Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać Artykuły PREMIUM

Alone in the Dark Recenzja gry

Recenzja gry 19 marca 2024, 15:00

Recenzja gry Alone in the Dark - tu straszy klimat, nie jumpscare'y

Alone in the Dark to powrót nieco zapomnianej dziś marki, która 32 lata temu położyła fundamenty pod serie Resident Evil, Silent Hill i cały gatunek survival horrorów. I jest to powrót całkiem udany, przywołujący ducha oryginału we współczesnej formie.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

Pierwsza odsłona Alone in the Dark z 1992 roku to jedna z moich ukochanych gier – absolutny top 3 wszech czasów! Wtedy dałem się kompletnie oczarować pokracznym animacjom Edwarda Carnby’ego i niesamowitemu klimatowi eksploracji nawiedzonego domu. Nie miałem pojęcia, że właśnie rodzi się nowy gatunek o nazwie survival horror, nie wiedziałem, że fabuła gry inspirowana była twórczością H.P. Lovecrafta i jego mitologią Cthulhu. Liczyła się tylko filmowa immersja osiągnięta dzięki stałym ustawieniom kamer oraz klimat posiadłość Derceto, który wciągał do zupełnie innego świata.

Kiedy więc niedawno dowiedziałem się, że pojawi się kolejna odsłona tej serii, byłem jednocześnie podekscytowany i zaniepokojony. Doskonale pamiętałem, jaką krzywdę wyrządziły marce dwie ostatnie próby zrobienia gry z tego cyklu. Z drugiej strony istniała szansa, by znowu wyprowadzić legendę na prostą – przypomnieć o niej czymś lepszym od fatalnego Illumination z 2015 roku. A pierwsze zapowiedzi, sugerujące zupełnie inną opowieść, bazującą jedynie na postaciach i wydarzeniach z oryginalnej trylogii, dawały nadzieję na dobre podejście do tematu.

Derceto w nowej wersji zachwyca projektami lokacji oraz ilością detali.Alone in the Dark, THQ Nordic, 2024.

No i generalnie się nie zawiodłem! Nowe Alone in the Dark ponownie oczarowało mnie niezwykłym, gęstym klimatem, absolutnie zachwycającymi lokacjami w posiadłości Derceto oraz licznymi nawiązaniami do materiału źródłowego. To horror, który nie próbuje straszyć jump scare’ami czy gore’em, tylko stawia na atmosferę, powolną eksplorację i stopniowe odkrywanie fabuły. Nawet jeśli nie wszystko wyszło perfekcyjnie, nawet jeśli niektóre elementy można było wykonać lepiej, to i tak spędziłem z AitD niesamowite chwile. Nie nudziłem się, nawet przechodząc grę ponownie (drugą grywalną postacią), i z pewnością ukończę ją jeszcze nieraz, tak jak robiłem to z produkcją z 1992 roku.

Nowa odsłona znanych motywów

Alone in the Dark z 2024 ma trochę elementów survival horroru, ale nie są one dominujące. Chyba ponownie można nazwać tę produkcję przygodówką – wspartą różnymi mechanikami. Najbardziej skojarzyła mi się z Alanem Wakiem 2, gdzie na pierwszym miejscu jest fabuła, łączenie ze sobą strzępów informacji, czasem nawet interpretacja, potem eksploracja lokacji i zagadki, zaś walka stanowi tylko dodatek – przełamanie tego wszystkiego momentami akcji. Naszym celem w Alone in the Dark jest bowiem nie tyle przetrwanie, co przeprowadzenie śledztwa – dowiedzenie się, gdzie zniknął niejaki Jeremy Hartwood.

Fabuła zabierze nas w różne dziwne miejsca poza posiadłością.Alone in the Dark, THQ Nordic, 2024.

