Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Filmy i seriale

Filmy i seriale 6 września 2019, 14:37

autor: Hubert Sosnowski

Opublikował kilka opowiadań w prasie. Miłośnik gier, książek i sportów walki.

Recenzja filmu To: Rozdział 2 – czy to horror? Nie, to mroczna baśń

To. Rozdział 1 odczarowało ekranizacje prozy Stephena Kinga, z którymi bywało różnie. Rozdział 2, choć odrobinę słabszy, utrzymuję dobrą passę. Straszy mniej, ale wierzcie mi, nie taka jest jego rola.

PLUSY:
  1. znakomicie podkreślające klimat zdjęcia i muzyka;
  2. świetnie zagrani bohaterowie – zarówno w dorosłym, jak i w młodzieńczym wydaniu;
  3. ładnie rozłożone akcenty komediowe i pastiszowe, które czemuś służą;
  4. to wciąż duszna opowieść o małym miasteczku, w którym straszą czyny złych ludzi;
  5. zaprezentowane z wyobraźnią maszkary.
MINUSY:
  1. film momentami się dłuży i ma zbyt jednostajny rytm;
  2. jeśli ktoś spodziewał się porządnej porcji strachu – będzie zawiedziony.

Rany, traumy i lęki wyniesione z dzieciństwa goją się najdłużej. Często znaczą nas na całe życie. Można próbować zapomnieć, ale to zawsze wraca – w koszmarach, w panicznych reakcjach, w tym zająknięciu, które przydarza się w najmniej odpowiednim momencie. Kiedy jesteśmy wyczerpani i opuszczamy gardę. Taka rzecz często okazuje się mała, błaha i mniej straszna, gdy patrzymy na nią po latach – ale i tak rzuca na nas cień. Z tą myślą podszedł do drugiego Tego reżyser Andres Muschietti. I doskonale wiedział, co robi. Choć nie uniknął wpadek.

Ustalmy jedną rzecz od razu. To. Rozdział drugi Was nie przestraszy. Owszem, podskoczycie, kiedy jedno z drugim straszydło wyrwie się do przodu, jakby miało wypaść z ekranu i Was zjeść, ale to raczej efekt perfekcyjnego montażu wspartego dźwiękiem i naturalna reakcja organizmu niż prawdziwy, dogłębny lęk. Mrok wprawdzie spowija cały film, jednak akcenty fantastyczne nie są tu po to, by przyprawić nas o zawał czy bezsenność. To element niepokojącej baśni, stylistyki. Jak w Jeźdźcu bez głowy Tima Burtona czy w Stranger Things. Prawdziwe zło czai się gdzie indziej.

Już pierwsza scena rozwiewa wątpliwości. To pokaz bezinteresownego okrucieństwa, do którego zdolny jest tylko człowiek. Ale przecież tak było też w prozie Kinga – to społeczność, zwłaszcza ta małomiasteczkowa, zamknięta, odwracająca wzrok, najczęściej bywa przyczyną nieszczęść. A wszystko, co złe, dzieje się w Maine.

Mija 27 lat. Przyjaciele z Derry rozjechali się po Ameryce i każde z nich zajęło się swoim życiem. Zapomnieli o starciu z klaunem Pennywise’em oraz o własnych traumach. Odnieśli sukces, a przynajmniej tak to wygląda. Gdy jednak rozpoczyna się nowa fala zniknięć i makabrycznych wydarzeń, nawiedzają ich wspomnienia. Bohaterowie wracają więc do miejsca, gdzie wszystko się zaczęło.

Poprzednia próba ekranizacji Tego (1990 rok) stanowiła miniserial. W roli przerażającego klauna wystąpił w niej mistrz aktorskich szarż – Tim Curry. Produkcja ta nawet nie próbowała straszyć i raczej nie zachwyciła widzów.

Pennywise nie okazuje się tu jednak najgorszym wrogiem. Stanowi zagrożenie, wyskakuje z cienia, próbuje zabić, wciągnąć bohaterów w swoje gierki, ale szybko zdajemy sobie sprawę, że jest tylko wykoślawionym lustrem, w którym ci się przeglądają. Reżyser uświadamia to nam mniej więcej w co drugiej scenie z niepokojącą muzyką. Potwory dalej rzucają się na widza tak, by ten podskoczył, ale ich popisy szybko przeradzają się w campową, przaśną karykaturę, uroczo przeciągniętą, makabryczną, jednak zabawną w swoim przerysowaniu.

