Via Tenor
Pirat w newsie = bezczelny idiota i tyle. Facepalm...
Niech ten pirat będzie wdzięczny dla twórcy Subnautica za to, że oni są wyrozumiali i nie wezwali policji w przeciwieństwie do Nintendo.
Niektórzy piraci już zapomnieli, że nigdy nie mogą się liczyć na żadne wsparcie techniczne ze strony twórcy gier i NIGDY NIE MAJĄ NA TO PRAWA! Tym bardziej, że pirackie gry czasami zawierają dodatkowe bugi, czego legalne gry nie mają. Nie brakuje gry, co zawierają pułapki i utrudnienie przeznaczone dla piraci od twórcy gier.
Potrzebują wsparcie techniczne? To niech najpierw zapłacić za grę. Nie chcą zapłacić? To niech siedzą cicho i nic nie piszą na forum techniczny. Proste.
To ludzie, którzy bezczelnie tu weszli i wymachiwali nim przed twarzami.
Zgadzam się z gościem. Nie ma nic gorszego, niż chełpiący się pirat. Jeszcze rozumiem piracic bo brak kasy, ale żeby chociaż ci ludzie mieli jakieś poczucie wstydu, że robią coś nieuczciwego, a oni coraz częściej nie tyle się do tego otwarcie przyznają co przechwalają. Nawet jeśli piracąc grę twórca na tobie nie traci to przecież wiesz, że to jest złe.
A ja bym wolał byśmy wrócili do czasów, gdzie wersja demonstracyjna była tak oczywista jak to, że trzeba zarabiać na życie. Nie mam ochoty żonglować przelewami, czekać na zwroty tylko po to by sprawdzić tytuł. Gameplay na youtubie nie jest miarodajnym środkiem do oceny tytułu. Odbiór gry to bardzo subiektywna kwestia. To, że ktoś w sieci grając świetnie się bawi nie znaczy, że ja również się wciągnę. Mnóstwo gier jest obecnie tworzonych tak, by początek rozgrywki był ciekawy i wciągający, a dalej... No cóż, różnie to bywa. Świeże gry niemal zawsze (są wyjątki od reguły jak Ori and the will of wisps np, które kupiłem w ciemno w preorderze) sprawdzam u piratów, po czym kupuje każdy z tytułów który wciąga mnie choć na kilka wieczorów (np Crimson Desert do którego podchodziłem z rezerwą jak większość graczy, a po kilku dniach kupiłem grę za 280zl - ogólnie moje biblioteki liczą obecnie lekko 300 tytułów, droższych i tańszych, większych i mniejszych). Subnautica nie interesuje mnie w ogóle, więc nie zamierzam nawet jej sprawdzać na Karaibach, ale absolutnie nie zgadzam się z podejściem tego pana. Wrzucajcie wersję demo swoich prac. Jakiś etap ze środkowej części rozgrywki. Myślę, że to znacząco ograniczy zjawisko piractwa, bo wiem, że mnóstwo osób do piractwa podchodzi tak jak ja - na zasadzie jazdy próbnej.
Via Tenor
Pirat w newsie = bezczelny idiota i tyle. Facepalm...
Niech ten pirat będzie wdzięczny dla twórcy Subnautica za to, że oni są wyrozumiali i nie wezwali policji w przeciwieństwie do Nintendo.
Niektórzy piraci już zapomnieli, że nigdy nie mogą się liczyć na żadne wsparcie techniczne ze strony twórcy gier i NIGDY NIE MAJĄ NA TO PRAWA! Tym bardziej, że pirackie gry czasami zawierają dodatkowe bugi, czego legalne gry nie mają. Nie brakuje gry, co zawierają pułapki i utrudnienie przeznaczone dla piraci od twórcy gier.
Potrzebują wsparcie techniczne? To niech najpierw zapłacić za grę. Nie chcą zapłacić? To niech siedzą cicho i nic nie piszą na forum techniczny. Proste.
Jakbyś się zainteresował profilem Kolegi skoro tak bardzo zainteresowałeś się tym postem to byś wiedział co i jak zamiast się naśmiewać.
Bredzi tak samo jak na swoim poprzednim koncie.
Pewnie piracisz grę, dlatego bardzo boli Ci prawda i od razu uciekasz do obrażanie mnie. Jesteś żałośny.
Zakup oryginału daje ci jakieś wsparcie techniczne?
To proste. Zapłaciłeś za grę? To twórcy MAJĄ OBOWIĄZEK wspierać klienci w kwestii techniczne. Producenci MAJĄ OBOWIĄZEK dostarczyć produktu w dobrym stanie, nie wadliwy. W przeciwnym razie, masz pełne prawo w złożenie reklamacji i żądać zwrotu pieniędzy.
Masz coś za darmo? To w jakim prawem żądać od twórcy gier dodatkowe wysiłki i czasu, jak w zamian nic nie dajesz? Ty też nie lubisz pracować dla kogoś kapryśny i niewdzięcznik zupełnie za darmo. Chyba to logiczne?
Coś za coś.
Dzisiaj zakup oryginału nawet nie gwarantuje wieczystego posiadania produktu który się kupiło.
Co ma wspólnego z tym? Każdy o tym wie.
a tak poza tym to ten news to wygląda jak gówno marketingowe, tj twórcy sami stworzyli tą sytuacje na swoim discordzie, wyrazili oburzenie, a portale okołogrowe z braku laku napiszą o tym (bo to i tak lepszy news niz gównoprzecieki z twittera)
"
Ten fragment to niestety nieprawda. Każda gra, a pewnie i program ma obecnie w licencji, że bierzesz ją "as is" czyli w stanie jakim jest. Ja nie wiem jakim cudem coś takiego przeszło przez urzędy, ale przeszło.
Ludzie, coście się czepili tego sp4wnersiaka? Nie każdy spędza całe dnie na forum by wiedzieć kto, co i jak, a nie ma obowiązku poznawania czyjegoś profilu przed komentowaniem wpisu :D
A w dobie AI, które za darmo poprawi każdą treść to i Link mógłby pisać czytelniej ;)
Tym bardziej, że pirackie gry czasami zawierają dodatkowe bugi, czego legalne gry nie mają. Nie brakuje gry, co zawierają pułapki i utrudnienie przeznaczone dla piraci od twórcy gier.
