, ktore mogą zniechęcać. Sam do dwóch łamigłówek musiałem sprawdzić rozwiązanie, bo już za długo nieskutecznie kombinowałem. Jest też dłuższą grą. Niemniej warto, pomimo klasycznego (archaicznego) sterowania.
Ogólnie bardzo fajnie, że powstała ta lista. Ja grałem w takie gry na Atari (z kiepskim efektem) - głównie Dungeon Master - i myślałem, że to po prostu prymitywne RPG, a nie osobny podgatunek. Chętnie bym sobie sprawdził to
Tower of Mask, chociaż szkoda, że jest tylko na PC (i to Windows)
A które z nich to turówki poza Operencją i StarCrawlers? Bo trzeba przyznać, ze tego typu gry we współczesnym wydaniu mają coś w sobie. :)
Grimoire, M&MX, the quest, trylogia LoA, Elminage Gothic, Heroes of Broken Land, 7 mages i Stranger of Sword City. Wcześniej na liście był również Bards tale 4 i on również jest turówką.
Xulima to nie klasyczny dungeon crawler. Aczkolwiek sama gra jest bardzo dobra.
Mały raport po spędzeniu ponad 6h z Tower of Mask.
Największą frajdę sprawia mi szukanie poukrywanych przełączników, sekretnych ścian, zapadni itd. Są też mniej oczywiste sekrety-zagadki i póki co wszystkie wydają się być na swój sposób unikatowe. Czuć satysfakcję, jak w końcu uda się otworzyć jakieś ukryte przejście. :)
Podoba mi się to, że poziomy nie są wygenerowane proceduralnie. Czuć, że ktoś nad tym siedział i rysował te labirynty samemu. Jestem w trakcie zwiedzania czwartego piętra i póki co znalazłem chyba (?) wszystkie sekrety, ale też wyraźnie widać, że z poziomu na poziom robi się trudniej.
Walka, hm... dla mnie jest to bez wątpienia najsłabsza strona Tower of Mask, ale oczywiście co kto lubi. Momentami ociężała do tego stopnia, że zaczyna przypominać grę turową dziejącą się w czasie rzeczywistym. Plusik za to, że spodziewałem się najprostszego na świecie clickera, a okazuje się, że jest mechanika celowania i trafień krytycznych, po których można wroga przepchnąć o jedno pole. Wiem, że to nie ten gatunek, ale wciąż jednak trochę brakuje mi jakiegoś większego zróżnicowania w potyczkach. Niby wrogów i broni jest sporo, ale póki co wszystkich da się cheesować w ten sam sposób, a bronie różnią się tylko szybkością ataku i obrażeniami.
Całościowo jestem bardzo zadowolony, bo to jest idealna formuła na krótkie posiedzenia. Czasami miewam tak, że w tygodniu się blokuję i nawet jak mam czas, to nie chce mi się w nic grać. Ta gra bezpardonowo obeszła tę blokadę bokiem i spędziłem z nią już trzy wieczory. :)