Zauważyłem, że szef Lariana ma wyraźną słabość do brutalnego stylu rozgrywki i ogólnie lubi odgrywać w RPG-ach postacie skrajnie złe albo wręcz szalone... Nieco niepokojące. ;D
Pamiętam też artykuł, w którym wspominano, że Larian był trochę zawiedziony tym, jak niewielu graczy decyduje się na przejście gry jako zła postać. Okazało się również, że większość osób podczas pierwszego przejścia tworzy raczej dość „standardowego” bohatera najczęściej białego mężczyznę bez żadnych większych udziwnień.
;)
To wyszło na jaw jeszcze na początku wczesnego dostępu.
Imagine - możesz spełnić dowolną fantazję, być każdym, a decydujesz się grać "sobą".
Potem gracze się dziwią i oburzają, że developerzy wciskają do gier opcje kreacji postaci, aby przeróżne mniejszości też mogły zagrać "sobą" xD
Albo gdy przekrój NPC odzwierciedla w jakimś stopniu przekrój grupy odbiorczej. Skandal xD
Nie chcę gatekeepować, ale kiedyś komputerowe RPG nie miały takich problemów i grupa docelowa była, jak to napisał
Dziś zamiast entuzjastów roelplay'u i osób realizujących różnorodne koncepty postaci mamy graczy oportunistycznie prowadzących self-inserty.
Narzekanie na obecny wygląd spraw jest lekką hipokryzją.
To, że większość graczy przy pierwszym przejściu tworzy postać podobną do siebie, jest faktem i wiele statystyk z różnych RPG to potwierdza. Natomiast nie bardzo widzę, jak z tego ma wynikać, że twórcy przez to dodają rozbudowane kreatory postaci czy większą różnorodność opcji.
Przecież te dwie rzeczy nie muszą mieć ze sobą związku. Rozbudowany kreator po prostu daje większy wybór. Jedni stworzą klasycznego wojownika, inni elfa, ktoś zrobi postać podobną do siebie, a ktoś zupełnie odmienną. To nie oznacza, że któraś z tych grup jest większością ani że właśnie pod nią projektuje się grę.
Co więcej, mam wrażenie, że Twój wniosek trochę przeczy temu, od czego zaczynasz. Skoro sam piszesz, że większość graczy wybiera „standardowego” bohatera, to z tego raczej wynika, że jest to właśnie główna grupa odbiorców czyli zwykli ludzie i w zdecydowanej większości faceci. Trudno więc jednocześnie twierdzić, że rozbudowane opcje kreatora postaci powstały dlatego, że twórcy dostosowują się przede wszystkim do jakiejś innej grupy. Dla mnie jedno nie wynika z drugiego.
Mam też wątpliwości co do stwierdzenia, że self-insert to przeciwieństwo roleplayu. Jeśli ktoś chce przeżyć przygodę jako „ja w świecie fantasy”, to nadal odgrywa rolę, tylko po prostu inną niż osoba, która wymyśla całkowicie fikcyjną postać.
Ja na przykład bardzo często właśnie tak gram. Przy pierwszym przejściu tworzę postać w pewnym stopniu podobną do siebie i staram się podejmować decyzje zgodne z tym, co sam zrobiłbym w danej sytuacji. Taki styl grania daje po prostu daje mi największą immersję podczas poznawania świata i fabuły. Dopiero przy drugim czy trzecim przejściu zaczynam eksperymentować i np. wybieram inną rasę, klasę, odgrywam postać o zupełnie innym charakterze. I wydaje mi się, że sporo osób właśnie tak podchodzi do RPG.
Dlatego nie do końca rozumiem Twój wniosek, że „kiedyś byli entuzjaści roleplayu, a dziś są self-inserty”. Dla mnie to po prostu dwa różne style grania, które istniały od dawna, a nie dowód na to, że współcześni gracze gorzej rozumieją RPG.
Zakładam, ze chodziło o to, że osoby LBGTQ czy osoby niebinarne są również graczami i chcą grać sobą, bo znakomita większość graczy tak właśnie robi, i stąd kreatory postaci umożliwiają bardziej rozbudowane ich tworzenie, są zaimki itd, aby właśnie każdy gracz, a nie tylko wrzeszcząca mniejszość, że woke sroke, mogła stworzyć swoje alter ego.
Wyrżnałem wszystkich w pierwszym runie do końca drugiego aktu. Tam już jest pełno mieszkańców którzy uciekają i mnie wkurzali