Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 23 czerwca 2009, 11:54

autor: Przemysław Zamęcki

Gra we wszystko na wszystkim. Fan retro gratów i gier w pudełkach, które namiętnie kolekcjonuje.

Still Life 2 - recenzja gry

Po raz kolejny ruszamy tropem seryjnego mordercy. Tym razem w roli głównej duet agentki FBI i dziennikarki.

Największą bolączką Still Life 2 są technikalia. Pomimo czterech lat na karku, pierwsza część jest znacznie ładniejsza od „dwójki”. Zacznijmy od tego, że w 2009 roku zabrakło tak podstawowej wydawałoby się rzeczy, jak obsługa panoramicznych monitorów. Powtarza się więc casus całkiem niezłego A Vampyre Story, które również trafiło do sprzedaży bez takiej możliwości. Przygody Mony zostały dodatkowo oszpecone przez brak wsparcia dla rozdzielczości wyższych niż 1024x768. W Still Life 2 jest z tym tylko trochę lepiej, bo choć maksymalna rozdzielczość jest taka sama, to można ją jeszcze potraktować czterokrotnym antyaliasingiem. Choć oczywiste jest, że nie szata zdobi dobrą przygodówkę, w końcu w tych najlepszych postacie były tylko zlepkiem niewyraźnych pikseli, jednak w 2009 roku takie niedopatrzenie zakrawa na ponury żart.

Zestaw małego chemika.

Podobnie ma się sprawa z wszelkimi animacjami. Lepsze widziałem w wiekowym Watchmakerze, grze, która ma dzisiaj osiem lat! Ponadto wszelkie akcje są niewykończone. Na przykład, kiedy chcemy coś podnieść, nie widzimy, aby bohaterka faktycznie wykonywała jakiś związany z tą akcją ruch. W czasie chodzenia czy odwracania się postacie potrafią się dziwnie ślizgać. Podczas konwersacji twarz pozostaje właściwie bez jakiegokolwiek wyrazu, a zdarza się, że usta kłapią coś zupełnie niezwiązanego z wypowiadanym tekstem.

Kolejną sprawą jest nie najlepiej pomyślany inwentarz. Bardzo często zdarza się, że przenoszone rzeczy nie mieszczą się w nim i część z nich musimy odłożyć do jakiejś szafki, przytomnie udostępnionej przez autorów właśnie to tego typu czynności. Jednak i tu wkradła się pewna niedoskonałość, bowiem niektóre z tych pozostawionych przedmiotów mogą przydać nam się kilka lokacji dalej, więc trzeba zrobić w tył zwrot i mozolnie przedzierać się z powrotem, aby je zabrać. Ten swoisty backrtacking zabija trochę przyjemność z rozwiązywania naprawdę niezłych i momentami bardzo trudnych zagadek.

Stare powiedzonko mówi, że jak spadać, to z wysokiego konia. Mocne słowa, które padły na początku recenzji powinny unaocznić Wam, jak bardzo nowy deweloper musiał się starać, aby zepsuć prawie wszystko to, co stanowiło o sile części pierwszej. Przy czym Still Life 2 nie jest produktem całkowicie nieudanym. Jego najmocniejszą stroną jest ciekawy scenariusz, w którym nie zabrakło tak ważnych, podtrzymujących uwagę elementów, jak dobre i niebanalne zagadki oraz nagłe zwroty fabularne.

Dobry kryminał cechuje się tym, że czytelnik pomimo przeczytania najpierw ostatniej strony i tak rozpocznie lekturę od początku. Still Life 2 jest właśnie taką ostatnią stroną. Tyle tylko, że po sprawdzeniu, kto zabił, ewentualne przyszłe czytanie lepiej skończyć w połowie, aby nie zatrzeć niepotrzebnie dobrego wrażenia.

Przemek „g40st” Zamęcki

PLUSY:

  • ciekawy scenariusz;
  • interesujące zagadki.

MINUSY:

  • wykonanie techniczne;
  • konieczność backtrackingu;
  • pojawiająca się okazjonalnie presja czasowa;
  • możliwość śmierci głównej bohaterki.