Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Crashlands Recenzja gry

Recenzja gry 4 lutego 2016, 14:55

autor: Adam Zechenter

Redaktor. Historyk. Miłośnik strategii, gier sieciowych i dobrej literatury.

Recenzja gry Crashlands – Don’t Starve na wesoło i na piątkę z plusem

Luty dopiero co się rozpoczął, a już trafia się solidny kandydat do tytułu mobilnej gry roku. Crashlands, czyli dzieło trójki braci, to wesoły survival, w który po prostu świetnie się gra!

Recenzja powstała na bazie wersji iOS. Dotyczy również wersji PC, AND

PLUSY:
  • barwna i ładna oprawa graficzna;
  • zabawny świat i zapadające w pamięć postacie niezależne;
  • gra jest po prostu wciągająca (syndrom jeszcze jednego questu);
  • ciekawy system walki – łatwy do zrozumienia, a mimo to wymagający uwagi;
  • ogromny świat, złożony z trzech różnych krain;
  • rozbudowany i mądrze zaprojektowany system craftingu;
  • crossplatformowość.
MINUSY:
  • na PC typowe problemy portów z urządzeń mobilnych;
  • taka sobie oprawa dźwiękowa.

Branżę gier wideo można opisać, parafrazując cytat z Forresta Gumpa: jest ona jak pudełko czekoladek – nigdy nie wiadomo, co nam się trafi. Mowa również o wielkich produkcjach, o których przed premierą wiemy (zdawałoby się) wszystko, a i tak potrafią nas zaskoczyć – czasem pozytywnie, czasem negatywnie. Zasada ta jeszcze bardziej pasuje do mniejszych, niezależnych tytułów tworzonych przez małą grupkę fascynatów – wśród zalewu produkcji nudnych, brzydkich i niedopracowanych wypada od czasu do czasu prawdziwa perełka.

Crashlands to właśnie jedna z takich jakże miłych niespodzianek. Ta wyjątkowo wysoko oceniania produkcja rodzinnego studia Butterscotch Shenanigans (prowadzi je trzech braci) zaskoczyła branżę niczym zima drogowców. Bez cienia przesady można powiedzieć, że już teraz (w lutym!) mamy do czynienia z poważnym kandydatem do tytułu mobilnej gry roku. Zapnijcie zatem pasy, bo opowieść w Crashlands zaczyna się niczym u Hitchcocka – od trzęsienia ziemi. A potem – zgodnie z założeniem – jest już tylko lepiej!

W kosmosie nikt nie usłyszy krzyku kuriera

Przygoda w Crashlands rozpoczyna się na statku kosmicznym – nasza bohaterka o imieniu Flux jest bowiem kurierem międzyplanetarnym. Wszystko idzie całkiem nieźle aż do momentu, gdy pojawia się pewien kosmita z przerośniętym ego oraz trudnym do wymówienia imieniem Hewgodooko. Jak można się domyślić, w efekcie tej niezbyt przyjacielskiej wizyty rozbijamy się na obcej planecie, a naszym zadaniem staje się odbudowanie statku i dostarczenie transportowanych towarów do oczekujących na nie adresatów – czego jak czego, ale etosu pracy Flux odmówić nie można. Tutaj rozpoczyna się właściwa zabawa, w trakcie której trafiamy do losowo tworzonych biomów, gdzie zbieramy różne składniki, tworzymy z nich przedmioty, walczymy z potworami, wykonujemy zadania dla (przyjaznych tym razem) kosmitów, a wszystko to, by odlecieć z felernej planety i wypełnić swoje zobowiązania.

Mały, ciasny i zagracony, ale – własny! - 2016-02-04
Mały, ciasny i zagracony, ale – własny!

Pierwsze skojarzenie, jakie pojawiło się w mojej głowie po odpaleniu gry, dotyczyło... Narnii C. S. Lewisa. Jak wielu z Was pewnie pamięta, w trakcie podróży statkiem „Wędrowiec do Świtu” bohaterowie książki natrafiają na różne dziwy, a wśród nich na istoty zwane Łachonogami – mają one jedną wielką stopę, więc poruszając się, skaczą, a przy tym nieźle hałasują. Pierwszymi stworami, z jakim mamy w do czynienia Crashlands, są wompity, czyli coś w rodzaju psa skrzyżowanego ze słoniem, a do tego kicającego na jednej stopie. Florę i faunę planety, na której się rozbiliśmy, zaprojektowano tak, że zarówno cieszy oko, jak i stwarza pewne pole do popisu mechanice rozgrywki. Oto wompity atakują w ten sposób, że co jakiś czas skaczą, zadając obrażenia w punkcie lądowania – chwilę wcześniej miejsce to zostaje oznaczone czerwonym okręgiem, co pozwala z niego wybiec i uniknąć trafienia. Na tej samej zasadzie atakują inne stwory, czy to owadopodobne glutterflye strzelające trującymi kulami czy kretopodobne tartile zachowujące się jak... moździerze. Cała walka zyskuje dzięki temu zręcznościową mechanikę znaną z różnych gier MMO – mnie przywiodła na myśl WildStara, także z powodu podobieństw estetycznych, w końcu obie te produkcje są wyjątkowo barwne.

W świecie gry odwiedzamy domy różnych postaci niezależnych. - 2016-02-04
W świecie gry odwiedzamy domy różnych postaci niezależnych.
Recenzja gry Sniper Elite 5 - coraz mniej snajpera, coraz więcej Hitmana
Recenzja gry Sniper Elite 5 - coraz mniej snajpera, coraz więcej Hitmana

Recenzja gry

Karl Fairburne powraca jako snajper, spec od robienia zdjęć rentgenowskich oraz odpowiednik Agenta 47 lub Sama Fishera w czasach inwazji na Normandię. Sniper Elite 5 zmienia się bowiem coraz bardziej w pełnoprawną skradankę.

Recenzja gry Trek to Yomi - chcę więcej takich gier!
Recenzja gry Trek to Yomi - chcę więcej takich gier!

Recenzja gry

Flying Wild Hog stworzyło produkcję, nijak pasującą do wcześniejszych strzelankowych dokonań tego studia i... naprawdę dało radę. Trek to Yomi to mała, ale świetna gra, która garściami czerpie z dorobku kina samurajskiego.

Recenzja gry Hades - wielka gra dla tych, co mało czasu mają
Recenzja gry Hades - wielka gra dla tych, co mało czasu mają

Recenzja gry

Wiedziałem, że Hades będzie świetną hybrydą action RPG i „rogalika”, ale okazał się także znakomitą grą dla dojrzałych graczy. Zgrabnie porusza poważne tematy, ale robi też coś jeszcze. Szanuje nasz czas.