Wcielamy się tu albo w Emily, zaniepokojoną losem wuja siostrzenicę Jeremy’ego, albo w wynajętego przez nią prywatnego detektywa – Edwarda Carnby’ego. Dwójka bohaterów udaje się do posiadłości Derceto nieopodal Nowego Orleanu, gdzie Jeremy jest kimś w rodzaju pacjenta. Derceto w nowej wersji Alone in the Dark pełni funkcję szpitala, czy też sanatorium, dla psychicznie chorych prowadzonego przez cenionego psychiatrę. Szybko okazuje się jednak, że tak mieszkańcy, jak i sama posiadłość skrywają wiele tajemnic, które trudno logicznie wyjaśnić i które zabierają nas w coraz dziwniejsze miejsca, a wszystko przesycone jest klimatem noir z lat 20. – spowitym papierosowym dymem i powolną muzyką jazzową.

Derceto to osobny bohater tej gry. Dom potrafi żyć własnym życiem, zmienić się w jednej chwili.Alone in the Dark, THQ Nordic, 2024.

Podobnie jak w oryginalnej wersji gry fabuła bardzo delikatnie odwołuje się do motywów z uniwersum Cthulhu. To nie są Mroczne zakątki świata czy The Sinking City, by przenosić nas do portowego miasteczka i ryboludzi. Tylko ci najwięksi fani Lovecrafta rozpoznają i skojarzą małe wtrącenia o latarni morskiej w Massachusetts czy o coraz bardziej istotnej w całej historii Czarnej Kozie. Pierwsza część była jedynie luźno inspirowana dziełami Lovecrafta, ówcześni twórcy nawet stracili z tego powodu oficjalną licencję na uniwersum Cthulhu.

Jedna historia – dwójka różnych bohaterów

Drugim ważnym nawiązaniem do pierwszej części jest możliwość wyboru pomiędzy dwójką protagonistów – Edwardem i Emily – tyle że niezależnie od tego, na kogo się zdecydujemy, rozgrywka okazuje się praktycznie identyczna. Z małymi wyjątkami, bierzemy udział w tych samych wydarzeniach, tak samo walczymy i rozwiązujemy te same zagadki. Niektórzy mogą odebrać to jako wadę, ale trzeba wziąć pod uwagę, że inne podejście wymagałoby stworzenia odrębnej kampanii – krótszej i mniej atrakcyjnej, bo z rozmów pomiędzy bohaterami wynika, że postać, której nie kontrolujemy, nie doświadcza żadnych paranormalnych zjawisk. Druga istotna rzecz – to zapewne nawiązanie do pierwszej części z 1992 r., gdzie rozgrywka również wyglądała identycznie, a inne było tylko wprowadzenie tekstowe na początku. O ile jednak ponowne przejście gry drugą postacią w oryginale nic nie wnosiło, tak tutaj jakieś zmiany są i zdecydowanie warto ukończyć ten tytuł kolejny raz.

Zagadki nie są aż tak pomysłowe jak w oryginale, a ich poziom trudności bywa nierówny.ze”.Alone in the Dark, THQ Nordic, 2024.

Każdy z bohaterów ma przede wszystkim inne relacje z mieszkańcami Derceto i odkrywa inne fragmenty historii. W cutscenkach z NPC rozbrzmiewają zupełnie inne dialogi, czasem też odbywają się one w innych miejscach. Gdy grałem drugi raz jako Emily, od razu zwróciłem uwagę na inne wymiany zdań z wujem Jeremym i inne wiadomości od niego – znacznie bardziej osobiste, uzupełniające fabułę o nowe informacje. Pod koniec gry każda z postaci otrzymuje też swój osobisty level, gdzie lokacje i zagadki są zupełnie odmienne. Nie są to długie etapy, ale na pewno warto zobaczyć je oba – zwłaszcza ten z Emily – o wiele bardziej przejmujący, z ewidentnymi nawiązaniami do jednej z odsłon Silent Hill.

Dbałość o detale - wdepnięcie w kałużę krwi powoduje zostawianie krwawych śladów.Alone in the Dark, THQ Nordic, 2024.

