Nie robię questy poboczne tylko dla nagrody i wyzwanie, ale też chcę lepiej poznać świata i przeżywać więcej przygody. Ale niestety wielu twórcy gier już o tym zapomnieli.
A ja właśnie zaczynam dziś kolejny raz trylogię ME. Robię tak co rok-dwa od wielu lat i nadal zero znużenia, wykonuje wszystkie misje, czytam leksykon. Oby Exodus wypaliło i było choć trochę tym, czym miała być Andromeda :)
A ja właśnie zaczynam dziś kolejny raz trylogię ME. Robię tak co rok-dwa od wielu lat i nadal zero znużenia
Zwiedzanie większości, puste planety (poboczne) Ci nie znudziły? XD
Właśnie nie. Od małego interesuję się kosmosem i ta trylogia tak wstrzeliła się w moje wyobrażenie życia pozaziemskiego, następstw jego odkrycia i tak dalej, że każdy kolejny wypad na taką pustą planetę to dla mnie mała przygoda, za każdym razem. Ba, nawet dokładnie czytam dokładny opis każdej z planet, na której się nie da wylądować i to też dla mnie frajda latać naszym stateczkiem po układach i je odkrywać :D
Zazdroszczę Ci takiego podejścia. Bo widzisz, tematy "kosmiczne" to również mój konik od dawna i o ile sam uwielbiam trylogię Mass Effect i mam do niej wielki sentyment, tak obiektywnie nie sposób zaprzeczyć, że to jest bardzo sztampowe i prościutkie science-fiction.
Cała technologia opisywana w grach to jest po prostu magia. Jakiś magiczny pierwiastek o magicznych właściwościach umożliwiający budowanie magicznych urządzeń. Biotyka to też magia, to są po prostu czarodziejskie umiejętności. Wytłumaczenie, że niektóre rasy są biologicznie przystosowane do posługiwania się biotyką to nie jest żadne wytłumaczenie.
Prawie wszystkie planety jakie odwiedzamy to są kopie naszych ziemskich biomów. Lodowa planeta wygląda jak biegun południowy, pustynna wygląda jak Sahara, zalesiona planeta wygląda jak zwykły, ziemski las xD Jeśli spotykamy tam jakieś obce rośliny to zazwyczaj wyglądają po prostu jak ziemskie kwiaty tylko większe. Z kolei takie drzewa, krzewy czy np trawa to wszędzie są praktycznie takie same, różnią się najwyżej detalami czy kolorami. Dzikiej fauny w serii ME jest tyle co kot napłakał i jest to taka sama kalka ziemskich organizmów jak w przypadku roślin. Co do obcych inteligentnych ras to tutaj również zdecydowanie przeważają oklepane motywy. Poza Raknii, Żniwiarzami i Hanarami to wszyscy mają dwie ręce, dwie nogi, zręczne palce, małe głowy, centralnie umiejscowione oczy, do tego dwoje uszu, nos, usta, ludzką szczękę, proste zęby. Te gatunki się różnią w zasadzie szczegółami. Mają trochę inną budowę szkieletową (ale tylko Elcorzy poruszają się w postawie czworonożnej), różną skórę, czasem spiczaste uszy, czasem czworo oczu, jakieś wypustki na skórze czy pancerzo-podobne narośla.
Cała seria Mass Effect to jest bardzo lekkie science-fiction, zalatujące mocno fantasy. Ponownie podkreślę, bardzo lubię trylogię (Andromeda była dużo słabsza choć miała kilka ciekawych motywów) ale głównie za klimacik, sprawny gameplay, epickość i bohaterów. Ktoś kto faktycznie interesuje się kosmosem musi dostrzec jak prosty jest świat ME i jak cholernie mało prawdopodobne jest by tak wyglądać miała odległa przyszłość ludzkości.
Ja nadal czekam na odważne gry science-fiction, które nie będą się bały prawdziwego "światotwórstwa". Problem w tym, że ani gry, ani filmy tego nie dostarczają. Jedynie książki. Ależ ja bym pograł w grę w uniwersum Hyperiona, Ślepowidzenia, Przestrzeni Objawienia.... To są dopiero sztosy science-fiction.
Zgadzam się w pełni. Mimo wszystko z nowoczesnych gier właściwie brak na rynku tego typu produkcji. Mamy świat Star Wars ale według mnie to bajka dla dzieci w porównaniu do świata ME, kompletnie do mnie to nie trafia. Chociaż największe produkcje w tym świecie ogrywałem i ogrywam ale tylko raz i zapominam :) Starfield zapowiadał się trochę ciekawe, a wyszło jak wyszło. No Man's Sky to za duża piaskownica. No i tak mogę wymieniać.
No aktualnie ME po prostu nie ma konkurencji, też to na pewno ma wpływ na moją niemal bezkrytyczną ocenę. Ale mi to nie przeszkadza, w końcu coś wyjdzie. Może to będzie Exodus. Może niestety jednak okaże się, że nie odniesie sukcesu. Cholera wie.
Dopóki jednak będzie, tak jak jest teraz, będę się delektował kolejnymi przejściami trylogii ME :)
Mass effect 1, 2 i 3 praktycznie nie wymaga robienia questów pobocznych, a w andromedzie chyba tak... :v
W ME2 misje lojalnościowe czyli de facto poboczne (bo nie dotyczą głównej osi fabularnej), to w sumie3/4 gry i są świetne. Takie misje poboczne to ja bym chciał, ewentualnie takie jak w ME3, gdzie było jakieś fabularne mięsko. Byle nie takie jak w ME1, gdzie masa z nich to jeżdżenie Mako po pustych planetach i penetrowanie pustych baz kosmicznych, plus strzelanie do działek na trójnogach. Innymi słowy - fajne misje poboczne to jest coś na co czekam, zapchajdziury i lanie wody, byle tylko kolejne godziny rozgrywki wpadły - nie.
Szczerze mówiąc nie zależy mi na "epickości" (cokolwiek to znaczy, bo z rozumieniem tego terminu jest różnie), tylko dobra fabuła, filmowość i dobrze nakreśleni bohaterowie, których da się lubić. Jakby do tego doszła jakaś fajna rozgrywka i miłe dla oka strzelanie, to już był był pełen zachwyt. A jak do tego daliby jeszcze ładną grafikę i muzykę, to mogę nawet kupić w preorderze. :D
Nie wiem do końca jaka jest definicja tych wielkich RPG i czy na pewno ja jestem akurat tego spragniony xd