Przeczytałem u Was między innymi bezkrytyczne zachwalanie tego filmu. Cenię Ryan Gosling — ma u mnie duży kredyt za Blade Runner 2049 — ale porównywanie tego dzieła, które rozbiło bank w tym roku, do Interstellar to dla mnie zwykła profanacja. Po czymś takim przestaję sugerować się tym, co piszecie.
Dla przypomnienia, pisaliście: „Krytycy nie szczędzą pochwał dla nowości z Ryanem Goslingiem: pojawiają się takie określenia jak ‘arcydzieło’ czy ‘Interstellar bez zbędnego zamieszania’, a niektórzy uważają, że mamy do czynienia nie tylko z jednym z najlepszych filmów sci-fi roku, ale i z jednym z najważniejszych blockbusterów epoki.”
Nie czytam recenzji i omijam trailery, żeby nie psuć sobie immersji, więc idąc do kina dałem się skusić. Szczerze — miałem ochotę wyjść w trakcie. Tak słabego, a jednocześnie tak rozdmuchanego przez media filmu dawno nie widziałem.
To bardziej współczesna wariacja na temat E.T. the Extra-Terrestrial od Steven Spielberg niż cokolwiek, co można zestawiać z kinem Christopher Nolan. Rozumiem, że film ma swój target i może się podobać mniej wymagającej publiczności — ale co to ma wspólnego z Nolanem? Poza wynikiem kasowym — niewiele.
jestem jednym z pechowców którzy przeczytali książkę zaraz przed obejrzeniem filmu i doskonale rozumiem w czym jest problem.
Najbardziej szkoda mi końcówki filmu, która w książce jest dużo bardziej emocjonalna i trochę głębsza, jednak to co Lord i Miller zrobili zasługuje na pochwałę, ciężko było upchać całość w 2.5h.
Miałem podobne odczucia po seansie. Ja bym jednak wrzucił jeszcze z 15 dodatkowych minut. Może film by na tym nieco skorzystał. Czekam więc na wersję reżyserską (o ile kiedyś powstanie).
no.tak tylko że nie daj Bóg film dostałby te 0.2 więcej na IMDb co wtedy zrobiłby przeciętny wyznawca Nolana.
Z drugiej strony moim dzieciakom się podobało - bardzo i akurat wszystkie odwołania do et jak najbardziej uzasadnione