Ośmieszanie straszydeł okazuje się przemyślanym i świadomym zabiegiem, obrazując etap oswajania lęków i traum. Są mniejsze i bardziej błahe, niż nam się wydawało. Niektóre nawet zabawne. Ale do tego musieliśmy dojść i nie obyło się bez ofiar. Opowieść wygrywa dzięki tej psychologii sprytnie wetkniętej pomiędzy klasyczne zagrania kina grozy.

Konstrukcja zawaliłaby się jednak bez odpowiednio dobranych aktorów. Muschietti zebrał eskadrę orłów, którą na pordzewiałym rowerze prowadzi James McAvoy, płynnie przechodzący od zrywów odwagi do nawrotów strachu, poczucia winy i jąkania. Wtóruje mu cała pierwszoplanowa obsada z Jessicą Chastain i Jayem Ryanem na czele. Zarówno jako postacie, jak i jako aktorzy dźwigają brzemię swoich młodszych wersji – ich powracające wspomnienia, strach, poczucie straty i krzywdy. Ekipa radzi sobie znakomicie, tak w scenach fantastycznych, baśniowych czy nostalgicznych, jak i w tych, w których króluje strach i przemoc.

Potwory, choć nie straszą, wypadają sugestywnie. Nawet jeśli czasem widzimy szwy CGI, to jednak nie można animatorom odmówić przekonującej wizji i wyobraźni. Niektóre są obrzydliwe, inne po prostu zabawne. Cała brygada operatorska stanęła zresztą na wysokości zadania, ładnie naświetlonymi zdjęciami i kontrastami budując nastrój opowieści o wychodzeniu z koszmarów młodości, przypominaniu ich sobie i godzeniu się z tym wszystkim. Nie tylko muzyka i gra aktorska, ale też odpowiednie kolory potęgują wrażenie, jakie robią na nas konkretne sceny. Kompozytorzy i reżyserzy dźwięku również się spisali, a jednego z utworów użyto w tak perfekcyjnym momencie, że ciężko było się nie zaśmiać.

1000 STRON VS. DWA FILMY

Oryginalna powieść Kinga miała ponad tysiąc stron, miniserial z lat 90. trwał ponad trzy godziny, a teraz postanowiono podzielić opowieść na dwa filmy. Każda z tych wersji trochę się różni. Dla przykładu rytuał w nowym obrazie wygląda inaczej, niż opisał to autor powieści, i inaczej bohaterowie dowiadują się o jego istnieniu. Nie będziemy tutaj jednak analizować szczegółów.

Przepracowywanie traum to jednak trudny proces, w którym zdarzają się porażki. Historia, owszem, angażuje, ale potyka się o własny rytm i długość. To blisko trzy godziny, które trzeba przesiedzieć w kinie. Niczym w grze wideo przed ostatecznym starciem z Pennywise’em każdego z bohaterów czekają dwa etapy podróży osobistej. Jak questy, w których trzeba coś zdobyć i przeżyć. To one rozciągają opowieść. Choć wspierają wydźwięk filmu i pozwalają na aktorskie oraz realizatorskie popisy, potrafią jednak znużyć i stają się przewidywalne. Na szczęście w finale fabuła odzyskuje tempo, a między bohaterami aż iskrzy.

Rozdział drugi mimo wszystko okazuje się udaną kontynuacją i domknięciem. Odrobinę słabszy na poziomie scenariusza, nie ustępuje w żadnej innej kategorii poprzedniemu filmowi i wprowadza nowe elementy do układanki. Uwodzi obłędnymi wizualiami, jest zabawny, poruszający i mroczny, kiedy trzeba. Natomiast niemal kompletnie nie straszy. Nie na poziomie zjawisk nadprzyrodzonych.

Bo To jest tak naprawdę mroczną baśnią – drastyczną jak u braci Grimm czy Andersena. To zinfantylizowana mitologia rodem z twórczości Lovecrafta. To klaun w lustrze, który robi „buuu!” – i tak naprawdę nasza (oraz bohaterów) reakcja ważniejsza jest od tego, jak straszny ten pomalowany dupek w odbiciu by się nie wydawał. I to już może nas zaniepokoić.

Ocena: 7,5/10

O AUTORZE

W kinie spędziłem blisko trzy godziny i mimo to – nie żałuję. To ciekawe doznanie zanurzyć się czasem w takiej spreparowanej rzeczywistości, bajkowej i trochę przerażającej. Z seansu wyszedłem zadowolony, nawet rozbawiony. Ale klaunów raczej nie polubię.