Widać, że nie masz o tym pojęcia, bo jest zupełnie odwrotnie. Scrackowane gry działają lepiej, bo są pozbawione gównianych zabezpieczeń DRM. Kolejna rzecz - spiracone gry są paradoksalnie twoją własnością, bo możesz sobie nagrać .iso na dowolny nośnik i zainstalować gdzie chcesz i kiedy chcesz bez internetu i bez zakładania jakichkolwiek kont online.
To prawda, że gry bez DRM działają lepiej i są całkowicie niezależne od Internetu, to się zgodzę. Ale...
Nie zawsze jest tak. To zależy od tego, jaki to tytuł gry, kiedy i kto go złamał. Np. piracki Hogwarts Legacy od Empress miał zepsuty prologu, że nie da się ukończyć, kiedy legalna wersja nie miał takiego problemu. No, piracki Black Myth Wukong i Atomic Hearts przez długi czas mieli tylko wersja 1.0, zanim dostali zaktualizowane łatki (dopiero teraz). Są wiele gry, co mieli tylko wersja 1.0. Forum piracki skarżyli się na to.
No, muszę wspomnieć o niektóre gry od UbiSoft, czy gry Hitman i tak dalej. Pirackie gry są tylko okrojone do pewnego stopnia, bo nie mieli dostępu do Internetu, więc nie dostali pewne zawartości. Np. w Heroes VI nie możesz mieć niektóre artefaktów. Tak samo z Dark Souls i Death Stranding 2, gdzie możesz zapomnieć o pewne atrakcji dzięki społeczności graczy. Nie można mieć wszystkiego.
O multi i co-op nie wspomnę.
Co do pułapki... Masz:
https://www.gry-online.pl/video/najlepsze-pulapki-na-piratow-jakie-zastawili-tworcy-gier/za20f2
Na przykład "pirat" Geralt w Wiedźmin spotkał brzydka baba zamiast piękna kobieta. Tak było w starszej wersji. ;)
Jeszcze raz napiszę, to zależy od tytułu gry, kiedy i kto go złamał. Nie wszystkie gry są idealni.
Widać, że nie masz o tym pojęcia
To przykro jest czytać taki tekst. Ale nie zaprzeczam, że jestem tylko marnym człowiekiem, który nie wie o wszystkiego.
Możemy krytykować i zwracać uwagę na błędy kogoś i upomnieć go, ale z grzeczności i z kultury. Nie ma znaczenie, kto jest niesłyszący, czy nie. Niestety nie wszyscy na forum są tacy mili i kulturalni.
Twoja wiedza na temat piractwa i grania w spiracone gry opiera się głównie na artykułach przeczytanych na stronkach internetowych o tematyce gier. A prawda jest taka, że większość tak zwanych "problemów" z pirackimi grami, które wymieniłeś to dotyczą jakichś gównianych wersji pobranych z torrentów. Są ogólnodostępne strony i warezy (z wiadomych przyczyn nie będę podawał linków), gdzie ludzie momentalnie implementują najnowsze patche i fixy do scrackowanych gier. I prawda jest taka, że ZAWSZE działają one lepiej niż oryginał. A przytoczone przez ciebie przykłady z jakimiś "pułapkami na piratów" to jakieś stare newsy sprzed 6-7 lat, z którymi piraci i tak uporali się w ciągu paru dni po wyłapaniu tego problemu xD Cała reszta to jakieś marginane przypadki, bo i tak 95% gier i tak prędzej czy później dostaje cracka i da się je przejść bez żadnych bugów i problemów.
Patche do piratów? Lepiej pobrać chyba aktualną wersje. Ale to inny temat
O ile jeśli nie przeszkadza Ci ponad 100 GB po udostępnianie każda wersja Death Stranding 2, a szczególnie Lords of the Fallen z ponad 50-100 aktualizacji. ;)
Nie każdy pirat ma super szybki Internet i nie ma anielski cierpliwość.
Pamiętam taką aferę, która kiedyś miała miejsce w przypadku którejś gry AC od Ubisoftu - wielu ją legalnie nabyło, kupiło, ale okazało się, że przez DRM i problemy z serwerami Ubisoftu, nie mogli w nią grać, nawet nie mogli jej uruchomić. Wtedy zaczęli pobierać pirackie wersje i na nich sobie grać... żeby w ogóle móc grać.
I wiesz do jakiego wniosku doszedłem? Że nie każde piractwo to kradzież. Ci gracze z powyższego przykładu byli piratami, bo pobierali scrackowane wersje gier, jednak z uwagi na to, że jednak wcześniej tą grę legalnie i uczciwie nabyli - nie mógłbym ich nazwać złodziejami.
A to nie jedyny przypadek gdzie ktoś, kto uczciwie nabył oryginalną wersję, musiał pobierać pirata i na nim grać.
Podobnie robimy przecież z innymi produktami. Kupujemy TV, fona, gpu, kompa, konsole czy samochód. I jak są na start jakieś problemy to idziemy do salonu ukraść działający. To oczywiste.
Jak mi zdechł bios w nowym PC na start, pierwsze co na myśl przyszło to bluza z kapturem na łeb i wycieczka do sklepu komputerowego na szaber. Po drodze napad na napotkanych konsolowcow, nie zaszkodzi.
Przecież do k...wy nędzy!, trzeba grać na już!! Zapłaciłem co nie?! Mogę wszystko! Wszelkie opóźnienie grozi utratą zdrowia.
Wszystko jest tu społecznie, ba międzynarodowo akceptowalne.
To był tylko jeden z przykładów i nie piszę tu o samym opóźnieniu(to akurat można przeczekać).
Ale widać dla takich jak ty, to sam fakt, że ktoś nie ma internetu i/lub aktywnego konta na danym portalu już czyni z kogoś złodzieja. To oczywiste. A to, że ktoś uczciwie zapłacił twórcy/wydawcy ustaloną cenę, to już mało ważne - bo kto by się przejmował takimi błahostkami.... wydał swoje pieniądze, to jego problem.
Ważne, że oto pojawiłeś się ty i rzuciłeś "genialnymi" przykładami z samochodami i innymi fizycznymi rzeczami. Och dzięki ci o wielki "zbafco" co to w innych osobach widzi SYSTEM a nie ludzi.
Uwierz mi, widzę pracowitych, uczciwych ludzi. Zgłaszając problem, będąc cierpliwym dajesz pracę tym w serwisie, a nie cwaniakom.
Brak sieci jest niby argumentem, ale teraz net przez satelite/operatora gsm można mieć gdziekolwiek.
Za 5$ są już setki GB na miesiąc.
Brak konta? W czym problem?