No i występują tu też pomysłowe znajdźki, które nie resetują się przy ponownym przechodzeniu gry, tylko wymagają wręcz kilkakrotnej rozgrywki, by zebrać je wszystkie. Podzielono je na zestawy po trzy, cztery sztuki i dopiero skompletowanie takiego setu albo odkrywa jakąś informację o lorze gry, albo nawet odblokowuje jakiś przedmiot do użycia czy wręcz opcję obejrzenia alternatywnych zakończeń! A skoro mowa o finałach – początkowo byłem może trochę zawiedziony, bo gra długi czas sugeruje, iż jest tu jakieś drugie, zaskakujące dno, a tymczasem zaskoczenie okazało się zupełnie innego rodzaju. Po kolejnym przejściu fabuły zrozumiałem jednak, że w ten sposób twórcy zostawili sobie furtkę dla ewentualnej kontynuacji, a ostatnie słowa, jakie padają w grze, to duże mrugnięcie okiem do fanów oryginalnej trylogii. Poza tym dla chętnych zawsze istnieje opcja uważnej eksploracji i odblokowania alternatywnego epilogu. Sami osądzicie, czy jest lepszy.

Dariusz Matusiak

Dariusz Matusiak

Absolwent Wydziału Nauk Społecznych i Dziennikarstwa. Pisanie o grach rozpoczął w 2013 roku od swojego bloga na gameplay.pl, skąd szybko trafił do działu Recenzji i Publicystki GRYOnline.pl. Czasem pisze też o filmach i technologii. Gracz od czasów świetności Amigi. Od zawsze fan wyścigów, realistycznych symulatorów i strzelanin militarnych oraz gier z wciągającą fabułą lub wyjątkowym stylem artystycznym. W wolnych chwilach uczy latać w symulatorach nowoczesnych myśliwców bojowych na prowadzonej przez siebie stronie Szkoła Latania. Poza tym wielki miłośnik urządzania swojego stanowiska w stylu „minimal desk setup”, sprzętowych nowinek i kotów.

więcej

TWOIM ZDANIEM

Grałeś/grałaś w klasyczne części Alone in the Dark z lat 90.?

Tak, we wszystkie
11,1%
Tak, w niektóre
42%
Nie
46,9%
Zobacz inne ankiety
Recenzja gry Outcast: A New Beginning. Dobrze zagrać w grę z otwartym światem bez zbędnych aktywności
Recenzja gry Outcast: A New Beginning. Dobrze zagrać w grę z otwartym światem bez zbędnych aktywności

Recenzja gry

Outcast: A New Beginning jest produkcją „bezpieczną”. Nie jest wybitny, ale też nie ma w nim nic, co by mnie odpychało. Problemy techniczne rzucają się jednak w oczy, a największą wadą tej gry okazuje się wysoka cena.

Recenzja gry Helldivers 2 - to jedna z najlepszych pozycji w historii do grania z kolegami
Recenzja gry Helldivers 2 - to jedna z najlepszych pozycji w historii do grania z kolegami

Recenzja gry

Helldivers 2 pokazuje, co może zrobić doświadczony zespół specjalizujący się w określonym gatunku gier, mając wsparcie dużego wydawcy pokroju Sony. Zdecydowanie nie sprawi, że serwery będą działać stabilnie po 14 dniach po premierze.

Recenzja gry Pacific Drive - to najdziwniejszy, najbardziej wciągający survival od dawna
Recenzja gry Pacific Drive - to najdziwniejszy, najbardziej wciągający survival od dawna

Recenzja gry

Pacific Drive udowadnia, że w oklepanym gatunku survivali jest jeszcze miejsce na nowe, świeże doświadczenia, nawet gdy składają się na nie znane pomysły. W żadnej innej grze nie poczujecie tak silnej więzi ze swoim samochodem – starym kombi!