Jaka piosenka potrafi przenieść was do konkretnego momentu życia?
Nie pytam o najlepszy utwór. Chodzi o taki, po którym od razu wiecie: gdzie byliście, ile mieliście lat i co wtedy robiliście.
Deftones - "Change (In the House of Flies)" (2000): Siedizmy z ziomkami i po kryjomu przy oknie w nocy, palimy jednego L&M-a i rozkminiamy życie
https://www.youtube.com/watch?v=WPpDyIJdasg
Muzyka z interstellar, wracalem z zona bedaca w ciazy z kina po polnocy. Kilka kilometrow od domu natknelismy sie na drodze na dwie osoby reanimowane przez innych kierowcow, zona to zle zniosla, odjechalismy bo i tak nie bylismy w stanie pomoc. Nie uratowali ich, a potem sie okazalo, ze to nasz sasiad ich zabil, pijani wyszli z knajpy i weszli mu z chodnika pod kola, a ze bylo po polnocy to zapieprzal i nie zdążył zareagować.
Teraz jak slysze muzyke z interstellar to mam przed oczami te reanimacje.
Tylko jedna? Większość piosenek chyba to potrafi, zazwyczaj jak coś mi się spodoba to męczę replay aż do znudzenia, czasem przestaję po jednym dniu, ale niektóre nuty zostają na dłużej i potem nie da się ich nie słuchać bez wspomnień z okresu kiedy się je odkrywało.
Częściej mam tak z bardziej niszowymi utworami, ale nawet zwykłe Running up that Hill zaintonowane wieczorem w radyjku wyzwoliło nostalgię do dawnej popijawy studenckiej i do tamtych ludzi, a to tylko dlatego, że akurat wtedy przed wyjazdem męczyłem ten utwór i też wyjeżdżałem z domu wieczorem... A potem ludzie w szoku, że ja tak dobrze pamiętam w szczegółach co gdzie i kiedy się działo, być może właśnie dlatego.