Ja nie twierdzę że pirat to czyste zło, sam od lat czasem przetestuje tak wpierw przed zakupem. Ze strony torrent dowiaduje się o premierach mniej znanych gierek, bo są wygodnie podane.
Ale wspierajmy branże na ile możemy.
Jeśli ktoś zgłosi tę sprawę na policji, to mają obowiązku ukarać "gracz" zgodnie z prawem, niestety. Najwyżej grzywna i konfiskowanie sprzęt PC, jak nie więzienia (ostateczność).
Jak widać, twórcy/wydawcy zgłoszą sprawy na policję tylko w przypadku, jak ktoś udostępniał gry w sposób nielegalny i zarabiał na tym (kradzież cudze zysków). Po co tracić czasu na zwykłe piraci, co chcą tylko grać, a nie zarabiać? Przynajmniej do tej pory. Gdyby ktoś pobrał programy dla firmy w celu zarabianie, to zupełnie inna bajka.
Chyba że to Nintendo... ;P
A nie uważasz, że poszanowanie czyjegoś dobra i praw powinno iść z obu stron, a nie tylko z jednej?
Jeśli ktoś jest uczciwy i chce być legalny, to z jakiej racji rzuca mu się kłody pod nogi np. w postaci różnych idiotycznych ograniczeń technicznych, bądź licencyjnych? I to jeszcze takich, które pirat może bez większego problemu ominąć, podczas gdy tylko legalny użytkownik na tym cierpi, bądź może ucierpieć....
Już dawno zostało udowodnione, że DRM przeszkadza tylko legalnym użytkownikom, podczas gdy pirat może bez większych problemów ominąć te "zabezpieczenia" i posiadać grę oraz grać w nią do woli. I nikt mu też gry zdalnie nie odbierze.
Pirat nie musi się też obawiać, że w razie ew. utraty internetu, bądź zamknięcia serwisu, straci dostęp do swoich gier. Czy legalni użytkownicy, którzy uczciwie płacą, nie zasługują na ten komfort?
Ale nie zmienia to faktu, że jak gracze zapłacili ciężko zapracowane pieniędzy, to mają prawo oczekiwać, że kupują dobry i GRYWALNY produkt, a nie zepsuty i niegrywalny w stylu Cyberpunk 2027 na PS4 w dniu premiery. Tym bardziej, że na STEAM obowiązuje zasady "zwrócić grę w ciągu 48 godzin i odzyskać pieniędzy", a w sieci nie brakuje recenzenci i opinie graczy, więc wydawcy gier nic nie zyskują poprzez sprzedaży SŁABE i ZEPSUTE gry.
Miłego dnia! :)
A ja bym wolał byśmy wrócili do czasów, gdzie wersja demonstracyjna była tak oczywista jak to, że trzeba zarabiać na życie. Nie mam ochoty żonglować przelewami, czekać na zwroty tylko po to by sprawdzić tytuł. Gameplay na youtubie nie jest miarodajnym środkiem do oceny tytułu. Odbiór gry to bardzo subiektywna kwestia. To, że ktoś w sieci grając świetnie się bawi nie znaczy, że ja również się wciągnę. Mnóstwo gier jest obecnie tworzonych tak, by początek rozgrywki był ciekawy i wciągający, a dalej... No cóż, różnie to bywa. Świeże gry niemal zawsze (są wyjątki od reguły jak Ori and the will of wisps np, które kupiłem w ciemno w preorderze) sprawdzam u piratów, po czym kupuje każdy z tytułów który wciąga mnie choć na kilka wieczorów (np Crimson Desert do którego podchodziłem z rezerwą jak większość graczy, a po kilku dniach kupiłem grę za 280zl - ogólnie moje biblioteki liczą obecnie lekko 300 tytułów, droższych i tańszych, większych i mniejszych). Subnautica nie interesuje mnie w ogóle, więc nie zamierzam nawet jej sprawdzać na Karaibach, ale absolutnie nie zgadzam się z podejściem tego pana. Wrzucajcie wersję demo swoich prac. Jakiś etap ze środkowej części rozgrywki. Myślę, że to znacząco ograniczy zjawisko piractwa, bo wiem, że mnóstwo osób do piractwa podchodzi tak jak ja - na zasadzie jazdy próbnej.
Niektóre gry na STEAM mają już demo takich jak The Eternal Life of Goldman, Pragmata i inne gry. Ale nie wszystkie gry, niestety. To już zależy od podejście twórcy gier do społeczności graczy. Przygotowanie demo też wymaga pracy, a również zabiera miejsce na dysku w serwerze, co nie zawsze jest opłacalny dla niektórzy. To nie czasy CD-Action, gdzie demo zabierało tylko 1- 50 MB na płycie CD...
Poza tym, od tego masz YouTube i gameplay. Na podstawie pierwsze 10-60 minuty możesz już ocenić, czy ta gra jest dla Ciebie. Choć oglądanie to nie samo co granie, nie zaprzeczam.
Jeśli gra Ci się podoba, to ostatecznie dostaniesz pełna wersja. Czasami early access może być tańszy niż finałowa wersja, takich jak No Rest for the Wicked, co nie zdarza się to często. Z drugiej strony, ostatecznie dostaniesz "śmieć pełne bugów" takich jak Stalker 2 w dniu premiery. Early access i również Kickstarter to jak loteria.
Dlaczego mam być szantażowany na zasadzie: najpierw zapłać żeby dwie godziny pograć? Są gry gdzie przez dwie godziny to nie wyjdę poza tworzenie postaci / drużyny i ukończenie tutorialu.
To raz. Dwa Steam liczy czas od uruchomienia gry a nie faktycznego grania. Są gry gdzie aktualizacja gry odbywa się w grze (praktycznie każde mmo) więc czas aktualizacji liczy się do tych 2 godzin.
Trzy. Nie mogę reklamować / oddać season passa bo DLC nie są uwzględnione w tym systemie. Kupiłem kiedyś SP do któregoś CoD po czym okazało się że mapy z DLC są martwe i nikt na nich nie gra.
Przygotowanie demo też wymaga pracy, a również zabiera miejsce na dysku w serwerze,
BZDUUUUUUUUUUURA.
Tylko dodam, że kolega kupił na psstore Star Wars Outlaws, splatynował i napisał prośbę o zwrot, bo "ma padaczkę i jasne światła źle na niego działają".
Sony uznało zwrot. Koniec świata.
