Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Publicystyka

Publicystyka 8 marca 2018, 16:48

autor: Kalevatar

Recenzja filmu Anihilacja – świetne science fiction od Netflixa

Po kilku głośnych wtopach filmowych, Netflix w końcu dostarcza widowisko warte czasu poświęconego na jego obejrzenie. Anihilacja to nietypowa produkcja science fiction, która wywołuje autentyczny niepokój.

Gdy proponuje nam się historię science fiction zatytułowaną Anihilacja, już wiemy, co jest grane – oto przychodzi obce, z jakiegoś powodu zawzięte na ludzką rasę, ale mężnie stawiamy mu czoła za pomocą przeważającej siły ognia. Jeśli będziemy starać się wystarczająco, ze strony anihilowanej staniemy się anihilującą i wszystko dobrze się skończy. Ale, ale, wtrąca Alex Garland, zapominacie o kluczowym fakcie. Rozpadacie się. Na poziomie komórkowym cały czas, dosłownie, rozpadacie się i składacie na nowo, aż w końcu nie ma już czego składać. I co teraz? Co z taką anihilacją? Jak wycelować karabin w śmierć wbudowaną w nasze DNA?

Netflix postanowił porozpieszczać miłośników science fiction – niezależnie od tego, jak oceniacie jakość poszczególnych pozycji, można w nich przebierać jak w ulęgałkach. Jedną z nowości marca jest ekranizacja powieści Jeffa VanderMeera, całkiem świeżej, bo z 2014 roku. Zgromadzono solidną obsadę prosto z Gwiezdnych wojen, Thora: Ragnaroku i Nienawistnej ósemki. Za kamerą stanął Alex Garland, znany z kameralnej Ex Machiny. Co chce nam pokazać?

Kiedy premiera?

Anihilacja zadebiutuje na Netfliksie 12 marca.

Pod kopułą lśnienia

Zawiązanie fabuły jest klasyczne. Leena (Natalie Portman) od roku czeka, aż jej mąż, Kayne (Oscar Isaac), wróci z supertajnej misji wojskowej. Gdy już traci nadzieję, Kayne niespodziewanie objawia się tuż za drzwiami sypialni, chory i nie do końca przytomny. Oboje błyskawicznie zostają zgarnięci do supertajnej placówki badawczej; tam Leena dowiaduje się, że niedaleko wydarzyło się (przybyło? wyrosło?) coś. Strefa X. „Shimmer”. Rozsiadło się nad kawałkiem lasu i wybrzeża gigantyczną, półprzejrzystą kopułą, lśniącą jak kropla rozlanej benzyny. Wysłano do środka kilka ekspedycji – nie wrócił nikt poza Kaynem, a i on sam nie wie, jakim cudem znalazł się we własnym domu. Sfera blokuje wszelkie próby komunikacji z będącymi wewnątrz ludźmi. I – oczywiście – rośnie. Jak rak.

Zbiera się więc drużyna, jak to zwykle bywa; jak to bywa nieczęsto, złożona tylko z naukowców i tylko z kobiet. Oprócz Leeny (która jest biolożką, a wcześniej służyła w wojsku, więc zostaje zakwalifikowana) w jej skład wchodzą Josie (Tessa Thompson), Anya (Gina Rodriguez), Cass (Tuva Novotny) i przywódczyni całej wyprawy, dr Ventress (Jennifer Jason Leigh).

Wszystkie dziewczyny są wyraziste i od raz dają się lubić (albo – w przypadku dr Ventress – budzą respekt), więc natychmiast zaczynamy im kibicować – choć z tyłu głowy cały czas tkwi informacja, że one przecież stamtąd nie wrócą. Film mówi to na samym początku, podczas krótkiej futurospekcji z przesłuchania Leeny w laboratorium. Bohaterka niewiele pamięta i niewiele może powiedzieć poza tym, że towarzyszki nie żyją albo... sama nie wie co.  Kilkanaście minut później dowiadujemy się, dlaczego tak trudno tu o słowa.

Nie wygląda groźnie, prawda?

