

Nieskomplikowana gra, w której wyposażeni w hak wspinaczkowy schodzimy w głąb potężnej struktury. Przeważnie będziemy zahaczać hakiem kotwiczką odpowiednie miejsce i spuszczać się na linie, skakać między kamiennymi platformami itp. Brzmi prosto, ale pojawia się pewien problem pod postacią gigantycznej stonogi. Dla ów robala jesteśmy smacznym kąskiem i od kiedy nas zobaczy będzie nam towarzyszył w podróży. Tym samym mamy presję czasu, by schodzić jak najszybciej i dotrzeć do celu. Robi się naprawdę ciekawie.
Grę zaczynamy na poziomie normalnym, który ma punkty zapisu w postaci świecących na zielono struktur, które zawierają popiół. Wdychamy go i czytamy pojawiający się tekst. W przypadku śmierci zaczniemy od tego miejsca z popiołem. Podczas schodzenia napotkamy ich kilka. Ponadto podczas naszej eskapady możemy napotkać świecące ogniki, które przywracają punkty życia. Ogólnie ten tryb jest dość prosty. Gdy ujrzymy zakończenie, odblokujemy tryb hardkorowy i tu już zaczną się schody. Raz, że nie ma już checkpointów a dwa - stonoga jest znacznie szybsza. Praktycznie ciągle trzeba być w ruchu. Pisząc niniejszą recenzję jestem w trakcie rozgrywki w tym trybie, ale jeszcze nie dotarłem do końca. Gdy ukończymy grę na tym poziomie trudności, odblokujemy kolejny tryb. Tak więc jest solidna powtarzalność i wyzwanie.
Audiowizualnie jest oszczędnie, ale bardzo klimatycznie. Grafika niczym z PSX, dobry dźwięk i niezła muzyka pod koniec. Sterowanie jest proste i intuicyjne. Błędy popełniałem tylko podczas pośpiechu i z mojej nieuwagi, szczególnie gdy stonoga była coraz bliżej. To, że gra potrafi dostarczyć emocji mam w postaci dowodu będącym spoconymi dłońmi. Zawsze mi się to objawia, gdy oglądam produkcje związane z dużą wysokością. W grach praktycznie mi się to nie zdarzało, aż do teraz.
Gra jest tania, mega satysfakcjonująca i jak najbardziej ją polecam. Gdy ją ukończymy, przekonamy się, że to także opowieść o dotarciu w głąb własnego JA.