Technologie Tanie i polecane Porady PC Windows Konsole Telefony Technika

Technologie

Technologie 25 października 2021, 14:40

Komputer, którego konfiguracja sprosta najnowszym i najbardziej wymagającym tytułom

Czy cienki, gamingowy laptop jest w stanie zapewnić doznania porównywalne z topowym pecetem? Zobaczcie sami, jak prezentuje się Lenovo Legion 7 w akcji.

W moje ręce wpadł niedawno dzięki uprzejmości Lenovo - Legion 7 - jeden z najmocniejszych laptopów dostępnych na rynku. Postanowiłem przetestować go w jednych z najbardziej wymagających gier dostępnych obecnie na pecetach i podzielić się z Wami moimi wrażeniami z użytkowania tego potwora. W końcu taki notebook poradzi sobie z każdą grą na najwyższych ustawianiach graficznych. Prawda? O tym, czy rzeczywiście tak jest przekonacie się za moment.

Specyfikacja

Jeśli chodzi o specyfikację sprzętu, to jest ona absolutnie topowa, ale wspomnę, że pod jego maską znajduje się ośmiordzeniowy procesor AMD Ryzen 7 5800H wspierany przez potężne GPU w postaci GeForce’a 3080 w wersji Laptop. W połączeniu z 16 gigabajtami szybkiej pamięci RAM DDR4 i terabajtowym dyskiem SSD wszystko powinno śmigać na nim bez najmniejszych problemów. Lenovo nie szło tu na żadne kompromisy i to widać także w jakości wykonania sprzętu – obudowa z aluminium sprawia wrażenie solidnej, a zastosowany ekran IPS o przekątnej 16 cali zapewnia wsparcie dla HDR-u i wysokiej częstotliwości odświeżania na poziomie 165 herców. Nic tu nie trzeszczy, wszystko zdaje się być pewnie osadzone na swoim miejscu. Jedyne zastrzeżenie miałem do klawiatury o zbyt małym (jak dla mnie) skoku, co powodowało, że często pisane przeze mnie zdania nie były zbyt czytelne. Pewnie to kwestia przyzwyczajenia i indywidualnych preferencji, ale wolę przyciski z mojego poczciwego Thinkpada.

Czy Legion 7 rzeczywiście poradzi sobie z każdą grą?

Po wstępnej konfiguracji urządzenia postanowiłem nie marnować czasu i zabrać się do testowania Legiona. Wybrałem tytuły, które wyróżniają się wysokimi wymaganiami lub po prostu świetnie wyglądają, bo to właśnie dla takich produkcji został podobno stworzony ten laptop, a ja zamierzałem poddać go graficznym torturom.

74 fps-y na ultra w RDR2? Proszę bardzo.

Na pierwszy ogień poszło Red Dead Redemption 2, które kupiłem kilka miesięcy po premierze wersji pecetowej. Chciałem doświadczyć przygód Arthura Morgana na pececie, ale okazało się, że mój osobisty komputer (wyposażony w GTX-a 1070) nie dał sobie rady z grą na wysokich ustawieniach w 60 klatkach na sekundę. Po odpaleniu gry na Legionie przesunąłem w ustawianiach wszystkie suwaki na ultra – powłączałem dosłownie każdą opcję graficzną. W natywnej rozdzielczości 2560 na 1600 pikseli RDR 2 działał w mniej więcej 70 klatkach na sekundę (z włączonym DLSS w trybie Auto). Dzięki obecności technologii NVIDIA G-SYNC nie odczułem tego, że gra działała poniżej natywnej częstotliwości odświeżania (165 Hz), a samo doświadczenie było świetne. W końcu mogłem cieszyć się dzikim zachodem.

Latający żołnierz mnie rozproszył, ale screena udało się zrobić.

Cyberpunk 2077 zasłynął dość kontrowersyjną premierą oraz tym, że potrafił męczyć nawet najbardziej wydajne konfiguracje sprzętowe. Jak z grą studia CD Projekt RED poradził sobie Legion 7? Naprawdę dobrze. Biorąc pod uwagę, że znowu ustawiłem wszystkie opcje (włącznie z ray tracingiem) na maksa, to wynik oscylujący w granicach 63 fps-ów jest naprawdę niezły. Sporo pomógł tu DLSS od Nvidii ustawiony w tryb „Zrównoważony”, bo bez niego tytuł działał zauważalnie wolniej. Ponad trzy godziny rozgrywki przebiegły jednak całkiem przyjemnie i grze nie zdarzało się spadać poniżej „magicznej” wartości 60 klatek na sekundę.

Nic nie smakuje lepiej niż widok bomby wybuchającej na ogonie Arachnotrona.

Doom Eternal był moją ulubioną grą 2020 roku. Ograłem go dwukrotnie na swoim pececie, ale teraz, gdy do tytułu dodano ray tracing nie mogłem nie odpalić go na Legionie 7. Ustawiłem najwyższe możliwe detale, włączyłem śledzenie promieni i DLSS, a moim oczom ukazało się średnio ponad 110 klatek na sekundę – nawet gdy wszystko wokół wybuchało. Całość prezentowała się jeszcze lepiej niż ją zapamiętałem, a tryb HDR dodał zabawie więcej głębi kolorów.

Minecraft RTX potrafi dokopać karcie graficznej.