Dziwniej i zdziwniej

Shimmer jest dziwne w sposób, który rzadko ogląda się w filmie. Nie atakuje od razu stadem spaczonych monstrów, nie wyżyma oczu feerią podkręconych barw, nie znęca się nad błędnikiem, wywracając na lewą stronę grawitację i geometrię. Jest... ładne. Zielone, żywe, pełne kwiatów; znalazło się tu nawet małe odwołanie do Księżniczki Mononoke. (Każdy majestatyczny biały jeleń w lesie jest nawiązaniem do Miyazakiego, zwłaszcza gdy jego poroże tworzą gałęzie. Kiedy przypomnimy sobie, jak niepojętą istotą był Bóg Lasu z Księżniczki Mononoke, będziemy trochę bliżej tego, czego próbuje dotknąć Anihilacja).

Te różnokolorowe kwiatki to jedna roślina. Piękna, ale zmutowana.

Oczywiście wciąż czyhają na bohaterki rozmaite niebezpieczeństwa – nie po to dziewczyny zabrały ze sobą karabiny, by z nich ani razu nie wypalić – ale sytuacje, w których źródło strachu da się wziąć na cel, zastrzelić i zapomnieć, są bardzo rzadkie. A mimo to napięcie nie znika nawet na moment. Bohaterki mają swoje sekrety i być może nie powinny ufać sobie nawzajem. A w dodatku wszystko się rozpada.

Nowy wymiar body horroru

Film już w pierwszych scenach podsuwa metaforę nowotworu i stanowi ona dobry punkt wyjścia – wszystko, co znalazło się wewnątrz Shimmer, zaczyna się zmieniać. Jednak nie spodziewajcie się tu klimatu wycieczki po Czarnobylu; Anihilacja proponuje bardziej podstępną wizję.

Przed bohaterkami rozciąga się właśnie jedna z najbardziej makabrycznych scen filmu – ale jej celem nie jest wywoływanie obrzydzenia; bardziej fascynacji.

Gdy chcemy pokazać coś, co przestaje być znajome, pierwszym odruchem jest przedstawić to jako brzydkie, szpetne, odrzucające; odpalić przycisk „gore” i wcisnąć gaz do dechy, wyciągając z zakamarków wyobraźni wszelkie oślizgłe i drgające kawałki, które mamy w środku. Widzieliśmy to często w filmach, jeszcze częściej w grach – wszystkie te bezwłose lub bezskóre straszydła ze S.T.A.L.K.E.R.-a, Fallouta czy Silent Hill, napęczniałe, zębate, ze zbyt wieloma kończynami lub bez kończyn w ogóle. To działa – nasz mózg, rejestrując oślizgłość i zębatość, widzi chorobę i zaciska nasz palec na spuście, zanim my sami zdążymy pomyśleć o strzale. Ale tutaj nie ma do czego strzelać.

Zamiast tego Anihilacja podsuwa obrazy, które jednocześnie są ładne i włażą pod skórę, niepokoją i drażnią. Im dalej w głąb sfery (anomalii? istoty?) się zapuszczamy, tym dalej przesuwa się znaczenie słowa „mutacja”. Pod działaniem Shimmer wszystko rozpada się i miesza; najpierw znikają granice między tym, co roślinne, zwierzęce czy ludzkie, później nawet takie pojęcia jak „żywe”, „martwe” i „nieożywione” przestają cokolwiek znaczyć. Jest to wizja niesamowicie efektowna, piękna i wysmakowana, a jednocześnie głęboko obrzydliwa, gdy przypomnimy sobie, że nasze bohaterki nie są tu na prawach gości i ta sama siła, która przemieliła razem roślinno-zwierzęce DNA i udrapowała człowieka na ścianie niczym najpiękniejszy grzyb, cicho i mozolnie wgryza się w ich własne komórki. Nie możesz wycelować do raka z karabinu. Możesz tylko być pewien, że zostaną po tobie cholernie intrygujące wizualnie zwłoki... albo i nie, bo śmierć też jest tu poprzedzona słowem „chyba”.

O losach Kayne’a dowiadujemy się, niczym w grach, z pozostałych po nim dzienników wideo.

A gdyby tak się zabić?

No i wreszcie zostaje samo Shimmer – a raczej to, co je wywołało. Wbrew temu, co mogłoby się wydawać, Anihilacja opowiada spójną historię, choć wymaga uwagi, bo zamiast gotowych wyjaśnień rozrzuca nam okruszki – obrazy, kawałki dialogów, piosenkę. Wystarczająco, by dopowiedzieć sobie, jaki będzie koniec świata, choć jest to odpowiedź wybitnie niekomfortowa.

Dawno nie widziałam filmu podobnego do Anihilacji opartego na tak prostej i tak efektownej koncepcji, tak dobrze wyważonego, interesującego wizualnie. I niepokojącego. Głównie niepokojącego. To, wbrew pozorom, nastraja optymistycznie – cieszy fakt, że na Netfliksie znalazło się miejsce dla świeżych, ambitnych obrazów SF. Wygląda na to, że nastały dla fanów kina dobre czasy.

Przedpremierowy dostęp do filmu Anihilacja otrzymaliśmy bezpłatnie od firmy Netflix.

Anna Kalevatar Garas

Recenzja serialu Altered Carbon – cyberpunk od Netflixa
Recenzja serialu Altered Carbon – cyberpunk od Netflixa

Cyberpunk jest na fali. Po zapowiedzi gry od CD Project RED nadeszły filmy w postaci Blade Runnera 2049 czy Ghost in the Shell. A teraz debiutuje cyberpunkowy serial od Netflixa – Altered Carbon. Czy jest dobry?

Recenzja filmu Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi – Star Wars coraz lepsze
Recenzja filmu Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi – Star Wars coraz lepsze

Rian Johnson, twórca udanego Loopera, dostał ogromną szansę stworzenia własnej wizji sagi Gwiezdne wojny. Jego Ostatni Jedi miał być czymś innym i zaskakującym. Czy gotowe dzieło dorównuje wielkim oczekiwaniom widzów?

Recenzja filmu Assassin’s Creed – daleko od katastrofy
Recenzja filmu Assassin’s Creed – daleko od katastrofy

Krytycy są jednogłośni – film Assassin's Creed to klapa. My jednak, patrząc przez pryzmat naszego hobby, mamy inną opinię. Ekranizacja kasowych hitów Ubisoftu jest całkiem zjadliwa, choć wybitnym dziełem także nie da się jej nazwać.

Komentarze Czytelników (77)

Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze
11.03.2018 15:06
1
odpowiedz
Kaktusak
76
Pretorianin

Jak powyzej, Netlix jest tylko dystrybutorem, i to troche przypadkowym (w US i Can film byl w kinach ale poniosl porazke finansowa), polecam artykl ktory to wyjasnia, producentem byl Paramount, nie Netflix
https://www.theguardian.com/film/2018/mar/10/annihilation-netflix-release-alex-garland-ex-machina

11.03.2018 21:34
👍
odpowiedz
A.l.e.X
114
Alekde

Obejrzałem, uczta dla widza, jutro sami się przekonacie :)

11.03.2018 21:45
odpowiedz
Haszyszx
36
Chorąży

Będzie o północy na netflixie? Bo nie wiem czy czekać

13.03.2018 00:00
1
odpowiedz
1 odpowiedź
Likfidator
97
Senator

Film jest bardzo przeciętny. Ograne motywy i bardzo płytka fabuła pełna niedopowiedzeń. Problemy z ciągłością i logiką wydarzeń, oraz wrażenie że twórcom nawet się nie chciało zadbać o spójność.

Film bardzo podobny do Prometeusza, ale przyjemniejszy w odbiorze... co jest dziwnym określeniem dla filmu, który potrafi być piękny i obrzydliwy zarazem.

Warto obejrzeć dla samego HDR, który w tym filmie wypada bardzo dobrze.

13.03.2018 02:58
odpowiedz
Ryszawy
69
Konsul

Świetny, chyba najlepsze S-F jakie widziałem od dłuższego czasu. Nie dziwota, że klęska finansowa wersji kinowej, w czasach kiedy disnejowskie Gwiezdne Wojny i Czarna Pantera, to żyły złota.
Warstwa dźwiękowa rewelacyjna. Natalka także.
Nie słuchajcie opowieści o płytkiej fabule i głębokim HDR. Jak to w ogóle można z Prometeuszem zestawić? Jedno z najdziwniejszych skojarzeń o jakich słyszałem.
Niedopowiedzenia zostawiają pole do własnej interpretacji, no i obca forma życia jest tutaj po prostu obca.

Z minusów:
- typowa, wkurzająca, gruba, afro-amerykanka o umyśle dziewięciolatka z Bronxu - ile ja razy już to widziałem ?
- budżet, a raczej jego mizerota, co czasem było widać.
- ostatnie ujęcie, można było sobie spokojnie darować -- kolejne, ile ja razy już to widziałem ? Szkoda, że nie postawiono tutaj na bardziej symboliczne zakończenie, motyw ze szklanką wody byłby niezły (coś jak bączek w Incepcji)

Czas chyba sięgnąć po książki.

post wyedytowany przez Ryszawy 2018-03-13 03:13:10
13.03.2018 06:07
odpowiedz
Matysiak G
123
bozon Higgsa

Spoko film.