Hubert Sosnowski

TWOIM ZDANIEM

Lubisz prozę Stephena Kinga?

Tak
69,3%
Nie wiem, nigdy nie czytałem
22,9%
Nie
7,8%
Zobacz inne ankiety
Recenzja filmu Pewnego razu w Hollywood – piękny, gorzki sen o Kalifornii
Recenzja filmu Pewnego razu w Hollywood – piękny, gorzki sen o Kalifornii

Każdy czasem potrzebuje baśni. Nawet Quentin Tarantino. Dlatego taką nakręcił – dla widzów i dla siebie. Once upon a time... in Hollywood to słodko-gorzka, nostalgiczna, osobista opowieść. Jedna z ciekawszych w dorobku reżysera.

John Wick 3 – recenzja filmu. Baba Yaga znowu wymiata!
John Wick 3 – recenzja filmu. Baba Yaga znowu wymiata!

Pewne rzeczy są nieuchronne. To konsekwencje działań i cyklu życia. Śmierć, podatki. Sukces trzeciego Johna Wicka. Zwłaszcza to ostatnie. Parabellum to prawdopodobnie najlepsze kino akcji, jakie wyszło w ostatnich latach.

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
06.09.2019 15:10
1
Gieszu
9
Konsul

Miałem już okazję obejrzeć i po przypomnieniu sobie pierwszej części muszę przyznać, że w pełni zgadzam się z autorem, horroru tu tyle co nic ale to właśnie taka mroczna baśń i historia o dojrzewaniu i radzeniu sobie z traumami, pokonywaniu lęków i więzach przyjaźni

06.09.2019 15:16
odpowiedz
czubaluga
0
Junior

Jedynka kojarzyła mnie się właśnie z kinem familijnym hehe

06.09.2019 20:46
odpowiedz
Olekrek
29
Pretorianin

Według definicji "To" jest horrorem, bo mamy do czynienia z przeciwnikiem, który nie pochodzi z naszego realnego świata.

06.09.2019 23:27
odpowiedz
McGyver
38
Chorąży

@Olekrek ludzie po prostu nie znają definicji horroru i jak nie ma jump-scare'ów to marudzą. Ja w sumie nigdy nie lubiłem horrorów. Poza kilkoma wyjątkami. Jakoś same strasznie mnie nigdy nie interesowało. Wolę dobrą historię.

07.09.2019 10:36
Kaczmarek35
1
odpowiedz
4 odpowiedzi
Kaczmarek35
12
Senator

Tyle, że najlepsze horrory mają dobre historie. Przecież najwyżej cenione filmy gatunku mają na dobrym poziomie reżyserię, scenariusz, aktorstwo, dialogi, zdjęcia, klimat i dobry patent na budowanie napięcia i straszenie. Większość najlepszych filmów tego gatunku jest z lat 70' i 80'

07.09.2019 19:19
taffer33
32
Centurion

Któraś z pierwszych czterech części Piątku 13ego, Halloween albo Koszmar z Ulicy Wiązów mają jakąś fabułę, poza paroma zdaniami wstępu skąd wziął się dany morderca? Horror to w 90% klimat, nastrój, budowanie napięcia. Reszta to miłe dodatki.

08.09.2019 09:52
2
zychomir
17
Konsul

znamienne, że na wzmiankę o latach '70 i '80 nie przyszły tobie do głowy takie tytuły jak Lśnienie Kubricka, Egzorcysta czy Omen, ale tanie slashery...

09.09.2019 12:38
marcban
48
Pretorianin

Koszmar z Ulicy Wiązów trochę odstawał na plus od Piątek 13 czy innego Helloween i dziesiątków podobnych "arcydzieł" bo był zdecydowanie bardziej pomysłowy i lepiej zrealizowany, no ale fakt to dalej głównie dość głupawy slasher z nastolatkami. Inna sprawa, że czasem fajnie się takie bzdury ogląda :)

10.09.2019 23:24
Kaczmarek35
😂
Kaczmarek35
12
Senator

taffer33
Lepiej jakbyś podał np:
Egzorcysta 1973
Kult 1973
Nie oglądaj się teraz 1973
Black Christmas 1974
Teksańska masakra piłą mechaniczną 1974
Szczęki 1975
Deep Red 1975
Carrie 1976
Omen 1976
Suspiria 1977
Świt żywych trupów 1978
Magic 1978
Halloween 1978
Obcy 1979
Lśnienie 1980
Przebranie mordercy 1980
Opętanie 1981
Poltergeist 1982
Coś 1982
Koszmar z ulicy wiązów 1984
Mucha 1986
Hellraiser 1987
Deliria 1987
itp.