XD
Ja sam bym chciał próbować najpierw w demie, bo raz, że byłyby lekkie, a więc szybciej by się ściągało i instalowało, dwa, że bardzo to ułatwiałoby w sprawdzaniu gry, niepotrzebne by było płacenie i zaraz zwroty.
Dziękuję za wspieranie studia. Nie mogę tolerować piractwa, ale rozumiem, dlaczego ludzie się na nie decydują. Wolałbym jednak, żeby kupili grę, wypróbowali ją przez godzinę i zwrócili, niż grali w nią nielegalnie.
Ale kto wie bo może piraci dorzucili się do sprzedaży. Wiele osób tak robi, że sprawdzi pirata jak działa, czy gra się spodoba i wspierają twórców. To co akurat zrobił ten gość było bezczelne i teraz piraci też są tak wyrafinowani, że potrafią ci odpalić MP jak np w Battlefieldzie 6. Pozostaje im tylko robić dobre gry, a na pewno się sprzedadzą, a kto kombinuje z jakością gier i pcha 10 zabezpieczeń to się przejedzie (przepłynie) z piratami.
Nie mogę teraz znaleźć, ale ta narracja, że "piraci kupują, jak im się podoba", to jest okropny blef. Były sondy, w których większość i tak zagłosowała, że by gry nie kupiło. Większość piratów chce mieć za darmo. Ci, którzy boją się jakości produktu, mają 2h grania na Steamie z gwarantowanym zwrotem.
Tyle lat robi tę grę i nadal nie skończył?
A parafrazując klasyka: za pier. o piractwie od razu wuj w (.).
Jak udowodnił utajniony unijny raport piractwo w żadnym stopniu nie szkodzi i nie wpływa na sprzedaż oryginałów.
Więc zamiast pier. o piractwie niech producent łaskawie dostosuje cenę do siły nabywczej rynku bo nawet Valve wyliczyło że 1 euro jest warte max 2 złote.
Wie to każdy kto ma chociaż dwa zwoje więcej niż kura.
A skoro piractwo ma się dobrze wszędzie, w tym w takich krajach jak Niemcy czy Szwecja to w Polsce przy tak absurdalnych cenach piractwo w ogóle nie powinno być penalizowane.
Był ten "sławny" Painkiller za 20 zł to go kupiłem. Potem jednak chcieli 20 zł za dodatek więc już moich pieniędzy nie zobaczyli. Ale kupiłem Black Edition (czyli podstawka z tym dlc) na jakiejś promocji za 10 zł.
Co robiła cenędza z wersjami RHCP? One powinny mieć w Polsce taką samą cenę jak w Rosji a były sprzedawane w takiej samej jak wersja zachodnia.
Pamiętam w serialu Banshee jest taka scena jak dzieciaki w USA chcą jakąś tam grę wyścigową na xboxa. Patrzą na cenę, a ta wynosi bodajże 60 czy 70 dolców i stwierdzają że taka cena jest oderwana od rzeczywistości. Potem organizują nocny włam do sklepu, kradną fanty i przy okazji tę grę.
Sam bym kupował chętniej gdyby więcej dzisiejszych gier miało polski język, a także miało rozsądniejsze ceny. Nigdy nie wydam więcej niż 100 za grę. Gier dalej jest bardzo dużo, wciąż mogę znaleźć wiele świetnych gier za grosze, może nie najnowsze, ale wciąż bardzo dobre.
Prawie nigdy nie kupiłem nowiutką grę, aczkolwiek parę razy to się zdarzało. W ostatnich latach parę nowych gier kupiłem, ale takie, które zostały dobrze wycenione i takie, które po prostu były bardzo dobre. Także w dosyć dawnych czasach parę nowych gier kupiłem, ale to też dość rzadko, szczególnie gdy jeszcze nie miało się własnych pieniędzy.
Ale pamiętam jak też kupiłem painkiller black edition (zawsze kupowałem z opóźnieniem, po prostu tak wyszło, nie było dużych możliwości, więc wyboru też nie było, tu np. nigdy nie ograłem samą podstawkę, więc od razu zacząłem od wersji kompletnej) za bardzo przyzwoitą cenę, a także np. warcraft 3 i jego dodatek (podobnie, od razu gra z dlc), fable platynowa kolekcja itd. Te gry jak je kupowałem to były bardzo tanie, nawet fable, mimo że była to wersja z platynowej kolekcji to i tak była tańsza od zwykłego fable, gdy gra miała premierę. Painkiller chyba 15 zł kosztował, warcraft bodajże 20, a fable już chyba 30.
Nie gram w takie kiszki, a z każdym problemem radze sobie sam, bo ludzie się na tym nie znają
Dlatego, że to moje główne konto od trzech lat i jedyne aktywne, jakie tutaj istnieje
Ale zesrańsko, że biedak spiracić musi, bo się udusi. 1h roboty i można kupić tę grę. Żałosne jest takie kwilenie.
Gdzie w Polsce jest praca dla każdego za 145 zł za godzinę?
Miało być za godzinę, teraz już się zrobiło pół dniówki. Muhahahaahhaa.
Może jak faktycznie pójdziecie do pracy to ogarniecie co to jest pensja netto, brutto i super brutto bo na chwilę obecną w Polsce aby na rękę dostać 115 zł to trzeba zarobić 145 zł.
Gra kosztuje w cywilizowanych krajach 30 euro czyli w Polsce cena powinna wynosić około 45 zł.
Możesz sobie piracić w zaciszu swojego domu, nikt ci nie broni. Tylko po co tak publicznie trolować i płakać, że się nie ma kasy?
Ale wiesz że w cywilizowanych krajach gry to rozrywka dla plebsu, dla najmniej zarabiającej klasy robotniczej, Wiesz prawda?
Lubię wspierać innowacyjnych twórców.
A ja nie lubię być traktowany jak klient drugiej kategorii a tym są zachodnie ceny przy wschodnich zarobkach.
Polecam się zapoznać i EOT:
https://naekranie.pl/aktualnosci/ue-wstrzymala-badanie-ktore-twierdzilo-ze-piractwo-nie-szkodzi-sprzedazy-2386600
https://innpoland.pl/137581,piractwo-wcale-nie-szkodzi-kulturze-glosi-tajny-raport-unii-europejskiej-na-swiatlo-dzienne-wydobyla-go-eurodeptowana
Przeprowadzono je na mieszkańcach kilku krajów, w których piractwo treści cyfrowych jest dość popularne.
W tym gronie, oprócz Polski, znalazły się też Hiszpania, Niemcy, Wielka Brytania, Francja i Szwecja.