Fabuła nie jest może jakaś specjalnie odkrywcza - troszkę tu Pikniku na skraju drogi, troszkę Ślepowidzenia, troszkę Kuli, troszkę Arrival, troszkę Żony Astronauty no i oczywiście typowe zawiązanie akcji kliszą nr 13: "Wysyłamy ludzi, żeby dowiedzieć się, co się stało z ludźmi, których wysłaliśmy, żeby dowiedzieć się, co się stało". No ale co można wymyślić w temacie kontaktu z nieznanym? Klimat bardzo dobry, dzięki nieśpiesznemu tempu, grze światłem i muzyce, parę mocnych momentów umiejętnie stopniujących napięcie, wizualnie jak najbardziej ok, "zona" interesującą, mimo skromnych jak na Hollywood środków. Bardzo mi się podoba przewaga scenografii nad efektami komputerowymi (które mają swoje 10 minut w końcówce, IMO zbyt efektownie, ale interesująco). Niektóre kadry żywcem wzięte z The Last of Us. Nieznane jest naprawdę nieznane i takim pozostaje, za co plus.

Z wad:

Utrzymanie całej operacji w tajemnicy jest IMO nielogiczne. Za duże to było, żeby nikt się nie zainteresował. Film by zyskał, gdyby okrasić go np. fragmentami wywiadów z naukowcami próbującymi zgadywać, co się kryje w środku.

Bohaterki zachowują się przez sporą część podróży, jakby były na obozie harcerskim.

Końcówka - rozumiem potrzebę kulminacji i zamknięcia historii, ale IMO była zbyt gwałtowna i efekciarska w stosunku do reszty filmu. Fabularnie jak najbardziej w porządku. Natomiast technicznie zbyt duży kontrast.

Ostatnie ujęcie w stylu filmów z lat 80-ych. Naprawdę - to nie jest typowy horror, żeby stosować takie zagrywki.

post wyedytowany przez Matysiak G 2018-03-13 06:44:02
13.03.2018 06:59
odpowiedz
Ragn'or
160
mortificator minoris

Film chętnie obejrzę, po trailerze miałem skojarzenie- może błędne- z książką-

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/149668/deus-machine

13.03.2018 16:36
odpowiedz
sadasan
18
Legionista

Po trailerze spodziewałem się dobrego kina Sci-Fi niestety zawiodłem się.
Bez rozpisywania się moja ocena 5.5/10. Mimo wszystko trzeba przyznać Netflixowi, że zmierza w dobrym kierunku.

post wyedytowany przez sadasan 2018-03-13 16:38:55
13.03.2018 18:36
odpowiedz
yadin
101
Legend

Już mam dość Portman i jej utyskiwania na fakt, że gdy miała 14 lat, prasa brukowa w USA zwracała uwagę na jej pączkujące piersi. Do końca życia powinna chodzić na czarno. To jej rodzice powinni wiedzieć, że dając taką małą dziewczynkę do takiej roli, robią z niej lolitkę i pożywkę dla starych zboków.

13.03.2018 19:19
odpowiedz
2 odpowiedzi
Wielki Gracz od 2000 roku
111
El Kwako

Obejrzałem wczoraj i mocno się zawiodłem. Fabularnie... no nic tu nie ma. Aktorsko podobnie. Muzyka wyróżnia się tylko w dwóch momentach

spoiler start

misiek krzyczący głosem zabitej z drużyny i podczas "walki" z sobowtórem bohaterki w latarni.

spoiler stop

Wspomniane w spojlerze dwie sceny są też jedynymi, które budzą jakiekolwiek emocje, głównie mocny niepokój. Jeśli chodzi o scenografię to w sumie ciężko określić. Głównie zieleń z kropami kolorów w większości scen. Szkoda czasu na ten film, zdecydowane 3/10 (za te dwa fragmenty w sumie).

13.03.2018 20:06
odpowiedz
zanonimizowany1074990
29
Generał

Niebanalny (ekranizacje powieści generalnie służą kinematografii). Ciekawy audiowizualnie, z wyobraźnią. Spotkanie z obcością w stylu Lema bym powiedział - tyleż rzadkie, co cenne podejście. Dobry kierunek dla SF.