post wyedytowany przez Kaczmarek35 2019-09-10 23:34:06
07.09.2019 10:56
metro_stalker
odpowiedz
metro_stalker
9
Chorąży

Czy dwójka jest równie skopana jak jedynka? Czy może jest to coś więcej niż badziew dla nastolatków? Jedynce na filmweb dałem 5/10... klauny mnie nie straszą a już na pewno nie ten w tym filmie... czy warto oglądać dwójkę, czy to taka sama liga jak pierwsza część?

07.09.2019 10:58
VirtualManiac
odpowiedz
VirtualManiac
15
Wirtualny

It nie przypadł mi do gustu. It follows już lepsze.

07.09.2019 13:40
fragmajsteryt
👎
odpowiedz
1 odpowiedź
fragmajsteryt
2
Chorąży
4.0

Horror od siedmiu boleści ;) Dwójka słabsza od jedynki.
Spamowanie jump scare'ami to zły pomysł szczególnie w takim wykonaniu zero napięcia nic meh.
Pełno marnego CGI.
Historia strasznie rozciągnięta, zero innowacji tylko do bólu kserowanie książki.
Filmowcy wyjdźcie w końcu z tych ram, przestańcie się bać i zamiast kserować materiał źródłowy 1:1 dodajcie coś od siebie ;)

08.09.2019 02:08
zanonimizowany1294004
0
Centurion

Słowem: słabo

post wyedytowany przez zanonimizowany1294004 2019-09-08 02:09:07
08.09.2019 10:04
odpowiedz
Bromly
5
Pretorianin

Najlepszy w filmie był King i nie podobało mi się zakończenie :)

08.09.2019 16:29
👍
1
odpowiedz
Xallie
0
Junior

Krótko i na temat: Druga część filmu bardzo mi się podoba - koniec :D

08.09.2019 16:37
Ghost2P
1
odpowiedz
Ghost2P
105
Legend

Jedynka była świetna, trzeba będzie zobaczyć druga część :d

08.09.2019 23:07
odpowiedz
Czlowieksmuteg
23
Pretorianin

Mocne 4/10. Raczej bardziej komediodramat.

09.09.2019 12:30
1
odpowiedz
marcban
48
Pretorianin

To film o przepracowywaniu traum z przeszłości, traum z dzieciństwa w szczególności. Czy udany czy mniej to już inna sprawa ale nie dziwi mnie, że gimbusom się nie podoba. To ten etap w ich życiu, że fajny jest zombie z siekierą czy coś takiego. Wielu zresztą z tego nigdy nie wyrasta.

11.09.2019 07:40
eJay
odpowiedz
eJay
187
Quaritch

gameplay.pl

6.5

Chapter 2 jest dla Chaptera 1 tym, czym Engdame dla Infinity War ;) Pierwsza odsłona w obu tytułach jest bardziej zwarta, lepiej wyreżyserowana, krótsza, zwyczajnie ciekawsza i budząca więcej emocji - tam aż biło jakimś efektem świeżości. W Chapter 2 jest wszystkiego o wiele za dużo, a drugi akt w którym bohaterowie chodzą po swoje talizmany to taka fabularna mielizna, że szkoda pisać. A pod koniec mamy już takie łubudu, że z ekranu aż wypadają wydane na CGI dolary.

Wątek Bowersa jest tragiczny w każdym calu. Nie pojmuję, jak można było zostawić taki syf w kinowej wersji jak:

spoiler start

zombie (?) jako szofer - WTF??!?!?!

spoiler stop

Takie rzeczy idą zazwyczaj pod nóż montażysty i wrzucane do bloppersów/alterantywnych scen na Blurayu.

Poza kilkoma innymi problemami (słabe i nierówne efekty, zwłaszcza w scenie w restauracji) oglądało się jednak w miarę dobrze. Casting wypadł bardzo fajnie, ale Ben, Richie i Eddie królują, reszta jest poprawna i nie wadzi. Metraż odrobinę za długi, można było usunąć to i owo (przykłady j.w.), przyśpieszyć akcję w środku. A tak w ogóle to scena stadionowa powinna otwierać ten film - jest w sumie najlepsza i na poziomie pierwszej odsłony.

Chapter 1 - 8/10
Chapter 2 - 6+/10

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze