Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 22 stycznia 2007, 11:25

autor: PaZur76

18 Wheels of Steel: Haulin' - recenzja gry

Haul znaczy ciągnąć, przewozić. I tak też – z grubsza biorąc – wygląda ta gra: prawie bez przerwy coś ciągniemy, w tę i we w tę.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

Ach, jakiż to był spokojny tydzień! Żadnego rozdzierającego uszy wycia szlachtowanych wrogów dobiegającego z komputerowych głośników, błagań o litość, przekleństw, juchy chlapiącej z monitora na twarz, huku wystrzałów etc. Zamiast tego miarowy, usypiający warkot silnika, przerywany od czasu do czasu klaksonem co bardziej krewkiego kierowcy. I hipnotyzujący szum wycieraczek zmywających z przedniej szyby rzęsiste krople deszczu. Doprawdy, czuję się jak nowonarodzony, to było niemal katartyczne przeżycie. Bo czyż podróż highway’em ciągnącym się aż po horyzontu kres, tym razem bez spychania na pobocze innych kierowców (a to ci dopiero – no violence!), nie może działać oczyszczająco i zdejmować z sumienia gracza ciężaru tych setek morderstw dokonanych wcześniej i z zimną krwią na Bogu ducha winnych potworach w innych grach? Do czego piję? Ano, do 18 Wheels of Steel, konkretnie kolejnej, piątej już, odsłony tego dosyć popularnego w niektórych kręgach symulatora ciężarówek, zatytułowanej Haulin’. A właściwie – do zabawy nią. To Wy sobie czytajcie dalej, a ja tu jeszcze obrócę z ładunkiem dynamitu do Nju Jorku. Skąd by tu zacząć?

Paaanie, zasuwam 93-ką do Vegas, a tu nagle światła mi gasną, silnik się krztusi i siakieś zielone mnie z szoferki wyciągają, lewatywę chcą robić...

San Francisco

Haul znaczy ciągnąć, przewozić. I tak też – z grubsza biorąc – wygląda ta gra: prawie bez przerwy coś ciągniemy, w tę i we w tę. Sensu większego w rozpisywaniu się na temat schematu w oparciu, o który skonstruowano grę, nie widzę, bo też i novum żadnego w nim nie znajduję. Ale dla niedoinformowanych... No więc, w dalszym ciągu prowadzimy sobie firmę transportową realizującą zlecenia przewozu ładunków pomiędzy 40 amerykańskimi i kanadyjskimi metropoliami, rozsianymi na terytorium w całości przeniesionego w świat gry USA i południa Kanady. Najwyraźniej ktoś wyrwał z atlasu producentów gry mapy takiej tam Europy... A metropolie to też na wyrost napisane, bo każda z nich to ledwie kilka ulic na krzyż. Ale niech będzie – i tak jest lepiej niż w poprzednich odsłonach gry. Odległości między poszczególnymi miastami są spore (przejazd od jednego do drugiego zajmuje czasami nawet do kilkunastu minut realnego czasu) więc nie raz nie dwa przyjdzie nam dolać wachy do baku czy przekimać się na poboczu w kabinie ciężarówki.

Z biegiem czasu i w miarę wypełniania się naszego portfela bugsami – w końcu Ameryka to kraj wielkiej kasy, która leży na ulicach i tylko czeka by się po nią schylić, nie? – powiększamy nasz park maszynowy o kolejne ciągniki (nowe lub używane). Ewentualnie naprawiamy bądź modernizujemy stare. Wątek ekonomiczny obecny w serii od jej narodzin pozwala zaś zatrudniać dodatkowych kierowców i powierzać im pomniejsze kursy – wszak w najstarszych pieśniach śpiewano już, że ciągnąć w kilku jest raźniej. Tak na marginesie – dobrze, iż mikroekonomia w gierce w ogóle jeszcze jest, bo samo prowadzenie tira, tak jak wygląda ono w obecnej postaci w grze, nie nasyciłoby – jak mniemam – żarłocznych apetytów graczy.

Wachlarz ładunków jeszcze się powiększył. Doliczyłem się ponad 70 (!) rodzajów towarów, w tym tak nietuzinkowe jak rakieta, mobilny dom czy... jacht. Bynajmniej nie legendarna już łódka z powy... połamanymi wiosłami niejakiego Statsona, tfu – Stansona. Chwali się producentowi, że naprawdę postarał się, aby gracz miał w czym przebierać – i chodzi mi tu i o wozy, ich części i o towary – ale to już, w gruncie rzeczy, też było.

Recenzja gry Microsoft Flight Simulator 2020 – największy sandbox w historii
Recenzja gry Microsoft Flight Simulator 2020 – największy sandbox w historii

Recenzja gry

Cała planeta pod jednym kliknięciem myszy, własny dom z lotu ptaka i światowe metropolie w next-genowej oprawie. Flight Simulator 2020 to preludium następnej generacji gier.

Recenzja Animal Crossing: New Horizons – gry, która się nie spieszy
Recenzja Animal Crossing: New Horizons – gry, która się nie spieszy

Recenzja gry

Animal Crossing: New Horizons stanie się częścią waszej codziennej rutyny. Obok pracy, szkoły, obiadów i spotkań ze znajomymi każdego dnia będziecie więc łapać motyle i łowić ryby. I będziecie się z tego cieszyć, jak dzieci.

Recenzja gry Farming Simulator 19 Platinum Edition – Dój krowy póki gorące
Recenzja gry Farming Simulator 19 Platinum Edition – Dój krowy póki gorące

Recenzja gry

Ledwo co przeżyliśmy koniec lata, termometry pikują w dół, a Giant Software próbuje nakłonić nas, abyśmy założyli wypchane słomą gumiaki i ruszyli dziarsko na farmę. Zgadzamy się na to, bo Platinum Edition to wciąż stary dobry Farming Simulator 19.