Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

The Final Station Recenzja gry

Recenzja gry 31 sierpnia 2016, 10:00

autor: Pajdos

Spoglądam w lustro i wiem, że jestem bohaterem – w końcu uratowałem już setki wirtualnych światów...

Recenzja gry The Final Station – podróż koleją w czasie apokalipsy

The Final Station od pierwszych trailerów, które pojawiły się w Internecie wygląda jak efekt namiętnego romansu This War of Mine ze „starą, ale jarą” Transarcticą. Brzmi świetnie, ale czy na pewno takie jest w praktyce?

Recenzja powstała na bazie wersji PC. Dotyczy również wersji PS4, XONE, Switch

PLUSY:
  1. kilka rodzajów przeciwników;
  2. przemyślane etapy platformówkowe;
  3. „mgła wojny” w pomieszczeniach, do których jeszcze nie dotarliśmy;
  4. interesująca fabuła z kilkoma ciekawymi wątkami pobocznymi;
  5. piękne grafiki wykorzystane jako tła poziomów;
  6. nienachalny humor;
  7. intuicyjne i ciekawe minigierki w etapach pociągowych…
MINUSY:
  1. … które skutecznie uniemożliwiają śledzenie dialogów naszych towarzyszy;
  2. wtórność rozgrywki odczuwalna przy dłuższych posiedzeniach;
  3. brak kwestii dialogowych naszego bohatera w rozmowach z NPC;
  4. niemożność podjęcia „moralnych decyzji” dotyczących zabierania (lub nie) bohaterów na pokład pociągu;
  5. nie zawsze czytelna czcionka w dialogowych chmurkach.

Przyglądając się wydawniczemu życiorysowi studia tinyBuild Games, można odnotować kilka dobrych, jak na standardy gier indie, produkcji – w końcu znajdują się wśród nich małe perełki pokroju bardzo dobrego Punch Club, zajawkowego SpeedRunners, czy niecodziennego Spoiler Alert. Kolejnym tytułem, który wyszedł spod ich skrzydeł, jest The Final Station – debiut deweloperski rosyjskiego studia Do My Best Games. Wydawało się, że – szczególnie dzięki niewyeksploatowanemu dotąd pomysłowi na dwutorową rozgrywkę okraszoną arcade’ową szatą graficzną – będziemy mieć do czynienia z najciekawszą z propozycji niezależnych serwowanych na Steamie pod koniec wakacji.

Para – buch! Koła – w ruch!

„Fabuła w platformówkach nie musi grać pierwszych skrzypiec”, powtarzałem sobie pod nosem jak mantrę, rozpoczynając nową grę w The Final Station. A tu proszę – muszę przyznać, że oniryczny, a zarazem mroczny prolog pozytywnie mnie zaskoczył. Od razu pojawiły się pierwsze pytania: „gdzie jesteśmy?”, „co to za potwory?” i wreszcie „kim jest enigmatyczny facet ze strzelbą?”. Etap ten jednak przerwany zostaje przez najgorszą z możliwych kliszę – dźwięk budzika sugerujący, że najwyższy czas, aby protagonista wstał do pracy. Nie trawię tego wyświechtanego motywu; na szczęście twórcy, w myśl hitchcockowego trzęsienia ziemi, postarali się, aby od tego momentu tempo akcji nieustannie wzrastało.

Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, Bill ma nadzieję, że w tym pociągu chociaż żarcie będzie. - 2016-08-31
Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, Bill ma nadzieję, że w tym pociągu chociaż żarcie będzie.

Bohaterem gry jest Edward Jones, maszynista eksperymentalnego modelu pociągu o numerze bocznym BELUS–07. Kontrolę nad nim przejmujemy 106 lat po tajemniczej „Pierwszej Wizytacji”. W czasie jej trwania z nieba zaczęły spadać kosmiczne kapsuły, a wydobywający się z ich wnętrza gaz udoskonalał umysły nielicznego odsetka ludzi. Większość populacji zamieniała się jednak w mroczne i krwiożercze istoty przypominające zombie. W obawie przed ponownym zagrożeniem, o którym wypowiadają się najczęściej NPC zwichrowani psychicznie, rząd postanowił wdrożyć projekt „Guardian”, który przez długie lata finansowano z kiesy obywateli.

Battlefield 2042 - recenzja. Dla każdego coś multiplayerowego
Battlefield 2042 - recenzja. Dla każdego coś multiplayerowego

Recenzja gry

Najnowsza produkcja studia DICE zrezygnowała z kampanii singlowej – zamiast tego zdecydowano, że gracze otrzymają więcej różnorodności w zawartości dla wielu graczy. Czy to dobry kierunek rozwoju?

Recenzja GTA Trilogy Definitive Edition - nie o taki remaster nic nie robiłem
Recenzja GTA Trilogy Definitive Edition - nie o taki remaster nic nie robiłem

Recenzja gry

GTA: The Trilogy Definitive Edition to mocno nieprzemyślany pakiet remasterów. Pomimo dość ładnej grafiki za cenę jednej gry dostajemy trzy stare. Można się przy nich nieźle bawić, ale raczej nie przekonają do siebie nowych graczy.

Recenzja gry Call of Duty: Vanguard - tylko dla największych fanów serii
Recenzja gry Call of Duty: Vanguard - tylko dla największych fanów serii

Recenzja gry

Najnowszy Call of Duty: Vanguard to poprawna strzelanka w singlu i powtórka z rozrywki w multi. Nie zaskakuje ani na plus, ani na minus, co czyni z niej nieco bladą, łatwą do zapomnienia odsłonę.