Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 2 grudnia 2009, 11:55

autor: Przemysław Zamęcki

Gra we wszystko na wszystkim. Fan retro gratów i gier w pudełkach, które namiętnie kolekcjonuje.

Colin McRae: DiRT 2 - recenzja gry na PC

Choć Colina McRae nie ma już wśród nas, firmie Codemasters udało się w najlepszy możliwy sposób uhonorować nazwisko tego wielkiego kierowcy. Stworzyła ona bowiem znakomitą grę.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

Tak to już jest, że część największych hitów ma premierę najpierw w wersji konsolowej, a dopiero później, po dodaniu kilku poprawek i odczekaniu nie wiadomo na co i nie wiadomo po co, tytuły te trafiają na nasze poczciwe blaszaki. Nie inaczej jest z nową inkarnacją najlepszych zręcznościowych rajdów w historii elektronicznej rozrywki, czyli z drugą częścią DiRT-a czy – jak kto woli – siódmą częścią Colina McRae. Specjalnie podkreślam tu słowo „zręcznościowych”, bowiem – o ile w „jedynce” starano się zachować jeszcze jakieś pozory symulacji, o tyle w kontynuacji Codemasters postawiło na maksymę: „Hulaj dusza, piekła nie ma!”. Można bez wahania grzać przez wertepy, ile fabryka dała, a z dużym prawdopodobieństwem i tak dojedziemy do mety w całości, zajmując przy okazji miejsce na podium. I wiecie co? Mnie się to podoba.

DiRT 2 ma tyle wspólnego z legendarnym Richard Burns Rally, co sprzęgło z zaprzęgiem. Producent całkiem świadomie postawił przede wszystkim na zabawę i emocje, a dopiero później na zachowanie się pojazdów. Już dawno pojawiły się głosy, że obecna odsłona serii zdaje się być bardziej „amerykańska” i cokolwiek to znaczy, jest w tym sporo racji. Dużo tu zbędnego blichtru, dokazywania i niepotrzebnych udziwnień, ale jeżeli przymknąć oko na otoczkę, to okazuje się, że mamy do czynienia z bardzo porządnie wykonaną grą, która na dodatek w chwili swojej premiery wręcz olśniewa technicznym poziomem wykonania.

Chorwacja kusi pięknem i ostrymi, niebezpiecznymi zakrętami.

Codemasters od dawna stara się, aby już samo menu prowokowało do okrzyków zachwytu. W „dwójce” funkcję tę pełni wnętrze karawanu (nie, nie tego pogrzebowego), w którym rozłożono mapę świata, a na niej rozmieszczono lokacje wraz z aktywnymi w danej chwili zawodami. Ponadto mamy stąd dostęp do trybu multiplayer czy też możliwość przejrzenia własnych statystyk, które przedstawione są w formie osiągnięć. Na zewnątrz wozu kempingowego znajdują się wszelkie pozostałe opcje, włącznie z wyborem samochodu, którym zdecydujemy się pojechać w obranej wcześniej konkurencji. Najważniejsze jednak jest to, że przejścia pomiędzy wszystkimi opcjami są płynne, szybkie i nie nazbyt denerwujące. Jest w tym wszystkim może troszkę przesady, troszkę podglądactwa (placyk z wyborem aut przypomina to, co po raz pierwszy zaserwowało Electronic Arts w Need for Speed ProStreet), ale przynajmniej nie wyczuwa się rażącej sztuczności.

Colin McRae: DiRT 2 - recenzja gry
Colin McRae: DiRT 2 - recenzja gry

Recenzja gry

Jeśli lubicie zręcznościowe wyścigi, to sequel gry Colin McRae: DiRT jest dla Was pozycją obowiązkową. Ekipie z Codemasters udało się uczynić jeszcze lepszym to, co widzieliśmy przed dwoma laty w części pierwszej.

Recenzja Mario Kart Live - zaledwie ciekawostka za bagatela 400 zł
Recenzja Mario Kart Live - zaledwie ciekawostka za bagatela 400 zł

Recenzja gry

Mario Kart Live na papierze brzmi jak rewolucja: niestety ta rewolucja kończy się po dwóch godzinach, mordowana przez nudę, powtarzalność i problemy techniczne.

Recenzja gry NFS Heat – nowy Need for Speed dowozi... i nie dowozi
Recenzja gry NFS Heat – nowy Need for Speed dowozi... i nie dowozi

Recenzja gry

Need for Speed: Heat to najlepszy NFS, ale tylko na tle dwóch ostatnich odsłon. Zapamiętamy go jednak na zawsze dzięki wyjątkowym przygodom z policją. Uberpolicją!