Jeśli w takich krajach jak Niemcy, Wielka Brytania, Francja i Szwecja jest popularne piractwo to w Polsce nie powinno być w ogóle ochrony praw autorskich.
To ludzie, którzy bezczelnie tu weszli i wymachiwali nim przed twarzami.
Zgadzam się z gościem. Nie ma nic gorszego, niż chełpiący się pirat. Jeszcze rozumiem piracic bo brak kasy, ale żeby chociaż ci ludzie mieli jakieś poczucie wstydu, że robią coś nieuczciwego, a oni coraz częściej nie tyle się do tego otwarcie przyznają co przechwalają. Nawet jeśli piracąc grę twórca na tobie nie traci to przecież wiesz, że to jest złe.
Wątpię, by taki
I ja tam rozumiem; że nie oplaca się za bardzo piracic gierki za 5-10 złotych z bundla. Ale nowosci kosztują już 200-300 zł na ten głupi Steam Cash Fest. Poczekać 3 lata i gierka chodzi po kilka zetów za wyporzyczenie na Steam Fest :D
Sorry, ale nie masz rację. Też brałem to pod uwadze. Też nie jestem zadowolony, że kupione gry nie są moje i nie mam 100% gwarancji co do żywotności. Też tęsknię za czasów wersje pudełkowe. Dlatego nie raz pisałem na forum, że wolę kupić gry GOG, jeśli mam jakiś wybór. Jeśli GOG niedługo zniknie, to przynajmniej mogę utrwalić kupione gry na własnym dysku.
Kupiłem gry na STEAM? Po pierwsze, zapłaciłem za możliwość grania w wymarzone gry. Jak w salonie gier, ale bez limitu ilości żetonów. Po drugie, wspierałem wybrane twórcy gier, jakie oni zasługują, np. zakup Baldur's Gate 3 na GOG dla Larian Studios. A przykładowe gry UbiSoft? Kupiłem to, kiedy były w promocji 90%, więc niewiele traciłem.
Mam ziomka w pracy który pewnie zarabia więcej niż ja i wszystko piraci - od seriali po gry
Na GOG masz to samo, co na Steam. Konto przepada. Możesz zachować sobie instalator do gier i tyle. Ale konto przepadnie razem z Tobą. I to jest jedyna różnica (brak DRM).
Różnica na GOGu jest taka, że jeżeli pobierzesz pełen instalator gry na nośnik, to nawet po utracie konta, możesz sobie tą grę zainstalować i grać. W przypadku Steama, tak już się nie da.
Jak odetną Ci w domu internet, to w przypadku gier na GOGu wciąż będziesz mógł pójść do kogokolwiek, kto ma internet, zalogować się, pobrać na swój nośnik instalator po czym grę przenieść na swój komputer w domu by zainstalować i grać bez problemu. Na Steamie już nie bardzo....
Druga różnica jest to, że nowsze gry STEAM zawsze dostają aktualizacji, kiedy niektóre gry na GOG nadal nie dostają. Za to starsze gry na GOG dostają aktualizacji i to porządne (np. Warhammer Dark Omen), czego na STEAM możesz tylko pomarzyć (dodatkowo, ta platforma przestał wspierać starsze systemy operacyjne).
Wcale nie musisz mieszkać w Afryce, pomieszkaj sobie w Rosji, Chinach, czy w Korei Płn.
Albo i nie - bo możemy się tego doczekać tutaj, jak w porę w UE nie wyjdziemy.
Tylko na Steam czy GOG gry chodzą już od kilku złotych. Dostęp do wielu gier rozdaje się za darmo po czasie. A za pełnoprawną grę trzeba często płacić znacznie więcej. Pełną cenę, nie jakieś tam grosze na Steam.
Bzdura. Masz backup gier i one nie wymagają bycia online.
Masz na myśli Steam? To w takim razie spróbuj zainstalować i po raz pierwszy uruchomić grę z takiego backupu na komputerze bez dostępu do internetu.
spoiler start
Oszczędzę Ci czasu i fatygi: NIE DA SIĘ!
spoiler stop
z jednej strony rozumiem tępić piractwo i oburzenie twórcy z tego powodu że ktoś się chwali produktem przed premierą a z drugiej strony mamy twórców którzy tworzą grę z praktycznie 100% podobnym konceptem od ponad 12 lat i do tego wypuszczają wczesny dostęp żeby zarobić na produkcje który nie jest w pełni dokończonym produktem.
To krótkowzroczne , im bardziej ludzie chcą coś piracić tym bardzej to cenią.
.
To darmowa reklama.
.
Ci ludzie co to blokują nie są zbyt bystrzy
nie może zna spiracic uslugi wypozyczenia gry. Co innego jakby ja sprzedawali ale bie sprzedaja.
Wejście w posiadanie jakiegokolwiek programu/gry bez uprawnienia to już piractwo i grozi za nie do 5 lat więzienia. Sprzedaż to inne dodatkowe kłopoty.
Art. 278. KK
Kradzież
§ 1.
Kto zabiera w celu przywłaszczenia cudzą rzecz ruchomą,
podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
§ 2.
Tej samej karze podlega, kto bez zgody osoby uprawnionej uzyskuje cudzy program komputerowy w celu osiągnięcia korzyści majątkowej.
Wielu ludzi myli "korzyść majątkową" ze sprzedawaniem. Nie. Korzyść majątkowa to zabranie czegoś za co powinno się zapłacić.
Z tym, że sprzedaż (czy też masowa sprzedaż) uruchamia raczej reakcje policji. Samo piracenie w zaciszu domu jest nielegalne ale policja takimi bzdurami się w Polsce się nie interesuje i nie będzie odpalać jakiś prokuratorów, sądów żeby szaremu Kowalskiemu wbijać na chatę za kilka gierek które mają daleko w 4 literach.
Co zabawne kilka lat (około 10) temu byłem na policji w sprawie komputerowej oraz internetowej w miejscowości około 70 tys i wyobraź sobie, że nie było od tego osoby co zgłoszenie przyjęło. Jeszcze mi dali kobitkę która nie ogarniała co do niej mówię. Chcieli mnie przekierować do dużego miasta do specjalnego działu który zajmuje się cyberprzestępstwem.
Nie wiem jak dzisiaj ale może po około 10 latach technika doszła i do tych mniejszych miasteczek.
Myślę że ten cytat z kodeksu karnego całkowicie wyczerpuje temat. Nie ma tam znaczenia czy ty kradniesz coś wypożyczanego czy sprzedawanego. Jeśli zdobyłeś coś za co powinieneś zapłacić to popełniasz przestępstwo.
