Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Felietony

Felietony 11 grudnia 2020, 17:50

autor: Krystian Smoszna

Fan black metalu i szeroko rozumianych gier akcji. Kocha Dooma miłością prawdziwą.

Cyberpunk 2077 - to się wyklepie

Polski Rockstar wydał kolejną grę i wszystko wydaje się być w porządku, bo opinie na jej temat w większości są pozytywne. No chyba, że popełnimy ten błąd i sięgniemy po wersję konsolową.

Pięć lat temu z okładem miałem przyjemność recenzować trzecią odsłonę serii Wiedźmin. Nie powiem, że była to przyjemność wątpliwa, bo różnego rodzaju obelgi spływają po mnie jak woda po kaczce, ale faktem jest, że przez długi czas rzekomo zaniżoną ocenę Dzikiego Gonu wytykano nam nagminnie w komentarzach, a hasło „8,5/10” stało się naczelnym żartem, przywoływanym zresztą w redakcji do tej pory. Nigdy decyzji o takim potraktowaniu „Wieśka” nie żałowałem, bo oceniam gry zgodnie ze swoim sumieniem, a recenzja to rzecz subiektywna i nikt zgadzać się z nią nie musi. Gra może mieć potencjał na „dychę”, ale „dychy” dostać nie musi, bo na przeszkodzie do upragnionej noty stoją różne przeszkody.

Ówczesne problemy Wiedźmina 3 wzięły się stąd, że „Redzi” w 2015 roku dostarczyli nam kopię recenzencką na PlayStation 4, czyli – jak się później okazało – wersję najsłabszą ze wszystkich. Nawet dziś trzeba przełknąć drobne mankamenty gry na tej konsoli, np. długo doczytującą się mapę, zwłaszcza w późniejszej fazie przygody. Wówczas na dokładkę była jeszcze tona gliczy, atak klonów, który z niewiadomych względów wybaczono „Redom” od razu (inni nie mieli tego szczęścia) oraz typowe problemy wieku dziecięcego, kiedy nasz brzdąc próbuje pokonać na własnych nogach cały pokój, ale kilkukrotnie wywraca się po drodze. W moim przekonaniu polscy deweloperzy popełnili wówczas strategiczny błąd, decydując się na przekazanie gry recenzentom właśnie na tej platformie. Odbiór edycji PC byłby nieporównywalnie lepszy, no ale stało się. Na szczęście dla „Redów” wielu moich kolegów po fachu przymknęło oko na mankamenty, dzięki czemu dziś Dziki Gon ma 93 punkty na Metacritic.

Dlaczego do tego wracam? Bo po tych pięciu długich latach mam wrażenie deja vu. Konsolowe wersje Cyberpunka 2077 znów „Redom” ewidentnie nie wyszły, pecetowa edycja góruje nad pozostałymi, ale tym razem to ona – ta lepsza – została posłana recenzentom na pożarcie. Jednocześnie skrzętnie pomijano w komunikacji „paździerzowate” porty na konsole, a przede wszystkim ten na PlayStation 4, z którym obcowanie jest teraz swoistą drogą przez mękę. Wyhodowanych w laboratorium i pozbawionych bugów filmów przedpremierowych nie liczę, bo tam wszystko musiało błyszczeć – wiadomo, marketing. Przykra niespodzianka nastąpiła więc w dniu premiery i nikt jej się nie spodziewał.

Gram więc sobie w tego Cyberpunka 2077 na PS4 Pro i na usta cisną mi się jedynie inwektywy. Co z tego, że fabuła i questy w tej grze błyszczą, a muzyka to arcydzieło, skoro w trakcie jazdy odczuwam kilkusekundowy „freeze” za każdym razem, kiedy próbuję zmienić kamerę w aucie lub stację radiową. To tylko jeden przykład, bo worek z błędami w przypadku tej edycji jest wyjątkowo obszerny, ale nie czas to i miejsce, żeby sypać nimi jak z rękawa. Zrobimy to po weekendzie. Nie przekonują mnie hasła „odpal sobie na pececie, a nie na tym złomie”, bo w obu przypadkach gra kosztuje tyle samo, a na konsolach nawet więcej. Trzeba było premierę opóźnić, cenę obniżyć albo mieć jaja i odpowiednio wcześnie nazwać rzeczy po imieniu. Obeszłoby się wówczas bez przykrych rozczarowań.

Patrząc na to wszystko z boku, stwierdzam, że my – gracze – dożyliśmy beznadziejnych czasów. Winni są wszyscy. My dziennikarze, którym czasem zdarza się hajpować gry ponad miarę, deweloperzy, którzy nie mogą, nie potrafią lub nie są w stanie dowieźć niemalże idealnie skrojonych swoich dzieł na zaplanowane z góry terminy, no i „platformholderzy”, którzy certyfikują każdy gniot, jaki im się podsunie w myśl zasady „Da się odpalić? To jest OK”. Mamy dziś szybki Internet, więc w czym problem? My Wam damy patche, Wy je sobie ściągnięcie – „end of story”. Bo przecież to nieuniknione, że błędy w tak dużych grach muszą być, prawda? Ile razy słyszeliście ten żenujący frazes? Na szczęście istnieją twórcy, którzy dostarczają gry z segmentu AAA niepowodujące zgrzytania zębów w wersji 1.0 i to oni mogą o sobie powiedzieć, że faktycznie poprawiają po premierze błędy, a nie lepią czym się da ten skład węgla i papy, jakim właśnie jest Cyberpunk 2077 na PlayStation 4 – na najpopularniejszą konsolę w naszym kraju.

ZAPISZ SIĘ DO NEWSLETTERA

Jeśli spodobał Ci się ten tekst i chcesz otrzymywać kolejne felietony przed wszystkimi, zapisz się do naszego newslettera.

Krystian Smoszna

Przeprosiny CD Projektu za Cyberpunka, czyli szybka lekcja, czego lepiej nie mówić
Przeprosiny CD Projektu za Cyberpunka, czyli szybka lekcja, czego lepiej nie mówić

Excuses are like assholes. Everyone has one and they all stink. Szkoda, że CEO CD Projekt Red Marcin Iwiński nie znał tego angielskiego powiedzenia. Jego przeprosiny zabrzmiałyby wtedy dużo lepiej.

Wydaliście werdykt - czy Cyberpunk 2077 zostanie grą roku?
Wydaliście werdykt - czy Cyberpunk 2077 zostanie grą roku?

Już tylko jeden dzień dzieli nas od ogłoszenia wyników plebiscytu na najlepszą grę ubiegłego roku. Ostatecznego rezultatu jeszcze nie ogłosimy, ale już teraz możemy Wam powiedzieć, że ten najbardziej krytykowany tytuł zaszedł w nim bardzo daleko.

Dla mnie Cyberpunk 2077 to świetny film, ale gorsza gra
Dla mnie Cyberpunk 2077 to świetny film, ale gorsza gra

Przez kilka pierwszych godzin Cyberpunka 2077 ciężko mi było oderwać się od ekranu. Wciągający scenariusz, trzymające w napięciu wydarzenia, świetne dialogi. Szkoda, że w pewnym momencie ten film musiał zmienić się w grę.