Dość nieoczekiwanie produkcją, która najbardziej zmęczyła Legiona był... Minecraft RTX. Kultowa gra o świecie złożonym z klocków dostała jakiś czas temu obsługę ray tracingu, więc postanowiłem ją przetestować. Przyznam, że po załadowaniu pierwszej mapy od Nvidii byłem dość skonsternowany – w neonowym mieście licznik klatek na sekundę wskazywał na przemian liczby 59 i 60. Nie był to bynajmniej błąd związany ze źle ustawioną synchronizacją pionową – tytuł Mojangu po prostu tak katował RTX-a 3080. W innych planszach sytuacja wyglądała znacznie lepiej i z włączonym ray tracingiem widziałem średnio około 90 fpsów. Przyznam, że nie byłem nigdy fanem Minecrafta, ale z realistycznymi odbiciami i oświetleniem zaprzyjaźniłem się na tyle, że wsiąknąłem na kilka dobrych godzin.

Lance Stroll mógł tylko oglądać pióropusze wody wylatujące spod moich kół – byłem dla niego za szybki.

Jako że bardzo lubię gry wyścigowe, to nie mogłem odmówić sobie także przetestowania F1 2020 oraz Dirta 5. W tym pierwszym tytule spędziłem już setki godzin, ale to tej pory grałem w 60 klatkach na sekundę. Na legionie włączyłem produkcję Codemasters w najwyższych detalach i z zadowoleniem stwierdziłem, że wszystko działa w stabilnych 165 FPS-ach. Muszę przyznać, że różnica względem starego monitora była duża, ale nie aż tak, żebym nie mógł w przyszłości wrócić do 60 FPS-ów.

Niemniej wyścig z legendarnymi przeciwnikami wygrałem w cuglach, a Legion nawet się nie spocił podczas grania. Niestety z jakichś powodów program do rejestrowania wydajności odmówił współpracy, ale uwierzcie mi – nie dropnęła mi ani jedna klatka.

Dirt 5 z HDR-em jest jeszcze bardziej kolorowy niż sądziłem.

Również z najnowszym Dirtem 5 laptop nie miał większych problemów – 165 FPS-ów na ultra i włączony HDR sprawiły, że przestałem nieco narzekać na przeciętny model jazdy gry i skupiłem się na podziwianiu widoków.

Multimedia

Dość nieoczywistym zastosowaniem dla tak drogiej i wydajnej maszyny wydaje się oglądanie Netflixa czy YouTube’a, ale podczas ściągania gier do testów postanowiłem uraczyć się paroma odcinkami ulubionego serialu i kilkoma wideo z serwisu Google. Z dużym zaskoczeniem stwierdziłem, iż wbudowane w urządzenie głośniki emitują dźwięk więcej niż zadowalający i z powodzeniem mogą zastąpić wiele zewnętrznych jednostek. W połączeniu z naprawdę jasnym ekranem HDR o wysokiej rozdzielczości oglądanie wideo było czystą przyjemnością. Choć nie powiem – zastosowanie wyświetlacza w proporcjach 16:10 powodowało, że większość treści była okraszona czarnymi pasami z góry i z dołu. To zdanie może zabrzmieć dość zabawnie, ale bardzo spodobała mi się funkcja przekształcenia klawiatury w wirtualny spektrometr, który pulsował w różnym natężeniu, zależnym od odtwarzanego dźwięku. Mały bajer, a cieszy.

Musicie więc wiedzieć, że jeśli w przerwie od grania czy intensywnej pracy usiądziecie do ulubionego serialu, to będziecie bardzo zadowoleni z komfortu oglądania.

A jak to wszystko działa?

Cóż w przypadku laptopów gamingowych ciężko jest wymagać, by były one równie ciche i chłodne, co stacjonarne odpowiedniki. W końcu potężne podzespoły zamknięto tu w miniaturowej obudowie. Z temperaturami Legiona 7 jest jednak nie najgorzej – około 80 stopni osiągała karta graficzna pod obciążeniem. Cieplej było w przypadku procesora, bo zmierzyłem tu około 90 stopni. Nie są to wartości niskie, ale nadal dalekie od niebezpiecznych.

Wbudowane chłodzenie daje sobie radę i nawet pod maksymalnym obciążeniem nie można zauważyć większego throttlingu – liczba klatek na sekundę pozostaje wtedy stabilna. Niestety zauważyłem, że górna partia przycisków (głównie okolice guzików qwerty) nagrzewała się znacząco, co dało się wyczuć pod palcami. Nie przeszkadzało to w rozgrywce, ale było odczuwalne.

Z wielką mocą i wydajnym chłodzeniem wiąże się jednak wada w postaci hałasu emitowanego przez urządzenie. W trakcie rozgrywki wiatraki rozpędzają się do takiej prędkości, że są wyraźnie słyszalne. Problem znika na szczęście po założeniu słuchawek – przez taką barierę świst powietrza się nie przebija.

Podsumowując test Legiona 7 muszę przyznać, że miałem do czynienia z naprawdę potężną maszyną, która została stworzona z myślą o użytkownikach chcących grać we wszystko w najlepszej możliwej jakości. Oczywiście w przypadku mobilnego sprzętu nie dało się tego osiągnąć bez towarzystwa wysokich temperatur i głośnego systemu chłodzenia. Wracając do pytania zadanego w pierwszym akapicie, to tak – Lenovo Legion 7 poradzi sobie właściwie z każdą grą, nawet na detalach ustawionych na Ultra.

ZASTRZEŻENIE

Materiał powstał we współpracy z firmą Lenovo.

Mikołaj Mikołaj Łaszkiewicz Łaszkiewicz