Dealer prochów otwiera painta i rysuje kilka prostokątów, po czym rozmywa to gaussem. Cyk wystawia rachunek na 100tyś ,a w tytule wpisuje "obraz w salonie głównego bohatera". Dostaje 50tyś, 50tyś przytula zleceniodawca i odbiorca. Kasa wyprana. Biznes i mafie kochają takie inwestycje, gdzie koszty i ceny mogą kompletnie nie współgrać z tworząną treścią i prawdziwymi kosztami. Najlepiej to w ogóle być konsultantem od prochów, które pewnie będą sypać się gęsto w tej grze, bo nawet painta nie trzeba otwierać. Podważyć wartość "sztuki" praktycznie się nie da, zawsze można powołać się na No. 6 (Fioletowe, zielone i czerwone)” Marka Rothko za 186 mln dolarów i powiedzieć, że jesteś jeszcze stratny. Nie przeczę, że tyle wydali, ale wałów pewnie masę przy takim budżecie było.