13.03.2018 20:16
👍
odpowiedz
Cainoor
198
Mów mi wuju

Wlasnie siadam do seansu zachecony pozytywnymi komentarzami. Good job :)

13.03.2018 20:25
odpowiedz
Ahaswer
70
ciwun

Obejrzałem to wczoraj i zachwyt mnie nie uniósł pod sufit. Nie twierdzę, że to zły film, nie twierdzę, że fabuła jest jakaś płaska czy nijaka, ale realizacyjnie, reżysersko, przede wszystkim dramaturgicznie jakby czegoś zabrakło. I gdzieś tak w połowie filmu jakby napięcie zgasło, resztę seansu przesiedziałem z pewną taką nieśmiałą obojętnością.

13.03.2018 20:28
odpowiedz
Kyahn
200
Rossonero

Na filmwebie ma ocenę 6,6 i ja w zasadzie się z tym zgadzam. Wg mnie niczym specjalnym się nie wyróżnił.

post wyedytowany przez Kyahn 2018-03-13 20:32:29
13.03.2018 22:16
odpowiedz
2 odpowiedzi
Ragn'or
160
mortificator minoris

Obejrzałem teraz, jest to film z gatunku "każdy może mieć swoją interpretację i będzie ona dobra". Zabrakło chyba pomysłu na coś naprawdę zaskakującego. Szczególnie końcówka wydaje się jakaś taka bezpłciowa. Moje wcześniejsze skojarzenie z książką było właściwie trafne, gdyż zaobserwowałem wiele podobieństw, choć przyczyna problemu zupełnie inna i takie też zakończenie.
Chciałbym jakoś ocenić ten film ale mam tu problem.

spoiler start

Przyleciał jakiś kosmita i namieszał bez sensu, bez celu, bez przesłania...
Namieszał bo mógł, a widzowie niech doszukują się ukrytego znaczenia tego bigosu.

spoiler stop

post wyedytowany przez Admina 2018-03-14 09:28:14
14.03.2018 08:12
👍
odpowiedz
eJay
175
Quaritch

gameplay.pl

Obejrzałem i jestem pod wrażeniem. Bardzo odświeżający miks Stalkera, Pikniku na skraju drogi, The Thing oraz... żeby nie spojlerować za bardzo to napisze tylko "Odyseja Kosmiczna". Ostatnie 30 minut zdecydowanie dostarcza, również pod względem muzyki.

daję mocne 8/10

Nie każdemu na pewno się spodoba taki rodzaj fabularnego snuja i filozofowania, ale akurat Annihilaton robi to dobrze, nawet zdecydowanie za dobrze biorąc pod uwagę budżetowe ograniczenia - choć dzięki temu widz nie ma wyłożonego wszystkiego jak na tacy.

14.03.2018 09:03
1
odpowiedz
Ragn'or
160
mortificator minoris

Łatwo w filmie namnożyć dziwne wydarzenia, trudniej dorobić do tego zaskakujące, logiczne zakończenie, które pozostawi widza w stanie zachwytu na długo. Tutaj tego zabrakło, końcówka pozostawiła mnie w stanie niedosytu raczej. Znajdą się osoby, które nazwą to otwarte zakończenie głębokim i ambitnym, ale ewidentnie zabrakło tu pomysłu na coś więcej. Żadnego drugiego dna tu nie ma, można interpretować wedle woli, obcego bolał ząb na przykład, dlaczego nie...;)
Szkoda, bo "Ex machina" tego reżysera, był filmem bardzo dobrym.

Film "Anihilacja" jest filmem niezłym, a był potencjał na więcej. Kilka scen było bardzo dobrych, obraz kosmity ciekawy i nie tak oklepany jak zazwyczaj w filmach.

Daję 5,5/ 10. Przerost formy nad treścią.

post wyedytowany przez Ragn'or 2018-03-14 09:22:53
14.03.2018 14:51
1
odpowiedz
1 odpowiedź
str1111
28
Pretorianin

