"Przynajmniej nie skończyło się jak Gra o tron". To kwestia perspektywy, Gra o tron w swoim najlepszym okresie była na naprawdę bardzo wysokim poziomie i dlatego upadek na samo dno był aż tak odczuwalny. Stranger Things - a podkreślam, że lubiłem większość poprzednich sezonów - nigdy aż takiego poziomu nie osiągnęło, więc i zjazd na koniec nie był aż tak bolesny. Nie zagrało prawie nic, od zmiany wyglądu Vecny, przez nonsensowne i niepotrzebne sceny, po utrzymywanie na siłę obsady, która zupełnie się nie nadawała. Jak dla mine oba ostatnie sezony były tak bezbarwne i nieudolne, że zabiły franczyzy.
Serial rozwleczony, powinien trwać 2-3 sezony bo historia była banalna. 5 sezon włączyłem od niechcenia bo 4 sezon mnie wymęczył (wiedziałem, że będzie zapychaczem przed finałem). Gdyby serial był na 6 sezonów to piątego bym nawet nie odpalał, ale postanowiłem go skończyć.
I co? Wciągnąłem się od pierwszego odcinka. Obejrzałem na trzy posiedzenia całość i nie żałuję, mimo, że odcinki były bardzo długie to nie czuło się tego upływu czasu. Finał był dla mnie zbyt gwałtowny. Walka na 15 minut i do widzenia, a potem 15 minut pożegnania z bohaterami - dość lichego, ale mocno życiowego. Wszyscy dorośli i rozjechali się w swoje strony, a po wielkiej przygodzie nie zostało nic. Cóż, życie...