W sumie to nie dziwię się. Gra jest tak głośna i zapowiada się na hit dekady lub nawet wszechczasów, że chcesz mieć ją w 100% i doświadczać w pełni. Nawet jeśli to jakieś duperele odblokowywane względem postępów fabularnych. Ja osobiście kiedyś kupiłem podstawową wersję RDR2, pokochałem grę i miałem ból, że nie wziąłem wersji ultimate, gdzie nie mogłem rozegrać jednej misji fabularnej/pobocznej dotyczącej napadu na bank w Rhodoes. Później już nie mogłem w żaden sposób zrobić upgrade’u. Niestety może wydawać się śmieszne, ale tak to działa. W przypadku GTA VI od razu wziąłem ultimate, bo chcę na maksa wejść w ten świat i po prostu się bawić. Więc gdzieś tam podświadomie zagrywka marketingowa spełniona. No ale nie zamierzam mieć powtórki z rozrywki, tylko pełną grę.
Mając taki setting, zaplecze i to jakie rozwiązania już tworzą w grach, fajnie by było gdyby pokusili się o jakąś grę w innym okresie czasowym, coś np. w średniowieczu, wrócili w najlepszy czas "dzikiego zachodu" czyli coś troszke wcześniej przed akcją RDR2. pozamiatali by znów. Ale wątpliwe :/
no cóż, niestety gracze do tego doprowadzili kupując preordery, rzeczy z mikrotransakcji itd. na potęgę i teraz dają niepełne wersje za cenę pełnej, a za pełne trzeba zapłacić jeszcze więcej.