Art. 116. [Rozpowszechnianie utworu bez pozwolenia]
1. Kto bez uprawnienia albo wbrew jego warunkom rozpowszechnia cudzy utwór w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, artystyczne wykonanie, fonogram, wideogram lub nadanie,
podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
Tracą jedynie prawo do czerpania zysku
Należałoby jeszcze udowodnić w sądzie że pirat by oryginał kupił a tak się nie stanie bo pirat i tak nie kupi na co najlepszym i niepodważalnym dowodem są gry z denuvo. Nie mają ani gigantycznej ani większej sprzedaży niż gry bez tego zabezpieczenia.
I to właśnie wykazał utajniony unijny raport: pirat i tak nie kupi, a jeśli kupi to 5 lat po premierze za 10-30 zł.
Po drugie producent / dystrybutor musiałby w sądzie wyjaśnić dlaczego za swój IDENTYCZNY produkt który ma JEDNORAZOWY koszt produkcji w jednym kraju żąda 60 usd, w innym 30 usd, a w jeszcze innym 10 usd. To jaka jest RZECZYWISTA wartość gry / programu komputerowego?
Nie można więc mówić o stracie gdy nie było żadnych szans na realny zysk. To tak samo jak ja mogę powiedzieć że co tydzień tracę miliony bo nie gram w lotto. A gdybym grał to bym te miliony wygrywał.
I jeszcze jedna ważna kwestia czyli brak przestrzegania prawa konsumenta do odsprzedaży SWOJEJ WŁASNOŚCI czyli zakupionej licencji bo na zasadzie prawa wyczerpania właściciel praw autorskich nie ma już nic do gadania w sprawia licencji którą nam sprzedał.
Reasumując i cytując: jeśli kupowanie nie oznacza posiadania na własność, to piractwo nie jest kradzieżą.
Toteż napisałem: to producent / dystrybutor ma obowiązek udowodnić że poniósł stratę z powodu piractwa. A strata i jej wysokość są tylko i wyłącznie w ich mniemaniu bo "oni sobie założyli że mają tyle i tyle zarobić" i że "każda piracka kopia jest równa 1 niesprzedanej licencji". Ile jest warta ta 1 licencja? 10, 30 czy 50 usd? Owszem stworzenie gry to jakiś koszt. Ale nie można sobie wymyślać "strat z (.) bo piractwo". Dobry produkt zarabia, zły nie zarabia. A producenci gier uważają że zawsze mają zarobić.
Takie Legend of Grimrock 2 to gra od małego niezależnego studia. Kosztowała premierowo 22 euro i koszt produkcji zwrócił się w ciągu niecałych dwóch dni. Kto z was w ciągu tych 48 godzin kupił tę grę? Bo ja nie. Czy producent LoG2 "stracił" bo nie kupiłem jego gry?
Nie zawsze jest tak. Ile dobrych gier widziałem w moim życiu, a nie osiągnęli zadowalający wynik sprzedaży. To też zależy od reklamy i zainteresowanie graczy, a nie tylko jakość produktu.
Dlatego wielu dobrych gier nie doczekali się kontynuacji, bo pazerni wydawcy nie są zadowoleni z wyniki sprzedaży. Np. nie mamy remake Dead Space 2 po udany Dead Space 1 remake.
Tak jak napisałeś, wydawcy gier mają inne poglądy niż graczy.
Nie. Nie kupujesz praw do gier tylko możliwość jej odtwarzania.
I to się właśnie powinno zmienić, bo obecnie to jest chore!
Ty piszesz o prawach autorskich, a ja piszę o prawach użytkownika, które też powinny się pojawić w prawodawstwie i przepisach.
Idąc tym tokiem, to równie dobrze można powiedzieć, że "nie kupujesz książki, tylko możliwość jej czytania".
A ta interpretacja mogłaby dawać pełne prawo wydawcy, do przyjścia do Ciebie do domu(albo wysłanie swoich ludzi) i odebrania Ci jej. I to z lada powodu, a nawet i bez powodu(bo takie ma prawo).
No chyba, że brak własnego internetu, bądź brak/utrata konta na jakimś portalu uważasz za przestępstwo i wystarczający powód do odebrania komuś tytułu(a raczej prawa/licencji do korzystania z niego, jak wolisz), za który zapłacił - to wtedy sorry, ale się nie dogadamy.
Jak napisałem edytując komentarz Legend of Grimrock 2 nie miało żadnej reklamy, kosztowało 22 euro (a nie 50 czy 60) i sprzedało się świetnie osiągając zwrot kosztów (w 2 dni) i dodatkowy zysk. Ja sam kupiłem ją za bodajże około 8 zł.
A teraz przeciwny biegun.
Rockstar Games wydało na sam marketing i reklamę GTA V szacunkowo około 150 milionów dolarów.
I po co ja się pytam?
Według różnych źródeł, sam proces produkcji kosztował około 115 milionów dolarów.
ROTFL. Czyli więcej wydano na marketing i reklamę niż na produkcję.
A teraz najważniejsze.
Gra zarobiła 800 milionów dolarów w pierwszą dobę i 1 miliard dolarów w zaledwie 3 dni.
W 3 dni. A ja kupiłem dopiero 3 albo 5 lat po premierze. I znów zapytam: czy Rockstar Games "straciło" bo nie kupiłem (za 50 euro) GTA5?
Jak widać nie. Czyli realnie gdyby sprzedawać w takim kraju jak Polska nowości po 50 zł to producent / wydawca i tak by zarobił. A to właśnie absurdalna cena niedopasowana do siły nabywczej w danym kraju napędza piractwo. I jest to wiadome od kiedy pojawiły się komputery i gry.
Albo inny przykład: gdyby papierosy kosztowały 5 zł to by nie było przemytu a Skarb Państwa i tak by na nich zarobił. A tak to służby celny robią dokładnie to samo co producenci gier: podają wyciągnięte z (.) "straty" Skarbu Państwa z nieodprowadzonej akcyzy błędnie zakładając że ten co kupił "ruskie" szlugi za 10 zł to by kupił krajowe za 25 zł.
W gwoli ścisłości:
- Rozwój (produkcja): często szacowany na ~137–150 mln USD.
- Marketing i dystrybucja: reszta, czyli ~120–130 mln USD.
To są nieoficjalne, publiczne szacunki — Rockstar/Take-Two nie podały dokładnego rozbicia
Szkoda, że nie wszystkie gry. No, to zależy od ilości konkurencji na STEAM. Dlatego wybór data premiera jest bardzo ważny.
Rynek PC jest czasem wielka loteria. Trudno jest przewidzieć, na co wydają gracze.
A skąd wziąłeś to 300 zł? W Chinach ta sama gra kosztuje 40 zł. Napiszę więc po raz trzeci: ile jest warta "strata" producenta / dystrybutora skoro ten sam produkt (a właściwie to jego kopia o wartości wytworzenia wynoszącej zero ponieważ koszt jest jednorazowy) w jednym kraju wycenił na 300 a w innym na 40 zł.
W prawdziwym życiu to tak nie nie działa. Każdy bochenek chleba ma swój realny koszt na który za każdym razem składa się cena składników, pracy piekarza, transportu, itd. Gdy ktoś ukradnie chleb to jest to rzeczywista i wymierna strata. Piekarnia nie zakłada jednak że sprzeda 50 000 bochenków nowego chleba gdy zazwyczaj sprzedaje ich tylko 10 000. A i tak mogą dostać np. 1000 bochenków zwrotów.
Natomiast producent gry produkuje jeden bochenek i stwierdza że jego chleb jest najlepszy i każdy ma go kupić chociaż nigdy go nie próbował. A gdy nie sprzeda miliona kopii bochenków to winni są wszyscy tylko nie piekarnia która zrobiła ten chleb.
Jak więc wyliczyć cenę tego wirtualnego chleba?
Dobra gra zwraca się w max tydzień w samych tylko USA. Cała reszta świata mogłaby kupować gry po 1 usd za licencję i wciąż producent / dystrybutor by na tym zarobił a nie stracił. Powtarzam: nie można stracić czegoś czego nie można było zarobić a piractwo w 99% jest związane z ceną gry!!!
I teraz super przykład: Medal of Honor: Allied Assault. Gry nie kupiłem w 2002 kiedy miała premierę. Nie kupiłem jej zresztą do dzisiaj a mamy 2026. Po 25 latach ta gra wraz z dwoma dodatkami kosztuje ... 40 zł i jest do kupienia wyłącznie na GOGu czyli miejscu które dla mnie nie istnieje. EA od 25 lat nie chce moich pieniędzy. Nie chcieli w 2002, nie chcą w 2026 bo 40 zł to ja nie dam nawet za nowość a co dopiero za 25 letnią grę. Mam tyle oryginałów ze złotych lat gdy królowały bundle że już braknie mi życia aby te wszystkie gry ograć. Producenci / wydawcy nie zarobią więc na mnie nic przez następne 40 lat. Czy to jest wg nich "strata"?
Niektórzy tu się też chwalą nie raz w swoich wpisach, że "już ściągają z torrentów grę". Jesteście takimi samymi złodziejami jak przytoczony przykład.
W każdym razie nic nie usprawiedliwia piracenia. Dla mnie jest to forma kradzieży, tym bardziej jeśli ktoś później korzysta z tego i pobiera nielegalnie pliki. Możesz sobie mówić co chcesz, że to nie kradzież :) pewnie sam się usprawiedliwiasz w ten sposób i ściągasz z internetu.
Aha, a poza tym tak myślałem, że kojarzę twój nick. Dyskusja z tobą nie ma sensu, już się o tym przekonałem jakiś czas temu. Bez odbioru :)
Właśnie o to chodzi, że nie każde piractwo to kradzież.
Istnieją sytuacje, gdzie ktoś nabył oryginalną wersję, a i tak musiał pobierać piracką wersję z torrenta, żeby móc w nią grać bez problemów, albo żeby w ogóle móc z nią grać.
Jednym z najlepszych przykładów jest afera która kiedyś miała miejsce w przypadku gry Assasin Creed od Ubistoftu, gdzie z powodu DRMu i problemów z serwerami wydawcy, gracze nie mogli grać w zakupioną przez nich grę.
Chyba że fakt, że ktoś zapłacił wydawcy nie ma dla Ciebie żadnego znaczenia, to wtedy sorry, ale się nie dogadamy.
Jak ktoś zapłacił wydawcy to oczywiście, że jest tu problem. Ale myślę, że wydawca raczej reaguje jeśli gra nie działa, albo dostaje się zwrot. Jeśli tak to ja dalej nie widzę tu usprawiedliwienia dla ściągania z torrentów i tym podobnych źródeł.
To jednak też czyjaś praca i pasuje mieć do niej szacunek, no.
No dobra, z tym AC to wciąż niedokładny jeszcze przykład bo można by było przeczekać, bo akurat dla nie to nie problem.
Ale są też inne przykłady, gdzie nie możesz grać w legalnie nabyte gry, bo polityka takiego czy innego wydawcy jest godna "sprawy dla reportera".
Np. z jakiegoś powodu nie masz już internetu w swoim domu, albo nie masz konta na jakimś portalu, bądź je tracisz razem z całą biblioteką gier(i to nie zawsze z prawdziwego, zawinionego powodu; np. zbanowanie kogoś za dane poglądy polityczne, to coś, co jest niestety możliwe) - i wtedy nie możesz grać w jednoosobową grę, mimo że za nią zapłaciłeś(i to być może nie mało).
Absurdalnych przykładów krzywdzących konsumentów jest niestety więcej....
Jedyna zaleta braku DRM to taka, że możesz sobie odpalić grę bez Internetu. Tylko kto dziś gra czy instaluje bez Internetu? Przyda się w razie wojny z Rosją. xD Wtedy będziemy giercować na maxa!
Jedyna zaleta braku DRM to taka, że możesz sobie odpalić grę bez Internetu.
Ale za to NAJWIĘKSZA, którą każdy świadomy użytkownik szczerze doceni!
Tylko kto dziś gra czy instaluje bez Internetu?
Ja, jak i pozostała mniejszość, która lepiej zna życie i jest bardziej świadoma tego, jak wygląda rzeczywistość.
Przyda się w razie wojny z Rosją. xD Wtedy będziemy giercować na maxa!
Pomijając już fakt, że wojna to jest coś, czego życzę sobie tego nie dożyć - choćbym żebym miał umrzeć bądź zginąć w jakimś wypadku już za rok, czy dwa lata....
To Ty nie masz pojęcia o czym piszesz.... Wcale nie musi tu być żadnej wojny. Wystarczy, że jakiś rząd wpadnie na "genialny" pomysł odcięcia obywateli danego kraju od sieci globalnej, bądź od określonych portali internetowych, jak to już ma to miejsce w niektórych krajach(nie tylko w Rosji bądź Chinach). Założę się, że UE również ma takie "mokre sny".
