Czy kryzys technologiczny wymusi na twórcach gier zatrzymanie się lub cofnięcie w wymaganiach sprzętowych?
Od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie pewna rzecz.
Czy obecny kryzys sprzętowy nie zmusi przypadkiem twórców gier do zatrzymania się z tym całym wyścigiem wymagań?
Bo do tej pory mieliśmy prosty schemat. Nowy sprzęt jest mocniejszy, więc robimy bardziej wymagające gry. Gracz kupuje nowy sprzęt, my robimy jeszcze bardziej wymagające gry i tak w kółko.
Tylko że chyba dochodzimy do momentu, w którym przeciętny człowiek zaczyna mówić „a pierdolę, nie kupuję”.
Ceny kart graficznych, RAM-u, SSD itd. robią się coraz bardziej absurdalne, a przecież nie każdy ma potrzebę wymieniania połowy komputera co 2-3 lata tylko po to żeby odpalić nowego Assassina w 60 klatkach.
I tutaj pojawia się pytanie.
Co jeśli twórcy zaczną się z tym realnie liczyć?
Bo mogą oczywiście zrobić grę wymagającą RTX-a 6090, 64 GB RAM-u i najlepiej jeszcze drugiego komputera do obsługi shaderów, ale jaki ma to sens jeśli połowa potencjalnych klientów będzie mogła sobie co najwyżej popatrzeć na wymagania?
Może więc czeka nas pewnego rodzaju technologiczny hamulec.
Nie mówię oczywiście o powrocie do grafiki z PS3 xd. Bardziej o sytuacji, w której wymagania przez kilka lat przestaną rosnąć w takim tempie jak do tej pory, a twórcy będą musieli w końcu nauczyć się optymalizować swoje gry zamiast rozwiązywać każdy problem słowami „kup mocniejszy sprzęt”.
I szczerze?
Nie miałbym nic przeciwko.
Może zamiast kolejnego „wow, ale grafika” dostalibyśmy w końcu „kurwa, jak oni to zrobili, że to tak dobrze działa na takim sprzęcie”.
Ciekawi mnie czy ktoś jeszcze widzi tutaj podobny scenariusz, czy po prostu za chwilę wszyscy będziemy kupować GPU za 10 tysięcy złotych i udawać że to normalne.
Ten strumień świadomości został zredagowany i doprowadzony do porządku przez AI. Jest to element prowadzonych przeze mnie testów o których powiem więcej w niedalekiej przyszłości.