To wygląda tak jakby

spoiler start

obcy który przybył na Ziemię zaczął tworzyć życie od początku z już istniejącego, jedna komórka, dwie itd. czyli w zasadzie to co widzimy na początku filmu na wykładzie, przy okazji mieszając wszystko i tworząc świat tak jak go rozumiał(o) (coś jakby układał klocki ale bez instrukcji). Jednocześnie dążąc do stworzenia optymalnego organizmu i to w zasadzie widzimy na końcu filmu. Klon męża głównej bohaterki, a później jej samej jest zapewne zwieńczeniem stworzenia. Samo zakończenie ze spaleniem wszystkiego wyglądało tak, jakby dzięki komórkom głównej bohaterki, organizm zyskał też świadomość tego co robił (w końcu jest ona biolożką), w podobny sposób jak niedźwiedź zyskał część świadomości (?) jednej ze swoich ofiar. Nie bez powodu są tu zapewne też słowa jednej z członkiń wyprawy ("ona chce to zrozumieć, ty chcesz to zniszczyć"), co widzimy w zasadzie na samym końcu, pani psycholog zmienia się w obcego, którego chciała zrozumieć, a obcy który zaczerpnął komórek głównej bohaterki zniszczył wszystko co stworzył.

spoiler stop

A przynajmniej ja tak to widzę.

post wyedytowany przez str1111 2018-03-14 14:51:26
14.03.2018 15:05
odpowiedz
1 odpowiedź
jimmyxyz
39
Chorąży

Nie rozumiem skąd te zachwyty. Efekty sztuczne, że aż oczy bolą. Od krokodyla mutanta już chyba lepiej zrobiony był bazyliszek z "Legendy Polskie Allegro", a cała reszta, jak plenery itp. wyglądają jak wyjęte z jakiejś gry komputerowej sprzed kilku lat.
Idiotyzmy fabuły, typu 5 lasek z karabinami może były i fajne w epoce kaset VHS, ale teraz, sorry, ja tego nie kupuję.
Gdzież temu filmowi do klasyków jak "Głębia", "Kula", "Coś", czy choćby "Żona Astronauty"?
Moim zdaniem, nie wystarczy kiepskiego CGI podlać pseudofilozoficznym sosem, aby wyszedł dobry film SF. Ten wg. mnie nim nie jest, wręcz przeciwnie - dałbym może 4/10.

post wyedytowany przez jimmyxyz 2018-03-14 15:18:02
14.03.2018 18:49
odpowiedz
2 odpowiedzi
NewGravedigger
118
spokooj grabarza

O co chodziło z tą szklanką?

14.03.2018 22:47
odpowiedz
2 odpowiedzi
pisz
101
nihilista

Podsumowując - Żydzi musza wszystko zniszczyć ;)

A tak serio - zmarnowany potencjał. Świetne pomysły przemieszane z fatalnymi dialogami, bardzo złym CGI i bzdurami kłującymi w oczy i w mózg.

15.03.2018 06:32
👍
odpowiedz
7 odpowiedzi
Soulcatcher
211
The Bards Tale 4

Film podobał mi się, polecam go miłośnikom klasycznego SiFi, ludzie lubiący superbohaterów będą rozczarowani, pomimo braku kosmicznych bitew film jest w 100% SiFi.

Dobry film.

spoiler start

To nie jest koniec świata tylko klasyczna inwazja z kosmosu, zresztą udana.

spoiler stop

Mam takie dziwne skojarzenie ale mi film przypomina Solaris.

post wyedytowany przez Soulcatcher 2018-03-15 07:57:17
15.03.2018 15:15
odpowiedz
Ryszawy
69
Konsul

To ja trochę tropów podrzucę:

spoiler start

- Tatuaż Natalki. Na przesłuchaniu, na przedramieniu ma coś na kształt ósemki, lub symbolu nieskończoności, spogląda na niego mówiąc o kopiach. W czasie wyprawy nie ma go, ale pojawiają się jej w tym miejscu siniaki.
- Szklanka z wodą. Mąż Natalki, czy też to co go udaje, dostaje ataku po zetknięciu z wodą. Pod koniec przesłuchania, Natalka bierze łyk wody z podobnej szklanki i coś dziwnego się w tej szklance dzieje.
- Rak. Motyw, który przewija się przez film. Komórki rakowe są nieśmiertelne, omijają proces apotozy, zaprogramowanej śmierci komórki, ale rak to dla człowieka śmierć.

spoiler stop

16.03.2018 00:09
odpowiedz
2 odpowiedzi
szczupasia
56
sympatycznie

Bardzo fajny film. Bardzo plastycznie przenosi główny motyw, zawarty przecież w tytule, na poszczególne wątki. Pięknie wygląda i brzmi. Nic odkrywczego (albo ja czegoś nie widzę), ale to był przyjemny seans.