Po drugie, internet to wciąż jest luksusem, a nie standardem zagwarantowanym każdemu, jak np. woda. To wciąż jest coś, na co musisz zawierać umowy z dostawcami internetowymi i ich cyklicznie opłacać.
A w razie ewentualnych problemów, to prędzej zrezygnujesz z internetu, niż z prądu.
Swoją drogą, prąd teoretycznie możesz sobie wytworzyć, natomiast internetu i dostępu do portali już nie bardzo....
Dla mnie to niewiele zmienia, jeśli brak w pudełku płyty bez DRM i prawa do własności.
Akurat prawa własności to prawdopodobnie nigdy nie miałeś, nawet jak kiedyś kupiłeś wersję pudełkową. Tylko że mogłeś korzystać z tej gry i nikt Ci zdalnie nie mógł tej gry odebrać. Tak samo jest teraz z grami bez DRM.
Pudełko z płytą to akurat sprawa najmniej ważna - tym bardziej że istnieją wersje pudełkowe, na których odwrocie jest napisane "Do aktywacji wymagane jest połączenie internetowe i darmowe konto Steam/UPlay/Origin/wstaw cokolwiek".
[Do Internetu mam dostęp od 25 lat (mniej więcej) i prawdopodobnie za mojego życia to się nie zmieni./i]
Tego nie byłbym taki pewien. UE wręcz marzy o tym, żeby to zmienić. A ja ślepo systemowi nie ufam.
Ale nawet dziś same pudełka bez gry nieźle się sprzedają. Szczególnie wersje kolekcjonerskie.
Mnie np. denerwuje, że ukrainiec w Polsce może grać w tą grę po ukraińsku, a polak nie może po polsku. W dobie AI, gdzie plik z całą warstwą tekstwową można przetłumaczyć automatycznie w kilka sekund. Gdzie bez problemu można znaleźć osoby które dokonają korekty i nie będzie to kosztować wiele. Właśnie w takich sytuacjach wspomnieniami wracam do czasów piractwa gdzie tak samo jak teraz gry nie miały spolszczenia, ale przynajmniej były za darmo.
Gra nie ma Denuvo bo wczesny dostęp zresztą żaden wczesny dostęp czy później pełna wersja nie ma tego zabezpieczenia.
Gra jest na to%&$#t nie żaden pirat ja nie brałem, nie sprawdzałem, nie kupowałem bo jedynka mnie jakoś nie przekonała z 2018 roku.
zostało usunięte też, ten co kupił we wczesnym dostępie to jemu zwisało.
Ponadto to chciwe ea nic dziwnego,
brawo znalazłeś jedną grę ma tysiące.
Gry nie brałem z torrentu nie grałem nie sprawdzałem, nie kupowałem etc…
Jeżeli ci sie podoba to graj to wolny kraj ja w swoim wpisie nic nikomu nie odradzałem.
Nigdy o tym nie pisałem... Jeśli to Cię uraziło, to przepraszam. Chodzi o to, że nie ma gry, który zadowoli wszystkich. Każdy ma własny gustu, więc rozumiem Cię.
Sam pisałeś, że pierwsza część Subnautica nie bawi Cię się, więc zrozumiałem i nie musisz tłumaczyć. Subnautica 2 nie różni się od Subnautica 1 poza parę ulepszeń, więc wątpię, by to przypadnie Ci do gustu.
Miłego dnia.
To jest bardzo trudna emocja. Sam jestem twórcą, którego dzieło może zostać spiracone, więc rozumiem tok myślenia. Poświęcasz czemuś lata swojego życia z zespołem ludzi, co kosztuje grube pieniądze, a później ktoś zamiast dorzucić swoją cegiełkę do tego, że to powstało, postanawia sobie to po prostu wziąć. To boli i moim zdaniem nawet nie tak bardzo finansowo co mentalnie. Druga strona jest też zrozumiała. Wiele osób, które piraci, to są późniejsi kupujący. Po prostu lubią konsumować wiele, sprawdzić, co naprawdę lubię, a potem wydawać pieniądze. Wysoka popularność gry (również przez kopie pirackie), to także większe prawdopodobieństwo sprzedaży całego merchu wokół tytułu.
Rynek się już chyba i tak w większości przestawił. Muzycy nie zarabiają na sprzedaży płyt, tylko na koncertach i prawach autorskich. Aktorzy często dostają większe pieniądze z kontraktów reklamowych niż grania w filmach (duże uproszczenie, ale świadomi będą wiedzieli, co mam na myśli). Trudno mierzyć sukces gry sprzedażą, jak po paru miesiącach trafi na promku, a po roku do jakiegoś Plusa czy innej usługi.
Akurat piraci są jedną z największych grup kupujących legalne treści. Podoba mi się podejście dewelopera, nie udaje Maryi dziewicy, wypisując jakieś brednie o piractwie i historie sprzed 20-30 lat albo osoby, która myśli, że świat jet tylko czarno biały, tylko rozumie to, że są różne powody i sam robił podobne rzeczy. Koleś krytykuje tylko kretynów, którzy się chełpią, a są zwyczajnymi idiotami, sami niemającym pojęcia co robią, bo tylko ściągnęli grę i tyle. W 100% popieram dewelopera z takim podejściem.
Jak słyszę ludzi, wystarczy godzina pracy, nie stać cię nie kupuj, to już wiem, że te osoby (w większości) patrzą na coś przez pryzmat swojej zamkniętej bańki i nie rozumieją, że wbrew pozorom nieraz "złe" rzeczy mogą prowadzić do tych dobrych, a OGROMNA ilość dzisiejszych twórców, nie tylko gier, wcześniej kradła programy, gry, filmy czy muzykę, które stały się dla nich inspiracją i dzisiaj sami tworzą własne dzieła i zarabiają pieniądze, jedynie spora część z nich się do tego nie przyznaje z takich czy innych powodów. I to nie jest argument za piractwem tylko argument za tym, że świat nie jest czarno biały, wystarczy sobie przypomnieć czasy drogiej licencji na Photoshopa, albo CD projekt gdzie założyciele firmy, Marcin Iwiński i Michał Kiciński, zanim zaczęli oficjalnie wydawać gry, handlowali sprowadzanymi z Zachodu grami na słynnej warszawskiej giełdzie komputerowej przy ulicy Grzybowskiej, itp.