Nie czytałem książki, ale jestem ciekawy, czy jej autor potrafił tak wprawnie operować środkami przekazu, jak Garland w tym filmie.

post wyedytowany przez szczupasia 2018-03-16 00:11:28
16.03.2018 00:42
odpowiedz
5 odpowiedzi
berial6
94
Donut Hole

Dawno nie widziałem tak nierównego filmu.
Pierwsza połowa to w ogóle jakiś dramat. Scenariusz chyba był pisany na kolanie przez oświetleniowca. Postaci rzucają tylko i wyłącznie ekspozycjami, wszystko brzmi tak patetycznie, jak tylko się da. Historie postaci? Pff. To, czego powinniśmy się domyślić sami, zostaje streszczone w dwie minuty.

Fabuła strasznie przypomina Prometeusza. Głównie ze względu na to, że 'zespół' badawczy, jak i cały plan.. są głupie. Jak but. Albo i gorzej.
Więc: do zespołu, złożonego z CZTERECH osób, dołącza Natalie Portman, całkiem przypadkiem. Po co się wybiera do tej strefy x? Booo powody. W sumie i tak nic lepszego nie miałaby do roboty, bo tajniacy i tak jej zdradzili top secret informacje, bo czemu nie. W zespół 12. czy nawet 13. eskpedycji w chodzi więc PIĘĆ OSÓB. PIĘĆ. Mówimy tu o wyprawie do miejsca, z którego wróciła do tej pory jedna osoba.
Czemu? Tak trudno było wysłać i 50 wyszkolonych marines, by zbadali sam brzeg i szybko wrócili z kawałkami informacji? Przez to nasza 'drużyna pierścienia' zapuszcza się w nieznajomy teren. Żeby było śmieszniej- jedyna osoba, która jest tam faktycznie potrzebna to właśnie Portman, która przecież znalazła się tam przez przypadek. Teren wypełniony masą zmutowanych grzybów, porostów, roślin i JEDEN biolog. Brawo.
W ogóle ta Piątka Wspaniałych to jakiś żart. Kto to, do świętego Blade Runnera pisał?! Każda z nich jest po prostu głupia. A to jedna zapyta, jak znaleźć południe bez kompasu (!), a to inna powie, że nie będzie oglądać materiału jeszcze raz, bo się brzydzi. Szczytem jest scena, w której jedna z nich porywa pozostałe 3. Nie jedną. Nie dwie. Jedna osoba PORYWA TRZY OSOBY. Kto tam pilnował warty?!
Drużyna jest strasznie niedoinformowana. Nie wiedzą, gdzie iść, po co, co na nich czeka. I chyba nikt im też nie przekazał jakichkolwiek informacji o sobie nawzajem, bo po co. No i wyszkolona marines wariuje, gdy się dowiaduje, że jedna z koleżanek zataiła w sumie dość nieistotną rzecz, o mężu. Brawo. Zabawne jest też to, że ich karabiny nie mają odrzutu.

"Ekspedycja badawcza", niech sobie scenarzyści to włożą. Przypominam- mąż Natalie Portman wrócił z objawami choroby popromiennej. Cały teren jest w jakiś sposób skażony. Więc co robią bohaterki? Wchodzą w piątkę, bez żadnych kombinezonów, czujników Geigera czy chociażby masek ochronnych?! Już nie wspomnę o zapasach jedzenia- ponoć były w dziczy ponad tydzień. Już to widzę, jak w tych plecakach targają cały osprzęt, mikroskopy, aparaturę badawczą i jedzenie.... Chyba, że zarly napromieniowane malinki.
Natalie Portman nie gra postaci. Ona gra tuzin postaci. Jest ex-marine, biolożką, Mary Sue, final girl i bóg wie, czym jeszcze. Dialogi? Proszę. Postaci wymieniają sie informacjami albo na siebie krzyczą w histerii. To już wiemy, czemu to już 13. wyprawa. A, no i rozkminienie, czemu sygnał nie idzie do bazy zajęło im SZEŚĆ dni. Brawo, pani fizyk. A, no i jeszcze jedna z postaci pyta panią biolog, czy "to krzyżówka"? Na to ta odpowiada, że gatunków nie da się krzyżować. Czy oni tam wysłali naukowców? Bo żołnierze to nie są, tylko Portman jako tako strzela, drugiej się karabin zaciął, a trzecia zastrzeliła niedźwiadka z pół metra. Wow.

Ale film rozkręca się, na szczęście, po 75 minutach. Od sceny w domku. Jak przebolejemy ten idiotyzm z jedną przestrachaną dziołchą, która wiąże 3 pozostałe (heh), to cała następna scena jest zaskakująco dobra. Siedziałem niemalże jak na szpilkach. Zabieg z niedźwiedziem był niespecjalnie oryginalny, ale bardzo przerażający. Gdyby tylko pierwsza połowa filmu tak wyglądała. No i ten krokodyl i jump scare, jak wciągnął jakąś panią 'naukowiec', eh...
Stylistyka filmu jest całkiem spoko- jak na film za chyba 40m, nie wygląda to słabo, a wręcz przeciwnie. Do niczego z efektów nie da się przyczepić, może z wyjątkiem latarni, która wygląda okropnie. Ale te porosty, rośliny, nawet niedźwiadek- wyglądają bardzo porządnie. Na pochwałę zasługuje sam projekt tego wszystkiego, włącznie z kryształowymi drzewkami.
A końcówka... Wow. Wynagradza cały film. Gdyby King Crimson zaczynał karierę teraz- tak wyglądałyby ich teledyski i okładki płyt. Schizofreniczna atmosfera, świetne ujęcia na Portman i... coś. No i to buczenie! Po prostu rewelacja.
Czy tylko mi ten film w ostatecznym rozrachunku przypominał "Femi-sci-fi Jądro Ciemności na prochach"?
Szkoda, że świetne ostatnie 40 minut rujnują kiepskie dialogi, idiotyzmy rodem z prometeusza (pff maski? czujniki promieniowania? powrót do bazy, by zdobyć jakiekolwiek dane? pooo co, idziemy do przodu, co z tego, że co chwila ktoś ginie). No i nieszczęsny tekst "So it was alien?" musiał przypomnieć, jakiego rodzaju film oglądamy. Szkoda, bo końcówka daje radę, reszta męczyła. Najlepiej byłoby chyba wyciąć pierwsze 30 minut, przemontować następne 40 i zostawić ostatnie 40 w spokoju.

16.03.2018 19:11
👎
odpowiedz
FrankerZ
27
Pretorianin

Zostało mi 40 minut do końca i nie wiem czy dam radę. Ten film jest tak durny, postacie zachowują się nieracjonalnie, ale może to wina tego, że 5 kobiet jest głównymi bohaterami? Cała historia też naciągana, co oni żadnych badań nie robili, zanim nie posłali ludzi do środka? PRzecież mogli na obrzeżach badać efekty tego czegoś i jego wpływu na środowisko. Oni woleli posłać 5 kobiet w głuszę, pomimo tego, że nikt wcześniej nie wrócił, jakiś mindfuck. Dobrze, żę to fikcja bo gdyby tak służby potraktował podobny problem w realnym świecie, to nie mógłbym zasnąć. Kino klasy B dla niewymagającego widza, do tego biedne efekty komputerowe (jak zobaczyłem te sarenki to mało co nie zwróciłem obiadu), nie polecam.

post wyedytowany przez FrankerZ 2018-03-16 19:15:11
17.03.2018 20:03
👍
odpowiedz
aope
125
Corporate Occult

Świetne kino. R-e-w-e-l-a-c-y-j-n-a scenografia i projekty, cały koncept jest świetny. Przyznam, że dawno nie widziałem tak niebanalnego obrazu. Zdecydowanie warto.

17.03.2018 21:57
1
odpowiedz
Setak
88
Generał

Wyłączyłem po 40 minutach, bo szkoda życiu na takie bzdury.
Nie polecam.

18.03.2018 22:01
👎
1
odpowiedz
piaskun87
36
Centurion

Nuda, bzdura i tragedia...
Nie wiem jak wytrzymałem te 2 godziny?! 2/10

18.03.2018 22:15
odpowiedz
not2pun
43
Generał

obejrzałem, nie jest źle ale mogli trochę streścić historię

co mnie ciekawi to to

spoiler start

dlaczego nie próbowali dostać się do latarni od strony wody, tylko szli tą dżunglą??
na tej szklance kropla się podzieliła jak od lustra nawiązanie do treści wcześniej wypowiedzianych rośliny zwierzęta skopiowane, ale nie sklonowane

spoiler stop

post wyedytowany przez not2pun 2018-03-18 22:20:09
Dodaj swój komentarz
Wszystkie Komentarze